Recenzja: Lyrics Born Quite a Life

Data: 6 listopada 2018 Autor: Komentarzy:

Lyrics Born

Quite a Life (2018)

Mobile Home Recordings

Lyrics Born działa na scenie od lat dziewięćdziesiątych, ale tak się złożyło, że mimo 9-płytowej dyskografii, teraz przy okazji wydania jego dziesiątego albumu, wydaje się, jakby był gdzieś z boku tego, co się na niej dzieje. Może to trochę niedopatrzenie ze strony mediów, może decyzja samego artysty, ale jedno jest pewne — twórczość rapera z Bay Area zasługuje na dużo więcej uwagi, a nowy krążek jest tylko potwierdzeniem tej tezy.

Na Quite a Life Lyrics Born wraca do silnych funkowych inspiracji, jakie znamy z poprzedniego wydawnictwa. Na Real People słychać było dużo nowoorleańskich, czarnych brzmień. Mamy tutaj do czynienia, przynajmniej do pewnego stopnia, z kontynuacją tego, co słyszeliśmy na płycie z 2015 roku. Produkcja jest niesamowicie energetyczna i bujająca. Słuchając krążka, miałem wrażenie, jakbym obcował z nagraniem dużego funkowego bandu pokroju The Bamboos czy The Budos Band z idealnie wpisującym się w tę konwencję wokalistą. To zasługa między innymi Roberta Mercurio z zespołu Galactic, który jest głównym producentem materiału.

Krążek zaczyna się niesamowicie żywiołowym „Chocolate Cake”, a umieszczenie tak mocnego utworu na samym początku wydawnictwa daje znać, że poprzeczka została postawiona naprawdę wysoko. Co jednak najważniejsze później poziom w żadnym utworze nie zostaje obniżony. Gitary, instrumenty dęte, klawisze, perkusja — wszystkie te elementy idealnie ze sobą współgrają, tworząc jedną, niemalże perfekcyjnie zgraną, funkowo-soulową, ale też rockową, ścianę dźwięku. Warstwa muzyczna na Quite a Life pokazuje, jak pięknie hip-hop może mieszać się z tymi gatunkami, chociaż tak naprawdę, im bardziej zagłębiałem się we wszystko, co da się na krążku usłyszeć, coraz bardziej zastanawiałem się, czy mamy jeszcze do czynienia z albumem stricte hip-hopowym.

Ten krążek to bowiem funk pełną gębą. Funk, w którym rap także odgrywa bardzo istotną rolę, choć trzeba uczciwie przyznać, że Lyrics Born jest raperem, który w kwestii ekspresji znalazł własną niszę. Na Quite a Life bawi się formą — w „Clap Your Hands” jego głos staje się szorstki, w „Trouble, Trouble, Trouble” znów moduluje nim tak, że tym razem ma w sobie coś z Barry’ego White’a. Innym razem przyśpiesza, krzyczy i pokazuje, jak wielką sztuką może być formalnie rap. Gospodarz porusza tu różne tematy — od radości jaką wywołuje przelana na konto wypłata, po sytuację azjatyckiej mniejszości w przemyśle rozrywkowym (utwór zarapowany tak, jakby słuchacz siedział przy stole w barze z najlepszym kumplem, a ten kumpel zwierzał mu się ze swoich problemów), aż po emocjonalną kwestię choroby żony we wczesnych latach jego kariery. Smaczkiem jest również rewelacyjny cover „This Is a Man’s World?” Jamesa Browna, który jeszcze raz przedstawia Bora jako rapera jedynego w swoim rodzaju.

Quite a Life jest jedną z najlepszych płyt w dyskografii Lyrics Borna. Słucha się jej z zapartym tchem od początku do końca, a pozarapowe przymioty powodują, że jest to tak naprawdę album, w którym każdy, nawet osoba nie mająca na co dzień do czynienia z hip hopem, powinna znaleźć coś dla siebie.

Komentarze

komentarzy