Recenzja: Sabrina Claudio No Rain, No Flowers

Data: 17 października 2018 Autor: Komentarzy:

Sabrina Claudio

No Rain, No Flowers (2018)

SC Entertainment

Po kwietniowej aferze związanej z rasistowskimi tweetami, wiele osób postawiło już krzyżyk na debiutującej Sabrinie Claudio. Wokalistka co prawda wystosowała oficjalne przeprosiny i na jakiś czas zniknęła z social mediów, ale niesmak pozostał. Było to do tego stopnia dotkliwe, że single, o których pisaliśmy, czyli „All to You” oraz duet z Khalidem „Don’t Let Me Down” nie doczekały się obiecanych teledysków i nie zostały należycie wypromowane. Ten hiatus w karierze Sabriny dodatkowo podkreślał jej rozdarcie — być czy nie być w środowisku muzycznym. Przyznam szczerze, że poczułam ogromną ulgę, gdy w połowie lata usłyszałam „Numb”, czyli utwór zwiastujący tegoroczną płytę Claudio zatytułowaną No Rain, No Flowers. Ucieszyłam się, że wokalistka zmieniła nieco podejście do swojego wizerunku i muzyki. Nieco mniej jest igrania z chucią Instagramowej gawiedzi, a nieco więcej szczerych emocji.

W kontekście poprzednich wydarzeń, tytuł albumu i jego zawartość liryczna nabierają głębszego znaczenia. Na oficjalny singiel wybrano balladę „Messages From Her”, którą opatrzono symbolicznym teledyskiem. To bez wątpienia najbardziej osobisty utwór w dotychczasowym dorobku Claudio. Wokalistka patrzy refleksyjnie ma swoje życie i dostrzega, że gdzieś po drodze zgubiła część siebie. Możemy przypuszczać, że pod naporem obowiązków, w pędzie kariery czy przez ogólną presję, z którą mierzą się młodzi artyści, łatwo jest się zatracić i porzucić pierwotnie obrany cel. Ta retrospekcja stawia ją przed konkluzją, że aby przetrwać, musi zachować w sobie tę młodą dziewczynę, którą kiedyś była. Odsłuchiwany w całości No Rain, No Flowers jest poniekąd albumem konceptualnym. Płynne przejścia między większością utworów sprawiają, że ma się wrażenie odtwarzania jednej, bardzo obszernej kompozycji. Jak w przypadku poprzednich wydawnictw wokalistki, tak i tu pieczę nad większością produkcji sprawuje Sad Money do spółki z debiutującym przy kompozycjach Claudio, Kaveh Rastegarem (Dawn Richard, De La Soul).

Rozpoczynające album „Come Here” to melancholijna kompozycja, która idealnie nadaje ton całemu wydawnictwu, stanowiąc jednocześnie idealne zaproszenie do wejścia w świat Sabriny. Warto wspomnieć, że tuż przed oficjalną premierą płyty wokalistka organizowała kameralne spotkania z fanami, podczas których odsłuchiwano album i rozmawiano o jego znaczeniu. Drugie na płycie „Naked” podąża ścieżką wstępu, lecz w o wiele bardziej zmysłowym tonie — wokalistka śpiewa o obnażaniu się, zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Taki striptiz w wersji dosłownej i przenośnej, a produkcyjnie — solidna kompozycja w stylu „baby making music”. Na pierwszy plan wybija się głębia wokalu Sabriny otoczona minimalistyczną pracą synthów i gitary. Ostatni wers „Strip me to my fingertips, I will tell you all of it” przenosi nas natychmiast w „Cycle” rozpoczynający się słowami „I didn’t make it this far, Just to make it this far”. Idąc dalej, wokalistka zagłębia się przy pomocy zgrabnych, poetyckich metafor, że aby odnieść sukces, trzeba czasem przejść przez piekło. Przygaszone gitary i leniwe tempo kompozycji doskonale współgrają z przekazem utworu. Właśnie w „Cycle” Sabrina rozprawia się z krytykami i samozwańczymi grabarzami jej kariery, gdy śpiewa „I didn’t work this damn hard, Not to leave my own mark”. Z kolei naładowane cykaczami „Creation” to mój osobisty faworyt z płyty. Przesycony kokieteryjnym wokalem Claudio, wprost ociekający filuternością utwór, w którym piosenkarka stosuje swoiste braggadocio, wychwalając swoją zdolność do pozytywnej odmiany mężczyzny, z której może korzystać jego nowa partnerka. Tytuł najbardziej energetycznej kompozycji na albumie należy się „Numb”. Ciepłe, rozwarstwione wokale Sabriny, szybsze tempo, wpadająca w ucho melodia. Nieco efemeryczne i w całości napisane przez Sabrinę „Did We Lose Our Minds” w wersji skróconej mogłoby spokojnie posłużyć za udane preludium; w albumowej sprawia niestety wrażenie przeciągniętego na siłę. Natomiast najbardziej oszczędne wokalnie na krążku „Control” po delikatnym przearanżowaniu śmiało uznałabym za alternatywną perełkę.

Nie boję się stwierdzić, że No Rain, No Flowers jest efektem wygranej batalii, jaką wokalistka zapewne stoczyła ze sobą a także ze sztabem managerskim. Nie oszukujmy się, w dzisiejszych czasach taki medialny falstart mógł ostatecznie pogrążyć jej kiełkującą karierę, ale jak pokazują wyprzedane koncerty z obecnie trwającej trasy Sabriny Claudio, artystka może nadal śmiało kroczyć obraną przez siebie drogą. Koniec końców muzyka broni się sama.

Komentarze

komentarzy