Jeśli miałabym moc odebrania współczesnym artystom jednego instrumentu, którego nadużywają, z pewnością wybrałabym vocoder. Niespodziewana moda na zmodyfikowane głosy przyprawia mnie o mdłości. W zasadzie jedyna osobą, która wykorzystała to urządzenie z pozytywnym skutkiem był Snoop Dogg. W swoim najnowszym utworze „Skin” używa go także R. Kelly. Poza nieudanym, oklepanym utworem, który brzmi jak odrzut z płyty T-Paina, artysta dobił mnie teledyskiem. Woda, ogień, mgła, seksowne, tarzające się po ziemi panie, goła klata, ciemne okulary. R. Kelly chyba za bardzo zainspirowal się teledyskami młodszego kolegi po fachu Ushera. Od którego jest zresztą sporo starszy, co widać coraz wyraźniej. Artysta zrobił jedną SZOKUJĄCĄ rzecz – zgolił warkoczyki, swój znak rozpoznawczy. Przyznam, że gdybym o tym nie przeczytała to pewnie bym nie zauważyła bo na teledysku przymykało mi się oko, taki był monotonny. Bicie serca, słyszalne na początku klipu, ma zapewne przypomnieć widzowi, by podczas oglądania podłaczył się do urządzenia podtrzymującego pracę tego organu gdyż może on stanąć w wyniku nudy wiejącej z ekranu bądź monitora.
Dodam, że utwór promuje nadchodzący album artysty „12 Play”.
R. Kelly – „Skin”


Komentarze