h.e.r.

Nowy utwór: H.E.R. „My Song”

Jeszcze niedawno zachwaliliśmy debiutancki krążek tej kryjącej się pod pseudonimem H.E.R. tajemniczej artystki. Jej debiut tworzył kompilację wydanych przez nią wcześniej dwóch epek. Klasyczna ballada „My Song” zaśpiewana jest przez artystkę niemal a capella. Tajemnicza jak zawsze Gabriella Wilson snuje swoją pieśń o perfekcyjnej miłości opartej na poczuciu bezpieczeństwa wyłącznie na tle pianina. Niespełna 21-letnia wokalistka konsekwentnie podąża własną niekomercyjną ścieżką, a my z przyjemnością zanurzamy się w prezentowany przez nią muzyczny świat.

Recenzja: H.E.R. H.E.R.

H.E.R.

H.E.R. (2017)

RCA

W dzisiejszym świecie trudno o tajemnicę. I kiedy wszystko wokół zdaje się odkryte, odsłonięte, niemalże nagie i podane na talerzu, pewna artystka staje temu naprzeciw i nie mówiąc nikomu kim jest, gdzie mieszka, co zjadła na śniadanie oraz kto jest jej byłym, obecnym, czy też potencjalnym chłopakiem, po prostu dzieli się swoją muzyką. Pewnie ta aura tajemniczości nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia, pewnie uznałabym, że to tylko tani chwyt marketingowy, gdyby nie spójność wizerunku z tym, co znalazło się na najnowszym krążku H.E.R. o takim samym tytule.

Album okryty jest pewną aurą tajemniczości przypominającą delikatny materiał z baldachimu nad łóżkiem, który niby przezroczysty, pozostawia nutkę niedopowiedzenia, zachęcając do zajrzenia, co kryje się za tą zwiewną zasłoną. W przypadku H.E.R. jest to aż 21 utworów (z czego większość materiału pochodzi z dwóch wydanych w przeciągu minionego roku epek) zanurzonych w sensualnym, otulającym słuchacza klimacie z pogranicza R&B, elektroniki i jazzu, na który składa się kilka, czasem zdawałoby się, wykluczających się nawzajem elementów. Innymi słowy — sprzeczność to słowo klucz, które określa zarówno cały krążek, jak i pojedyncze utwory. Ośmielę się wręcz powiedzieć, że album H.E.R. jest kobietą, pełną sprzeczności, a jednak spójną zarazem, czasem niezrozumiałą, co może denerwować albo skłonić do refleksji, że nie wszystko trzeba rozumieć.

Delikatność, siła, sensualność, kobiecość, kruchość, wolność oraz pewność siebie to cechy, w których został skąpany ten album i którymi emanuje dzięki ciepłym, zaśpiewanym czasem pewnie, a czasem niby od niechcenia, dryfującym gdzieś nad powierzchnią wokalom. H.E.R. często posługuje się bogatym w kojące właściwości breathy soundem — choćby w „Avenue”, któremu towarzyszą chórki, rodem z R&B lat 90, pełne wirujących ozdobników, jak w „Lights On”.

Kontrastowy wymiar albumu ujawnia się także w warstwie kompozycyjno-instrumentalnej. I tak oto obok bogatego w elektronikę i pulsującego nieustannie w głowie słuchacza „Facts”, wybrzmiewa ballada „Focus” będąca wołaniem o uwagę ukochanego w towarzystwie harfy i patetycznej atmosferze, aby zaraz „U” z potencjałem na radiowy hit dzięki łatwej i wpadającej w ucho melodii, stało się zapowiedzią bluesowego „Every Kind of Way” z atrakcyjnym gitarowym riffem zwieńczonym słodką miłosną piosenką „Best Part” z cyklu gitara akustyczna, ona i on (w tej roli Daniel Caesar), która rozpromienia serce, aby w końcu „Free”, brzmieniowo inspirowane stylistyką wschodu, przeniosło słuchacza we wcześniej nieznane, tajemnicze miejsce, skąd wyrywa odrzucające wręcz „2”.

W tym, zdawać by się mogło, panującym chaosie jest jednak spójność i pokój, gdzie wyczekane akcenty perkusji „Changes” spowalniają czasoprzestrzeń, gdzie niskie basowe brzmienia idealnie uzupełniają kosmiczną, świdrującą elektronikę, jak w „Hopes Up”, gdzie jazzowe pianino w „Pigment” oddaje klimat nocnego klubu muzycznego lat 60. w Nowym Orleanie, w którym muzyka płynie w towarzystwie unoszącego się dymu papierosa, który zastygł w dłoni zasłuchanego odbiorcy. Zresztą po przesłuchaniu H.E.R. czułam się właśnie jak ten gość od papierosa z Nowego Orleanu — zastygłam z uczuciem, że właśnie doświadczyłam czegoś prawdziwego, przez co pięknego — kojącego i drażniącego jednocześnie. Dzielić się swoją muzyką to znaczy dzielić się swoim sercem. Być może dlatego H.E.R. nie odczuwa potrzeby, aby mówić i pokazywać więcej na swój temat. To co najcenniejsze zostało właśnie odsłonięte. Nie potrzeba kropki nad i.

#FridayRoundup: Jessie Ware, Nai Palm, H.E.R., Blu & Exile i inni

W tym tygodniu prym wiodą wokalistki. Nowe albumy jakie zaprezentowały nam dzisiaj Nai Palm, Jessie Ware czy Keyshia Cole, to z pewnością niezwykle oczekiwane wydawnictwa. Ciekawe więc jak w zestawieniu z nimi poradzi sobie debiutująca oficjalnym wydawnictwem — Snoh Aalegra. Rapowe wydawnictwa to prequel genialnego „Below the Heavens” od Blu & Exile oraz Young Dolph, a jeżeli dorzucimy do tego krążek od chłopaków z Boyz II Men, to mamy całkiem przyjemny zestaw premier. Wszystko to do sprawdzenia poniżej.


Glasshouse

Jessie Ware

Island Records

Na trzeci krążek Jessie wielu z nas czekało z utęsknieniem. Ba, bilety na jej niedawne koncerty w Polsce, rozeszły się jak świeże bułeczki. Nie dziwne, że tak wyczekiwaliśmy powrotu pani Ware, w końcu od ostatniego albumu wokalistki minęły już 3 lata i przez ten czas sporo wydarzyło się w jej życiu. Została żoną i mamą. W jak dużym stopniu te doświadczenia wpłynęły na brzmienie nowej płyty? Bardzo chętnie się tego dowiemy. Jak do tej pory poznaliśmy kawałki „Midnight”, „Selfish Love”, „Alone” oraz „Sam”, które jeszcze bardziej zaostrzyły nasz apetyt. Przy Glasshouse, Jessie pomagali m.in. Ed Sheeran, Cashmere Cat czy Benny Blanco, który jest też ojcem debiutu wokalistki. To może wróżyć tylko świetny comeback. — Pat


H.E.R.

H.E.R.

RCA

A oto i ona w całej okazałości. 20-letnia Gabi Wilson, od września zeszłego roku ukrywająca się pod burzą loków i pseudonimem H.E.R., zebrała w całość dwie wydane na przestrzeni minionego roku epki, połączyła błękit i pomarańcz i zaprezentowała się miłośnikom nowego R&B w pełnej krasie — na debiutanckim longplayu. Poza 15 utworami znanymi z przebiegu epek i wydanym przed tygodniem singlem „2” Wilson dokłada do stawki pięć nowych numerów, co daje w sumie 21 piosenek, które zajmą nas na ponad 72 minuty. Wszyscy entuzjaści tegorocznej płyty SZA z pewnością będą ukontentowani. — Kurtek


NeedlePaw

Nai Palm

Sony Classical

Wokalistka wymykającego się wszelkim etykietom australijskiego składu Hiatus Kaiyote nadchodzi z solowym projektem. Czego więc innego możemy się spodziewać, jeżeli nie niespodzianek? Single zapowiadające materiał świadczyły o tym, że w centrum solowego debiutu Nai Palm umieści wrażliwość i delikatność. W programie między innymi nowe wersje znanych utworów i cover Jimiego Hendrixa. Jeżeli nie mogliście się oderwać od tego wokalu, tym razem już nie ma dla was ratunku — zwłaszcza przy obecnych, chłodnych okolicznościach przyrody. — MajaDan


In the Beginning: Before The Heavens

Blu & Exile

Dirty Science / Fat Beats Records

Dziesięć lat temu światło dzienne ujrzał prawdziwy klasyk hip-hopowego podziemia, jakim jest wciąż zachwycający ponadprzeciętną chemią na linii raper producent album Below The Heavens. Autorzy tego rewelacyjnego wydawnictwa — Blu oraz Exile, oprócz trasy koncertowej, która uhonorować ma tę okrągłą datę, przygotowali bowiem krążek In The Beginning: Before The Heavens, będący swoistym prequelem do wspomnianego wcześniej albumu. Podczas bardzo kreatywnych sesji nagraniowych powstało bowiem około czterdziestu utworów, a jak zauważył sam Exile, to, że niektóre z nich nie trafiły w ostateczności na album nie oznacza wcale, że nie były udane. Przekonajmy się więc czy mówił prawdę. — efdote


11:11 Reset

Keyshia Cole

Epic Records

Keyshia Cole przyzwyczaiła fanów do regularnego wydawania nowych albumów co 2, 3 lata. Niezmiennie śpiewa o miłosnych rozterkach, zerwanych związkach i facetach, których kocha, albo którzy nie są jej godni. Na nowej płycie 11:11 Reset artystka dokonała życiowego resetu, związanego z rozwodem ze swoim kilkuletnim partnerem. Podobnie jak Mary J. Blige na krążku Strength of a Woman , Amerykanka wyciągnęła na światło dzienne swoje problemy, publicznie je wyprała i o wszystkim opowiedziała na nowym wydawnictwie. Melodyjnie utwory nie są nużące, jak w przypadku The Point of No Return , ale na pewno nie jest to przebojowe brzmienie Keyshiy z dawnych lat. Fani artystki powinni zainteresować się 11:11 Reset, bo pomimo że nie jest innowacyjne, przyjemnie się go słucha. Z kolei wszyscy nieszczęśliwi w miłości powinni potraktować tę pozycję jako obowiązkową. — Forrel


Super Slimey

Future & Young Thug

Epic Records/Atlantic Records

Krążące po sieci od jakiegoś czasu plotki okazały się być prawdziwe. Future i Young Thug czyli największe gwiazdy na trapowej scenie zaszczycili słuchaczy wspólnym projektem. Super Slimey to coś na kształt wypuszczonego przed dwoma laty What A Time To Be Alive. Czego można się więc spodziewać? Pojawią się na pewno klubowe bangery, autotune w podwójnej dawce, krótko mówiąc nie ma co oczekiwać rewolucji. Bity dostarczyli topowi producenci – Southside, London On The Track, Mike Will Made It oraz wielu innych. Na papierze to wszystko wygląda jak murowany sukces. Jak będzie w rzeczywistości? Pożyjemy, zobaczymy. — Mateusz


Feels

Snoh Aalegra

Artium Recordings

W końcu doczekaliśmy się pełnoprawnego debiutu pięknej Snoh. Wokalistka zaprosiła na niego świeżą, raperską krew. Mamy więc takich gości jak Logic, Vic Mensa, Vince Staples czy Timbuktu (raper z rodzimego kraju wokalistki, czyli Szwecji). Album zawiera 13 kompozycji, w tym singlowe „Nothing Burns Like The Cold”, samplowane przez Drake’a „Time” czy nie tak dawno opublikowane w sieci „Fool for You”. Jeżeli jesteście fanami oldschoolowych brzmień połączonych z nową falą to koniecznie musicie zapoznać się z zawartością tego krążka. — Pat


Thinking Out Loud

Young Dolph

Paper Route Empire

Young Dolph jest żywym dowodem na to, że historia lubi się powtarzać. Żywym, bo po raz drugi udało mu się przetrwać zamach na jego życie. Podobnie jak w przypadku wydarzeń sprzed kilku miesięcy, postanowił spuentować całą sytuację nagrywając kolejny album, tym razem o mniej prowokacyjnym tytule Thinking Out Loud. Dotychczasowe dokonania rapera zapewniły mu solidną pozycję na lokalnej scenie Memphis i umiarkowaną rozpoznawalność na skalę krajową, jednak jego upór i etyka pracy dają nadzieję na rozwinięcie skrzydeł — zarówno pod względem popularności, jak i poziomu muzyki. Najnowsze wydawnictwo rapera zapowiada się obiecująco. Za produkcję odpowiadają m.in. Zaytoven, Honorable C.N.O.T.E., czy niezawodny Drumma Boy, a single, które mieliśmy okazję usłyszeć, w tym “Believe Me” wskazują na nieco głębszy ton całego projektu. Całość najpewniej spodoba się miłośnikom ulicznego i mrocznego trapu, oraz wszystkim, którzy szukają mocnych i bujających numerów w stylu południa — Adrian


Under the Streetlight

Boyz II Men

Sony Classical

Lata lecą, a panowie z Boyz II Men wciąż kontynuują swoją przygodę na muzycznej scenie. Może już nie z takim rozmachem, bez wielkich radiowych hitów oraz pierwszych miejsc na listach przebojów. Zamiast tego trio odhacza kolejne podpunkty z listy rzeczy, które powinny zrobić szanujące się legendy. Under the Streetlight będzie więc kolejnym albumem w dorobku grupy, na którym muzycy zinterpretują klasyczne przeboje z gatunku r&b. Na płycie pojawi się dziewięć utworów w odświeżonych wersjach plus jeden oryginalny kawałek zatytułowany „Ladies Man”. Krążek wzbogacą także głosy gości, wśród których będą Take 6, Brian McKnight oraz Amber Riley. — Mateusz

Nowe EP: H.E.R. H.E.R. Volume 1

HER-Vol.-1

Tajemnica ponoć dobrze się sprzedaje. H.E.R., czyli artystka, której ani imienia, ani nazwiska, ani wizerunku, ani byłego, obecnego czy też przyszłego chłopaka nie znamy, postanowiła wykorzystać tę prawidłowość i wypuścić epkę H.E.R. Volume 1, pozostawiając słuchaczy z wielkim znakiem zapytania w głowie. Na epce usłyszycie siedem utworów zanurzonych w głębokich i basowych brzmieniach r&b oraz otulonych ciepłym i niskim głosem wokalistki. Odtwarzam krążek po raz kolejny i wiecie co, nie mam ochoty przeprowadzać śledztwa, aby poznać tożsamość sprawczyni tych przyjemnych dla ucha dźwięków. Ja się po prostu oddaję słuchaniu.