Recenzja: Brockhampton Saturation

Data: 15 sierpnia 2017 Autor: Komentarzy:

Brockhampton

Saturation (2017)

Brockhampton Records

Wydane w lipcu Flower Boy Tylera, the Creatora przypomniało mi o tym, że pomimo udanych solowych projektów poszczególnych członków Odd Future, kalifornijskiej grupie nigdy nie udało się w pełni wykorzystać swojego kolektywnego potencjału, tworząc choćby jedną solidną płytę jako zespół. Niewykluczone, że rozczarowani takim stanem rzeczy słuchacze OFWGKTA znajdą pewne pocieszenie w twórczości Brockhampton, których debiutancki album Saturation jest prawdopodobnie najbardziej świeżą, eklektyczną i kreatywną rzeczą, jaka pojawiła się na rapowej scenie w tym roku.

Mimo że porównywanie Odd Future z Kevinem Abstractem i spółką jest jak najbardziej uzasadnione, to jednak stawianie znaku równości między obiema ekipami byłoby sporym uproszczeniem. Podczas gdy OFWGKTA kojarzyło mi się zawsze z gówniarską rebelią w podobnym stopniu szczerą, co nastawioną na wywołanie szoku i kontrowersji, tak Brockhampton, choć równie zbuntowani, wykorzystują swój młodzieńczy gniew w bardziej konstruktywny sposób. Tematyczną osią zawartych na Saturation utworów jest przede wszystkim bolesny proces wchodzenia w dorosłość, który wyraża się w szukaniu i akceptowaniu własnej tożsamości, a także pielęgnowaniu swego indywidualizmu. Najlepiej obrazuje to „Trip”, w którym ekshibicjonistyczne wersy Ameera Vaana („Trapped in the suburbs / We suffocatin’ / We get all our drug and medication”) czy Doma McLennona („Shit was never sunny / Wrists were sorta bloody”) łączą się z powtarzanym jak mantra stwierdzeniem „Today I’mma be whoever I wanna be” w refrenie. Podobny, pełen nadziei przekaz niesie ze sobą „Milk” traktujące o tym, że akceptacja siebie to pierwszy krok w stronę samorozwoju.

Biorąc pod uwagę emocje zawarte w poszczególnych utworach i sposób ich wyrażania, nie dziwi to, że tytuły każdego z numerów to krótkie, zapisane wielkimi literami pojedyncze słowa. Znajdujące się na Saturation teksty i bity wręcz krzyczą w stronę słuchacza, wymagając od niego pełnej atencji i nie pozwalając, aby cokolwiek odwróciło jego uwagę od tego, co Kevin Abstract z ekipą próbują mu przekazać. Imponująca jest również wszechstronność rapujących członków Brockhampton — oprócz tych bardziej osobistych numerów, znajdziemy tu również soczyste newschoolowe bangery, wśród których prym wiedzie otwierające album „Heat”, gdzie skojarzenia z hardkorowym rapem w wydaniu Wu-Tang Clanu spotykają się z wręcz punkrockowym zacięciem, tworząc tym samym być może najlepszy singiel tego roku. Brockhampton bardzo dobrze wychodzą także bardziej koncepcyjnie i tematycznie określone numery, takie jak chociażby „Star”, w którym mnogość popkulturowych odniesień reprezentuje dążenie grupy do sławy. Z kolei „Fake” wpisuje się w coraz popularniejszy trend krytyki dużych labeli i pochwały artystycznej niezależności. Mimo że tekstowo daleko Brockhampton do nurtu tzw. świadomego rapu, chłopakom udaje się przedstawić swoje poglądy w sposób interesujący i pozbawiony banału. Co więcej — każdy z utworów dopełniony jest niesamowitą zajawką, charyzmą i nieokiełznaną, wręcz zaraźliwą energią.

W tym kolektywie młodych kreatywnych głów równie ważną rolę co raperzy pełni zespół producentów, którym w trakcie 50 minut trwania albumu udało się zawrzeć bardzo szeroki przekrój okołorapowych klimatów — od wspominanego już agresywnego hardcore’owego rapu po melodyjne brzmienie R&B i neo-soulu. W praktycznie wszystkich zawartych tu numerach Brockhampton udowadniają, że nie tylko doskonale czują obecnie panujące na scenie trendy, ale również są bystrymi uczniami mainstreamowych produkcji z początku poprzedniej dekady — mam tu na myśli przede wszystkim brzmienie charakterystyczne dla The Neptunes czy Kanyego Westa ery The College DropoutLate Registration. Co jednak najważniejsze z tego magla różnorodnych inspiracji Brockhampton stworzyli płytę bardzo spójną i dopracowaną od początku do końca w najdrobniejszych szczegółach.

Jak pokazuje najnowszy album pochodzącej z Los Angeles grupy, to nie chłodna kalkulacja i ślepe podążanie za tym co modne, a raczej szczere emocje i klarowna wizja stanowią klucz, który może otworzyć bramy do świadomości szerszego grona słuchaczy. Czyżby ta zgraja dziwaków i outsiderów miała naprawdę za chwilę wyrosnąć na czołową siłę indie rapu z popowym potencjałem? Jeżeli zespół nie zejdzie z obranego na Saturation kursu, to o ich pomyślny los możemy być raczej spokojni. Zwłaszcza że chłopaki nie próżnują i jeszcze w tym roku ma się ukazać druga część płyty. Dotychczasowe single „Gummy”„Swamp” zwiastują duże rzeczy, nie pozostaje nam więc nic innego jak tylko czekać na dalsze efekty.

Komentarze

komentarzy