Recenzja: Sarius Antihype

Data: 17 listopada 2017 Autor: Komentarzy:

Sarius

Antihype (2017)

Antihype

Ocenianie osiągnięć artysty przez pryzmat wieku może wywołać pewien sprzeciw. Nie sposób jednak nie spojrzeć w metrykę Sariusa, który ma na swoim koncie całkiem pokaźną liczbę wydanych materiałów, a zaczynał w czasach, które pamiętają nawet fani Quebonafide. Współpraca z DJ-em Epromem, Ostrym czy Rasem sprawiła, iż większość polskiej sceny szybko podłapała, że „Mariusz to Sarius”.

Chociaż raper pracował na swój sukces sumiennie już od dłuższego czasu, to w kontekście nowej płyty warto wspomnieć o cezurze, jaką było wydanie I żyli krótko i szczęśliwie. Przede wszystkim dlatego, że echo tej płyty – zmianę stylu muzycznego oraz tematykę — słychać jeszcze na Antihype. Poza tym, to właśnie po tym krążku Sarius zdecydował się na krok, o którym marzą wszyscy artyści – pójście w stronę niezależności. Gdzieś w międzyczasie, zanim osiągnął pełnię niezależności, po pierwsze chwilowo zniknął, a po drugie wypuścił znakomite CzaseM. To wydawnictwo wydaje się kluczowe przy ocenie najnowszego krążka częstochowianina. Nie dość, że na epce znajduje się utwór „Antihype”, to dodatkowo stanowił on preludium współpracy Sariusa z Gibbsem.

Czy więc Antihype jest kontynuacją poprzedniego materiału? Pewne pokrewieństwo słychać na pewno w warstwie brzmieniowej. Są cykacze, są mocne basy. Tyle że dobrze osłuchany fan trapu będzie miał opory, aby wrzucić do jednego worka to, co tworzy Gibbs z typowo nowoszkolnymi producentami, miłującymi patenty zza oceanu. Na pewno tym razem warstwa muzyczna jest bardziej zróżnicowana. Nieraz charakterystyczne bębny łączą się z żywymi instrumentami i samplami. Mimo że większość albumu utrzymana jest w podobnej, nowoszkolnej konwencji, to na płycie łatwo zaleźć fragmenty, które zdecydowanie ową konwencję przełamują. Rogal na bicie, który prędzej usłyszelibyśmy w klubie nocnym niż na hiphopowym krążku, początek „Najlepszego przyjaciela”, któremu bliżej do Trzeciego Wymiaru niż do Sariusa czy „Wiosna”, momentami przypominająca rockową balladę, to elementy, dzięki którym udało się uciec od monotonii. Gibbs stworzył idealne pole do popisów wokalnych. Sarius skutecznie je wykorzystał i nie bał się eksperymentów głosowych. Często możemy usłyszeć śpiewane refreny (a nawet cały utwór „Mariusz śpiewany”). Jednocześnie dostajemy to, za co ceniony był od początku, czyli ogromne pokłady energii, które swoje ujście mają właśnie we flow rapera.

Przed jednoznacznym przyporządkowaniem duetu Sariusa i Gibbsa do tego, co zwykło się nazywać trapem, powstrzymuje nas także warstwa liryczna. Obecność „cykaczy” często kojarzy się z brakiem wartościowych elementów w tekstach. W przypadku Mariusza taką analogię można wykluczyć. Być może właśnie to łączy go z ekipą BOR, wspierającą jego działania. Podobnie jak reprezentanci tego składu, świeżo brzmiące podkłady potrafi wzbogacić o lirykę zawierającą przekaz. Częstochowianinowi możemy zarzucić, tak jak w przypadku CzaseM, że przekaz nie jest jednorodny i nieraz trudno go wychwycić. Z drugiej strony, ten chaos to prawdopodobnie wynik samej tematyki utworów i podejścia Sariusa do muzyki. W tekstach ponownie odnajdujemy charakterystyczne rozczarowanie — czy to ludźmi, czy rzeczywistością. A jak inaczej, niż nieco chaotycznie, ekspresyjnie, ma pisać człowiek rozczarowany, noszący w sobie nutę goryczy i złości? W przeciwieństwie do poprzednich wydawnictw, coraz rzadziej możemy mówić, że Sarius to jedynie młody i gniewny. Żal i złość paradoksalnie dają mu energię i siłę, aby nie poddawać się oraz napędzają do działania na wielu płaszczyznach. Sariusa widzimy zarówno jako chłopaka, który lubi czasem wyjść na osiedle w towarzystwie Rogala DDL, jak i pofilozofować z Mesem. Usytuowanie się gdzieś pomiędzy tymi dwoma światami sprawia, że w rzeczywistości jawi się jako outsider, który już od czasów szkolnych był „antihype”. Nieprzypadkowo wspomina o takich postaciach jak Kurt Cobain czy Ryszard Riedel, kreując swój wizerunek.

Wygląda na to, że Mariuszowi indywidualizm po prostu się opłaca. Mam na myśli nie tylko to, jaką postawę prezentuje w tekstach, ale i działania związane z Antihype. Postawienie na samodzielność przy wydawaniu materiału, stworzenie grupy Antihype — to tylko niektóre z elementów, które stanowią istotną otoczkę związaną z ukazaniem się najnowszej płyty częstochowianina. Nawet, gdy wcale nie jest „wszystko w porządku”, przekuwa wszelkie niepowodzenia w pokłady energii, które skłaniają go do działania i tworzenia takich projektów.

Komentarze

komentarzy