danger mouse

Recenzja: Curtis Harding Face Your Fear

Curtis Harding

Face Your Fear (2017)

Anti

Curtis Harding nie uciekł zupełnie z Motown. Schronił się na przedmieściach poza strefą odgrzewanych retrosoulowych kotletów. Na kanapie przenocował go sam Danger Mouse.

Efektem tego sleepoveru jest zręcznie skrojony klasyczny soulowy krążek stylistycznie umocowany gdzieś w pierwszej połowie lat 70. Niby nie wypada mówić o powtórce z rozrywki, bo jednak Harding, angażując Danger Mouse’a do roli nadwornego producenta, postanowił na swój sposób postawić na nową jakość. Wszyscy ci jednak, którzy liczyli, że Mouse zaprowadzi Hardinga tam, gdzie w zeszłym roku zabrał, ze znakomitymi efektami, Michaela Kiwanukę, mogą poczuć niewielki niedosyt. Face Your Fear jest co prawda wyprodukowanie bardziej subtelnie niż obdarzone naturalną garażoworockową energią Soul Power z 2014 roku, ale mimo niewątpliwej dbałości o produkcyjne i aranżacyjne niuanse to swoisty stylistyczny rollercoaster, przegląd okołosoulowych wrażliwości minionych epok.

I tak oto otwierające album „Wednesday Morning Atonement” zapowiada w istocie inną płytę niż tę, z którą słuchaczowi przyjdzie się za chwilę zmierzyć — wyważony rytmicznie, soczysty produkcyjnie, zwieńczony oldschoolowo progresywnym organowym pasażem i gitarowym solo utwór to Harding jakiego jeszcze nie było — posępny, intrygujący i uduchowiony. Tę odsłonę zręcznie kontynuuje jeszcze w podbitym elegancką sekcją smyczkową tytułowym „Face Your Fear”, ale już singlowe „On and On”, niewątpliwie najbardziej przebojowy fragment albumu, to dosłowny powrót do motownowskich inspiracji — z prominentnie wybrzmiewającą na pędzącym postdoowopowym bicie sekcją dętą i charyzmatycznymi soulowymi chórkami z epoki.

Tym samym Harding wproawdza słuchacza w stylistyczny kalejdoskop — „Till the End” to mroczny twist z rodowodem sięgającym pierwszej połowy lat 60. i grup pokroju Screaming Lord Sutch & The Savages, „Need Your Love” to słoneczna interpretacja żywiołowej funkowej energii cechującej Jamesa Browna i jego następców, „Dream Girl” z kolei brzmi jak Bee Gees coverujący losowy numer Jamiroquai. Następne trzy i pół minuty zapełnia na wpół akustyczne „Welcome to My World” złożone głównie z erotycznego kobiecego monologu, które przechodzi, nie bez zgrzytu, w jeden z jaśniejszych punktów krążka, odrobinę sentymentalne, ale na szczęście nie melodramatyczne „Ghost of You”, które w innych warunkach z pewnością byłoby kameralną balladą, ale Harding z Danger Mouse’m, być może słusznie, postanowili nadać mu taneczny wymiar.

W ten sposób Harding nie zmienił wcale diametralne charakteru swojej wizji soulu — pozostaje pogrobowcem Motown i wychowankiem retrosoulowej szkoły zamykającym minione brzmienia we współcześnie wyprodukowanej, ale koniec końców dość archaicznej formie płyty, która jako całość niewiele mówi, ale już z poszczególnych fragmentów można ulepić sobie całkiem miły wieczór. Niewątpliwie szuka nadal oryginalnego pomysłu na siebie i trzeba przyznać, że nie najgorzej kombinuje.

Curtis Harding zapowiada drugi album Face Your Fear, prezentuje nowy singiel

Jak informowaliśmy w lipcu Curtis Harding, jeden z najciekawszych soulowych debiutantów ostatnich lat i twórca fantastycznego krążka Soul Power z 2014 roku wraca z nowym materiałem. W tym tygodniu artysta ujawnił wreszcie szczegóły projektu — podobnie jak zeszłoroczny album Michaela Kiwanuki silnie inspirowanego psychodelią lat 70. i współprodukowanego przez Danger Mouse’a. Na potwierdzenie tych słów Harding zaprezentował we wtorek nowy singiel „Wednesday Morning Atonement”, który odchodzi od dotychczasowych inspiracji Hardinga Motown lat 60. w stronę bardziej gitarowego i intensywnego brzmienia. Face Your Fear ukaże się 27 października nakładem -ANTI.

Nowy utwór: Danger Mouse feat. Run The Jewels & Big Boi „Chase Me”

Danger Mouse ostatnimi laty zdecydowanie odbił od hip-hopowego światka, produkując albumy wykonawców z kilku innych muzycznych gatunków. Jak się okazuje, nie zapomniał do końca o swoich korzeniach i nadal potrafi dowalić konkretnym bangerem. A kto najlepiej potrafiłby się obecnie na takim odnaleźć jak nie chłopaki z Run The Jewels? Jeżeli jest Wam mało wrażeń, to dorzucamy jeszcze powracającego już niebawem z nowym albumem Big Boia i cała czwórka rusza z olbrzymią szybkością, znacząco podnosząc adrenalinę u słuchaczy. Numer „Chase Me” promuje ścieżkę dźwiękową do filmu Baby Driver, w którym prędkość odgrywać ma znaczącą rolę. Zapinajcie więc pasy i odpalajcie play.

Posłuchaj nowej płyty Nory Jones


Ostatnio coraz więcej artystów stawia na przedpremierowe odsłuchy swoich albumów w internecie. Na taki właśnie krok zdecydowała się Norah Jones, umieszczając w sieci full stream swojego piątego solowego krążka. Jeśli tak samo jak ja nie możecie się doczekać owocu kolaboracji piosenkarki z Danger Mousem, to zapraszam do poniższego odsłuchu …Little Broken Hearts, na dwa tygodnie przed właściwą, sklepową premierą.

…Little Broken Hearts

Nowy teledysk: Norah Jones „Happy Pills”


Singiel „Happy Pills” chodzi za mną od ponad miesiąca i wygląda na to, że dalej będzie chodzić. Dziś do sieci trafił teledysk, który wykrzesał z utworu jeszcze więcej uroku. Amerykańskie love story z dreszczykiem, no i oczywiście sama Norah Jones, od której trudno oderwać wzrok. Polecam klip i jednocześnie przypominam, że premiera nowego, wyprodukowanego w pełni przez Danger Mouse’a albumu już za niecały miesiąc.

Nowy utwór: Norah Jones „Happy Pills”


Jeszcze do 1 maja przyjdzie nam poczekać, by przekonać się co wyniknie ze współpracy Norah Jones z szalonym Danger Mousem w ramach piątej solówki wokalistki. Przedsmak tej kolaboracji daje nam wydany właśnie singiel „Happy Pills”. Norah opowiada w nim o rozstaniu, które dało jej radość porównywalną ze spożyciem antydepresantów. Utwór zadziwia nie tylko treścią, ale także dającą ogromnego kopa produkcją Niebezpiecznej Myszy. Intrygujące, hipnotyzujące i zachęcające do niecierpliwego oczekiwania premiery krążka ...Little Broken Hearts.

Nowy teledysk: Cee-Lo Green „No One’s Gonna Love You”

Prosto z Atlanty do Twojego domu – Cee-Lo Green. Kiedyś zastanawiałem się długo nad jego pseudonimem. Z innych ciekawostek to wolałbym klip projektu Gnarls Barkley… Pomijając offtop to utwór jest coverem nagrania zespołu Band of Horses. Uważam, że to bardzo ciekawe posunięcie. Cee-Lo nigdy nie bał się muzycznych eksperymentów, i choćby za to trzeba go szanować. Kawałek ukaże się na jego trzeciej solowej płycie o tytule „Cee-Lo Green is The Lady Killer”. Tytuł jest jak najbardziej nawiązaniem do poprzedniego LP, wydanego w roku 2004 („Cee-Lo Green… is The Soul Machine”). Oby poziom był równie wysoki jak sześć lat temu. Aha, klip tylko dla dorosłych (dzięki tej informacji będzie więcej odtworzeń). Jest urocza historyjka, 3-minutowa fabuła. Reżyser się sporo napracował, a Cee-Lo ładnie zaśpiewał. I nie mówcie, że jego głos działa jak tabletki nasenne. Nie zgadzam się. Interpretacja Cee-Lo poniżej, a oryginał po skoku. Które wersja bardziej się podoba? Ja stawiam na mojego brata Thomasa DeCarlo.

(więcej…)