Wydarzenia

M jak Motown #1: Marv Johnson „Come To Me”

Data: 16 sierpnia 2011 Autor: Komentarzy:

marv_johnson_tamla

Czas na nowy cykl na soulbowl.pl. „M jak Motown” to historia muzycznego imperium z Detroit przedstawiona w postaci pojedynczych epizodów, nastawiona na przypomnienie kluczowych momentów, kamieni milowych dla wytwórni (jak i dla całej czarnej muzyki), a także na przedstawienie artystów, którym ciężko było się wybić w labelu wydającym przeboje Diany Ross, Smokey Robinsona czy Steviego Wondera. Pamiętajmy o tym ile dobrego dla muzyki zrobi Berry Gordy tworząc pod koniec lat pięćdziesiątych markę Tamla/Motwon, zapomnijmy o tym że wydał na świat potomstwo, które podbija ostatnio dyskoteki swoim eurodancem („ewrydej ajm szaflyn”). Zapoznamy się też z sylwetkami producentów muzycznych, między innymi członków The Funk Brothers, którzy przyczynili się do powstania większej liczby numer-jeden-na-liście przebojów niż Żuki, Toczące Się KamykiPlażowi Chłopcy razem wzięci.
Jako, że to początek cyklu, to przenieśmy się w czasie najdalej jak się da. Zaszczytu nagrania bardzo pierwszego utworu dla Hitsville doznał Marv Johnson. W maju 1959 wyszło doo-wopowe „Come To Me”, skromna inwestycja, która jeszcze nie rozbujała marki tak jak później Barrett Strong i The Marvelettes, ale kto by sie spodziewał, że wytwórnia z nikąd od razu wyda coś wielkiego. Na okładce widniał już wtedy napis „Tamla”, którym potem sygnowali swoje kultowe wydawnicta Marvin GayeStevie Wonder. Gordy chciał, by wytwórnia nazywała się „Tammy” (w hołdzie dla utworu aktorki i piosenkarki Debbie Reynolds), lecz oficyna o takiej nazwie już istniała. Berry osobiście czuwał nad nagraniem (co oczywiście z czasem zdarzało się rzadziej), do studia zaprosił basistę Jamesa Jamersona i perkusistę Benny’ego Benjamina. Obaj nawiązali potem dłuższą współpracę z Motownem, uczesnicząc w nagraniach późniejszych klasyków, w tym What’s Going On.

Komentarze

komentarzy