Wydarzenia

Startuje Global Release Day, czyli mainstream znowu przodem

Data: 10 lipca 2015 Autor: Komentarzy:

nmf-logo-rgb-horizontal_blue-yellow

źródło: newmusicfridays.com

Najnowsza muzyka w piątki

Być może pamiętacie zeszłoroczną propozycję branży fonograficznej, by ujednolicić daty wydawania nowej muzyki na całym świecie. Do tej pory poszczególne kraje miały w tym względzie swoje własne tradycje — w USA dniem wydawania nowej muzyki był zwyczajowo wtorek, w Japonii — środa, w Wielkiej Brytanii i Francji — poniedziałek, a w części Europy kontynentalnej — piątek. I wszystko wskazuje na to, że to my mieliśmy rację, bo jako tzw. Global Release Day (ang. Globalny Dzień Wydawniczy) wyznaczono właśnie piątek.

Rzecz jest oficjalna o tyle, że do porozumienia przystąpiło ponad 45 krajów (oczywiście poza Japonią), a amerykański Billboard już przedsięwziął kroki formalne, by od dziś dopasować swoje rankingi popularności do zmian na rynku. I tak oto Billboard i Nielsen (który monitoruje sprzedaż i słuchalność stacji radiowych dla Billboardu) na potrzeby list przebojów będą od teraz rozliczać siedmiodniowy okres sprzedaży począwszy od piątku. Ten sam okres będzie też brany pod uwagę, jeśli chodzi o statystyki mediów strumieniowych. Z tego powodu listy przebojów pojawiać się będą o dwa dni wcześniej niż dotychczas — we wtorki, a nie tak jak do tej pory w czwartki. Zmiany wchodzą w życie dziś.

Image5

źródło: addictedtovinyl.com

Przeciw dyskryminacji?

Jakie są powody tego zamieszania? Otóż inicjatorzy ustalili, że ludzie najczęściej szukają nowej muzyki w piątki i soboty, bo wtedy mają na to czas. Liczą na to, że liczne premiery płytowe w tych dniach wpłyną na nawyki konsumenckie — ludzie będą kupowali więcej pod wpływem chwili, co ma z kolei pociągnąć za sobą zmniejszenie skali pozyskiwania muzyki poza oficjalnym obiegiem, a więc i większe zyski wytwórni i twórców. Drugą kwestią, która ma się do tego przyczynić jest dostępność najnowszej muzyki wszędzie na świecie w tej samej chwili. Dzięki temu słuchacze np. w Polsce nie będą dyskryminowani i sfrustrowani nie będą zaglądali w ciemne zakamarki internetu w poszukiwaniu upragnionych nagrań, ale bez nadmiernej zwłoki ochoczo pośpieszą odświeżać iTunesa — przynajmniej w teorii.

I faktycznie — jeśli chodzi o usystematyzowanie rynku cyfrowego, takie rozwiązanie wydaje się całkiem racjonalnym posunięciem. W 2015 roku, kiedy słuchacze przyzwyczajeni są do otrzymywania wszystkiego natychmiast, kilkudniowe różnice w premierach płytowych mogą być w istocie powodem do pewnej frustracji. Ale to jedynie połowa problemu. Drugą jest wyznaczanie różnych dat premier tej samej muzyki w różnych krajach jako część strategii marketingowych. Jeśli zastanawialiście się kiedyś, dlaczego w UK utwory największych gwiazd popu bardzo często debiutują na szczycie, ale wiele tygodni po tym, jak zaczął nucić je już cały świat, oto prawdziwy powód. Premiery cyfrowych (tak, cyfrowych!) singli przesuwa się bowiem o tyle, by mogły na fali airplayu zanotować na starcie wysokie wyniki sprzedażowe. Wszystko dlatego, że brytyjska lista przebojów opiera się jedynie na sprzedaży, a utwór, którego w sprzedaży nie ma, nie może być doliczony do zestawienia. Podobne zasady, a więc i taktyki stosowano także w latach 90. w USA — tym właśnie sposobem „Doo Wop (That Thing)” Lauryn Hill zadebiutowało na szczycie Hot 100 bezpośrednio przed premierą całej płyty. Czy z tym procederem także nowa inicjatywa zrobi porządek? Byłoby niedorzecznością sądzić, że możni branży fonograficznej zrezygnują z tak sprawdzonej metody działania. I to byłoby tyle, jeśli chodzi o antydyskryminacyjny charakter Globalnego Piątku. A to w wymiarze wyłącznie cyfrowym. Trudno wyobrazić sobie bowiem, że uda się skoordynować premiery płyt kompaktowych i winylowych tak, by słuchacz w Polsce mógł w pobliskim sklepie dostać je w ten sam piątek, co jego kolega z Ameryki.

Image7

źródło: apple.com

Mainstream przodem

A to nie jedyne wątpliwości co do słuszności tego rozwiązania. Odrzucając na bok romantyczną myśl o uroku lokalnej specyfiki wydawania płyt, coraz dalej posunięta homogenizacja rynku z pewnością nie pomoże debiutantom w wypłynięciu na szerokie wody. Owszem, nasi ulubieńcy z Bandcampa i Soundclouda Globalnymi Piątkami z pewnością się nie przejmą, ale wybranie jednego dnia jako momentu wydawania nowej muzyki w skali międzynarodowej to kolejny krok, by zabetonować na dobre hegemonię wielkiej trójki. Nawet rosnąca świadomość słuchaczy nie uratuje przemysłu muzycznego od postępującej macdonaldyzacji i ostatecznie do koszyków fanów na całym świecie prędzej trafią nowe single Jasona Derulo aniżeli Leona Bridgesa, Mayera Hawthorne’a czy Nicka Waterhouse’a. Większy może liczyć na korzyści skali — w sieci promocja napędza się sama (z pomocą prostej zasady owczego pędu), co z kolei skutkuje lepszym pozycjonowaniem i tym samym proporcjonalnie (i recz jasna realnie!) większym przyrostem sprzedaży. A efekty skali mogą wzrosnąć gigantycznie, jeśli tylko uda się unifikacja kilkudziesięciu mniejszych rynków lokalnych w jeden duży. Na Globalnych Piątkach zarobią najwięcej ci, którzy już teraz rządzą, jeśli chodzi o zarobki w biznesie muzycznym.

Inicjatywa dorobiła się zresztą własnej strony internetowej, na której znamiennie nie można znaleźć żadnych konkretnych informacji. Ważniejszy okazał się, jak widać, dobór odpowiednio pastelowych barw, na rzecz których zrezygnowano też z jakiejkolwiek funkcjonalności. Na pierwszy ogień i przetarcie szlaków poszły nowe wydawnictwa Tyrese’a, Years & Years, druga część wspólnego projektu Ghostface’a i Adriana Younge’a czy zapowiadane od dawna Crown Jewel The-Dreama, którego jak dotąd uporczywie nie ma i najpewniej na premierę jeszcze trochę poczekamy.

Oczywiście wspólne daty premier cyfrowych na całym świecie to dobry pomysł, ale rzecz jest przecież już od dawna realizowana przez muzyków i słuchaczy, którzy rozumieją internet lepiej niż starsi panowie zarządzający wielkimi wytwórniami siedzący na wysokich stołkach. Patrząc na inicjatywę Globalnego Piątku przez pryzmat przemian w świadomości i sposobów dystrybucji muzyki, jakich w ciągu ostatnich piętnastu lat dokonał internet, przy analizie kolejnych prób odzyskania władzy w internecie przez kilku wielkich, ale zasiedziałych graczy, można się jedynie uśmiechnąć.

Komentarze

komentarzy