JWP/BC
Sequel (2015)
RHW Records

Długo przyszło nam czekać na tę płytę. Z czasem dostawaliśmy konkretne single („Tworzymy Historie” czy „Panorama”) i spodziewaliśmy się, że JWP/BC wkrótce przedstawią nam pełnoprawny materiał. Minęły trzy lata, a oni wciąż tacy sami.
Od zawsze niezmienny styl z niesłabnącą zajawką, energią, której mogą pozazdrościć rapowe składy w Polsce. Ero, Kosi, Siwers, Łajzol dalej kontynuują swoją zabawkę na klasyczny boom bap. Od samego początku („mój stary lepiej rymuje od twojego ojca” pozdro młody Ero!) można poznać, że tylko jedna ekipa jest w stanie tak wejść w bit, płytę czy cokolwiek. Oni są nie do podrobienia. Cztery odmienne style, różniące się barwą głosu, ale tak zbliżone do siebie dzięki podejściu do rapu i pewnością siebie na mikrofonie. Każdy z nich ma świadomość tego, co znaczy dla tej sceny i jak ważną grupą jest JWP/BC. Ero w „Matematyku” w jednej zwrotce streszcza kawałek swojego życia i udowadnia, że potrafi liczyć, Kosi w „Złym” wsiadł do Delorean’a i cofnął się do czasów, kiedy wychodził album Waco Świeży Materiał i położył przepiękną grafficiarską historię. Siwers na „Spacerze” wspomniał o niezbyt lubianym Pałacu Mostowskich (Pitbull?), a Łajzol przedstawił jak to jest bawić się z ich całą bandą. Nieważne czy o hazardzie, melanżu, wyjazdach, stołecznych opowieściach, czy mieszaniu potencjalnych oponentów w klasycznym bragga. Połączenie tej czwórki to wybuch. Wszystkiego słucha się świetnie na klasycznych, staroszkolnych bitach, które wręcz zmuszają głowy do bujania. Nic dziwnego, skoro za muzykę odpowiedzialni byli Szczur, Siwers, TMK, The Returners czy Whitehouse — sprawdzone marki. Nieco lżejszy podkład przywędrował od Night Marks Electric Trio, ale oni i tak wpisali się w klasyczny sznyt warszawskiej grupy. Jedyną rzeczą do jakiej można się przyczepić są nie do końca przemyślane refreny jak na przykład „Pół człowiek, pół mikrofon” czy „Atomy”.
Sean Price — ten człowiek z pewnością dołożył najważniejszą gościnną zwrotką na tej płycie. Zmarły niedawno członek Helath Skeltah nie musiał zbytnio dostosowywać się do obcojęzycznego rapu chłopaków. Oni nadawali na tych samych falach. Jeżozwierza, z racji uwielbienia do nowojorskiego rapera i miejskiej stylówy, możemy spokojnie nazwać polskim odpowiednikiem Sean’a. Zdecydowanie poradził sobie na niecodziennym dla niego bicie, który przecież „jest klasyczny jak jego Reeboki”. Kokot OV wypadł bardzo porządnie w „Złym”, a Pjiusan i Fbi (kto to? wujek Google nie podpowiedział) dodali trochę egzotyki w wyjazdowym kawałku „WWA-Sao Paulo”. Gościnki jak najbardziej na poziomie.
Nie ma wątpliwości, że chłopaki rozniosą kluby podczas swojej trasy koncertowej, która pęcznieje od listy dokładanych miast z dnia na dzień. Oni się nie zmienią, będą dalej klasycznym tworem, polskim Wu-Tangiem, który trzyma się z dala od mody, trendów i koszul zapiętych na ostatni guzik. Mimo tego, że kawałki są podobne to wcześniejszych luźnych numerów to i tak wszystko pięknie bangla. To jest po prostu JWP/BC. Nie trzeba nic więcej. Blaaam!



Komentarze