Rok 1965. The Beatles przygotowują się do pamiętnego występu na nowojorskim Shea Stadium. Niewątpliwy zbieg okoliczności chciał, żeby dokładnie w tym samym hotelu co oni nocowały będące również w trasie członkinie The Supremes. Zachwyceni tym faktem Paul, John, George i Ringo poczuli obowiązek zamienienia kilku słów z piosenkarkami – nie jest w końcu tajemnicą, że motown sound był dla Żuków ogromnym źródłem inspiracji, a grane przez nich covery między innymi The Marvelettes stanowiły jeden z fundamentów ich sukcesu. Podekscytowani i wiecznie spragnieni rozwoju swojej muzyki postanowili spróbować wyciągnąć z dziewczyn informacje, w czym tkwi sekret trudnego do podrobienia, motownowskiego brzmienia, miksu, aranżu. Niestety, chłopaki z Liverpoolu musieli obejść się smakiem – trudno było za satysfakcjonującą uznać odpowiedź jednej z dziewczyn „wydaje mi się, że ma to jakiś związek z tymi takimi guzikami na pulpicie”.
Która z artystek zabłysnęła w ten sposób podczas spotkania z Bitlesami? Takiej informacji niestety nie posiadam. Gdyby to była Diana Ross to pewnie byłoby głośno, że to właśnie ona powiedziała, jeśli to którakolwiek inna członkini grupy to zapewne mało kogo interesowało, która dokładnie. Charyzmatyczna pani Ross nie bez powodu jako jedyna z nich zapisała się w historii muzyki wielkimi literami. Po jej odejściu z grupy zespół błyskawicznie stracił na znaczeniu, do tego każda próba niezależnego zaistnienia przez jakąkolwiek inną z dziewczyn okazała się porażką. Najbardziej spektakularną był niewypał w postaci debiutu Mary Wilson, która była praktycznie drugą co do ważności osobą przewijającą się przez skład The Supremes. Najmniejszą porażką, co można uznać za mały sukces, były próby Scherrie Payne i Susaye Greene, którym udało się lekko zabłysnąć wspólnym longplayem pod szyldem Partners. Bardzo lekko, ale przynajmniej uniknęły tak napompowanej komercyjnie klapy jak koleżanka Mary. W międzyczasie obie dziewczyny próbowały działać co nieco solowo i wydały kilka wartych uwagi singli. Zapraszam do sprawdzenia mojego ulubionego utworu pani Payne, wydanego jak b-side singla „Fly”.



Komentarze