Recenzja: Shafiq Husayn The Loop

Data: 18 kwietnia 2019 Autor: Komentarzy:

Shafiq Husayn

The Loop (2019)

Eglo

Rozwód, walka o prawa do opieki nad dzieckiem i bankructwo — to przyczyny, przez które tak długo, bo aż siedem lat, trwał proces tworzenia nowego albumu Shafiqa Husayna. Nie mówiąc już o logistycznym ogarnięciu całego przedsięwzięcia, czyli zaproszeniu takiej liczby instrumentalistów i wokalistów, jaką udało się mu tutaj zebrać. Jeśli dodać do tego to, że jego pierwsza solówka wyszła w 2009 roku, mamy w sumie dziesięć lat przerwy między pierwszym a drugim krążkiem. Pojedyncze single krążyły po internecie od 2014 roku, ale dopiero teraz w pełni możemy doświadczyć płyty, na którą, co pokazuje już kilka pierwszych sesji z materiałem, warto było tyle czekać.

Porządek, jaki panuje na płycie, to rzecz, na którą zwraca się uwagę w pierszej kolejności. Shafiq En’ A Free Kai było świetne, wciąż można je uznać za jedno z najlepszych muzycznych dokonań 2009 roku, ale gdy słuchało się tamtego krążka, odnosiło się wrażenie lekkiego chaosu brzmieniowego, a same sesje nagraniowe trochę przypominały jam sessions. Tutaj z kolei wszystko wydaje się bardziej przemyślane i spójne, a jednocześnie niesamowicie eklektyczne i wielowymiarowe muzycznie.

Shafiq daje upust swojej niesamowitej wszechstronności jako producent, co zresztą miało już miejsce przy okazji płyt Sa-Ra Creative Partners przed dekadą, ale też w przypadku projektu White Boiz z Krondonem, gdzie idealnie wpasował się w klimat Stones Throw Records, które zresztą tamten materiał wówczas wydało. Tutaj zaś poszedł w zupełnie innym kierunku, który jest naturalną kontynuacją poprzedniej solówki. Udało mu się w doskonały sposób przywrócić do życia brzmienie znane chociażby z dokonań The Soulquarians, ale płyta jest tak naprawdę zawieszona nie tylko między D’Angelo czy Commonem z czasów Like Water for ChocolateElectric Circus, ale też twórczością Pharoaha Sandersa czy Sly’a Stone’a, a nad wszystkim unosi się duch J Dilli. Soul, jazz, funk i hip-hop tworzą na tej płycie jedność, pokazując zarazem, jak wiele mają ze sobą wspólnego. Husayn zaprosił do współpracy znakomitych muzyków, którzy świetnie zrozumieli, o co chodzi gospodarzowi. Są chociażby Chris Dave grający na perkusji, Thundercat na basie, Kamasi Washington na saksofonie i wielu innych — wśród nich wokaliści i wokalistki — Erykah Badu, Anderson .Paak, Jimetta Rose, Fatima, Coultran, Bilal czy Hiatus Kaiyote, którzy także doskonale się tu odnajdują.

Wielowymiarowość i złożoność materiału przejawiają się także w ciągłym odkrywaniu nowych elementów i zabiegów w trakcie obcowania z poszczególnymi numerami. Doskonałe partie klawiszy i basu, ale też fletu, trąbki czy gitary — to wszystko składa się na kompletne uniwersum dźwiękowe, które pochłania słuchacza bez reszty. Jest trochę jak kosmiczna podróż w nieodkryte rejony, co świetnie koresponduje z treścią utworów. Miłość jako siła zmieniająca świat w „My-Story of Love/Starring You”, wzrost duchowy jednostki w „On Our Way Home”, albo relacje między czasem, przestrzenią i życiem człowieka w „Cycles” to zaledwie kilka z poruszanych na The Loop tematów. Trudno zresztą nie odnieść wrażenia, że treść i brzmienie krążka jest w jakimś sensie zwycięstwem Shafiqa nad przeciwnościami losu, które napotkał na swojej drodze. Obcowanie z The Loop to koniec końców naprawdę niesamowite doświadczenie. Krążka słucha się z wielką przyjemnością, która przez złożoność materiału wzrasta z każdą kolejną sesją.

Komentarze

komentarzy