Szperacze działania rzadko kiedy kończę oczarowana męskim wokalem. Dzisiaj stanowi przyjemny wyjątek, gdyż całkiem przypadkowo poznałam Raleigha Ritchiego. Wklejam jego zdjęcie do albumu, tuż obok umiłowanego Daleya. Obaj pieszczą tak niesamowicie i z podobnym feelingiem, iż zaczyna się człowiekowi wydawać, że miłość w wyspiarskim stylu jest o niebo lepsza od tej na starym kontynencie.
Pochodzący z Bristolu, a w Londynie działający, wschodzący talent wypuścił właśnie nowy kawałek, za produkcję którego odpowiedzialny jest Sounwave (dokładnie ten sam, który poczynił „Bitch, Don’t Kill My Vibe”). Nie jest to jednak jedyne ogniwo, które łączy Raleigha z Kendrickiem. Mogło się Wam o uszy czy oczy obić, iż tenże Londyńczyk otwierał koncert Lamara w trasie po UK. Wspomniany „Overdose” jest pierwszym singlem, z nadchodzącej, drugiej już EPki Black And Blue. Poprzedni, 3-kawałkowy mini-album The Middle Child, pojawił się wcześniej w tym roku. Pochodzący z niego utwór „Stay Inside” doczekał się również teledysku (uwielbiam zarówno obrazek, jak i numer). Słuchając dotychczasowych poczynań Raleigha tworzy się obraz świadomego i ukierunkowanego artysty. Otagowanie go jednak jako wokalisty R&B wzbudza w nim samym pewien dyskomfort. W jednym z (ciekawych i zabawnych) wywiadów, opowiadając m.in. o swoich muzycznych bohaterach (Morrisey, Kanye West, David Bowie czy Donny Hathaway) i inspiracjach, przedstawia również własny pogląd na ewolucję gatunku oraz niechęć do zamykania się. Wspominając, że za dzieciaka marzył o pracy w Jurajskim Parku albo byciu Willem Smithem, powoduje, że nie da się go nie polubić. Jego wizytówką pozostaje jednak magiczny wokal, który generuje dreszcze równie przyjemne jak chociażby Abla. Taki to dylemat na koniec się pojawia, czy przeprowadzić się do Kanady i podziwiać zorzę polarną w towarzystwie The Weeknd i Unbuttoned, czy do Londynu, żeby móc położyć się obok Daleya czy właśnie Raleigha (najlepiej jednocześnie). Poniżej odsłuch nowego singla „Overdose”. Polubicie?


Komentarze