anderson.paak

Recenzja: Anderson .Paak Ventura

Anderson .Paak

Ventura (2019)

12 Tone / Aftermath

Jedną z mocnych stron Malibu była różnorodność tego krążka. Na trwającym nieco ponad godzinę projekcie Anderson .Paak upchnął praktycznie wszystko — od nagrań w stylu retro, przez neo-soul i R&B po tracki na bitach 9th Wondera i Madliba. I choć podobnie jest w przypadku Oxnard, to nadzorowany przez Dra Dre projekt zdawał się bardziej odbijać w rapową stronę. Części fanów brakowało więc na nim soulowego Andy’ego. Pod tym względem Venturę można uznać za suplement do Oxnard.

Czy w takim razie mamy do czynienia z płytą pełną odrzutów? W żadnym wypadku. Pierwotnie followup do Malibu miał ukazać się pod nazwą Oxnard Ventura. Można więc przypuszczać, że artysta planował wydanie podwójnego krążka, w trakcie prac zrezygnował jednak z pomysłu. Sam .Paak jednak kilkukrotnie mówił, że sesje z Dre przebiegały bardzo pomyślnie, a ich efektem miała być masa ukończonych utworów.

Jeśli porównać Venturę z poprzednimi płytami Andersona, łatwo można dostrzec, jak bardzo spójny jest to album. Andy od samego początku daje nam jasny sygnał, że będzie to podróż do jego muzycznych korzeni i inspiracji, czyli soulu, funku oraz R&B. Już otwierające krążek „Come Home” i „Make It Better” brzmią bardzo oldschoolowo. Zwłaszcza drugi z nich sprawia wrażenie wyciągniętego żywcem z lat 70. Gospodarza wspiera tutaj Smokey Robinson — muzyczna ikona tamtego okresu. Dalej dostajemy inspirowane funkiem „Reachin 2 Much” imponujące świetną aranżacją. Tu także pojawia się znajome nazwisko — tym razem jest to Lalah Hathaway. Gości jest tu zresztą całkiem sporo, co nie oznacza jednak, że .Paak przekazuje im pierwsze skrzypce. Najczęściej pojawiają się jedynie w chórkach, niejako wspierając gospodarza. Najwięcej wolności dostał z pewnością André 3000.

Wszystkie zebrane inspiracje zdają się z czasem układać w chronologiczny ciąg, a kolejne utwory przybliżają nas już ku współczesnym trendom. Jest tak w przypadku neo-soulowych „Yada Yada” i „Chosen One”. Pod koniec pojawia się jeszcze klubowe „Jet Black” oraz „Twilight” z lekko dziwacznym beatem od Pharrella. Całość wieńczy kolaboracja z Nate Doggiem, która z pewnością nie doszłaby do skutku, gdyby nie pomoc samego Dre.

Ventura to bardzo udany projekt. Część z fanów pewnie uzna go za najlepsze dzieło w dotychczasowej karierze Andersona .Paaka. Krótsza, bardziej zwięzła forma świetnie zadziałała na korzyść gospodarza. Nie ma tu momentów, które chciałoby się pominąć, to 11 lekkich i przyjemnych piosenek, poświęconych głównie relacjom damsko-męskim. Widać, że Anderson podszedł do tej płyty z naturalnym luzem, nie silił się na próbę przebicia swoich wcześniejszych dokonań. Jeśli odczuliście niedosyt po Oxnard, Ventura jest tym, czego szukacie.

Nowy utwór: Flying Lotus „More” feat. Anderson .Paak

W zeszłym miesiącu Flying Lotus zelektryzował wiernych słuchaczy zapowiedzią albumu Flamagra, na którego trackliście roi się od fantastycznych gości. Jednym z nich jest nasz ulubieniec — Anderson .Paak, i to właśnie efekty jego współpracy z FlyLo zostało nam dane przedpremierowo usłyszeć. „More”, zupełnie jak okładka singla, to mieszanka iście wybuchowa. Mocne intro przechodzi w płynący beat okraszony synthami, a jeśli wytropiliście tu rękę Thundercata, uszy pracują wzorowo — portal Stereogum bacznie wypatrzył, że można go znaleźć na liście współtwórców kawałka. Flamagrę w pełnej krasie (27 utworów!) zbadać będzie można 24 maja. Czekamy jak na szpilkach!

#FridayRoundup: Anderson .Paak, Omar Apollo, Kevin Abstract i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem to m.in. nowy Anderson .Paak, druga epka zeszłorocznego odkrycia alternatywnego neo-soulu Omara Apollo, nieoczekiwany powrót Kevina Abstracta czy artpopowa odsłona Nory Jones.


Ventura

Anderson .Paak

Aftermath Entertainment

Pamiętacie, jak miesiąc temu pisaliśmy, że Paak nowym albumem rozgrzeje wiosnę? Wygląda na to, że to nie będzie tylko wiosna, ale i lato, jesień, zima, i tak naprawdę każda kolejna pora roku, w której będziecie słuchać Ventury. Mogę być nieobiektywna, ale moim skromnym zdaniem to najlepsze wydawnictwo Andy’ego. Bezbłędni goście (na widok tej listy szczęka mniej lub bardziej obsuwa się w dół), beaty tłuste jak porządne masełko, spójna warstwa liryczna, no i groove, przy którym miękną kolana… Ta płyta płynie własnym nurtem i nie bierze jeńców — po pierwszym odsłuchu trudno uwierzyć, że już koniec. Choć Oxnard jest rodzinnym miastem Paaka, to Ventura stanowi właściwie powrót do neo-soulowego domu, który zbudował krążkami Venice Malibu. Uwierzcie mi, że bardzo chcę coś skrytykować, ale serio nie mam pomysłu. Bajka! — Empee


Friends

Omar Apollo

Omar Apollo

Druga epka wyłowionego z czeluści Soundclouda multiinstrumentalisty jest napakowana stylistycznie niczym line-up showcase’owego festiwalu. Każdy z utworów prowadzi słuchacza w inne rejony. W wielkim skrócie: buńczuczny prince’owski funk spotyka zmysłowe R&B Miguela, a później wsiadają do White Ferrari i wybierają się na disco, włączając przy okazji Auto-Tune’a. Materiał skrzy się od pomysłów prowadzących do wniosku, że ten Omar to musi być fajny gość. Zarazem wystarczy jedna runda takiego pstrokatego, kolażowego bałaganu, by zacząć się zastanawiać, czy na pewno chce się po raz kolejny doświadczać go w całości. — Maja


Arizona Baby

Kevin Abstract

Question Everything

Na najnowszej EP-ce Kevina Abstracta dostajemy zaledwie trzy tracki, ale wprowadzają one w muzyce lidera Brockhampton intrygujące innowacje. Zdecydowanie silniejszym punktem odniesienia w kwestii stylistyki jest  kolektywistyczna działalność artysty niż jego debiutancki album, natomiast w dużo większym stopniu akcentowana  jest tu warstwa instrumentalna i produkcyjna kawałków. Abstract pozwala sobie momentami na swobodne odjazdy w soulowe frazowania dęciaków czy ładnie rozegraną syntezatorową przestrzeń. Dostajemy też charakterystyczne, znane z trylogii Saturation flow poprzetykane zmodyfikowanym głosem wokalisty. Jest smacznie, ale chcemy więcej! —Wojtek


Begin Again

Norah Jones

Blue Note

Po jazzowym debiucie i licznych romansach z americaną, country, indie, a nawet soulem Norah Jones na swoim siódmym solowym albumie studyjnym Begin Again nieśmiało wchodzi w stylistykę artpopową. Na tej najbardziej lapidarnej w dyskografii piosenkarki, niespełna półgodzinnej, płycie Jones jest melancholijna w romantycznym znaczeniu tego słowa. Eksperymentuje z wokalem i brzmieniem, przykrywając swój charakterystyczny styl rozmaitymi efektami. To Norah poszukująca nowych form wypowiedzi, ale niekoniecznie odnajdująca się w nowej stylistyce — niemniej przy jedynie siedmiu nowych piosenkach można bez uprzedzeń dać tej odsłonie Jones szansę. — Kurtek


Are You Ready?

Leela James & The Truth Band

Entertainment One

W czasach, w których króluje muzyka elektroniczna, a młode pokolenie wokalistów próbuje wyprzeć doświadczonych artystów, Leela James swobodnie wydaje rockowo-bluesowe EP. Amerykanka, która kojarzona jest z soulem i R&B, zawiązała współpracę z utalentowanym trio The Truth Band, nagrywając wspólnie mini wydawnictwo, na którym znalazło się sześć pozycji. Wbrew pozorom wokal James brzmi ostro i ten pazur postanowiła pokazać w nowej odsłonie. Niezwykle liberalne posunięcie Leeli, na które może sobie pozwolić, zważywszy że każda jej płyta okazuje się sukcesem i jest doceniana przez słuchaczy. Hard rockowe brzmienie na Are You Ready? zaskoczy niejednego fana artystki, ale opary głównego nurtu muzycznego, uprawianego przez James, również będziecie mogli poczuć. Gotowi na ostrego muzycznego pazura? — Forrel


Chocolat

Roméo Elvis

Strauss Entertainment

Roméo Elvis to jeden z czołowych przedstawicieli belgijskiej sceny. Rozgłos zapewnił sobie kilkoma epkami i ciekawymi współpracami. Debiutował w 2013 roku epką Bruxelles c’est devenu la jungle, po której wkrótce wydał kolejne materiały, w tym wspólny, dwuczęściowy projekt z producentem Le Motel. W międzyczasie współpracował z grupą L’Or du Commun, Le 77 czy z wokalistką (i własną siostrą) Angèle. Wreszcie nadszedł czas na solowe LP od Elvisa. Płyta Chocolat to aż 19 utworów, które doskonale odzwierciedlają muzyczną Belga, który od oldschoolu przeszedł do śpiewanych refrenów czy elementów agresywnego trapu. Wśród gości znalazł się między innymi Damon Albarn, znany z zespołu Gorillaz. Chocolat to rap francuskojęzyczny w najlepszym wydaniu, warto sprawdzić! — Polazofia


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Nowy teledysk: Anderson .Paak feat. Smokey Robinson „Make It Batter”

Jeszcze tylko tydzień do premiery Ventura, nowego albumu Andersona .Paaka. Niedawno poznaliśmy pierwszy singiel, czyli „King James”, a teraz wypuszczony został klip do drugiego. „Make It Better” to numer o miłości w związku dwojga ludzi, ale także o tym, że nie zawsze bywa w nim różowo. Klip świetnie pokazuje obydwa te aspekty. Gościnnie w kawałku udziela się legendarny Smokey Robinson, który wspiera .Paaka wokalnie, a za produkcję odpowiada niecodzienny duet, bo Alchemist i Fredwreck.

Anderson .Paak trzyma sztamę z LeBronem

„Trzy lata między MalibuOxnard Wiecie, że nie mogłem wam tego znowu zrobić” — napisał na swoim facebookowym profilu Anderson .Paak, prezentując pierwszy singiel z płyty Ventura, która ukaże się 12 kwietnia. „King James” to, oprócz motywującego hymnu dla afroamerykańskiej społeczności, oda do najsłynniejszego koszykarza najnowszych czasów — LeBrona Jamesa. Andy chwali reprezentanta Lakersów za zdolność wykorzystywania wypracowanej pozycji do jak najlepszych celów, przede wszystkim właśnie — do solidaryzowania się z krajanami z Ohio (i nie tylko) poprzez rozmaite projekty na rzecz wyrównywania szans. Wokalista zachęca słuchaczy do pójścia w ślady Króla Jamesa i robi to, jak na niego przystało, w przesmacznej funkowej oprawie. Byle do kwietnia!

Anderson .Paak ujawnia okładkę i tracklistę nowego albumu

Niedawno pisaliśmy, że Anderson .Paak szykuje nowy album zatytułowany Ventura. Minęły ponad dwa tygodnie i już wiemy jak wygląda okładka wydawnictwa, którą widzicie powyżej, a także tracklista. Krążek zawierać będzie jedenaście numerów, a wśród gości pojawią się między innymi André 3000, Smokey Robinson i Nate Dogg. Szczególnie te dwa ostatnie featuringi mogą być bardzo ciekawie. Premiera dwunastego kwietnia.

1. „Come Home” (feat. André 3000)
2 „Make It Better” (feat. Smokey Robinson)
3. „Reachin’ 2 Much” (feat. Lalah Hathaway)
4. „Winners Circle”
5. „Good Heels” (feat. Jazmine Sullivan)
6. „Yada Yada”
7. „King James”
8. „Chosen One” (feat. Sonyae Elise)
9. „Jet Black” (feat. Brandy)
10. „Twilight”
11. „What Can We Do?” (feat. Nate Dogg)

Anderson .Paak rozgrzeje wiosnę nowym albumem

Stęskniliście się za gościem z jednymi z najbardziej rozbrajających feelingów i zębów w przemyśle muzycznym? Czuliście niedosyt po jesiennym wydawnictwie Oxnard? Jeśli cokolwiek leży wam na sercu — say no more, bo 12 kwietnia wytwórnia Aftermath wypuszcza na światło dzienne krążek Ventura (w hrabstwie o tej nazwie mieści się miasto Oxnard). Miesiąc później, niedługo po intensywnym tournée w Europie (niestety bez polskich odwiedzin), Anderson .Paak rusza natomiast z zespołem The Free Nationals w trasę po Ameryce Północnej opatrzoną hasłem „Best Teef In the Game Tour”. Trudno z tym polemizować, bo uśmiech Paaka to już praktycznie znak towarowy. W roześmianej podróży muzykom towarzyszyć będą znakomici goście: Thundercat, Earl Sweatshirt, Noname, Mac Demarco i Jessie Reyez. Zapowiada się gorący początek wiosny — ach, gdyby tak po harcach na własnym gruncie Andy i spółka zawitali do nas latem (albo kiedykolwiek indziej)… Panie i panowie – suszymy ząbki, oby się udało!

Grammy Awards 2019: kto zgarnął złoto?

Coraz częściej mówi się, że nagrody Grammy to już nie to samo, co kiedyś; że straciły znaczenie, że Akademii trudno nadążać za dynamicznie rozwijającą się sceną szeroko pojętej muzyki popularnej. Jedno jest jednak jasne: obserwować zawody lubimy wszyscy. Dzisiejszej nocy atrakcji nagrodowych nie brakowało, a w kategoriach bliskich miskowym klimatom był niemały tłok. Przed 61. rozdaniem Grammy, które poprowadziła dawno niesłyszana Alicia Keys, największego hałasu w nominacjach narobili Kendrick Lamar (aż 8 nominacji za Black Panther: The Album), Childish Gambino i Cardi B. Do kogo z naszych milusińskich (mniejszych lub większych) trafiły złote gramofony? Oto oni:

  • „This is America” — Childish Gambino — utwór roku (pierwszy raz w historii dla hip-hopowego kawałka!), nagranie roku, najlepsze wykonanie: rap/wokalne, najlepszy teledysk
  • Invasion of Privacy — Cardi B — najlepszy album: rap (wystrzałowy występ Bardi z singlem „Money” niejednemu oglądającemu galę zjeżył włos na głowie)
  • „God’s Plan” — Drake — najlepszy utwór: rap (Drizzy zaserwował wymowną wypowiedź na temat samej istoty wyróżnień takich jak Grammy, za co otrzymał szybkie i soczyste… przejście do reklam)
  • remis w kategorii najlepsze wykonanie: rap dla „Bubblin” Andersona.Paaka i „King’s Dead” drużyny w składzie Kendrick Lamar, Jay Rock, Future i James Blake
  • H.E.R. — H.E.R. — najlepszy album: R&B
  • „Boo’d Up” — Ella Mai — najlepszy utwór: R&B (niekwestionowany hit pochodzi z ciepło przyjętego debiutanckiego albumu Elli)
  • „Best Part” — H.E.R. & Daniel Caesar — najlepsze wykonanie: R&B
  • remis w kategorii najlepsze wykonanie: tradycyjne R&B dla „Bet Ain’t Worth the Hand” Leona Bridgesa i „How Deep Is Your Love” PJ’a Mortona i Yebby
  • Everything is Love — The Carters — najlepszy album: urban contemporary
  • Sweetener — Ariana Grande — najlepszy popowy album wokalny
  • Dua Lipa — najlepszy debiut (oprócz sporej liczby singli rozchwytywana młoda wokalistka ma na koncie jeden pełnowymiarowy krążek; w walce o nagrodę pokonała m. in. H.E.R. czy Jorję Smith)
  • Pharrell Williams — producent roku (m. in. dla The Carters, Migos, N.E.R.D., Ariana Grande)

Podczas gali najjaśniej błyszczały panie, szczególnie w kontekście występów. Początek wydarzenia z właściwą sobie werwą odznaczyła Camila Cabello przebojem „Havana” i doborowym towarzystwem m. in. Ricky’ego Martina. Janelle Monae nie zawiodła i zelektryzowała widzów wykonaniem „Make Me Feel”, 75. urodziny celebrowała legendarna Diana Ross, a H.E.R. w pięknym stylu i z wirtuozerskim popisem zaprezentowała utwór „Hard Place”. Aretha Franklin otrzymała fantastyczny hołd w postaci coveru „You Make Me Feel (Like a Natural Woman)” prosto ze złotych gardeł Fantasii Barrino, Andry Day i Yolandy Adams. Jednym z niewątpliwych highlightów wieczoru było widowisko od Travisa Scotta, który może i nie opuścił Staples Center z naręczem statuetek, natomiast z pewnością wywołał na scenie szaleństwo, o którym trudno będzie szybko zapomnieć (nawet chociaż — a może właśnie dlatego że — większość swojego show spędził w klatce). Moglibyśmy się czepiać zaskakującego wyboru Jennifer Lopez do wykonania Motown Tribute czy równie niespodziewanego połączenia Post Malone’a z Red Hot Chilli Peppers, ale należy przyznać, że w tym roku jest więcej przesłanek ku serdeczności niż uszczypliwości.

„Music’s Biggest Night” po raz kolejny przechodzi do historii. Pełną listę nominowanych i nagrodzonych, nie tylko z naszej działki, możecie zobaczyć na oficjalnej stronie Akademii. Uwagi, skargi, zażalenia? Dajcie znać, czy z Grammy w dłoniach do domów wracają wasi faworyci.

Recenzja: Anderson .Paak Oxnard

Recenzja Oxnard

Recenzja Oxnard

Anderson .Paak

Oxnard (2018)

Aftermath / OBE / 12 Tone / ADA

Oxnard dzieli od Malibu niecała godzina drogi, jednak w przypadku Andersona .Paaka dystans ten wydaje się znacznie większy. Na swoim trzecim solowym albumie raper odważnie łączy siły z największym weteranem wśród producentów, pragnąc zaprezentować publiczności nowe oblicze. Zatytułowany na cześć jego rodzinnego miasta krążek to przede wszystkim więcej koncentracji i konsekwentności, bezkompromisowy skręt w stronę rapu i g-funku, ale również ciąg niefortunnych decyzji i chybionych pomysłów.

Paak do tej pory mógł poszczycić się imponującym dorobkiem muzycznym jak na artystę, który stosunkowo niedawno wszedł do głównego nurtu. Zarówno Venice, jak i Malibu emanowały świeżością, luzem i kreatywnością, które stawiały Andersona ponad innymi twórcami balansującymi na granicy R&B, neo-soulu i hip-hopu. Materiał ten był tak dobry, że kazał wszystkim uwierzyć w to, że pod okiem Dr. Dre i ze wsparciem pod postacią wielkiego budżetu rapera czeka naprawdę świetlana przyszłość. Czy to za sprawą tych wygórowanych oczekiwań, czy po prostu przywiązania do wypracowanego przez Paaka brzmienia, Oxnard okazał się dla wielu osób niemałym rozczarowaniem. To żadna ewolucja, ani nawet rewolucja w stosunku do jego dotychczasowego stylu. To zupełnie inna historia, w której znaleźć można sporo diabelnie dobrej muzyki. Od perfekcji oddalają ją małe, ale jakże frustrujące detale.

Mimo iż naczelnym architektem Oxnard jest Dre, do produkcji zaangażowano całą plejadę muzyków. Q-Tip, 9th Wonder, Dem Jointz, Focus — to grono producentów, za którymi stoją multiplatynowe płyty, nagrody i doświadczenie. Dzięki nim najnowsze dzieło Andersona brzmi w warstwie podkładów fenomenalnie, ale co najważniejsze, ma własną dynamikę i urzekający klimat słonecznej Kalifornii. Rozpoczynające odsłuch „The Chase” to rodem wyjęty z filmów blaxploitation motyw pościgu, który płynnie przechodzi w funkowe „Headlow” i „Tints”. Pełną instrumentów i zachwycających struktur ucztę przerywa singlowe „Who R U”, futurystyczny banger nasycony miejską dzikością. Chwilę później słuchacz rozpływa się w rasowym g-funku w formie „Smile/Petty” i „Anywhere”. Neo-soulowe melodie znane z wcześniejszej dyskografii Paaka zastępują wariacje na ten temat skrojone bardziej pod rap aniżeli wykonania wokalne, takie jak „Trippy” czy „Sweet Chick”. Ta mieszanka ma sens i swój urok, choć nietrudno odnieść wrażenie, że podąża tymi samymi torami, co ostatnia płyta Dr. Dre, Compton.

Dla Andersona zmiana muzycznej orientacji jest pewnego rodzaju wyzwaniem. W jego flow i tekstach można jednak bez problemu wysłyszeć, że to wyzwanie, którego pragnął, do którego podszedł z entuzjazmem i energią. Efekty tego potrafią być zaskakujące; raper pokazuje pazur w utworach pełnych przechwałek (wspomniane już „Who R U” czy „Mansa Musa”), ale umie również zabłysnąć dowcipem i swoistym luzem, szczególnie gdy sięga do tematyki relacji damsko-męskich („Tints”, „Sweet Chick”). Mimo to trudno nie zauważyć, że jego wachlarz możliwości jest ograniczony – czasem tak bardzo, że trudno jest mu unieść poszczególne numery. Dotyczy to szczególnie prób zmierzenia się z poważniejszymi kwestiami, jak np. w „6 Summers”, które, chociaż oferuje rewelacyjną produkcję i błyskotliwy refren, aż zanadto spłyca poważny polityczny problem. Całościowo Oxnard kręci się wokół sławy i nowego poziomu życia gospodarza, i trzeba przyznać, że dopóki trzyma się on tego jako przestrzeni do swobody i zabawy, płyta zapewnia dobrą rozrywkę. Tym, co może ją skutecznie popsuć, są momenty takie jak odrzucający przerywnik kończący “Headlow” czy udawany jamajski akcent w wykonaniu Dr. Dre na „Musa Mansa”. Na szczęście to tylko niechlubny wyjątek, jeśli chodzi o występy gościnne. Zwrotki Snoop Dogga, Q-Tipa czy Pusha T to pierwszorzędny materiał, który tylko wzbogaca brzmienie albumu i pomaga uzupełnić braki Andersona.

Oxnard kończy „Left to Right”, co nie tylko zwiększa konsternację, ale również celnie podsumowuje całe doświadczenie. Płyta rozłożona na czynniki pierwsze prezentuje się fantastycznie i zapewne gdyby jej autorem był ktoś inny, zachwytom nie byłoby końca. Problem w tym, że raper postawił na pomysł kompletnie różny od tego, czego oczekiwała publika (co nie ułatwia krytyki). Świeże spojrzenie i zróżnicowany styl znane z jego poprzednich dokonań zostały zastąpione przez wyrachowanie Dre i ambicję stworzenia kolejnego westcoastowego klasyka. Uwodzący wokal i relaksujące brzmienia ustępują tu nierzadko przeciętnemu rapowaniu i chybionym pomysłom. Esencja i osobowość schodzą na drugi plan, robiąc miejsce dla rozmachu i absolutnego dopieszczenia. Innymi słowy, Oxnard to doskonała płyta, która z różnych przyczyn spodoba się tylko niewielu. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, aby dać jej szansę — niewykluczone bowiem, że nowe wcielenie Andersona zostanie z nami na dłużej.

#FridayRoundup: Anderson .Paak, Mariah Carey, Brainfeeder X i inni

Wygląda na to, że okres tłustej wydawniczo jesieni powoli dobiega już końca. Na szczęście jest to zakończenie godne znakomitego sezonu, bo w nasze ręce trafiają m.in. nowy (oczywiście, że tłusty, a jakże!) Anderson .Paak, wypatrywana od dawna i całkiem nieźle zapowiadająca się Maraja i opasła kompilacja oficyny Fly Lo — Brainfeeder X.

(więcej…)

Nowy utwór: Anderson .Paak „Who R U”

W przypadku Andersona .Paaka kolejna kolaboracja z Dre była jedynie kwestią czasu. Od momentu, gdy na jaw wyszło, że legendarny producent pomaga swojemu podopiecznemu w dopieszczeniu brzmienia Oxnard, część fanów czuła, że wspólny numer wisi w powietrzu. No i jest. Nie dostajemy co prawda zwrotki od członka N.W.A., ale udział w produkcji również wchodzi w grę. „Who R U” to trzeci po „Tints”„Bubblin” singiel z nadchodzącego albumu .Paaka. Premiera całości już w najbliższy piątek. Już nie możemy się doczekać finalnego efektu.

Anderson .Paak ujawnia szczegóły Oxnard i nie tylko

Lubicie odkrywać to, co zakryte? Mamy dla was dobrą wiadomość. Anderson .Paak zabrał się ostatnio za odkrywanie pełną parą. Przede wszystkim ujawnił kilka szczegółów odnośnie do nadchodzącego Oxnard. W związku z tym, że do premiery materiału zostało już w zasadzie kilka dni, artysta postanowił podzielić się listą utworów. Co więcej, obok tytułów pojawił się spis gościnnych występów, który wygląda naprawdę imponująco. Dr. Dre, Q Tip i Snoop Dogg to tylko wierzchołek góry lodowej. Kompletny spis utworów znajdziecie pod spodem.

Poza tym, .Paak odkrył również kilka sekretów w najnowszym klipie do „Tints” z Kendrickiem Lamarem. Trzeba przyznać, że numer zyskał ciekawą interpretację. Jeśli chcecie zobaczyć, jak panowie bawią się, gdy nikt nie widzi, zapraszamy do sprawdzenia klipu.

Spis utworów:

1. „The Chase” ft. Kadhja Bonet
2. „Headlow” ft. Norelle
3. „Tints” ft. Kendrick Lamar
4. „Who R U?”
5. „Six Summers”
6. „Saviers Road”
7. „Smile/Petty”
8. „Mansa Musa” ft. Dr. Dre and Cocoa Sarai
9. „Brother’s Keeper” ft. Pusha T
10. „Anywhere” ft. Snoop Dogg, The Last Artful, Dodgr
11. „Trippy” ft. J. Cole
12. „Cheers” ft. Q Tip
13. „Sweet Chick” ft. BJ The Chicago Kid – Bonus Track
14. „Left to Right” – Bonus Track

Anderson .Paak i Kendrick Lamar przyciemniają szyby funkiem

Chyba nie będzie przesadą stwierdzenie, że Oxnard to jeden z najbardziej oczekiwanych obecnie krążków. Anderson .Paak kazał nam długo czekać na nowości, a po ciszy w 2017 roku w końcu zaczął prezentować efekty swojej pracy. Pierwszym singlem z nadchodzącej płyty było „Bubblin”, a teraz doczekaliśmy się prawdziwej bomby w postaci „Tints”. Paak postanowił zaczerpnąć inspiracji z rodzinnej Kalifornii i uraczył nas funkowym i słonecznym trackiem. Do spółki zgarnął Kendricka Lamara, który niejednokrotnie pokazywał, że sprawdza się na tego typu produkcjach.

Kiedy ukaże się następca Malibu? Tego jeszcze nie wiemy, jednak z tygodnia na tydzień w sieci pojawia się coraz więcej informacji na ten temat. O tym, że nad postprodukcją czuwał sam Dr Dre, pisaliśmy już jakiś czas temu. Ponoć przy pracy nad projektem udzielali się również J. Cole oraz Pusha T. Pozostaje nam tylko czekać na ogłoszenie oficjalnej daty premiery, co mamy nadzieję, nastąpi już niebawem.

Dr Dre miksuje album Andersona .Paaka!

Nie ma wątpliwości, że nadchodzący solowy projekt od Andersona .Paaka to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier tego roku. Pomimo że od wypuszczenia „Bubblin” minęły już dwa miesiące, to wciąż nie mamy żadnych konkretów odnośnie do drugiego krążka artysty. Zamiast tego otrzymaliśmy wiadomość zza kulis. Okazuje się, że za miksowanie całego materiału odpowiedzialny jest… Dr Dre! Panowie współpracowali już przy okazji Compton, a teraz legendarny zawodnik z zachodniego wybrzeża postanowił wesprzeć młodszego kolegę. Ucho Dre rzadko zawodzi, mamy więc nadzieję, że Oxnard Ventura (tak ma brzmieć tytuł płyty) dorówna świetnemu Malibu. Żeby zaostrzyć apetyty, .Paak wypuścił remiks wspomnianego wcześniej Bubblin, na którym cuda wyczynia sam Busta Rhymes.

Anderson .Paak z podszytym hitchcockowską psychodelią rapowym bangerem

Jeśli ktokolwiek jakkolwiek kiedykolwiek wątpił we wszechstronność i talent Andersona .Paaka, po usłyszeniu jego najnowszej propozycji „Bubblin” powinien natychmiat to odszczekać, popukać się w czoło przed lustrem i na wszelki wypadek odpukać w niemalowane! W nowym singlu .Paak zręcznie połączył zadziorność i temperament Kendricka Lamara z kameralną filmową psychodelią rodem z najbardziej pokrętnych dzieł Alfreda Htichcocka! Wszystko to podane z rozmachem w obłędnym teledysku, w którym .Paak skacze do basenu pełnego pieniędzy (to urzeczywistnienie fantazji Sknerusa spodoba się na pewno Taco Hemingwayowi), zwisa z bizantyjskiego żyrandola czy zmienia przydrożną jadłodajnię w klub ze striptizem. Wszystko to oczywiście z przymrużeniem oka. To z jednej strony natchniony nowoczesny rap, z drugiej — triumfalny powrót do czasów, kiedy hip hop w radiu był prawdziwie przebojowy, a teledyski miały w sobie coś kreskówkowego — do czasów Missy, Eminema, Ludacrisa, Outkast i Xzbita, by wymienić tylko kilkoro. Nie wiadomo jeszcze, co szykuje .Paak, ale jedno jest pewne — będzie srogo!

FKA Twigs i Anderson .Paak w niecodziennym duecie

Marzyliście kiedyś o wideo w którym FKA Twigs tańczy do kawałka Andersona .Paaka, a reżyserem tegoż cudeńka jest Spike Jonze? Jeśli tak to możecie zacierać rączki z zachwytu bo właśnie taka kolaboracja miała premierę cztery dni temu. Do współpracy artystów doszło za sprawą Apple’a i jego nowej reklamy promującej HomePod. Urządzenie nie interesuje nas na tyle, na ile fenomenalny występ tańczącej Brytyjki przy akompaniamencie najnowszego singla Andersona „Til It’s Over”. Wideo trwa ponad cztery minuty (spokojnie przyjęlibyśmy je za oficjalny klip) i jest surrealistyczne, kolorowe oraz idealnie oddaje klimat niezawodnie bujającego .Paaka. Przypominamy, że ostatnim długogrającym wydawnictwem FKA Twigs jest EP-ka M3LL155X z 2015 roku, zaś od ostatniego solowego albumu Andersona minęły już dwa lata.

Nowy album Andersona .Paaka najprawdopodobniej jeszcze w tym roku

W wypowiedzi dla stacji radiowej Triple J Anderson .Paak powiedział, że jego nowego albumu możemy wypatrywać jeszcze w 2018. Obecnie pracuje z Dr.’em Dre nad materiałem, który jest w trakcie miksu.

Nie podam żadnych dat, ale możecie na pewno spodziewać się płyty gdzieś w tym roku.

— powiedział .Paak.

Sam Dre ma ponoć bardzo duży wkład w powstawanie krążka, który jest już w ostatniej fazie powstawania.

To niesamowite pracować z takimi legendami (jak Dr. Dre — przyp. red.) i możesz naprawdę poczuć wzajemny szacunek. Właśnie dlatego zawsze to robiłem. Nie myślałem o pieniądzach czy sławie. Chciałem po prostu zyskać uznanie u osób, na których muzycznie się wzorowałem. To niesamowite.

— dodał.

Nie muszę chyba pisać, że czekamy na tą płytę. Oby była tak dobra jak wydane dwa lata temu Malibu.

Talib Kweli wystąpił na żywo u Conana O’Briena

Talib Kweli intensywnie promuje swój nowy album Radio Silence. Ponad tydzień temu wystąpił u Jimmiego Fallona i zagrał „Heads Up Eyes Open”, wspólnie z Rickiem Rossem i Yummy Bingham, a przedwczoraj pojawił się w programie Conana O’Briena, gdzie wyszedł na scenę z „Traveling Light”. Obok niego pokazali się Anderson .Paak za perkusją i na wokalu oraz Kaytranada. Panowie dali naprawdę energetyczne show, do tego stopnia, że na końcu Kweli zapytał Conana o samopoczucie, a ten odpowiedział „Teraz czuję się dobrze!” Warto obejrzeć.

Nowy teledysk: Talib Kweli feat. Anderson .Paak „Traveling Light”

Radio Silence Taliba Kweliego przedwczoraj pojawiło się na półkach sklepowych, a dziś dostajemy klip do singlowego „Traveling Ligt”. W teledysku widzimy między innymi materiały wideo z tras koncertowych głównego bohatera i ogólnie z życia „w drodze”. Wśród materiałów znalazły się ujęcia, w których widać między innymi Mos Defa, Hi-Teka, Dave’a Chappelle’a i wiele innych gwiazd. Oczywiście nie brakuje też Andersona .Paaka, który udziela się gościnnie w tym numerze.

NxWorries remiksują „Suede”

Od premiery Yes Lawd! Remixes dzielą nas już tylko godziny, tymczasem w sieci pojawił się drugi singiel promujący wydawnictwo. Tym razem przerobiony został jeden z największych przebojów grupy — „Suede”. Wokale Andersona .Paaka przyspieszono, natomiast w tle pojawił się podkład oparty o gitarowe sample. Całość brzmi naprawdę fajnie i zwiastuje przyjemne wydawnictwo, które z pewnością umili oczekiwanie na nadchodzące nowości od tej dwójki.