daniel caesar

Niedoskonały związek Daniela Caesara i Brandy

Niedoskonały związek Daniela Caesara i Brandy

Bezceremonialny soulowo-gospelowy Daniel Caesar, który często przekształca swoje myśli w słowa, wypowiadając się odważnie na temat rasizmu, pod koniec czerwca wydał swój nowy album Case Study 01. Z płyty pochodzi singiel promujący, w którym gościnnie wystąpiła dawno niesłyszana Brandy. Swoim aksamitnym wokalem ozdobiła miłosna balladę „Love Again”. W utworze dzielą się swoimi poglądami na temat niedociągnięć w ich związku, ale uważają, że znów chcą się kochać, zamiast wybrać rozstanie. Nowy krążek Brandy The Vocal Bible, według wcześniejszych zapowiedzi, powinien ukazać się jesienią tego roku, ale nie mając żadnych szczegółów i utworów promujących, wietrzę przesunięcie daty premiery. W nadziei na nowe wydawnictwo, wciśnijcie play poniżej i zatopcie uszy w młodzieńczym głosie Amerykanki.

#FridayRoundup: Freddie Gibbs & Madlib, Daniel Caesar, The Black Keys i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Wszystkie krążki przedstawione poniżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na plejliście na samym dole wpisu.


Bandana

Freddie Gibbs & Madlib

Keep Cool / RCA

Pinata, czyli debiutancki krążek duetu Madlib & Freddie Gibbs to nie tylko jeden z najbardziej cenionych przez krytykę albumów hip-hopowych ostatniej dekady, ale także udokumentowanie tego, co są w stanie stworzyć dwie tak charakterne osobowości artystyczne, kiedy spotkają się u szczytu możliwości. Poprzeczka była zatem zawieszona bardzo wysoko, jednak Bandana nie wydaje się ustępować poprzedniczce, a wręcz poszerza jeszcze bardziej spektrum brzmieniowe, eksplorując niezbadane dotąd przez ten duet płaszczyzny. Abstractowe beaty Madliba stawiają na eklektyzm, śmiało wplatając momenty smukłego soulu i kaskadowego trapu, zaś Freddie pozwala sobie na małą gimnastykę liryczną i kilka dynamicznych przebiegów. W stosunku do poprzedniczki, Bandana porzuca nieco uliczny brud i gangsterski sznyt na rzecz zamglonych, subtelniejszych tonów, a nawet, momentami, melancholijnej atmosfery. Czy Bandana powtórzy sukces poprzedniczki, wchodząc do kanonu współczesnych klasyków? Trudno orzec, jednak fani fuzji artystycznej tych dwóch hip-hopowych tuzów nie powinni być zawiedzeni– Wojtek


Case Study 01

Daniel Caesar

Golden Child

Dwa lata po freudowskim debiucie Daniel Caesar po raz kolejny ucieka się do psychologii, wypuszczając Case Study 01 bez żadnych wcześniejszych zapowiedzi czy zabiegów promocyjnych. 10 nowych piosenek to niemal 3 kwadranse rasowej mieszanki alternatywnego R&B i klasycznego neo-soulu. Na płycie poza Caesarem usłyszmy także Brandy, Pharrella Williamsa, Johna Mayera, Seana Leona czy Jacoba Colliera. — Kurtek


„Let’s Rock”

The Black Keys

Nonesuch

Rekiny współczesnego blues-rocka powracają po pięcioletniej przerwie z albumem, który powinien zadowolić wiernych fanów. Dan Auerbach i Patrick Carney zdecydowanie bardziej niż mniej wędrują ku swoim ostrzejszym, rockowym korzeniom (przynajmniej w porównaniu z ostatnią płytą, Turn Blue) i w większości serwują właściwe sobie, niemożliwe do pomylenia gitarowe brzmienia. Single promujące płytę („Eagle Birds”, „Lo/Hi” i „Go”) doskonale oddają jej charakter – jeśli te utwory zrobiły wam smaka, absolutnie nie będziecie zawiedzeni. — empee


Kwiaty i korzenie

Bitamina

Kalejdoskop

Po ogromnym zamieszaniu ostatnimi wydawnictwami, jeden z najlepszych polskich zespołów, Bitamina, powraca z piątym albumem. „Kwiaty i Korzenie” to opowieści o tym, że wszystko bierze się z wnętrza, a to, co w nim – widoczne jest później na zewnątrz. Jeśli zastanawiacie się czego można się spodziewać od tria po tylu odniesionych sukcesach, to jak zawsze mądrych treści, dużo emocji, nierzadko humorystycznych tekstów, z którymi łatwo się zidentyfikować, całej masy słusznych uwag i refleksji, więcej poezji, równie sporo pytań i jeszcze więcej dojrzałości. „Kwiaty i Korzenie” to podróż w głąb siebie. Uwaga – na jednym odsłuchu się nie kończy!– dżesi


Indigo

Chris Brown

RCA Records

Mam problem z Chrisem Brownem od jakiegoś czasu. Nie, żeby robił słabą muzykę, bo ma rzadko spotykany talent do chwytliwych refrenów. To, co mnie martwi, to kolejny długogrający krążek z liczbą utworów powyżej 30. Serio? 32? Już wcześniej było wiadomo, że Breezy, podobnie jak Ciara, nie może znaleźć na siebie pomysłu i ciężko mu nagrać spójny album. Te składanki mogą człowieka nużyć, ale zawsze znajdą się jednak w tym gąszczu kawałki warte uwagi albo nawet i perełki. Szkoda, że singlowe. Na Indigo światełkiem w tunelu jest duet z Drake’iem i „Come Together” z H.E.R. — Kuba Żądło


The Love Reunion

Raheem DeVaughn

SoNo

Raheem DeVaughn nie próżnuje. Po udanej październikowej premierze Decade of a Love King wokalista wypuścił właśnie kolejną część swojej miłosnej sagi zatytułowaną The Love Reunion. Na płytę poza singlowym „Just Right” trafiło jeszcze 13 utworów, które pod nieobecność The-Dreama mają uprawomocnić panowanie DeVaughna na tronie miłosnego króla w muzyce R&B. W przeciwieństwie do najlepszych produkcji Dreama Devaughn jest jednak w swoim klasycznym radiowym R&B odrobinę zbyt zachowawczy i monotonny, by móc być spokojnym o zawłaszczoną koronę. Prędzej czy później znajdzie się śmiałek zdolniejszy i bardziej uprawniony do tego tytułu. — Kurtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Nowy teledysk: Common feat. Daniel Caesar „HER Love”

Common szykuje się do wydania nowej płyty. Trzy lata po premierze Black America Again i zaledwie rok po August Greene możemy się szykować na Let Love Have the Last Word. O nowym projekcie mówi się już od jakiegoś czasu, a klika dni temu pojawił się klip do kawałka, który może być pierwszym singlem promującym materiał. „HER Love” z gościnnym udziałem Daniela Caersara jest w pewnym sensie kontynuacją największego chyba klasyka w dyskografii Commona czyli „I Used to Love H.E.R.”. Nowa wersja to jeden wielki hołd dla hip-hopu, także dla nowej szkoły, tak często nielubianej przez weteranów. Smaczku dodaje fakt, że wykorzystany został tu bit J Dilli, który klimatem idealnie pasuje do przekazu, podobnie zresztą jak klip. Sprawdźcie i posłuchajcie sami. Premiera płyty w sierpniu.

Grammy Awards 2019: kto zgarnął złoto?

Coraz częściej mówi się, że nagrody Grammy to już nie to samo, co kiedyś; że straciły znaczenie, że Akademii trudno nadążać za dynamicznie rozwijającą się sceną szeroko pojętej muzyki popularnej. Jedno jest jednak jasne: obserwować zawody lubimy wszyscy. Dzisiejszej nocy atrakcji nagrodowych nie brakowało, a w kategoriach bliskich miskowym klimatom był niemały tłok. Przed 61. rozdaniem Grammy, które poprowadziła dawno niesłyszana Alicia Keys, największego hałasu w nominacjach narobili Kendrick Lamar (aż 8 nominacji za Black Panther: The Album), Childish Gambino i Cardi B. Do kogo z naszych milusińskich (mniejszych lub większych) trafiły złote gramofony? Oto oni:

  • „This is America” — Childish Gambino — utwór roku (pierwszy raz w historii dla hip-hopowego kawałka!), nagranie roku, najlepsze wykonanie: rap/wokalne, najlepszy teledysk
  • Invasion of Privacy — Cardi B — najlepszy album: rap (wystrzałowy występ Bardi z singlem „Money” niejednemu oglądającemu galę zjeżył włos na głowie)
  • „God’s Plan” — Drake — najlepszy utwór: rap (Drizzy zaserwował wymowną wypowiedź na temat samej istoty wyróżnień takich jak Grammy, za co otrzymał szybkie i soczyste… przejście do reklam)
  • remis w kategorii najlepsze wykonanie: rap dla „Bubblin” Andersona.Paaka i „King’s Dead” drużyny w składzie Kendrick Lamar, Jay Rock, Future i James Blake
  • H.E.R. — H.E.R. — najlepszy album: R&B
  • „Boo’d Up” — Ella Mai — najlepszy utwór: R&B (niekwestionowany hit pochodzi z ciepło przyjętego debiutanckiego albumu Elli)
  • „Best Part” — H.E.R. & Daniel Caesar — najlepsze wykonanie: R&B
  • remis w kategorii najlepsze wykonanie: tradycyjne R&B dla „Bet Ain’t Worth the Hand” Leona Bridgesa i „How Deep Is Your Love” PJ’a Mortona i Yebby
  • Everything is Love — The Carters — najlepszy album: urban contemporary
  • Sweetener — Ariana Grande — najlepszy popowy album wokalny
  • Dua Lipa — najlepszy debiut (oprócz sporej liczby singli rozchwytywana młoda wokalistka ma na koncie jeden pełnowymiarowy krążek; w walce o nagrodę pokonała m. in. H.E.R. czy Jorję Smith)
  • Pharrell Williams — producent roku (m. in. dla The Carters, Migos, N.E.R.D., Ariana Grande)

Podczas gali najjaśniej błyszczały panie, szczególnie w kontekście występów. Początek wydarzenia z właściwą sobie werwą odznaczyła Camila Cabello przebojem „Havana” i doborowym towarzystwem m. in. Ricky’ego Martina. Janelle Monae nie zawiodła i zelektryzowała widzów wykonaniem „Make Me Feel”, 75. urodziny celebrowała legendarna Diana Ross, a H.E.R. w pięknym stylu i z wirtuozerskim popisem zaprezentowała utwór „Hard Place”. Aretha Franklin otrzymała fantastyczny hołd w postaci coveru „You Make Me Feel (Like a Natural Woman)” prosto ze złotych gardeł Fantasii Barrino, Andry Day i Yolandy Adams. Jednym z niewątpliwych highlightów wieczoru było widowisko od Travisa Scotta, który może i nie opuścił Staples Center z naręczem statuetek, natomiast z pewnością wywołał na scenie szaleństwo, o którym trudno będzie szybko zapomnieć (nawet chociaż — a może właśnie dlatego że — większość swojego show spędził w klatce). Moglibyśmy się czepiać zaskakującego wyboru Jennifer Lopez do wykonania Motown Tribute czy równie niespodziewanego połączenia Post Malone’a z Red Hot Chilli Peppers, ale należy przyznać, że w tym roku jest więcej przesłanek ku serdeczności niż uszczypliwości.

„Music’s Biggest Night” po raz kolejny przechodzi do historii. Pełną listę nominowanych i nagrodzonych, nie tylko z naszej działki, możecie zobaczyć na oficjalnej stronie Akademii. Uwagi, skargi, zażalenia? Dajcie znać, czy z Grammy w dłoniach do domów wracają wasi faworyci.

Miguel i jego wersja „Get You” Daniela Caesara

To nie pierwszyzna, że Miguel raczy nas coverem utworu innego artysty. Całkiem niedawno mogliśmy posłuchać „On My Mind” Jorji Smith w jego wykonaniu; wcześniej mierzył się między innymi z twórczością SZY, Rihanny czy Ushera. Tym razem Miguel pozazdrościł Justinowi Bieberowi, który udowadniał Danielowi Caesarowi, że potrafi śpiewać i wykonał na backstage’u Coachelli fragment „Get You”. Miguel jednak zwyczajowo tworzy z materiału źródłowego kolejną piosenkę Miguela. „Get You” w jego wykonaniu jest jednym z dwóch utworów nagranych dla Spotify w serii „Spotify Single Session”. Drugi kawałek to „Sky Walker”, pochodzący z ostatniego albumu artysty War & Leisure. Oba nagrania w wersji solo — bez featuringów.

Daniel Caesar i H.E.R. promują „Best Part”

Od premiery albumu Freudian minęło już ponad pół roku, a Daniel wciąż niezłomnie promuje kolejną perełkę z tego wydawnictwa. „Best Part” plasuje się w czołówce najlepszych zeszłorocznych ballad, więc tym bardziej zasługuje na odpowiednią oprawę wizualną. Jest jeszcze piękniej niż moglibyśmy się spodziewać. Teledysk przy swej prostej formie jest idealnym dopełnieniem utworu. Naprawdę, nie moglibyśmy sobie wymarzyć niczego lepszego niż dwójki bohaterów na plaży o wschodzie i zachodzie słońca. Opis może trącić lekkim kiczem, ale efekt końcowy jest jego całkowitym zaprzeczeniem.

Na dokładkę H.E.R i Caesar pojawili się w programie Jimmy’ego Kimmela, gdzie wzorowo wykonali „Best Part”. Ich występowi towarzyszyła wizualizacja stworzona z wideoklipu, co wydaje się odpowiednią klamrą dla prezentacji tej kompozycji.

Recenzja: Daniel Caesar Freudian

Daniel Caesar

Freudian (2017)

Golden Child

W natłoku coraz większej ilości nowych artystów i wydawnictw spod znaku szeroko pojętego alternatywnego R&B dobrze wiedzieć, że są jeszcze ludzie, którzy nie gonią ślepo za trendami, a zamiast tego wolą sięgać w rejony organicznego, uduchowionego brzmienia muzyki soul i gospel. Taki swoisty powrót do korzeni zaserwował na swojej zeszłorocznej płycie Frank Ocean, czym w jednoznaczny sposób odseparował się od większości artystów R&B młodego pokolenia. Wygląda na to, że podobną drogę postanowił obrać młodziutki Kanadyjczyk Daniel Caesar, który na swoim oficjalnym debiucie Freudian wykorzystuje inspiracje muzyką gospel jako platformy do wyrażenia swych przemyśleń na temat relacji damsko-męskich i własnych wewnętrznych doświadczeń.

Na Freudian nie ma co wypatrywać nowoczesnej produkcji w stylu trap&B. Zamiast tego usłyszeć można retro brzmienie pianina, klawiszy, bluesowych gitar oraz chórków dopełniających wokal Caesara. Co prawda aranżacje są dosyć minimalistyczne i oszczędne w formie, ale Danielowi i współpracującym z nim producentom udało się stworzyć płytę ciepłą i słoneczną, wprost idealną na leniwe, weekendowe poranki. Słychać to już od otwierającego album rewelacyjnego „Get You”, w którym wyśpiewywane pod koniec przez Kali Uchis słowa „this feels like summer” to doskonałe podsumowanie nie tylko openera, ale być może i całego krążka. Podobnie oszczędne w formie, ale bogate w emocje jest „Best Part”, niezwykle romantyczny i intymny duet z H.E.R. Z kolei następujące po nim „Hold Me Down” to, obok dobrze nam znanego, singlowego „We Find Love” oraz zamykającego album utworu tytułowego, jeden z tych numerów, które najlepiej świadczą o gospelowych inspiracjach Caesara, a także przypominają, że granica pomiędzy tym gatunkiem a R&B jest naprawdę cienka. Zresztą fakt, że obie piosenki to interpretacje klasycznych gospelowych utworów („Hold Me Now” Kirka Franklina i „We Fall Down” Kyle’a Davida Matthewsa) mówi sam za siebie.

Jak ważne jest brzmienie gospel w muzyce Kanadyjczyka słychać również w „Neu Roses (Transgressor’s Song)” oraz „Loose”, które jednak w przeciwieństwie do poprzedzających ich utworów prezentują bardziej negatywne, gorzkie spojrzenie na relacje damsko-męskie, dzięki czemu dają całości dodatkową perspektywę. Pozostaje jedynie żałować, że obu numerom brakuje większej konkretności pod względem produkcyjnym oraz pomysłu na ich rozwinięcie, przez co brzmią raczej jak szkice czy też przerywniki pomiędzy pozostałymi piosenkami. Na szczęście później wszystko wraca na właściwe tory wraz ze wspomnianym „We Find Love” oraz „Blessed”, które w połączeniu ze sobą formują urzekającą i nostalgiczną historię o zakończeniu związku i jego odbudowie, co sprawia, że stanowią one swego rodzaju punkt centralny albumu, spajając go tematycznie w jedną całość. Kolejne na płycie „Take Me Away” to najbardziej nowocześnie brzmiący numer w zestawie — numer, który równie dobrze mógłby znaleźć się na płycie The Internet. Nic więc dziwnego, że (niestety marginalnie) udziela się tu Syd, czyli wokalistka kalifornijskiego zespołu. Większe pole do popisu dostała za to Charlotte Day Wilson, której dystyngowany, aksamitny głos wzbogaca przedostatnie na trackliście „Transform” oraz — podobnie jak wokale Kali Uchis i H.E.R. — dopełnia damsko-męski dialog będący jednym z centralnych elementów oficjalnego debiutu Kanadyjczyka.

Pomimo kilku nieznacznych niedociągnięć longplay Daniela Caesara pokazuje, że jest on artystą, którego warto bacznie obserwować. Z pewnością nie jest najbardziej charakterystycznym czy oryginalnym wokalistą wśród młodych reprezentantów alt R&B, ale słychać, że ma na siebie pomysł, ogromny talent oraz dojrzałość, pozwalająca mu na świadome wykorzystywanie swoich inspiracji. Jeśli dołoży do tego więcej odwagi, być może niedługo będziemy go stawiać w jednym szeregu z artystami pokroju Samphy czy Franka Oceana.

Chance The Rapper z nowym utworem!

Stephen Colbert ma ostatnio dobrą passę jeśli chodzi o muzycznych gości. Niedawno informowaliśmy o ujawnieniu przez niego tytułu nadchodzącego projektu Miguela, a dziś w sieci pojawiło się nagranie z innego występu, który miał miejsce w programie. Jego bohaterem jest Chance The Rapper, który w towarzystwie Daniela Caesara zaprezentował niepublikowany wcześniej utwór. Kawałek nie jest odrzutem z Coloring Book i jak stwierdził sam Chano, został napisany zaledwie kilka dni wcześniej. Czyżby longplay numer cztery wisiał w powietrzu?

Jessie Ware - What's Your Pleasure