
Zdaję sobie sprawę z tego, że od wypuszczenia „Religious”, drugiego oficjalnego singla z nowego krążka R. Kelly’ego, minęło już kilka tygodni. Nie mniej jednak na początku poza tajemniczym tytułem i ciekawą okładką, sama piosenka wydała mi się dosyć mdła. Tymczasem przez te kilkanaście dni zdążyłem już dosyć dokładnie zapoznać się z nowym nagraniem Roberta i dojść do wniosku, że utwór w przeciwieństwie do poprzedzającego go „Number One” brzmi jak stare dobre R&B z lat 90tych, jakie to tworząc piosenkarz osiągnął największe sukcesy. Ostatnio do swoich muzycznych korzeni sięga coraz większa ilość wykonawców R&B, którzy próbują za wszelką cenę odnieść sukces komercyjny, zastępowani powoli przez młodsze pokolenia. Tak jest chociażby z „Yesterday” Toni Braxton, „H.A.T.E.U.” Mariah Carey, które brzmi jak żywcem wyciągnięte z Rainbow czy „I Look to You” Whitney Houston, wykonanym w tradycji jej najbardziej znanych hitów. Ciężko jednoznacznie stwierdzić czy to dobra czy zła tendencja. Należy zdać sobie sprawę, że soul i R&B z nigdy już nie powrócą w szerokim zakresie w formie, jaką przyjmowały w zeszłej dekadzie. Jednocześnie jednak zaprzedanie się vocoderowo-elektronicznym trendom, choć lukratywne finansowo grozi artystyczną śmiercią i dodaniem do swojej muzycznej historii raczej hańbiącego rozdziału… Po skoku do odsłuchu „Religious”. Naprawdę polecam!


Komentarze