Recenzja: Gang Starr One of the Best Yet

Data: 3 grudnia 2019 Autor: Komentarzy:

Gang Starr

Gang Starr

One of the Best Yet

Gang Starr Enterprises/LLC

Gdyby kilka miesięcy temu ktoś powiedział mi, że jeszcze w tym roku będę miał okazję zrecenzować najnowszy album Gang Starr, to z pewnością popukałbym się w głowę. Bo choć od śmierci Guru minęła już prawie dekada, to nadzieję na reaktywację grupy większość fanów pogrzebała znacznie wcześniej. Jak zwykle okazuje się jednak, że najlepsze scenariusze pisze samo życie, a po tylu latach w końcu dostaliśmy krążek, który można traktować jako zwieńczenie 30-letniej historii duetu.

Po tym, jak drogi DJ-a Premiera i Guru rozeszły się na dobre, nic nie wskazywało na to, że kiedykolwiek jeszcze ukaże się jakikolwiek materiał spod szyldu Gang Starr. Oliwy do ognia dolewały informacje sugerujące, że panowie już nigdy później nie doszli do porozumienia. Zastanawiało mnie więc, w jaki sposób Preemo zdobył zgodę na użycie wokali zmarłego kolegi? Okazuje się, że zaoferował mu je sam… Solar, człowiek, któremu zarzucano podsycanie konfliktu między dawnymi współpracownikami. Legendarny producent nawet się nie zastanawiał i od razu wykupił prawa do niewykorzystanych przed laty nagrań.

Klimat klasycznego Gang Starra wyczuwalny jest już od pierwszych sekund. Na pierwszy ogień idzie „The Sure Shot”, które jest niejako przypomnieniem tego, co duetowi udało się osiągnąć na przestrzeni wielu lat. Intro kończy się zapożyczonym ze „Skills” cytatem — Gang Starr duelin’ again, rulin’ again, watch as we do it again. I już wiemy, że jesteśmy w domu. To oczywiście głównie zasługa Preemo, który odwalił tu naprawdę kawał dobrej roboty. One of the Best Yet jest swoistym podziękowaniem dla fanów i artysta specjalnie się z tym nie kryje. Bangerowe „Lights Out” z M.O.P. otwierają wersy „I told y’all, this is the one I owe y’all”. Na krążku dostajemy więc wszystko to, za co przez lata pokochaliśmy duet. Klimat dawnych nagrań Gang Starr został oddany z niemal zegarmistrzowską precyzją. W sumie to nie zdziwiłbym się, gdyby wszystkie produkcje na krążku były oparte o stare, niewykorzystane przed laty pomysły. One of the Best Yet brzmi jak brakujący element pomiędzy Moment of TruthThe Ownerz. Precyzyjnie pocięte sample i potężne bębny okraszone cutami z rapowych klasyków. Głowa sama zaczyna się bujać.

No i w końcu przyszedł czas na gwóźdź programu, czyli zwrotki Guru. Zawsze wiedziałem, że to niezwykle utalentowany MC, jednak spodziewałem się, że niewydany dotąd materiał mógł się wyraźnie zestarzeć. Na szczęście nie miałem racji. Jego monotonne flow brzmi jak za starych dobrych czasów i świetnie dopasowuje się do beatów Premiera. Aż trudno uwierzyć, że to głównie efekt postprodukcji. Zdaje się, że wszystkie wykorzystane zwrotki pochodzą z początku poprzedniej dekady, może z wyjątkiem „Business or Art”, gdzie głos rapera brzmi na wyraźnie sfatygowany. Pod względem tematycznym również jest bardzo gangstarrowo — Guru niczym mentor wykłada swoją uliczną wiedzę i beszta słabych raperów i branżę, kiedy tylko ma okazję. Całość dopełniają świetnie dobrani goście. Preemo w pierwszej kolejności zwrócił się do osób, których nie zabrakło na wcześniejszych płytach grupy — M.O.P., Lil Dapa z Group Home oraz Jeru the Damaji. Pod koniec dostajemy też kolejną cześć serii „Militia”, gdzie poza gospodarzem pojawiają się też Big Shug oraz Freddie Foxxx. Premier postanowił wykorzystać nadarzającą się okazję i zwrócił się też do raperów, z którymi Guru nie nagrał nic za życia. W dniu, w którym piszę tę recenzję, pojawiła się informacja, jakoby Preemo zgłosił się po zwrotki m.in. do Drake’a, Nasa, Mos Defa czy Kendricka Lamara. Żaden z nich nie dograł się na czas. Może i dobrze, bo kolaboracja Guru z Aubreyem mogłaby zostać odebrana przez część słuchaczy jako profanacja. Dograli się natomiast ci, którzy w jakiś sposób kojarzą się z działalnością grupy bądź są ich muzycznymi spadkobiercami. Na uwagę zasługuję onomatopeiczny refren Q-Tipa z funkowego numeru „Hit Man”. Nie zabrakło też miejsca dla Taliba Kwelego i Royce’a da 5’9″. Zgodnie z niepisaną tradycją pojawiła się też fuzja R&B i rapu z refrenem Ne-Yo i zwrotką Nitty Scott. Nie sposób nie wspomnieć o jednym z najmocniejszych momentów na całym krążku, czyli „Family and Loyalty” z J. Cole’em.

One of the Best Yet to album, na który fani duetu czekali od lat, dlatego też pewnie oni docenią go najbardziej. Nie znaczy to jednak, że krążek nie może zwrócić uwagi słuchaczy młodszego pokolenia, dla których Gang Starr to rapowa prehistoria. Mam wrażenie, że duet przez ostatnie kilkanaście lat został trochę zapomniany. Tym lepiej więc, że ich działalność podsumowuje tak udany krążek. To zamknięcie rozdziału, który przed laty nie doczekał się satysfakcjonującego zakończenia. Usłyszeć Guru i Preemo na wspólnym krążku raz jeszcze? Bezcenne.

Komentarze

komentarzy