aaron taylor

Recenzja: Aaron Taylor Icarus

Aaron Taylor Icarus

Aaron Taylor

Icarus (2020)

Edenic

Przed dwoma laty na swoim trzecim krążku The Long Way Home brytyjski wokalista Aaron Taylor całkiem kompetentnie wskrzesił ducha VooDoo D’Angelo. Wciąż jednak brakowało mu artystycznej wizji i stylistycznej samodzielności. Wydany pod koniec września nowy album Icarus to śmielsze sięgnięcie po swoje przy zachowaniu klasycznych neo-soulowych inspiracji.

Mimo konsekwencji wydawniczej Aaron Taylor na scenie nowego soulu wciąż pozostaje w cieniu szeroko hajpowanych sezonowych zjawisk. Tymczasem systematycznie od blisko roku piosenkarz prezentuje inspirującą ewolucję twórczą. Zanim w maju podzielił się pierwszym zwiastunem Icarusa, śmiało wskoczył w taneczne funkowe buty w „Let Me Fly” wyrywającym się z soulquarianowego schematu cechującego jego wcześniejszą twórczość. Jak miało się niebawem okazać, jego kolejne muzyczne odsłony, pomimo nieco innego muzycznego kierunku, utrzymały jednaki dystans od post-dangelowskiego imitatorstwa. Tym samym Icarus stylistycznie plasuje się raczej gdzieś pomiędzy PJ-em Mortonem a debiutem Matta Martiansa niż w bezpośredniej relacji z D’Angelo. Więcej — Taylor przywodzi na myśl raczej Gabriela Garzona-Montano, choć jego muzyczna skala przechyla się w stronę funkującego quiet stormu, a nie latynoskiego trapu. Inspiracje neo-soulem przełomu milenialnego nadal są budulcem jego muzyki, ale nie ma mowy o bezpośrednim odtwarzaniu schematów. Na tych podwalinach Taylor ufundował tym razem coś bardziej introspektywnego, intymnego, momentami wręcz koncepcyjnego.

Choć kontekst mitu o Ikarze — archetyp ludzkiego dążenia do realizacji własnych celów wbrew porządkowi świata — nie spełnia tutaj funkcji nadrzędnej, jest dodatkowym kluczem, pomocnym przy odczytaniu intencji i uczuć towarzyszącym Taylorowi. Singlowe „Don’t Leave Me Alone” z gościnnym udziałem Lali Hathaway to uduchowiona muzycznie i obnażająca tekstowo oda miłosna — Erich Fromm powiedziałby co prawda, że to wyraz miłości raczej niedojrzałej, ale raz, że tego typu wyznanie ma znacznie większą siłę rażenia, bo odkrywa dodatkowo miękkie podbrzusze, a dwa — wpisuje się doskonale w kreatywną spontaniczność wspominanego już Ikara. Nie ma zresztą w tym numerze nic z upodlającego charakteru przeboju lat minionych „Down on My Knees” niejakiej Ayọ. W ciepłym, klimatycznym „Flowers”, podbitym zaczepnie w refrenie syntezatorowym riffem, Taylor prostolinijnie na lepszy nastrój oferuje kwiaty. Tu zresztą po raz pierwszy przywodzi na myśl nie do końca oczywiste wcześniej inspiracje stylem wokalnym André 3000, co słychać i w mówionych partiach, i chórkach w szczycie utworu, i przewijającym się co rusz w refrenie. W kolejnym „Shooting Star” uderza jednak w zgoła inny ton, przynajmniej wokalnie, zręcznie wycofując vocoderowe zwrotki na drugi plan względem pulsującego leniwie bitu. To być może najbardziej imponująca produkcja, zręcznie dysponująca oszczędnymi środkami, na tym tak czy owak pieczołowicie wyprodukowanym krążku.

Druga połowa płyty za sprawą pośpiesznego thundercatowskiego w formie i brzmieniu interludium „Drowning in Your Love” i doskonale współbrzmiącego z nim kolejnego „What Do You Do” zaczyna przypominać trochę modny muzyczny szkicownik. Wrażenie potwierdza też „Hey Baby” czerpiące w równych proporcjach ze wspomnianego tu już wielokrotnie D’Angelo i jedynego w swoim rodzaju Prince’a. Jednocześnie to chyba najbardziej odstający melodycznie i brzmieniowo moment krążka — zbyt literalnie kopiujący muzyczne autorytety, ale nie oferujący niczego od siebie, włączając w to wtórny tekst i beznamiętny refren. Im bliżej końca albumu, tym bardziej epicko. Ostatnie dwa utwory, w tym finałowego „Icarusa”, okalają filmowe smyczki, niebezzasadnie podkreślając implikowaną tytułem puentę — „I flew too high, please catch me fall” — znakomicie korespondującą zresztą z rozpoczynającymi krążek — niepokornie funkującym „I Want That Fire” i przywołanym wcześniej wyznaniem miłosnym „Don’t Leave Me Alone”.

Muzyczna kreacja Taylora jest na swój sposób oldschoolowa, w tym sensie, że rzeczywiście dość bezpośrednio czerpie z brzmienia przełomu milenialnego, ale jest to bez wątpienia kreatywne przekształcenie, znacznie bardziej satysfakcjonujące i indywidualne niż jego wcześniejszy dorobek. Oto autentyczny neo-soul, który zrobi wam dobrze i zrobi wam dzień!

#FridayRoundup: Aaron Taylor, Action Bronson, Shay Lia i inni

#FridayRoundup

Jak co tydzień w cyklu #FridayRoundup dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. W tym tygodniu obrodziło. Nowe płyty wydali m.in. Aaron Taylor, Action Bronson, Shay Lia, Vito Bombino z Bitaminy, Joji, A$AP Ferg czy Elzhi, a także Public Enemy, The War and Treaty, Tory Lanez i Jessie Reyez. O części piszemy poniżej, a wszystkie znajdziecie na naszej plejliście.


#FridayRoundup

Icarus

Aaron Taylor

Edenic

Od jakichś dwóch lat, kiedy Aaron Taylor wskrzesił ducha VooDoo D’Angelo na swoim trzecim krążku The Long Way Home brytyjski wokalista jest jednym z naszych cichych ulubieńców. Wykonawców, których poczynania z uwagą śledzimy, bo pokładamy w nich nadzieje. Nie inaczej było z prezentowanymi regularnie przez ostatnie pół roku zwiastunami jego kolejnego projektu Icarus — mniej jawnie i bezpośrednio odtwarzającego schemat Soulquarianowego neo-soulu, a raczej budującego na jego podwalinach coś bardziej introspektywnego, intymnego, momentami wręcz koncepcyjnego. Pod tym względem Taylor przywodzi na myśl Gabriela Garzona-Montano, choć jego muzyczna skala przechyla się raczej w stronę funkującego quiet stormu niż latynoskiego trapu. Muzyczna kreacja Taylora jest na swój sposób oldschoolowa, w tym sensie, że rzeczywiście dość bezpośrednio czerpie z brzmienia przełomu milenialnego, ale jest to bez wątpienia kreatywne przekształcenie, znacznie bardziej satysfakcjonujące i indywidualne niż wspomniane The Long Way Home. Nie tylko dajemy mu okejkę, ale wystawiamy certyfikat — oto autentyczny soul, który zrobi wam dobrze i zrobi wam dzień! — Kurtek


#FridayRoundup

Only for Dolphins

Action Bronson

Loma Vista / Concord

Najbardziej znany kucharz na hip-hopowej scenie powraca z kolejnym solowym projektem. Chociaż szczuplejszy o kilkadziesiąt kilogramów, to wciąż ten sam Action Bronson, który nieustannie zaskakuje swoim poczuciem humoru, błyskotliwością i genialnym uchem do bitów. Na swoim szóstym krążku zawarł 12 utworów wyprodukowanych między innymi przez DJa Muggsa, Harry’ego Frauda, czy, nie mogło być inaczej, The Alchemista. Mimo, że mogłoby się wydawać, że po tylu latach w grze Bronsolino nie ma już zbyt wiele do pokazania, single „Mongolia” i „Golden Eye” udowadniają, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Zapowiada się naprawdę smakowity album dla fanów alternatywnego rapu z nowojorskich ulic. Bon appétit! — Adrian


#FridayRoundup

Solaris

Shay Lia

Shay Lia / AWAL

Shay Lia wyszła ze swojej strefy komfortowego R&B i zaprezentowała pełne pozytywnych wibracji EP Solaris. Nie pożegnała się na dobre z pierwotnie uprawianymi przez siebie dźwiękami, bo w singlu „Love Me, Love Me Not”, promującym wydawnictwo, brzmi przyjemny soul w parze z delikatnym wokalem artystki. Pozostała część mini albumu wypełniona jest słonecznymi kompozycjami w rytmie afrobeat, czy dyskoteki rodem z Lagosu. Nie zabrakło nawet sample’a z hitowego numeru duńskiej grupy muzycznej Junior Senior „Move Your Feet”, wykorzystanego w otwierającym „Irrational”. Dzięki haitańskim i nigeryjskim producentom Solaris dostarcza radości, tańca, pewności siebie i ciepła. A ciepła nam teraz brakuje. — Forrel


#FridayRoundup

Poczekalnia

Vito Bambino

Vito Bambino / Def Jam

Vito Bambino, czyli Mateusz Dopieralski, dał się poznać szerszej publiczności jako wokalista zespołu Bitamina. Od jakiegoś czasu obserwujemy rozwój jego solowej kariery — gościnnie pojawił się między innymi na albumie Rasmentalismu czy Jana-rapowanie. Wreszcie nadszedł czas na milowy krok, doczekaliśmy się solowego materiału Vita. Poczekalnia to miks brzmień, którymi inspirował się jeszcze podczas tworzenia Placu Zabaw czy Kawalerki. Od tego czasu zmieniło się wiele, artysta opowiada o tym, jak wkroczył w dorosłość, ale nie przestał marzyć i pozostał wierny ideałom młodości. Poczekalnia jest dziełem o miłości, przyjaźni i radości, a Vito kolejny raz udowadnia, że nie potrzebuje skomplikowanych słów, aby tworzyć piękne historie. — Polazofia


#FridayRoundup

Nectar

Joji

88rising / 12Tone Music / Columbia

Następca Ballads 1 Jojiego to doskonały przykład realizacji paradygmatu oczekiwania kontra rzeczywistość. Nectar miał się ukazać w czerwcu, ale został przełożony z powodu pandemii. Tym razem Joji terminu dotrzymał. Dotrzymał również kroku w tworzeniu post-Weekndowych ścinek alt R&B, bo trudno nazwać utworami te zagubione skrawki materiału, które prowadzą niechybnie drogą generycznego rozmycia w przestrzeni, mimo prób okraszenia balladowego zestawu pokaźną liczbą wpływów, reprezentowanych również przez gości zewsząd (m.in. Diplo, Lil Yachty czy Yves Tumor). Jeżeli się chce, to można, ale równie dobrze można zakończyć swoją znajomość z Nectar na singlach. — Maja


#FridayRoundup

Floor Seats II

A$AP Ferg

RCA / Sony

Z pierwszą częścią Floor Seats swojego czasu już się we #FRU mierzyłem, pisząc o niej, że Ferg zasadniczo stale stara się wymazać ze swojego dźwiękowego horyzontu to, co bezapelacyjnie stanowi jego najmocniejszą stronę- ignorancki, mięsisty trap. Tymczasem, jakby na dowód obycia w newschoolowym rzemiośle, druga część Floor Seats wypływa na pełnej na przestworza tłustych 808, przestrzennych barsów i twerk anthemów, jakby chciała przypomnieć po eksperymentatorskich zapędach poprzedniczki, że papież osiedli jest tylko jeden. Tak sprawnie i tak agresywnie Ferg nie rapował od dawna, co najwyraźniej słychać na jego fantastycznym przelocie na „Dennis Rodman”, jednak i tym razem, mimo pożywności zaserwowanego materiału, całość musi się mierzyć z pojedynczymi niewypałami, które zaburzają odbiór trapowego manifestu. Końcówka uderza w tony nieporadnego dyskomfortu, a „No Ceiling”, które powinno stanowić najbardziej pasjonujące collabo (Wayne przecież w ów trapowy paradygmat parę akapitów wpisał) zawodzi swoją czerstwą, repetytywną naturą. Gdy jednak album chce łoić dobrze, robi naprawdę srogą robotę. — Wojtek


#FridayRoundup

Seven Times Down Eight Times Up

Elzhi

Glow365

Dwa lata po premierze albumu Jericho Jackson nagranego z muzycznym wsparciem Khrysisa, reprezentant Detroit wraca do nas z kolejnym albumem, przy którego powstawaniu ponownie skorzystał z pomocy jednego producenta. Tym razem postawił na mniej znanego artystę o pseudonimie JR Swiftz, który dostarczył na ten krążek klasycznie brzmiące beaty, świetnie wpasowujące się pod liryczne popisy głównego bohatera. A ten opowiada głównie o wzlotach i upadkach, z którymi ludzkość zmierzyć musiała się przez ostatnie miesiące. Jak wskazuje tytuł wydawnictwa — Seven Times Down Eight Times Up, przepełnione jest to optymizmem i wychwalaniem wewnętrznej siły, dzięki której uda się przetrwać najmniej korzystne okoliczności. — Emes


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Aaron Taylor i jego kwiaty

Aaron Taylor

Aaron Taylor coraz bliżej premiery nowej płyty

Nie tylko Gabriel Garzón-Montano ostatnio rozkwita muzycznie, także Aaron Taylor stosuje względem swojej najnowszej twórczości podobną retorykę. „Flowers” to już czwarty singiel promujący nadchodzący krążek londyńskiego piosenkarza po m.in. „Don’t Leave Me Alone” z Lalą Hathaway„Be My Muse”. Taylor po raz kolejny eksploruje tu brzmienie klasycznego neo-soulu w stylu złotej epoki Soulquarians. Krążek zatytułowany Icarus zawierać będzie 11 piosenek i trafi do słuchaczy już 25 września. Tymczasem do nagrania „Flowers” wyszedł przedwczoraj kwiecisty teledysk.

Aaron Taylor szuka natchnienia

Aaron Taylor

Aaron Taylor w nowym singlu z wakatem na stanowisku muzy

Aaron Taylor szuka muzy, ale jest przy tym zupełnie wychillowany. W nowym singlu rzuca w refrenie „you can be my muse if you want”. Londyński wokalista od kilku lat robi fajne rzeczy na polu tradycyjnego neo-soulu — tylko w ostatnim półroczu wypuścił dwa udane single. „Be My Muse” to trzeci z nich zapowiadający jego nadchodzący krążek, następcę The Long Way z 2018 roku. Taylor jest w nim trochę zbyt bezpośredni, jego oferta (wakat na stanowisku) brzmi trochę niezręcznie, ale w połączeniu z 90sowym vibe’m nagrania inkorporującego elementy jazzu (ale też nieco bardziej współczesne, okołotrapowe rozwiązania produkcyjne) daje się to obronić konwencją. Mimo tego polecamy typa uwadze zwłaszcza miłośników produkcji Soulquarians. Icarus Taylora zawierać będzie 11 piosenek i trafi do słuchaczy 25 września.

Aaron Taylor i Lalah Hathaway łączą siły

Aaron Taylor i Lalah Hathaway

Aaron Taylor i Lalah Hathaway

Aaron Taylor i Lalah Hathaway na straży neo-soulowych tradycji

Od jakichś dwóch lat, kiedy Aaron Taylor wskrzesił ducha VooDoo D’Angelo na swoim trzecim krążku The Long Way Home brytyjski wokalista jest jednym z naszych cichych ulubieńców. Wykonawców, których poczynania z uwagą śledzimy, bo pokładamy w nich nadzieje. Wydany przed dwoma tygodniami duet Taylora z Lalą Hathaway zatytułowany „Don’t Leave Me Alone” to trzeci numer wypuszczony przez wokalistę, jak podejrzewamy, w ramach promocji nadchodzącej płyty. Po udanym „Let Me Fly” i przebojowym „A Fool for You” to kolejny klasyczny neo-soulowy numer w katalogu wokalisty, który niewątpliwie inspiruje się złotą erą Soulquarians. Sprawdźcie sami poniżej.

Aaron Taylor zaprasza na wspólny lot

Aaron Taylor - Let Me Fly

Kolejny udany numer w dyskografii Taylora

Na szczęście w piosence, a nie samolotem! W wypuszczonym niedawno nowym singlu „Let Me Fly” brytyjski piosenkarz Aaron Taylor uderza w upbeatowe tony soulowo-funkowo-house’owego mariażu. Nadal pobrzmiewają u niego inspiracje klasycznym D’Angelo tak słyszalne na zeszłorocznym The Long Way Home, ale to krok w stronę uformowania swojej własnej formy wyrazu. Nie jest to pewnie najbardziej oryginalny numer R&B, jaki można było usłyszeć w przeciągu minionego roku, ale bez wątpienia kolejny bardzo udany kawałek w dyskografii piosenkarza.

#FridayRoundup: Blood Orange, Leon Thomas, Aaron Taylor i inni

W tym tygodniu wśród premier znajdziecie szeroki wachlarz gatunków muzycznych. Od sweet popu, przez jego inteligentniejsza wersję, przez alt R&B i soul, aż po rap i jamajskie rytmy. Każdy znajdzie coś dla siebie, więc do dzieła!


Negro Swan

Blood Orange

Domino Recording

Dev Hynes, jako Blood Orange, po raz czwarty zabiera nas w podróż przez mglistą mieszankę R&B, soulu, indie rocka i hip-hopu. Na Negro Swan Dev skupia się na problemach społeczności czarnoskórych, raz cofa się do dzieciństwa, aby chwilę później pochylić się nad aktualnymi traumami. Tłem dla tematyki inności jest nie tylko subtelna mieszanka wspomnianych gatunków, ale i różnorodne odgłosy czy monologi. Negro Swan to szesnaście utworów, część z nich kończy się zdecydowanie za szybko, rozbudzając nadzieję na więcej, część stanowi jedynie płynne przejście do kolejnego numeru. Wyróżniającą się kompozycją jest fenomenalne „Charcoal Baby” z dobitnymi wersami „No one wants to be the odd one out at times/No one wants to be the negro swan”. Na płycie gościnnie usłyszymy między innymi Asapa Rockiego czy Steve’a Lacy’ego. — Polazofia


Genesis

Leon Thomas

self released

Leon Thomas zdążył zahipnotyzować nas w tym roku już dwukrotnie — najpierw wzorowym neo-soulowym letniaczkiem w debiutanckim singlu „Favorite”, a następnie post-oceanowskim alt R&B w „Sunken Place”. Jaką ostatecznie poszedł drogą można przekonać się, słuchając wydanego dzisiaj 23-minutowego Genesis — formą wzorowanego na tegorocznych wydawnictwach GOOD Music, brzmieniem wiernego najlepszym neo-soulowym tradycjom. Pozycja obowiązkowa dla wszystkich tych, którzy zawiedli się na Raheemie DeVaughnie i nie mogą doczekać się kolejnej płyty BJ-a the Chicago Kida. — Kurtek


The Long Way Home

Aaron Taylor

Edenic

Od momentu, gdy usłyszeliśmy pierwsze takty rozpoczynającego The Long Way Home singla „Saw You in My Dreams” upłynął prawie rok nim londyński wokalista, producent i muzyk Aaron Taylor zmaterializował swój debiutancki longplay — następcę dwóch epek z 2016 roku. Taylor w prostej linii kontynuuje muzyczne dziedzictwo neo-soulu spod znaku D’Angelo, doskonale rozumiejąc jego klasyczny vibe z pogranicza soulu, jazzu i hip-hopu. Nie jest to może wizja szczególnie oryginalna, ale niespełna 30-minutowy krążek to pozycja niesamowicie kojąca i bez wątpienia warta przynajmniej pobieżnego poznania. — Kurtek


Unstoppable

Candi Staton

Beracah

Legenda południowego soulu 78-letnia Candi Staton wróciła dzisiaj z nowym materiałem, z werwą deklarując w tytule krążka i tekście otwierającego go numeru, że wciąż jest nie do zatrzymania. Unstoppable to niemal 3 kwadranse z silną, niezależną soulową divą w duchu kariery nieodżałowanej Arethy Franklin. Staton jak zwykle bieże na warsztat kilka klasycznych piosenek z historii rock & rolla, tym razem dając nowe życie „People Have the Power” Patti Smith i „(What’s So Funny ‘Bout) Peace, Love and Understanding” Nicka Lowe’a. — Kurtek


Milky Way

Bas

Dreamville

Reprezentant Dreamville Records wypuszcza swój nowy krążek, będący następcą wydanego trochę ponad dwa lata temu Too High To Riot. Wśród gości pojawiają się tu m.in. takie postacie jak J. Cole, Correy C, Ari Lennonx, A$AP Ferg czy Lion Babe. Produkcyjnie wspierają rapera natomiast Childish Major, Sango, Meez, Ron Gilmore, Cedric Brow oraz ponownie J.Cole. Sam krążek traktować ma o szeroko rozumianej miłości, zarówno tej do rodziny i przyjaciół, jak i fanów, którzy non stop napędzają artystę do dalszej pracy. A jak tę miłość Bas przekłuł w długogrający krążek, przekonać możecie się już teraz. — efdote


The Gift of Gab

E-40

Heavy On The Grind

E-40 to raper, który niczego nie musi już udowadniać, ale wciąż mu mało i cały czas nagrywa kolejne płyty. Tylko w tym roku wypuścił projekt Connected & Respected z B-Legitem, a teraz czas na nową solówkę. Następne pojawią się w październiku i grudniu. Wszystkie są częściami cyklu The Definition Series. Na The Gift of Gab możemy posłuchać 13 utworów. Gościnnie pojawiają się między innymi Vince Staples i Ty Dolla $ign. Fonzirelli wypuszcza nowe materiały z prędkością karabinu maszynowego, więc można mieć obawy o jakość, ale krążek z B-Legitem wcale nie był taki zły, więc może i tym razem będzie dobrze. — Dill


Colors

Gondwana Orchestra feat. Dwight Trible

Gondwana

Po zeszłorocznym błyskotliwym krążku Inspirations pod skrzydłami Matthew Halsalla, wokalista jazzowy ponownie łączy siły z macierzystą grupą trębacza The Gondwana Orchestra. W czterech utworach zebranych na wydanej dzisiaj epce Colors muzycy wspólnie oddają hołd ikonie spiritual jazzu Pharoah Sandersowi. — Kurtek


Pełną plejlistę z tegorocznymi okołosoulowymi premierami znajdziecie poniżej. Tym razem w naszej szerokiej selekcji nowa epka Basstracks, jazzowy orgazm od grupy Barneya McAlla, nowe wydawnictwo od romansującego z blue eyed soulem indiepopowca BC Camplighta, trzeci longplay rapera Bobby’ego Brackinsa, a także sporo świeżej krwi z pogranicza neo-soulu i alt R&B: Cautious Clay, Marco McKinnis, Ilham, Saba Abraha, Radiant Children i Amir Obe.

Lot w kosmos z Aaronem Taylorem

Aaron Taylor po raz kolejny dba o dostarczenie słuchaczom szerokiej palety nastrojów. W tym roku ukazały się już dwa utwory londyńskiego wokalisty — wskrzeszający ducha Voodoo D’Angelo „Jaded” i optymistyczny, funkowy „Get Through This”. Najnowszy, podwójny singiel Taylora „Spaceship / I Think I Love You Again” znów bazuje na kontrastach. Wokalista zręcznie prowadzi nas od kosmicznego soulu do subtelnych dźwięków, ponownie błądzących gdzieś w rejonie Voodoo. Nadchodzący projekt muzyka The Long Way Home ma zawierać osiem utworów korespondujących ze sobą na podobnej zasadzie. I choć Aaron Taylor niczego nowego nie odkrywa, zapowiada się solidny materiał do tańczenia i do leżakowania.

Aaron Taylor pojawił się też na naszej playliście z najlepszymi utworami półrocza 2018.

Aaron Taylor wskrzesza ducha Voodoo D’Angelo

Wczoraj minęło równo 18 lat od premiery biblii współczesnego soulu — Voodoo D’Angelo, a dziś ukazał się nowy singiel londyńskiego wokalisty, producenta i muzyka Aarona Taylora, który doskonale koresponduje ze stylistyką tego klasycznego krążka. Taylor ma na kącie dwie epki wydane w 2016 roku, a „Jaded” to drugi po „Saw You in My Dreams” singiel promujący jego nadchodzący projekt. Neo-soulowy vibe i jazzowa trąbka — tak w skrócie można scharakteryzować brzmienie nowej propozycji piosenkarza. Nieszczególnie oryginalne, ale przyjemne. Wypatrujemy dalszego ciągu!