Wydarzenia

Recenzja: Fatima al Qadiri Asiatisch

Data: 20 maja 2014 Autor: Komentarzy:

Fatima al Qadiri

Asiatisch (2014)

Hyperdub


Jeśli zastanawiacie się co urodzona w Senegalu, wychowana w Kuwejcie, a mieszkająca na Brooklynie Fatima al Qadiri ma w spólnego z Azją Wschodnią, śpieszę z odpowiedzią — niewiele, może poza tekturową makietą muru chińskiego w piwnicy, co przełożyło się zapewne na brzmienie jej debiutanckiego krążka Asiatisch. Al Qadiri nie boi się wyzwań i stawia wszystko na jedną kartę, obcesowo imitując azjatyckie wzorce melodyjne i wpisując je w bassową stylistykę. Jej nowe produkcje są efekciarskie i plastikowe, a samo zainteresowanie Azją — powierzchowne i ograniczone do przepisania kilku estetycznych szlaczków bez wnikania w znaczenie jakie ze sobą niosą. To zresztą artystka sama sygnalizuje już na początku krążka, minimalistyczny cover „Nothing Compares 2 U” ze śpiewającą po mandaryńsku Helen Feng tytułując „Shanzhai”, co jest prostym nawiązaniem do opanowanej do perfekcji przez Chińczyków sztuki (a jak!) imitacji zachodnich marek. Niezależnie od tego na ile płyta jest ukłonem w stronę wzrastającej światowej potęgi, a na ile pastiszem i zabawą konwencją, Al Qadiri jest w swoich poczynaniach niezbyt zręczna, przez ponad pół godziny męcząc słuchacza powtarzającymi się w kółko bez większego celu syntezatorowymi loopami. Tymczasem przez lata azjatycka melodyka już wielokrotnie przepisywana była na kiczowate syntezatory, możliwie najkunsztowniej przed prawie czterdziestoma laty na debiutanckim krążku Ryuichiego Sakamoto. Enigmatyczne bity nie stanowią w tym przypadku żadnej wartości dodanej, a Al Qadiri zanurzona po kolana w azjatyckiej stylistyce, wypada równie interesująco i wiarygodnie co Avril Lavigne w swoim ostatnim teledysku.

Komentarze

komentarzy