black joe lewis & the honeybears
Odsłuch: Black Joe Lewis & The Honeybears Backlash

4 lata po wydaniu znakomitego Electric Slave, a aż 6 od premiery ostatniej płyty sygnowanej nazwą Black Joe Lewis & The Honeybears — Scandalous w miniony piątek grupa wróciła w pełnej krasie z nowym krążkiem Backlash. To jak zwykle muzyka głęboko zanurzona w doskonale smakującym sosie mieszającym soul, funk, rhythm & blues i garażowy rock. Musiało minąć kilka dni, zanim Backlash pojawiło się na Spotify, ale na szczęście już jest i można bez przeszkód się w nim zanurzyć. Zwłaszcza, że to pozycja obowiązkowa nie tylko dla miłośników The Black Keys czy Gary’ego Clarka Jra, ale także muzycznego dziedzictwa Jamesa Browna.
Recenzja: Black Joe Lewis Electric Slave

Black Joe Lewis
Electric Slave (2013)
Vagrant

Black Joe Lewis, czołowa amerykańska współczesna grupa rhythm & bluesowa, znana dotychczas lepiej jako Black Joe Lewis & the Honeybears, po dwóch latach przerwy wraca z nową, prawdziwie elektryzującą płytą, Electric Slave, która wciśnie słuchaczy w fotele, a duet The Black Keys wprawi co najmniej w zakłopotanie. Nadal nie rozumiem jak racjonalnie wytłumaczyć to, co dzieje się na tym niepozornym krążku — psychodeliczny soul spod znaku Jimmy’ego Hendrixa zostaje zmieszany z mulistym, grząskim klimatem elektrycznej odsłony Howlin’ Wolfa („Vampire”) i zagrany z prawdziwie funkowym zacięciem („Come to My Party”) na od czasu do czasu doomujących gitarach („Skulldiggin”), zupełnie jak gdyby do współpracy zaproszono Jusa Oborna z Electric Wizard. A wszystko to doprawione feerią najróżniejszych instrumentów i przypruszone prawdziwym gitarowym brudem. Nie ma przypadków — Electric Slave to nieoszlifowana fuzja wielu stanów skupienia tej samej potężnej energii, która zbudowała historię rock & rolla — burzącej mury, rozrywającej ramy i uciekającej klasyfikacjom, a na to nigdy nie jest za późno.
