frank ocean

Recenzja: Frank Ocean Blonde

Frank Ocean

Blonde (2016)

Boys Don’t Cry

Długo oczekiwany następca Channel OrangeBlonde Franka Oceana zaskakuje nie tyle rozmyślną formą wydania, ale samym brzmieniem. Ocean nie tylko nie wyszedł naprzeciw oczekiwaniom fanów, ale mając w pamięci zaledwie szkice swoich poprzednich projektów, napisał się zupełnie od nowa, serwując słuchaczom nieprzewidywalny godzinny trip, dzięki któremu po raz kolejny udało mu się dołożyć cegiełkę do dynamicznie rozwijającego się brzmienia i charakteru nowego świadomego R&B.

Też właśnie dlatego Blonde przy pierwszym odsłuchu stanowi dla słuchacza pewne wyzwanie — już począwszy od rozpoczynającego krążek singlowego „Nikes”, które przetworzonym, mocno spitchowanym wokalem uderza w te same tony, co nieszczęsny początek współtworzonego przez Oceana „My Willing Heart” z ostatniej płyty Jamesa Blake’a. „Nikes” ma jednak nad kompozycją Blake’a tę przewagę, że nie wybija z nastroju, ale go tworzy i wprowadza — niezręczność pierwszych sekund dzięki jednej z bardziej chwytliwych melodii na krążku szybko przekuwa w zainteresowanie. Ocean zaczyna od mocnego stylistycznego manifestu wprowadzającego niczego niedomyślającego się jeszcze słuchacza w swoją wizję post-muzyki. A to dopiero początek. Poczucie obcości powoduje jednak nie tyle (a przynajmniej nie tylko) produkcyjna ornamentacja, ale częściowe odrzucenie prostej piosenkowej struktury refren-zwrotka-refren na rzecz wolniejszej i mniej uporządkowanej formy, co siłą rzeczy wpływa mocno na i tak chwiejne odczucie melodyki na Blonde. Jednocześnie taki sposób pisania i wykonawstwa piosenek sprawia wrażenie bardziej naturalnego i równoważy produkcyjne wybiegi poczuciem bliskości i spontaniczności.

Koncepcja półrefrenów powścibianych gęsto w ewoluującą, mieniącą się niekiedy awangardą tkankę to z pewnością nie to, czego słuchacze i krytycy spodziewali się po Oceanie — z początku rzecz może wydać się odstręczająca, zwłaszcza jeśli przygotujemy ucho na wykrycie pierwszoligowego singla, którego niestety na tym albumie najpewniej wyłowić się nie da. Ocean rozkłada jednak ciężar płyty równo pomiędzy wszystkie utwory — podczas gdy Channel Orange było krążkiem kilku niesamowicie silnych punktów wpisanych w klimatyczną, ale jednak mimowolnie zmarginalizowaną resztę, obcowanie z Blonde budzi zupełnie inne konotacje. Artysta rozwija tu kreowany konsekwentnie od debiutanckiego Nostalgia, Ultra z 2011 roku koncept płyty-opowieści zrealizowanej w ryzach szeroko (jak na płytę pop) wykorzystanej muzyki konkretnej i związanej z nią intertekstualności na pierwszym froncie.

Pomimo tego Blonde jest jednak nawet bardziej intymny i kameralny niż Channel Orange — trochę na wzór płyt Elliotta Smitha, choć rzecz jasna przy wykorzystaniu zupełnie innych środków. Tym samym Ocean po raz kolejny wprowadza R&B na inny poziom — z wielu pozornie chaotycznych półpiosenek i interludiów buduje wstrząsający psychotyczny trip — ułożony w tym samym tonie co tegoroczny krążek Kanyego Westa (przy przywiązaniu większej uwagi do niuansów i detali). To model, który być może (czas pokaże) zaowocuje wyodrębnieniem się post-R&B, które przesunie jeszcze dalej transgresywne zapędy gatunku niż ukonstytuowane w obecnej formie alt R&B. Blonde dla Channel Orange i współczesnego R&B jest tym, czym The Age of Adz Sufjana Stevensa było względem jego Illinoise — świadectwem świadomej, ale wykorzystującej element zaskoczenia i paradoksu ewolucji brzmienia skutkującej przeniesieniem własnej twórczości na nowy poziom przy jednoczesnym zachowaniu charakteru i emocjonalnej otwartości cechujących dotychczasowy dorobek.

Trudno co prawda wyrwać Blonde z kontekstu towarzyszącemu premierze płyty — uwagę mediów po raz kolejny przyciągają poszlaki o życiu osobistym Oceana, a wszystko solidnie doprawiają kontrowersje wokół odejścia piosenkarza z Def Jam i znalezienie się płyty w centrum coraz bardziej doskwierającej słuchaczom wojny streamingowej. Blonde to zresztą kolejna z wielu w ostatnich latach płyt z nurtu hip hop/R&B roztaczająca wokół siebie nieco na wyrost artystowską oprawę, co nie pomaga szczeremu i bezpretensjonalnemu podejściu do materiału. Jeśli jednak potraktujemy piętrzące się kontrowersje w kategoriach stricte marketingowych, oddzielając je od muzyki grubą kreską, dotrzemy być może do klaustrofobicznego jądra nowej kreacji Oceana — portretu człowieka przytłoczonego i zagubionego we współczesnym świecie, który nie potrafiąc już myśleć i poruszać się w liniach prostych, zaczyna krążyć naokoło, walczyć z wiatrakami w rzeczywistości będącymi odzwierciedleniem własnych lęków, słabości, ale i marzeń czy dążeń.

I tak oto Frank mógłby pisać piękne klasyczne, bezpośrednie R&B, ale z jakiegoś powodu nie chce lub nie potrafi. W tym nagięciu schematu, groteskowym wykrzywieniu kameralnie przecież zaaranżowanych melodii, upstrzeniu ich rozlicznymi ozdobnikami, odtworzeniu kreatywnego i życiowego sztormu tkwi największa siła Blonde — paradoksalna, to prawda, ale ujmująca skrytą w głębi niewinnością, może nawet bezradnością wobec nawet nie tyle przytłaczającego świata zewnętrznego, co siebie samego. Ocean zdaje sobie sprawę z drzemiących w nim sprzeczności i nad wyraz trafnie oprawia je muzyką. Rewiduje utraconą na zawsze młodość w intymnie neo-gitarowym „Ivy”, zestawia depresję i uzależnienie z kontrastująco beztroską melodyjnością „Nights”, przepisuje klasyczne „Close to You” Bacharacha na bit, autotune i garść słodko-gorzkich refleksji, wreszcie — ukrywa Beyoncé w chórkach zwiewnego i posępnego jednocześnie współczesnego walczyka w „Pink + White”. Wychodzi w tym wszystkim daleko poza schematy wciąż obowiązujące w R&B — zarówno tekstowo, jak i muzycznie podejmuje ryzyko, po raz kolejny przecierając nieodkryty dotąd szlak.

!llmind remiksuje Franka Oceana

artworks-000178429568-9wmzzu-t500x500

Wszyscy dookoła zachwycają się nowym albumem Franka Oceana, a hype na niego był tak duży, że co chwilę pojawiają się jakieś związane z Frankiem newsiki. Jeden jest szczególnie interesujący. Okazuje się, że Illmind postanowił zremiksować kilka utworów z płyty („Solo” w interpretacji Andre 3000 ma tu bębny i do tego nawiązuje do jednego z klasycznych kawałków Outkasta) i wypuścić je w ramach sześciokawałkowej epki. Efektu możecie posłuchać poniżej, a cały materiał ściągnąć tutaj. Jak Wam się podoba?

Posłuchaj ulubionych utworów Franka Oceana

frank-ocean-reveals-his-favorite-songs-of-all-time-in-boys-dont-cry-zine-playlist-stream

W Stanach wszyscy jarają się limitowaną edycją magazynu Franka Oceana — Boys Don’t Cry. Można tam poczytać poezję Kanye Westa (sic!) i Tylera The Creatora (double sic!), a do tego wywiady i scenariusze (!). Szczególnie ciekawi mnie ten ostatni element. Może kiedyś powstanie jakiś większy projekt na bazie jednego z nich? Kto wie, kto wie… Ale równie interesująca jest też lista ulubionych utworów Franka. Jest ich pięćdziesiąt i ktoś pokusił się o zebranie tej gromadki w jednej playliście na Spotify. Dzięki niej może uda się lepiej zrozumieć to co słyszymy na EndlessBlonde. Możemy posłuchać między innymi klasyków Jimiego Hendrixa, Simona & Garfunkela, Niny Simone, Roberty Flack, aż po Roberta Glaspera, D’Angelo, Aphex Twina czy Daft Punk. Pełna lista wraz z odsłuchem prawie wszystkich numerów do sprawdzenia na dole. Brakuje tylko „Portrait Of Tracy” Jaco Pastoriusa i „When You Were Mine” Prince’a.

1. “Crosstown Traffic” – Jimi Hendrix
2. “How Insensitive” – Frank Sinatra
3. “Scarborough Fair” – Simon & Garfunkel
4. “Alina” – Arvo Part
5. “I Feel Love” – Donna Summer
6. “To The Last Whale” – Crosby & Nash
7. “Prints Tie” – Bobby Hutcherson
8. “Jardim Dos Deuses” – Joyce Moreno
9. “Fade Into You” – Mazzy Star
10. “No More Shall We Part” – Nick Cave & The Bad Seeds
11. “I Never Learnt To Share” – James Blake
12. “One Mo Gin” – D’Angelo
13. “The Last One To Be Loved” – Gabor Szabo
14. “Shadows” – Lonnie Liston Smith & The Cosmic Echoes
15. “Images Live In 1964” – Nina Simone
16. “The First Time Ever I Saw Your Face” – Roberta Flack
17. “It’s Gonna Rain” – Steve Reich
18. “Stardust” – Willie Nelson
19. “Nós e o mar” – Tamba Trio
20. “$” – D.R.A.M.
21. “When I Die” – Goldlink
22. “The Man-Machine” – Kraftwerk
23. “Asiko” – Tony Allen
24. “Earth Bound Hearts” – John Mclaughlin (feat. John Surman)
25. “Simply Beautiful” – Al Green
26. “Mr. Bojangles” – Nina Simone
27. “Flamingo” – Todd Rundgren
28. “The Medley Of Praise” -Daryl Coley
29. “Claire De Lune” – Isao Tomita
30. “Calls” – Robert Glasper feat. Jill Scott
31. “Your Smile” – Chaka Khan and Rufus
32. “Bitch Please” – Death Grips
33. “Anthrax” – Gang Of Four
34. “I Am The Walrus” – The Beatles
35. “Jesus Children Of America” – Stevie Wonder
36. “Garden Of Linmiri” – Caustic Window
37. “Home (YouTube Rip)” – Kim Burrell
38. “Vibrate” – OutKast
39. “12 Aisatsana” – Aphex Twin
40. “Mis” – Alex G
41. “Right Down The Line” – Gerry Rafferty
42. “Anytime” – Ray J
43. “Jesus” – Curtis Mayfield
44. “Something About Us” – Daft Punk
45. “Your Daddy Loves You” – Gil Scott Heron
46. “Portrait Of Tracy” – Jaco Pastorius
47. “Rusholme Ruffians” – The Smiths
48. “When U Were Mine” – Prince
49. “Road To Nowhere” – Talking Heads
50. “Boys Don’t Cry” – The Cure

Nowy album: Frank Ocean Blonde

frank

Frank Ocean wynagradza nam cierpienia związane z oczekiwaniem na jego nową muzykę. Jeszcze nie zdążyliśmy się nacieszyć TWOREM nazwanym Endless, a już do sprzedaży trafił kolejny album muzyka. Wygląda na to, że Blond jest tym właściwym projektem, tym długo zapowiadanym Boys Don’t Cry i zawiera ultra-ciepło przyjęty singiel „Nikes”. Nie będę dłużej się rozpisywał, zostawię tylko tracklistę oraz opublikowany na twitterze imponujący spis postaci zaangażowanych (w sposób bezpośredni i pośredni) w powstanie tego projektu.

1. „Nikes”
2. „Ivy”
3. „Pink + White”
4. „Be Yourself”
5. „Solo”
6. „Skyline To”
7. „Self Control”
8. „Good Guy”
9. „Nights”
10. „Solo (Reprise)”
11. „Pretty Sweet”
12. „Facebook Story”
13. „Close to You”
14. „White Ferrari”
15. „Siegfried”
16. „Godspeed”
17. „Futura Free”

frank2

Nowy teledysk: Frank Ocean „Nikes”

frank-ocean-nikes-video

Dopiero co ukazało się Endless, a co raz więcej wskazuje na to, że wkrótce ukaże się kolejny album od wokalisty szerzej znanego po prostu jako Frank Ocean. Plotki mówiące o tym, że teledysk do „Nikes”, które będzie pierwszym singlem z nowego albumu, pojawiły się już rok temu. Wyścigowe auta, brokat, gadające psy, A$AP Rocky, A$AP Yams, Frank Ocean w ogniu i można odnieść wrażenie, że wracamy się w okolice My Beautiful Dark Twisted Fantasy. Szczerze wierzymy, że Boys Don’t Cry pojawi się lada moment!

Frank Ocean ze streamem wideoalbumu Endless

endless2

Jeszcze wczoraj w mediach społecznościowych Lil B potwierdzał, że Frank Ocean faktycznie skończył pracę nad nową płytę, a już dziś jest dane nam poznać rezultat. Koniec końców nie Boys Don’t Cry jak pierwotnie sugerowano, ale Endless jest tytułem wideoalbumu piosenkarza, który zadebiutował po północy czasu amerykańskiego w formie streamu na stronie internetowej Franka. Zaraz po 46-minutowej projekcji materiał udostępniono ekskluzywnie na Apple Music w formie jednego długiego teledysku. Na krążku znajdziemy 18 utworów — wśród nich znany już cover „At Your Best (You Are Love)” z repertuaru Aaliyah czy The Isley Brothers. Na płycie gościnnie udzielają się m.in. Jazmine Sullivan, James Blake, Sampha czy Troy Nōka. Kwestią otwartą pozostaje, czy płyta doczeka się klasycznej wersji audio i czy to rzeczywiście wyczekiwany prawowity następca Channel Orange. Odpowiedź poznamy pewnie w najbliższym czasie.

Spis utworów:
1. “Device Control”
2. “At Your Best (You Are Love)”
3. “Alabama”
4. “Mine”
5. “U-N-I-T-Y”
6. Ambience 001: “In a Certain Way”
7. “Commes Des Garcons”
8. Ambience 002: “Honeybaby”
9. “Wither”
10. “Hublots”
11. “In Here Somewhere”
12. “Slide on Me”
13. “Sideways”
14. “Florida”
15. “Deathwish (ASR)”
16. “Rushes”
17. “Rushes To”
18. “Higgs”

Kandace Springs coveruje Franka Oceana

artworks-000175766309-5q3q6d-t500x500

Drugi album Franka Oceana miał mieć premierę piątego sierpnia, „anonimowe źródło” narobiło wszystkim smaku, a płyty jak nie ma, tak nie ma. Nie wiadomo też kiedy w końcu będzie oficjalna premiera. Podejrzewam, że Franek zrobi wszystkim niespodziankę, wypuści krążek znienacka i wszyscy będą zadowoleni. Na razie pozostaje wrócić do Channel Orange i czekać. Można też posłuchać tego bardzo przyjemnego coveru „Thinkin’ Bout You” autorstwa Kandace Springs. Smyczki, klawisze i perkusja zostały zamienione na zmysłowe brzmienie rhodesów, a Kandace świetnie sprawdza się w takiej stylistyce. Przy okazji, sprawdźcie jej debiutancką płytę Soul Eyes jeśli jeszcze tego nie zrobiliście.

Premiera Boys Don’t Cry Franka Oceana już w najbliższy piątek!

frank-ocean-laugh

Z odpowiedzią na pytanie: kiedy nowa płyta? Frank Ocean zwodził nas już od jakiegoś czasu. Wczoraj przeszedł jednak granice trollingu, umieszczając z samego rana (czasu polskiego) dziwne video na swojej stronie, w którym poza kasłaniem, szuraniem czy pojedynczymi stukotami, niewiele było słychać. Narobił szumu i… cisza.

Wszystko po to, by kilka godzin później (że też ktoś naprawdę siedział tyle czasu i gapił się w niezmieniający się obraz) wejść do warsztatu, pokroić kilka desek, porobić w nich dziurki i trochę pospawać. ALE. O ile samo to mogłoby się wydawać normalne (WCALE), to pomiędzy jedną a drugą deseczką Franek puszczał nam trochę muzyki — naprawdę pięknej muzyki. Czy były to fragmenty z nowej, oczekiwanej cztery lata płyty Boys Don’t Cry? Tego jeszcze nie wiemy, ale zagadka rozwiąże się w piątek 5 sierpnia, bowiem wtedy za pośrednictwem iTunes odbędzie się premiera wydawnictwa jednego ze zdecydowanie najzdolniejszych i najbardziej intrygujących artystów tych czasów.

Póki co będziemy podglądać czy na ten tydzień Franek zatrudnił się w warsztacie na pełen etat, czy wczorajsza praca była tylko jednorazową akcją. Video nie zniknęło, więc…

Aha, jeszcze jedno. Sorry, Kanye – Frank zrobił to lepiej.

Frank Ocean – „Thinking about you” from Activa Films on Vimeo.

 

Nieznany fragment nagrania artysty brzmiącego jak Frank Ocean

frank2cc7665

Na jakiekolwiek informacje na temat nowego albumu który szykuje Frank Ocean czeka niemal każdy, niczym na Oscara dla DiCaprio. Wczorajszej nocy byliśmy świadkami tego drugiego, teraz przydałyby się więc jakieś wieści od autora świetnego Channel Orange. Ten jednak ciągle milczy. Dzisiaj wydarzyło się jednak coś, czego nikt się nie spodziewał. Do sieci trafił bowiem fragment nagrania, które udostępnił pewien nieznany użytkownik. Nagarnie podpisane jest Frank Ocean – Untitled Snippet. Jego jakość pozostawia co prawda wiele do życzenia, ale nawet po tym, co zostało ujawnione, słychać, że jest to prawdopodobnie utwór Franka. Czekamy więc na więcej konkretów, bo jeden gościnny udział u Kanyego to zdecydowanie za mało jak na tak długi okres ciszy.

EDIT: Numer znika z różnych kont tak samo szybko jak się na nich pojawia, co daje tylko pewność, że to coś więcej niż odrzut z jakiejś starej sesji.

Nowe EP: Johnny Rain EP1

johnny-rain-ep1-e1450592133617

Poznajcie utalentowanego songwritera prosto z Kalifornii. Johnny Rain ma już na swoim koncie długogrający debiut 11, a teraz może się pochwalić świeżo wydaną epką. Na EP1 znajduje się 6 numerów, które już od pierwszego przesłuchania zapadają w pamięć, dzięki swojemu magnetycznemu brzmieniu. Całość można określić mianem alternatywnego r&b, co podkreśla również fakt, że w numerze „Animosity/Dear Xodi” Kalifornijczyka wspomaga James Blake. Jeśli jesteście fanami Franka Oceana, to z pewnością projekt Raina przypadnie Wam do gustu. Włączajcie zatem play poniżej.

Wyciekły bity Hudsona Mohawke przeznaczone dla Franka Oceana?

Frank-Ocean-Is-Releasing-New-Album-and-Magazine-FDRMX

Taka właśnie informacja jeszcze wczoraj obiegła internet. Na serwisie Reddit ktoś umieścił posta z linkiem do rzekomych niesłyszanych wcześniej instrumentali Hudsona Mohawke przeznaczonych dla Franka Oceana. Hudson nie potwierdził, że są to w ogóle jego bity, ale w tym co wyciekło ewidentnie czuć rękę związanego z Warp producenta. Ktoś nawet pokusił się o sprawdzenie tego, gdzie można usłyszeć finalne wersje tracków i „Rice Chips” po kilku zmianach to „Warriors” z ostatniej solówki Mohawke, a „Where The” okazało się być jednym z numerów Pusha T. Czy w oryginale te bity były przeznaczone, dla Franka Oceana? Tego na razie nie wiadomo, ale jak widać po całej akcji, oczekiwania związane z Boys Don’t Cry — nowym albumem wokalisty są spore i w sumie nie ma się co dziwić bo Channel Orange była jedną z najlepszych płyt 2012 roku. Do tej pory pojawiło się trochę sprzecznych informacji na temat nowego materiału. Miał wyjść w lipcu, ale jak wiemy, to już nieaktualne. Potem pojawił się mixtape zawierający trzydzieści numerów i wszyscy zapalili się, że może już, może teraz, ale wątpliwości szybko zostały rozwiane. Prawdopodobnie krążek ukaże się w przyszłym roku, ale czy na pewno, tego też jeszcze nie wiadomo. Na razie na osłodę macie do sprawdzenia paczkę z bitami, pod tym linkiem.

Frank Ocean zapowiada album Boys Don’t Cry!

frank

Dosłownie przed chwilą Frank Ocean wrzucił na swój tumblr tajemnicze zdjęcie, które sugeruje, że nowy album artysty o tytule Boys Don’t Cry ukaże się już w lipcu. Tym samym jest to jedna z najbardziej wyczekiwanych przez nas premier w tym roku! Być może na albumie znajdzie się piosenka „Memrise”, której posłuchać możecie poniżej.

 

Nowy utwór: Frank Ocean „At Your Best (You Are Love)”

tumblr_nhxerb4FuS1rmx3y3o1_1280-454x40016 stycznia Aaliyah obchodziłaby 36 urodziny. Cały świat związany w jakikolwiek sposób z R&B, oddaje hołd jednej z najważniejszych postaci, która miała ogromny wpływ na to, jak ten gatunek wygląda dzisiaj. W szczególny sposób wspomina ją jeden z największych talentów współczesnego R&B. Frank Ocean udostępnił na swoim Tumblrze cover “At Your Best (You Are Love)” zespołu The Isley Brothers. Tym samym utworem Baby Girl promowała swój debiutancki album  Age Ain’t Nothing but a Number i jest jednym z najważniejszych utworów jej tragicznie, a przede wszystkim przedwcześnie skończonej kariery. Frank imponuje niesamowitym falsetem, który w akompaniamencie delikatnego podkładu tworzy niesamowity utwór. To kolejna próbka możliwości artysty, po wydanym w listopadzie „Memrise”. Nadal brak jakichkolwiek informacji na temat następcy „Channel Orange”. Wish you were with us, Baby Girl!

Nowy utwór: Frank Ocean „Memrise”

Image3

W USA dzisiaj Czarny Piątek — wielkie zakupowe szaleństwo po Święcie Dziękczynienia, a Frank Ocean przerywa wielomiesięczne milczenie i na swoim blogu dzieli się zupełnie nowym utworem — „Memrise”. (więcej…)

7 utworów, które zapewnią udaną majówkę

majowka

„Nie mamy samochodu, lecz przecież są tramwaje, więc jedźmy na majówkę razem z…”. No właśnie, z kim dziś zainaugurowaliście długi weekend błogiego lenistwa? Tym, którzy odpowiednio się nie przygotowali i desperacko przekopują płyty i gigabajty dyskografii w celu stworzenia słonecznej playlisty, Miska idzie z odsieczą. Nieważne czy o bladym świcie wyruszyliście w drogę na spotkanie przygodzie, czy też otwieracie właśnie puszki z napojami wyskokowymi na działkach/balkonach/w miejskich plenerach, a może jedyne co otwieracie to kolejny odcinek „Gry o Tron” w bezpiecznej przystani własnych pieleszy, poniższe dźwięki wybrane zostały tak, żeby współgrać z radością czerpaną z odpoczynku od codzienności. Szlagierów siedem, bo to ponoć szczęśliwa cyfra, a nuż przywoła słońce. Standardowo zaznaczamy, że nasza selekcja ma jedynie zainspirować i wskazać kilka kierunków, w które można podążyć zgłębiając temat drogi. Liczymy też na to, że nasi kochani Miskowicze dorzucą swoje typy i powstanie zacny soundtrack o roboczym tytule „Na majówkę”.

1. Dla fanatyków prędkości  w stylu retro – Aretha Franklin „Freeway of love”

A szczególnie dla wielbicieli klasycznych różowych Cadillaców. Jedyna słuszna nuta w radio to głos Arethy zachęcający do wciśnięcia pedału gazu i śmigania do celu, którego nazwa brzmi „satisfaction”.

2. Dla uciekających przed byłymi – Ray Charles „Hit the Road”

Nagrzeszyłeś? Wisi nad Tobą „była” z laleczką voodoo w dłoni, gotowa wbić szpilkę tam, gdzie nie powinna? Chciałbyś odpocząć, ale się boisz? Potrzebujesz motywatora? Proszę bardzo: na co czekasz? Hit the Road… JACK (zamienić na adekwatne imię męskie). Wrócić możesz, tylko pamiętaj, żeby dalekim łukiem ominąć dom swej nemesis.

3. Dla lubiących samotne podróże – Erykah Badu „Window Seat”

Masz dość ludzi? Potrzebujesz trochę czasu tylko ze sobą? Chcesz wreszcie móc usłyszeć własne myśli? Kupuj bilet, najlepiej przy oknie i za jedynego kompana mając odtwarzacz ruszaj tam, gdzie nie znajdzie Cię nikt (no może oprócz Eryki).

4. Dla miłośników szeroko rozumianych kontaktów z naturą – Frank Ocean „Nature Feels”

Po takim zaproszeniu nie da się oprzeć pokusie wyjścia do ogrodu. Franek sugeruje wskoczenie na plecy swego partnera, tylko po to by chwilę później poskakać również między, a może i po, drzewach wiśni. Wcielenie się w role jaskiniowców na najbliższe kilka dni może okazać się całkiem interesującą odmianą, nie przesadźcie jednak z ciąganiem za włosy, bo w poniedziałek ciężko będzie rozczesać kołtuny.

5. Dla marzących o ucieczce od rzeczywistości – Tracy Chapman „Fast Car”

Jeśli masz “za dużo na talerzu” i brakuje już sił witalnych, by walczyć każdego dnia, oto i okazja/szansa na przekonanie się “what it means to be living”. Pakuj niewiele, tankuj do pełna, wrzucaj Tracy w głośnik i nie oglądając się za siebie ucieknij choć na dni kilka.

6. Dla tych, którzy dopiero szukają potencjalnych kandydatów na ex – Janet Jackson „Someone to Call My Lover”

Znaczący spadek w ilości przywdziewanej garderoby działa nie tylko na wyobraźnię, ale i na poziom hormonów. W poszukiwaniu odpowiedniego reagenta do naszej wymarzonej reakcji chemicznej, potocznie zwanej miłochą, zapuszczamy Janet – znane jest jej działanie jako substytutu obserwowanych u reszty zwierząt dźwięków godowych, dobry gust muzyczny = dobre geny.

7. Dla tych, którzy preferują polską tradycję – Ten Typ Mes „Będę na działce”

Kto z nas nie odpoczywał/imprezował/majówkował się na DZIAŁCE? Czy małolat, czy dziadek, panienka z okienka czy dziewczyna z sąsiedztwa, ten Bejcą i ten rowerem, wszyscy wiedzą, że najlepiej smakuje kiełbasa z działkowego grilla. Dlatego też dziś Mes zaprasza na łyk browara przy ognisku. Oby nie padało, a nawet jak będzie to wystarczy hycnąć pod daszek i przeczekać.

Frank Ocean kończy pracę nad nowym albumem

564797Gdy zachodzi potrzeba zakomunikowania czegoś swoim fanom, Frank Ocean zdaje się preferować raczej Tumblr niż bliższego nam Facebooka czy Twittera. Za pośrednictwem tej właśnie platformy podał dzisiaj informację, która pozwala wierzyć, że nowy album jest już na wykończeniu:

„I’M OPENING UP FOR OUTKAST THIS SUMMER AT PEMBERTON SO I MIGHT SKIP ON COACHELLA TO STAY IN THE GROOVE AND FINISH THIS BITCH… I FEEL LIKE THEY’RE FINNA WILD OUT THO. FUCK IT.. BRING THE HELICOPTER OUT.”

Póki co żadnych konkretów. Jakieś dwa tygodnie temu artysta został sfotografowany przez przyjaciela w studiu podczas sesji nagraniowej. Nasi tajemniczy informatorzy również donoszą, że nowych rzeczy od Franka będziemy mogli spodziewać się już niebawem, także tego… stay in touch!

 

Nowy utwór: Frank Ocean, Mick Jones, Diplo & Paul Simonon „Hero”

Hero-608x608

Zapraszamy do sprawdzenia zapowiadanego przez nas kolejnego utworu z reklamowanego przez Converse cyklu „Three Artists, One Song”. „Hero” z miejsca imponuje obsadą, być może najbardziej w historii tejże serii. Jak sprawdzili się gigant współczesnego r&b, gigant współczesnej elektroniki oraz reaktywująca się po wielu latach połowa kultowego zespołu punk rockowego? Mogło być różnie, ale na szczęście wyszło znakomicie. Trzymam jednak kciuki, że muzycy trzymają w zanadrzu jakaś specjalną, rozszerzoną wersję „Hero” — tak jak było w przypadku niezapomnianej kolaboracji Damona AlbarnaJamesem Murphym i Andre 3000.

Frank Ocean z nowym utworem

url
Firma Converse kilka lat temu stworzyła projekt „Three Artists. One Song.”. Jak do tej pory można było posłuchać 8 piosenek. Już w najbliższy poniedziałek do darmowego pobrania udostępniony będzie dziewiąty kawałek, kolaboracja Diplo, The ClashFranka Oceana. Pracując po cichu nad nowym albumem wokalista znalazł czas na udział w tym ciekawym przedsięwzięciu. Eksperymentalna współpraca postaci ze świata R&B oraz kapeli rockowej w towarzystwie producenta, który tworzył już chyba wszystko od rhythm and blues do electro powoduje swego rodzaju ekscytację. Osiem pozostałych publikacji zawierała występy takich artystów jak na przykład: Pharrell, Kid Cudi, André 3000 czy Gorillaz. „Hero” będzie można za darmo pobrać 10 marca na conversemusic.tumblr.com. Poniżej dwa numery spod szyldu Converse Music.


 

Nowy utwór: John Mayer feat. Frank Ocean „Wildfire”

john-mayer-paradise-valley-lp-lead

John MayerFrank Ocean. Usłyszeliśmy ich już razem przy okazji krążka channel ORANGE, gdzie Mayer swoimi instrumentalnymi zdolnościami pomógł Frankowi w „Pyramids” i „White”. Teraz sam zaprosił go na swój szósty studyjny album Paradise Valley. „Wildfire” to krótka, bo tylko 90 sekundowa, ale cudowna ballada, której największym plusem jest właśnie subtelny głos Oceana. Szkoda, że to tylko półtorej minuty, chętnie słuchałoby się tego numeru nawet przez cztery czy pięć minut. Jeśli macie ochotę na więcej Mayera, sprawdźcie jego najnowszy krążek! Do sprzedaży trafi 20 sierpnia, jednak już możecie odsłuchać go w całości w serwisie iTunes.

Frank Ocean przedstawia „Pray” w Londynie

2011FrankOcean02PR070212-500x300
Frank Ocean koncertuje po Europie i promuje ubiegłoroczny channel ORANGE. Nie przeszkadza mu to jednak w prezentowaniu publiczności nowych utworów. Po dwóch kawałkach w Monachium dostajemy wykonany kilka dni temu w Londynie „Pray”. Wideo nie jest najlepszej jakości, ale audio zdecydowanie daje radę. Utwór rozpoczyna gitarowe solo, a głos Franka przybiera na sile z każdą chwilą. Całość utrzymana jest w znanym nam stylu, ciekawi zatem, czy jest to zapowiedź nowego albumu. Mimo to sprawdźcie koncertowego nagranie kawałka.