Wydarzenia

Gospel nowego stulecia wg Yves Tumora

Data: 28 lutego 2020 Autor: Komentarzy:

Yves Tumor szokuje po raz kolejny

Ewangelia według nieświętego Tumora rozpoczęła kolejny, jeszcze bardziej obrazoburczy rozdział.

Yves Tumor to muzyczna persona Seana Bowiego, który w ramach swojej działalności artystycznej wykreował chyba najbardziej radykalny i pasjonujący queerowy performance ostatniej dekady. Wydany przez niego 2 lata temu krążek Safe in the Hands of love to manifest skrajnego eklektyzmu artystycznego, zarówno w warstwie muzycznej (na podstawie z post-industrialnego neo-soulu zbudowany zostaje monument łączący wykwasowany rock psychodeliczny, hardy nosie, trip hopową motorykę i odpryski abiektalnego field recordingu) jak i w warstwie tekstowej (Ibinks w naszej recenzji krążka wspaniale rozłożyła znaczenie poszczególnych symboli, czerpanych zarówno z Biblii i bliskowschodnich tradycji, jak i astrologii). W tym zawieszeniu pomiędzy delikatnością ludzkiej tragedii a wampiryczno-narkotyczną estetyką reprezentującą najbardziej wywrotowe, radykalne oblicze queeru tkwił ogromny potencjał, który, jako fan, bardzo liczyłem, że zostanie odpowiednio wykorzystany. I jeżeli po premierze wulgarnego, post-rock’n’rollowego „Applaud” ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości, oto „Gospel of the New Century”.

Sam Bowie mówił o swojej muzyce jako o odzwierciedleniu jego tożsamości, gdyż tak jak on, będący osobą niebinarną o wyjątkowo enigmatycznie budowanym wizerunku, tak jego muzyka bardzo mocno wymyka się szufladkom kategoryzującego dyskursu. I to doskonale widać na najnowszym singlu, który z jednej strony sięga po intensywność rodem z narkotycznych grud oblepiających całą scenę amerykańskiego psychodelicznego rocka lat 70, z drugiej natomiast gdzieś w tle pulsuje specyficzną, delikatną sensualnością i intymnością wyznania. Prosta opowieść o odrzuceniu i złamanym sercu nabiera w satanistycznym anturażu wymiaru rytualnego wyklęcia, które najintensywniej kipi w cudownie wkręcającym się w uszy i duszę refrenie. W tle całości brzmią intensywne, agresywne brzmienia soulowych dęciaków, które z jednej strony nadają tej okultystycznej rewii organicznego wymiaru, z drugiej zaś wprowadzają chwilami wspaniałą dysonansowość.

Pikanterii dodaje całości, oczywiście, przewspaniały teledysk w reżyserii brytyjskiej wizażystki i artystki wizualnej Isamaya’i Ffrench. Tak jak „Apploud” ogrywało estetykę spod znaku hedonistycznego, zwyrodniałego „juissance”, tak tutaj powraca wątek utożsamienia się ze złem i negatywnością. Yves występuję w nim jako… szatan (jakby reszta dzieła nie była już wystarczająco antychrystyczna), któremu towarzyszą postaci ucharakteryzowane na antropomorficzne bestie z ciałem ludzi i głową krowy. Dużo w tym z shock-rockowego kampu (w tym wypadku rozumianego w najbardziej pierwotnym, nieheteronormatywnym kontekście), ale bije też po oczach fascynacja łączeniem salonowego blichtru i seksualnej emancypacji z sakralną (czy, w tym wypadku, antysakralną) estetyką. Całość jest cudownie agresywna w swoim obrazoburstwie, a jednocześnie tak rozkosznie wysmakowana, że nie można oderwać wzroku.

Ale dobrze, wystarczy już peanów (by nie rzec- litanii). „Gospel of the New Century” będziecie mogli usłyszeć na albumie Heaven to a Tortured Mind, który ukaże się 3 kwietnia nakładem WARP records, zaś na żywo Yves Tumor będzie do złapania na koncercie 27 maja w warszawskiej Hydrozagadce. Link do wydarzenia tutaj.

Komentarze

komentarzy