Wydarzenia

M jak Motown #10: The Miracles „Going To a Go-Go”

Data: 18 października 2011 Autor: Komentarzy:

the-miracles-going-to-a-gogo-tamla-motown

„Znalazłem takie nowe miejsce, do którego ludzie ściągają z całej okolicy” – śpiewa Smokey Robinson w jednym z największych przebojów swej grupy, The Miracles. „Going To a Go-Go” to muzyczny hołd dla klubów go-go, których początki popularności przypadały na pierwszą połowę lat sześćdziesiątych. W tym samym czasie grupa Smokeya na dobre umocniła swoją pozycję w ścisłej czołówce motownowskich artystów. Jako jedna z niewielu grup, która nie musiała się martwić o to, że wytwórnia przesunie im premierę na rzecz kogoś bardziej znanego, osiągneli już chyba wszystko – osiem albumów na koncie, single sprzedane w milionowych nakładach. Numerem o wyprawie do klubu go-go pokazali za to, że mogą jeszcze więcej. Nie tylko przełamali stereotyp motownowego artysty śpiewającego przesadnie ckliwe love songi, ale wykroczyli również poza osobiste ramy – pokazali, że równie dobrze, co w spokojniutkim soulu („Quiet Storm”, mówi Wam to coś?) odnajdują się w up-tempowych, tanecznych klimatach.
„Going To a Go-Go” zachwyca przede wszystkim muzycznie. Owoc współpracy producenckiej Smokeya z niezawodnymi muzykami z The Funk Brothers to jedno ze szczytowych osiągnięć wczesnego Motownu. Trzon produkcji ustanowili tutaj Benny Benjamin, Jack Ashford, oraz Eddie Brown w ramach sekcji rytmicznej. Oczywiście nie zapominamy też o znakomitej gitarze i o dęciakach na przejściach. I o samym wokalu charyzmatycznego lidera The Miracles. I o chórkach w wykonaniu Claudette Rogers Robinson – żony Smokeya. I o coverach, między innymi o tym bardzo znanym autorstwa The Rolling Stones. I na koniec – nie zapomnijcie zapoznać się z całym albumem Going To a Go-Go, z którego ten przebój pochodzi. Jest to świetny sposób na rozpoczęcie przygody z bardzo obszerną dyskografią grupy.

Komentarze

komentarzy