
Eric Lau
One of Many (2013)
Kilawatt Music

Dawno nie słyszałam tak uroczego albumu. Czterdzieści pięć minut zmysłowych, pozbawionych banału, instrumentalnych dźwięków z One of Many Erica Lau, nawet najbardziej odpornych wpędzi w stan rozkosznego rozanielenia.
Nie ma się co dziwić. Wydany z początkiem czerwca instrumentalny album to kompilacja talentu światowej klasy muzyków. Niemal każdy utwór na płycie wyprodukowany został w ścisłej współpracy z Kaidi Tachamem, który aktualnie uważany jest za jednego z najznakomitszych klawiszowców świata. Bas i perkusja to Alex Bonfandi i Ben Tones, dwa uznane, sesyjne talenty z Londynu. Sam Eric Lau, główny prowodyr tego urokliwego zamieszania i tytułowy jeden z wielu, to konsekwentnie rozwijający się, dążący do doskonałości beatmaker, który świetnie spiął to wszystko w całość. Wiodące wokale należą natomiast do Tawiah i Rahel, gdzieś w tle czarują Sarina Leah, Annabel i Meshach Spooner. Swoje pięć minut dostała tu także wschodząca gwiazda Brytyjskiego neo-soulu Fatima, a i ci państwo mają tu coś do powiedzenia: Georgia Anne Muldrow, Oddisee, Olivier St Louis.
Rozpoczynający album utwór „Many”, czyli kombinacja powitań w kilkunastu językach świata, to ukłon w stronę wszystkich potrafiących docenić uniwersalizm sztuki. Motyw konsekwentnie rozwija się w pełni w „We All Are”, a następnie w jednym z bardziej wyrazistych utworów albumu „Not Alone”. Nikt nikomu nie próbuje wtłoczyć na siłę żadnych określonych, sztywnych opowieści — brak tu myślowych jednoznaczności.
Utwory wydają się raczej pięknie poprowadzonymi od początku do końca impresjami niż piosenkami w klasycznym tego słowa znaczeniu. Bo o to tu chodzi, by bez względu na wszystko trwać wiedzionym przez falujący bas i cudne wokale. Lekkość dźwięków rodzi aurę rozmarzenia. Cóż za pogodna płyta! Fatima w „Divie” niemal dopełnia całości, by ustąpić miejsca zamykającej Tawiah w sztandarowym „Where to Go”. Eric Lau odrobił lekcje, ale chyba mało kto przypuszczał, że mogłoby być inaczej!


Komentarze