Jessie Ware - What's Your Pleasure

Recenzja: Sanah Królowa dram

Data: 25 maja 2020 Autor: Komentarzy:

sanah krolowa dram album cover

Sanah

Królowa dram

Magic Records / Universal Music Polska

Jakiś czas temu w polskim internecie pojawiła się tajemnicza postać młodej dziewczyny, której kariera znacznie przyśpieszyła w zeszłym roku. Mógłbym zacząć w tym wstępie pisać o tym, że Dawid coś tam zaśpiewał, blah blah, ale wolę skupić się na talencie i debiutanckiej płycie zdolnej, skromnej, młodej i pięknej Sanah — podręcznikowego przykładu idealnie toczącej się (so far) kariery, której początkiem były zwyczajne publikacje numerów w sieci i amatorski śpiew. Do momentu pojawienia się myśli „a może to faktycznie zaskoczy?”.

Długą, bo składającą się z aż 19 utworów tracklistę (w wersji deluxe) otwierają i zamykają melancholijne podkłady. Opierają się one w zasadzie o dwa bardzo bliskie Sanah instrumenty — skrzypce oraz klawisze. Po drodze mamy jeszcze jedną dodatkową pozycję — interlude „Proszę” do „Proszę pana”. Swoją drogą, Królowa dram nie do końca kipi świeżością, ponieważ znalazły się na niej także utwory z EPki ja na imię niewidzialna mam. Biorąc pod uwagę fakt, że całość oscyluje wokół tej samej koncepcji i ma podobny klimat, jest to wybaczone, bo pełni funkcję uzupełnienia tematu.

Słodycz głosu Sanah przesiąka każdy wydany przed premierą płyty singiel. Dzieje się tak zwłaszcza w tytułowym utworze, który z gęsią skórką mogę porównać do Florence Welch czy Misi Furtak z czasów tres.b. Nie mówię tu o całkowitym podobieństwie, a o skojarzeniach na bazie harmonii wokalnych i uczuć towarzyszących mi przy odsłuchu. Dodając do równania taneczną stronę (choć ta nie była taka w pierwotnym założeniu), w efekcie otrzymuję pełnoprawną artystkę pop. Nie powstydziłbym się jej na arenie międzynarodowej. Ba, nawet tego Zuzi życzę, bo choć debiut ten odbiega od ogólnie rzecz biorąc ostatniego artystycznego dziecka Duy Lipy, to jednak potencjał w Sanah drzemie przeogromny. Tu należy również zaznaczyć, że z początku „ta a nie inna” tworzyła wyłącznie w języku angielskim i nie chciała pisać piosenek po polsku. To na szczęście się zmieniło, a warsztat songwriterski jest na wysokim poziomie.

Słodko-gorzkie przelane na papier (albo notes w telefonie) historie z życia Susannah z pewnością są jednymi z tych, z którymi będą utożsamiać się młode dziewczęta. Sam znam nawet ich kilka. To naprawdę działa. Agregatem najsilniejszych emocji od zawsze są ballady, i w nich najswobodniej czuje się nasza zainteresowana (patrz „Oto cała ja” czy „Aniołom szepnij to”, gdzie ten drugi to najpoważniejszy tytuł na całym albumie). Zmierzając ku końcowi, mega dobrą robotę zrobiła również wytwórnia Zuzi — Magic, który pomógł 22-letniej Królowej dram zapewniając świetnych producentów i szydełko do tkania — dzięki nim powstały takie hity jak silne, elektroniczne „Proszę pana” czy radiowy wszystkim już znany „Szampan” — mało kto wie, ale ten numer w założeniu wcale nie miał być radiowy, a dość smutny. Taki zresztą jest ten tekst.

Sukces tego albumu wynika z autentyczności autorki i zgrabnego operowania językiem łącząc poetyckość z nowoczesnym słownictwem. Uroku dodają sprytnie użyte zdrobnienia. Przy Królowej dram mamy do czynienia z dziełem dojrzałym, całkowicie zamkniętym koncepcyjnie. Ta spięta klamra sugeruje tudzież zwiastuje zamknięcie etapu „Samej” w życiu Zuzi. Oby, bo modliliśmy się długo, tylko o jedno, by taka artystka w końcu pojawiła się. Wszystko jest OK, a Sanah jest zdolna, skromna i mądra, w co nikt nie powinien wątpić. Chcemy Cię takiej jak najwięcej!

Komentarze

komentarzy

Jessie Ware - What's Your Pleasure