Recenzja: Jess Glynne Always in Between

Data: 7 listopada 2018 Autor: Komentarzy:

Jess Glynne

Always in Between (2018)

Atlantic Records UK

Kilka lat temu w muzyce pop pojawiły się dwie ciekawe kobiety. Obie wydały masywne hity. Jedną z nich była Jess Glynne, której kariera po sukcesie „My Love” z Route 94 i „Rather Be” z Clean Bandit wystrzeliła jak rakieta. Nie można jednak powiedzieć tego samego o jej rówieśniczce nagrywającej pod pseudonimem Kiesza. Kanadyjka odeszła w cień, podczas gdy pochodząca z Londynu piosenkarka obroniła się debiutanckim albumem, a apetyt na kolejny rósł przez następne 3 lata.

Bez względu na to, czy lubi się jej łagodne radiowe piosenki, czy też nie, należy jej się szacunek choćby za to, że obecnie wśród wokalistek ma na koncie najwięcej numerów jeden w historii brytyjskiej muzyki. Trzeba również oddać Jess to, że potrafi pisać doskonałe, mocne popowe piosenki i ma nosa do współpracy z innymi artystami (np. wcześniej wspomniane „My Love”, „Rather Be”, czy hit „Not Letting Go” z Tinie Tempah). W sumie czego rudowłosa Glynne się nie dotknie, obraca to co najmniej w złoto. Dlatego też martwi mnie podejście do tematu przy okazji drugiej płyty. Na Always in Between znajdziemy co najwyżej połowę utworów, do których chce się wracać, a i te mają swoje blizny. Największą z nich jest to, że powtarza nie tyle nawet pomysłów, co całych schematów z wcześniejszych hitów. Słychać to w „All I Am”, które jest połączeniem „Hold My Hand” i „Don’t Be So Hard on Yourself”. Podobnie jest także w przypadku „Broken” i „Take Me Home”. Co gorsza tekściarze dali ciała, używając banalnych linijek, jak gdyby miały być napisane przez lub dla mało ambitnej, nastoletniej gwiazdki Disneya. Potknięcie zaliczono także w balladzie „Thursday”, która choć przyjemna, traktuje o noszeniu dresowych spodni w czwartek, co w obliczu multum podobnych utworów na przestrzeni ostatnich lat słabo zwiastuje, że za rok czy dwa ktoś będzie o tym kawałku pamiętał.

Oczywiście to, że zespół ludzi pracujących nad tym albumem gdzieniegdzie dał ciała, nie oznacza wcale, że Jess Glynne przestała być wartościową artystką, ani że jej materiał jest całkiem do kitu. Jess to nadal wspaniała piosenkarka, której wokal potrafi niesamowicie podnieść na duchu i zagwarantować dobrą zabawę. Always in Between stoi na bardzo wysokim poziomie, jeśli chodzi o produkcję. Dodatkowo w niektórych utworach doskonale użyto dęciaków („123”, „Rollin”), dzięki czemu można poczuć w nich prawdziwy funk. Chórki spełniają rolę gospelowej przyprawy, a to zawsze coś dobrego.

Na nowym krążku Jess Glynne igra z ogniem. Zamiast skupić się na przyszłości i szukać nowych pomysłów, dzięki którym mogłaby zahaczyć się na dłużej na rynku muzycznym, Brytyjka wybiera wariant użyty płytę wcześniej. To niebezpieczne z powodu kosmicznie szybkich zmian trendów spowodowanych przez serwisy streamingowe. Dostęp do muzyki jest teraz tak łatwy i jest jej tak dużo, że słuchacze coraz częściej na playlistach korzystają z przycisku fast forward. Jess wraz z zespółem ludzi tworzących jej materiał są zbytnio nastawieni na pisanie piosenek dla mas, dlatego istnieje ryzyko, że ta bajka może skończyć się przedwcześnie.

Komentarze

komentarzy