Recenzja: Freddie Gibbs & Madlib Bandana

Data: 25 lipca 2019 Autor: Komentarzy:

freddie gibbs i madlib nowa plyta

Freddie Gibbs & Madlib

Bandana

ESGN / Keep Cool / Madlib Invazion / RCA

Musiało upłynąć 5 długich lat od premiery Piñaty, żeby jeden z najbardziej nieoczywistych duetów na hip-hopowej scenie powrócił z kolejnym wspólnym projektem. Był to czas pełen przeszkód i problemów, takich jak zatrzymanie Kane’a w Austrii, czy walka twórców o wyczyszczenie sampli i opublikowanie materiału. Cała ta historia znalazła jednak szczęśliwe zakończenie — Bandana ujrzała w końcu światło dzienne, a trudne okoliczności, w których powstawała sprawiły, że smakuje jeszcze lepiej.

Ostatnie lata w hip-hopie udowodniły, że aby stworzyć dobry muzyczny duet, potrzeba czegoś więcej niż kilku godzin w studiu i hitu, który podbije popularne playlisty. Dobry duet to taki, w którym dzięki ciężkiej pracy i wzajemnemu zrozumieniu powstaje synergia i unikatowa formuła. Freddie Gibbs i Madlib odnaleźli swoją już w 2014 r. W przypadku drugiej płyty postanowili jednak wnieść ją na zupełnie nowy poziom. Może wynika to z różnicy, którą były wspólne sesje w jednym studiu, a może po prostu z większego budżetu i nabytego doświadczenia — Kane i Madlib dali z siebie wszystko.

W warstwie muzycznej Bandana to festiwal grubo ciętych soulowych i funkowych sampli, wokół których Madlib zabudował pełne życia, barw i detali podkłady, hołdujące klasycznemu brzmieniu hip-hopu. Począwszy od ciepłego i radosnego „Freestyle Shit” na samplu z „Revelation Funk” Elastic Lover, przez intymne „Practice” z Donnym Hathawayem w tle, aż po eleganckie i pełne klasy „Education” na kanwie filmowego „Dance Music” R. D. Burmansa (które kojarzyć można, chociażby z zeszłorocznego Nasira). Otis sporadycznie wplata między tego typu kompozycje nowoczesne akcenty, takie jak trap w „Half Manne Half Cocaine”, czy nocne, laidbackowe brzmienie w „Situations”. Poza tym Bandana jest pełna szczegółów, zmian podkładów, przerywników — jednym słowem, wszystkiego, z czym kojarzą się prawie wszystkie hip-hopowe klasyki.

Produkcja to jednak tylko jedna strona medalu. Drugą jest doskonała chemia między Madlibem i Gibbsem — progres, który uczynił ten drugi w technice, różnorodności i ekspresji rapowania wprost zwala z nóg. Kane bez najmniejszego problemu żongluje dynamiką, emocjami i stylami, wszystko po to, by zbudować niesamowicie autentyczną opowieść o swoim życiu. Afirmacja, spokój oraz duma i radość z sukcesu mieszają się tu z bólem, smutkiem, gniewem i bezdusznością ulic. Ten dualizm idealnie oddaje przejmujące „Half Manne Half Cocaine”, które z trapowego hymnu przeradza się w surowy banger przywodzący na myśl brzmienie spod znaku Ruff Ryders. Tematyka albumu dotyka przestępczego życia i dilerki (przejmujące „Fake Names”), historii Afroamerykanów i polityki (świetne „Palmolive”), a także związków i zdrady (brutalnie szczere „Practice”). Freddie co chwilę serwuje odbiorcy urywki rzeczywistości, które razem tworzą większy obraz. Linijki takie jak Made it through the summer with no air conditioner, catch us huddled ’round the kitchen in the winter budują bardzo osobistą perspektywę, ale pozwalają również wniknąć w motywy artysty. Całość celnie puentuje zamykające płytę „Soul Right” — Yeah, and I been struggling my whole life, yeah, I pour it up and get my soul right, yeah rapuje Gibbs — po odsłuchu całego albumu ten pozornie trywialny refren nabiera niepodważalnej głębi.

Bandana to płyta dopieszczona w każdym calu. Żaden dźwięk i wers nie są tu przypadkowe — wydaje się, że autorzy wycisnęli z tego materiału wszystko, co tylko się dało. Efektem jest soczysty hip-hopowy album rozpisany na wiele satysfakcjonujących odsłuchów. Oryginalne brzmienie sprawia, że nie trzeba być fanem Freddiego ani Madliba z osobna, by zakochać się w tym zaskakującym i jakże trafionym połączeniu. Mistrzostwo świata.

Komentarze

komentarzy