
Katy B
Little Red (2014)
Rinse/Columbia/Sony

Debiutancki album Katy B pozwolił odkryć słuchaczom popu z Wysp takie gatunki jak dubstep, house czy elektronikę zupełnie na nowo. Niewinna, dwudziestodwuletnia wtedy, dziewczyna zaprowadziła nas w nieznane dotąd obszary muzyczne. To mogło faktycznie zadziwiać w 2011 roku, ale dziś, patrząc na poczynania AlunaGeorge, Disclosure czy Rudimental i na to, jak szybko przenikają oni do świadomości głównego nurtu, trzeba zadać sobie pytanie: czy na brytyjskiej scenie wciąż jest miejsce dla Katy B? Po wysłuchaniu jej drugiego krążka odpowiedź brzmi: zdecydowanie tak.
Little Red zaczyna się pulsującym „Next Thing”, czyli dokładnie w miejscu, w którym skończyło się On a Mission. Nie brakuje tu wibrujących numerów, do których wokalistka zdążyła nas już przyzwyczaić. Zacierający granicę między normalnością a szaleństwem kawałek „5 AM”, euforyczne „I Like You” czy znany nam od czasu premiery Danger EP, stopniowo narastający duet z Jessie Ware, „Aaliyah” utwierdzają w przekonaniu, że dyskotekowy ton to wciąż domena Katy B. A jeśli jesteśmy już już przy kolaboracjach, nie można nie wspomnieć o jednym z ważniejszych momentów tej płyty. Odkryty całkiem niedawno, londyński muzyk Sampha jako jeden z nielicznych sprawił, że Kathleen zwolniła tempo — „Play” z pewnością pozytywnie zaskoczy niejednego słuchacza.
Tworzenie lekkich, radosnych, a jednocześnie całkiem niebanalnych, kawałków, sprawdzających się w stu procentach przy stroboskopowych światłach to solidne rzemiosło wymagające dobrego wyczucia, ale nagranie numeru („Crying for No Reason”), w którym opowiada się o smutku, nie odstępując przy tym od elektronicznych rozwiązań to już prawdziwa sztuka. Chłód przeszywający syntezatorowe podkłady („Still”, „Emotions”) może świadczyć tylko o jednym — Katy dojrzewa, styka się z bolesną rzeczywistością, targają nią wielkie emocje. I przede wszystkim daje się to odczuć w strefie wokalnej, którą można określić jednym wyrazem: rozmach. Dorosłe przemyślenia na temat miłości i przyjaźni, ocierające się o tęsknotę, melancholię i nostalgię, połączone z mglistymi pokładami to od teraz największe atuty Katy. Wrażliwość przeplatająca się na zmianę z oziębłością jest owiana pewnego rodzaju tajemnicą. Nie wiemy dokąd jeszcze zabierze nas w podróż Katy B, ale wiemy, że będzie to wyprawa gwarantująca najlepsze przeżycia. I choćby z tego powodu, warto już czekać na kolejny krążek Katy B.


Komentarze