Recenzja: Natalia Kukulska Halo tu Ziemia

Data: 29 listopada 2017 Autor: Komentarzy:

Recenzja Natalia Kukulska Halo tu Ziemia

Natalia Kukulska

Halo tu Ziemia (2017)

Agora S.A.

Po recenzji ostatniej płyty Ósmy plan miałem nadzieję, że Natalia Kukulska powróci do okołosoulowych brzmień na nowym wydawnictwie. Najwyraźniej jednak artystka rozwija swoje zainteresowanie elektroniką, odważnie nią żonglując i wplatając innowacyjne dźwięki. Przy takim doświadczeniu artystycznym i wieloletniej obecności na scenie, chęć eksperymentowania i odkrywania nowych dróg dotarcia do słuchacza jest zupełnie zrozumiała. Obawiam się jednak, czy w tej odmienności, wokalistka nie zawędrowała do zbyt odległych zakątków wszechświata, lądując gdzieś na poszarpanej planecie.

Od kilku wydawnictw podziwiam artystkę za nieustającą oryginalność i wychodzenie z ram współczesnej muzyki. Nie przejmując się krytyką, wraz ze swoim mężem, eksperymentuje z syntezatorami i żywymi instrumentami. Na nowej płycie duet ponownie poszedł o krok dalej, sięgając po kosmiczne brzmienie, w znacznym stopniu kosztem klasycznych gatunków muzycznych. Halo tu Ziemia jest więc zbiorem elektronicznych dźwięków, często jednak połamanych i w wielu miejscach chaotycznych. Z kilku utworów wydobywają się niestety tylko prymitywne odgłosy i niepoukładane basy rodem z filmów science-fiction klasy B („To za mało”, „Marching Band”), a wokal Natalii jest ochrypnięty i za delikatny, przez co nie pasuje do futurystycznej wizji albumu. Nie pomaga nawet auto-tune i pudełkowe echo. Hajlajtami całego zbioru „pozaziemskich” kawałków są promowane „Kobieta” oraz „Halo tu Ziemia” — zarówno przystępne dla ucha, nieprzekombinowane i pasujące do konceptu krążka. Oprócz jeszcze kilku kompozycji, jak danceflorowego „Let’s Get Down” i przyjemnie syntezatorowego „Lunatyka”, którego można uznać za kontynuację brzmienia z CoMixu, reszta płyty jest po prostu nudna i ciągnie się jak brazylijska telenowela, głównie za sprawą nadmiernego frazowania i leniwej muzyki. Paradoksalnie, dynamiczne dźwięki, które powinny pobudzić słuchacza, są jednostajne i usypiają, wybudzając go tylko na chwilę w anglojęzycznej wersji elektropopowego „Back in the Days”, ale już tylko po to, by wyjąć płytę z odtwarzacza. Tym samym wydawnictwo szczęśliwie dobiegło końca.

Lirycznie Kukulska radzi sobie całkiem nieźle. Teksty odnoszące się do sfery metafizycznej nie zawierają tak daleko idących przenośni, jak miejscami bywało na Ósmym Planie. Nawiązują głównie do przykrych wydarzeń i przeżyć z ostatniego okresu życia artystki. Jednak również na dziewiątej płycie zdarzają się potknięcia. „Pod włos”, pomimo błyskotliwych metafor, przez dobranie niedojrzałych słów brzmi infantylnie. Za to w „Rekonstrukcji” artystka sprytnie wbija szpilę tym, którzy nie mogą pogodzić się z upływającym czasem. Z kolei w „Ostatniej prostej” Natalia porusza temat ekologii i proces samounicestwienia ludzkości przez jego destrukcyjne działanie.

Natalia Kukulska w wielu wywiadach podkreśla, że jej muzyka nie jest dla mas, gdyż repertuar, w którym każdy znajdzie coś dla siebie jest nieszczery. W związku z tym lubi odkrywać nowe obszary i nie zamykać się w sprawdzonych konwencjach. Serwuje przez to pop w różnych nieszablonowych odsłonach — od instrumentalnego, przez klubowy, aż po mocno elektroniczny. Jednak z każdym nowym projektem odnoszę wrażenie, że artystka błądzi podczas tej awangardowej podróży, przez co to, co miało być innowacyjne staje się cudaczne i zupełnie niepotrzebne. Do tego wokal artystki zmienił się na przełomie kilku lat, co z jednej strony jest naturalnym procesem u artystów, ale w przypadku Natalii nastąpiło jego pogorszenie. Nadmierna chrypa i miejscami piskliwy głos wpływają na obniżenie jakości utworów. Moje zainteresowanie twórczością Natalii zaczęło spadać po płycie Sexi Flexi i z każdą kolejną maleje. Przeczekam więc okres przesadnego eksperymentowania z muzyką w nadziei, że artystka przestanie w końcu miotać się po nieznanych zakamarkach wszechświata i wyda równie oryginalną płytę, ale tym razem skierowaną do ziemskiego słuchacza.

Komentarze

komentarzy