Nowa płyta Vivian Green zatytułowana „Beautiful” ma premierę już 6 kwietnia. W ramach promocji ukazał się właśnie teledysk do piosenki o tym samym tytule. Mam słabość do Vivian od kiedy usłyszałam remiks jej utworu zrobiony przez J Dillę – „Fanatic”. Potem sprawdziłam jej album „A Love Story”. Jej muzyka na tej płycie była niewymuszona i prosta, jej głos był miły dla ucha a sama artystka sprawiała wrażenie delikatnej i uroczej kobiety. Taka kwintesencja współczesnej, czułej artystki soulowej. Choć żadna z jej dwóch płyt nie powaliła mnie na kolana, to ciągle chętnie do nich wracam. Czekałam też po cichu na jej nowy album ale po usłyszeniu singla i zbadaniu teledysku trochę się… znudziłam. Vivian opowiada w nim ładną historię – daje rady miłosne facetowi, z którym jej samej się nie udało.
O ile utwór zaczyna się dość ciekawie, o tyle gdzieś po półtorej minuty zaczęłam się zastanawiać kiedy nastąpi rozwinięcie linii melodycznej. Zrozumcie mnie dobrze – Vivian jest piosenkarką ORAZ pianistką, więc nie dziwi mnie to solo na pianinie w tle. Ale utworowi jednak czegoś brakuje i mimo, że przez chwilę zapowiada się, że będzie nieco ciekawiej to jednak nic wielkiego się w tym kawałku nie zdarza. Ogólne wrażenie dla kogoś nieznającego Green może być takie, że to jakaś podróbka Alicii Keys. Do tego niestety gorsza. Jakoś nie mogę się otrząsnąć z wrażenia, że Ala zrobiłaby to lepiej. Jednak co najbardziej mnie razi w tym utworze to niespotykana grafomania autora tekstu. Vivian wyrzuca z siebie mnóstwo słów, z czego sporo dość banalnych i część fraz sprawia wrażenie ściśniętych po to, by zmieścił się cały tekst piosenki. Wobec tego śmieszna wydaje się linijka „I don’t wanna go into details cause I’ve said enough” bo artystka w tym utworze przekazuje dość szczegółowe porady na temat jak obchodzić się z wybranką swojego serca. Jeśli myślicie, że teledysk wniesie coś nowego do tej piosenki, to raczej się zawiedziecie bo jest to po prostu ładny obrazek do miłego nagrania. Vivian wygląda prześlicznie i jest w klipie główną atrakcją dla oka.
Jak widzicie sama z wrażenia dostałam słowotoku a co śmieszniejsze, pisząc ten tekst przesłuchałam utwór panny Green kilka razy i wiecie co? Zaczął mi się podobać. Więc po co było to całe pisanie? Udowodniłam wam tym jedynie, że oszczędność w słowach też bywa ważna.


Komentarze