h.e.r.

H.E.R. zapowiada święta coverem „Christmas Time Is Here”

h.e.r. christmas time is here

h.e.r. christmas time is here

H.E.R. dzieli się świątecznym coverem

H.E.R. połączyła siły z Amazon Music i stworzyła cover świątecznego utworu. Fanka bożonarodzeniowej muzyki nagrała znany utwór „Christmas Time Is Here”. Własną wersję klasyka nagrał m.in. John Legend. W kilkusekundowej zajawce (do odsłuchu poniżej) słychać gładki, soulowy wokal artystki na tle zaczarowanego podkładu. W oryginale kompozycja została nagrana przez Lee Mendelsona i Vince’a Guaraldiego w latach 60. Powstały na potrzeby świątecznej odsłony kultowej serii „Fistaszków” utwór wykonywany był w 2 wersjach: instrumentalnej i z udziałem chóru. Pełną wersję piosenki H.E.R. możecie odsłuchać tutaj.

#FridayRoundup: Common, SiR, H.E.R. i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem w puli nowe krążki od Commona, SiR, H.E.R., Whitney, ((( O ))), Slum Village, Saint Pepsi, Kano i Sariusa, a na plejliście dodatkowo Kingdom, Justine Skye, Maino i Mishon.


Let Love

Common

Common / Loma Vista

Na przestrzeni trwającej już ponad 30 lat kariery, Common aktywnie udzielał się nie tylko jako raper, ale także aktor oraz pisarz. Jego ostatnie dzieło, wydany w maju tego roku pamiętnik Let Love Have the Last Word okazał się inspiracją do stworzenia dwunastego solowego albumu Let Love. Przy czym, jak podkreśla raper to nie bezpośrednie przeniesienie treści książki na płytę, a raczej kontynuacja i rozwinięcie dyskusji zapoczątkowanych na jej kartach. Na krążku znalazło się jedenaście utworów, a gospodarzowi towarzyszą m.in. Jill Scott, Daniel Caesar, Swizz Beatz, BJ The Chicago Kid i Leon Bridges. Za większość produkcji odpowiadają Karriem Riggins, Samora Pinderhughes i Burniss Earl Travis II, ale na płycie znalazł się też beat od legendarnego J Dilli. — Mateusz


Chasing Summer

SiR

Top Dawg / RCA

Koniec wakacji nie musi równać się z końcem lata, zwłaszcza, że SiR na swoim trzecim albumie serwuje jeszcze cieplejsze, soulowe brzmienie. Na promowanym przez „Hair Down” z Kendrickiem Lamarem Chasing Summer usłyszymy także Lil Wayne’a, Smino czy Kadhję Bonet, a reprezentant TDE po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z mocniejszych graczy na scenie R&B. I mimo, że jego najnowszy projekt nie będzie pretendentem do ścisłej czołówki roku, to leniwe Chasing Summer jest zdecydowanie jedną z najlepszych pozycji na ten słoneczny weekend. — Klementyna


I Used to Know Her

H.E.R.

RCA

H.E.R. przyzwyczaiła nas już do epek poprzedzających pełne wydawnictwa. I Used to Know Her to kompilacja, która składa się z dwóch etapów, preludium i partii drugiej. Kompilacja zawiera dziewiętnaście nagrań w innej niż na mini-albumach kolejności. Znalazły się tu singlowe „Racks” i „21”, a także wersje live „Hard Place” i nieznane wcześniej „Uninvited”. Hołdujące Lauryn Hill „Lost Souls”, intrygujące „Something Keeps Pulling Me Back”, wciągające „Feel A Way” czy nastrojowe ballady „Fate”, „Take You There” i „I’m not OK” to główne hajlajty krążka. Tym bardziej w pamięć zapada zamykająca zbiór quasi-gospelowa kompozycja „Lord Is Coming”. Na I Used to Know Her zabrakło tylko obiecującego „Anti”, które wokalistka wykonała na ostatnim rozdaniu nagród VMAs. Pomimo tego, że na wydawnictwie nie brakuje gości – Brysona Tillera i YBN Cordae’a – gwiazda H.E.R. błyszczy najjaśniej. Warto ją lepiej poznać. — Ibinks


Forever Turned Around

Whitney

Secretly Canadian

Panowie z Whitney konsekwentnie nie mają sobie równych, jeśli chodzi o podbijanie kameralnej americany soulowym poszyciem. Wydany wreszcie w piątek drugi krążek grupy Forever Turned Around po trzech singlowych zwiastunach, zapowiadał się równie dobrze (jeśli nie lepiej!) co pozytywnie przyjęty debiut formacji sprzed trzech lat. To prostolinijne, wyciszone granie zbierające w jedną całość kilka sposobów myślenia o muzyce — wychodzące z indiefolkowego korzenia, ale zaaranżowane i wykonane w konwencji blue-eyed-soulu, posiłkujące się gitarami, niestroniące od kameralnych aranży, ale w centrum stawiające specyficzny miejski groove. Podobnie jak czynili to wcześniej Natalie Prass czy Sufjan Stevens, ale jednak inaczej. — Kurtek


((( 1 )))

((( O )))

The Sundrop Garden / AWAL

June Marieezy, występująca pod aliasem (((O))), to pochodząca z Texasu i mająca filipińskie korzenie artystka. Pod własnym nazwiskiem opublikowała dotychczas dwa osnute elektronicznym sznytem albumy, które zaciekawiły krytyków uduchowioną mieszanką soulu, R&B i jazzu. Mogliśmy ją całkiem niedawno usłyszeć na przepysznym French Kiwi Juice FKJ. Głównym założeniem projektu muzycznego (((O))) jest dzielenie się ze słuchaczami nową muzyką — kroplami księżyca — dokładnie w każdą pełnię przez 12 miesięcy. Wydawane są pod księżycowym szyldem The Sundrop Garden. Motyw księżyca jest zresztą obecny w nazwach i na okładkach singli promujących eteryczne ((( 1 ))) — dokładające do pięciu dotychczasowych singli siedem nowych nagrań. — ibinks


The Source

Slum Village

Ne’Astra

Slum Village doczekali się składanki w stylu Greates Hits? Nie w tym przypadku. The Source to bardziej przekrój kawałków zespołu z różnych etapów kariery. Mamy na przykład klasyczne „Climax” czy późniejsze „Cloud 9” i „Expressive”. Jeśli ktoś nie znał wcześniej Slum, ta kompilacja może być dobrym startem by zaznajomić się z ich twórczością — Dill


Mannequin Challenge

Saint Pepsi

Carpark

Uwaga, streamingowicze! Saint Pepsi, znany ostatnio szerzej w błyskotliwej odsłonie nu-disco Skylar Spence, wraca, by wziąć w swoje ręce box, w którym aktualnie się znajdujecie i oddać go w miejsce muzycznej odnowy biologicznej. Oczywiście wyłącznie w wersji Bandcamp exclusive. Wszyscy ci, którzy zachwycali się patchworkową otoczką Hit Vibes i jemu podobnych poczują się znów rześko, a zarazem dojrzale. Jeżeli nadal wyznajecie future funk i zapomniane sample malowane techniką z rejonu błędów systemu w miejscach publicznych, to nowe wydawnictwo Ryana DeRobertisa na pewno was nie zawiedzie. — Maja Danilenko


Hoodies All Summer

Kano

Parlophone / Warner

Wojtek


Pierwszy dzień po końcu świata

Sarius

Antihype

Sarius tak jak Truman chce po prostu zobaczyć, co znajduje się po drugiej stronie scenografii. Kiedy wydawał swoją pierwszą płytę Blisko Leży Obraz Końca, nie wiedział, jak długa będzie ta droga. W końcu dotarł jednak do miejsca, który jawił się wtedy jako tonący w złocie Eden i dziś dostrzega, że to wszystko to tylko pomalowana makieta, a blask złota okazuje się jedynie sztucznym światłem reflektora. Szósty długogrający album częstochowskiego rapera jest przede wszystkim o rozczarowaniu, jakie wiąże się z idealizowanym na początku sukcesem. — Klementyna


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Missy Elliott z MTV Video Vanguard Award i fenomenalnym siedmiominutowym show!

Wczoraj już po raz 36. wręczono statuetki MTV Video Music Awards — ponoć honorujące najlepsze teledyski minionego roku, w rzeczywistości celebrujące amerykański mainstream. Niemniej część kategorii faktycznie skupia się na wciąż mającej się świetnie sztuce klipu muzycznego. I tak najlepszym wideo roku okrzyknięto kolorowe „You Need to Calm Down” Taylor Swift, najlepszym teledyskiem R&B zostało „Waves” Normani, a latynoskim — „Con altura” Rosalíi (tu można było wybrać znacznie lepiej). „Con altura” nagrodzono też za najlepszą choreografię. Pełna lista nagrodzonych i nominowanych na Wikipedii. Solange mimo trzech nominacji niestety została z niczym. Dużo ciekawiej wyglądała część sceniczno-artystyczna widowiska. Missy Elliott, która w piątek powróciła nową epką, została uhonorowana statuetką Michael Jackson Video Vanguard Award za całokształt twórczości. Z tej okazji w fenomenalnym siedmiominutowym show odtworzyła na scenie fragmenty swoich klasycznych teledysków: „The Rain (Supa Dupa Fly)”, „Hot Boyz”, „Get Ur Freak On”, „Work It”, „Pass That Dutch” czy „Lose Control”. Koniecznie musicie to zobaczyć!

Poza tym na gali wystąpili m.in. wspomniane już Normani i Rosalía (z Ozuną), a także Lizzo, H.E.R., Big Sean i A$AP Ferg, a Queen Latifah, Naughty by Nature, Redman, Fetty Wap i Wyclef Jean zaprezentowali niezwykły medley swoich największych przebojów.

DRAM stawia na progresywny neo-soul

Niby ogórki i plażing, a gdzieś w tle dzieją się w muzyce rzeczy cudowne. Akurat sam byłem w trakcie urlopu, gdy DRAM wypuścił swój najnowszy singiel „The Lay Down”, stąd opóźnienie mam srogie, ale numer jest ponadprzeciętny i zdaje się zapowiadać coś dużego, nie mogłem więc odpuścić. Po znakomitym debiucie łączącym pełnokrwisty trap i ekspresyjny soul DRAM trochę nie mógł odnaleźć i intensywnie szukał, czego efektem była masa featuringów i garść singli i epek z różną zawartością. Wydaje się więc, że „The Lay Down”, które na tapet wzięło wyciszony neo-soul i wrzuciło go w progresywną, nieco psychodeliczną formułę, może stanowić dla pana od brokułów nowe otwarcie. Do wspólnego śpiewania DRAM zaprosił H.E.R. i pięknie się zgrali wokalnie, a trochę serową gitarową solówkę dostarczył im Watt. Czegokolwiek by nie mówić, ser z brokułami bardzo spoko.

H.E.R i YBN Cordae po stronie miłości

Dla tej dwójki w starym jak świat sporze „miłość kontra pieniądze” wybór jest oczywisty. Po wspólnym występie na BET Awards i pracowitej pierwszej połowie roku H.E.R i okrzyknięty jednym z freshmanów roku XXL raper YBN Cordae w zeszłym tygodniu podzielili się stonowanym midtempo „Racks”, które zręcznie łączy w jedno quietstormową stylistykę i trapowy vibe.

Grammy Awards 2019: kto zgarnął złoto?

Coraz częściej mówi się, że nagrody Grammy to już nie to samo, co kiedyś; że straciły znaczenie, że Akademii trudno nadążać za dynamicznie rozwijającą się sceną szeroko pojętej muzyki popularnej. Jedno jest jednak jasne: obserwować zawody lubimy wszyscy. Dzisiejszej nocy atrakcji nagrodowych nie brakowało, a w kategoriach bliskich miskowym klimatom był niemały tłok. Przed 61. rozdaniem Grammy, które poprowadziła dawno niesłyszana Alicia Keys, największego hałasu w nominacjach narobili Kendrick Lamar (aż 8 nominacji za Black Panther: The Album), Childish Gambino i Cardi B. Do kogo z naszych milusińskich (mniejszych lub większych) trafiły złote gramofony? Oto oni:

  • „This is America” — Childish Gambino — utwór roku (pierwszy raz w historii dla hip-hopowego kawałka!), nagranie roku, najlepsze wykonanie: rap/wokalne, najlepszy teledysk
  • Invasion of Privacy — Cardi B — najlepszy album: rap (wystrzałowy występ Bardi z singlem „Money” niejednemu oglądającemu galę zjeżył włos na głowie)
  • „God’s Plan” — Drake — najlepszy utwór: rap (Drizzy zaserwował wymowną wypowiedź na temat samej istoty wyróżnień takich jak Grammy, za co otrzymał szybkie i soczyste… przejście do reklam)
  • remis w kategorii najlepsze wykonanie: rap dla „Bubblin” Andersona.Paaka i „King’s Dead” drużyny w składzie Kendrick Lamar, Jay Rock, Future i James Blake
  • H.E.R. — H.E.R. — najlepszy album: R&B
  • „Boo’d Up” — Ella Mai — najlepszy utwór: R&B (niekwestionowany hit pochodzi z ciepło przyjętego debiutanckiego albumu Elli)
  • „Best Part” — H.E.R. & Daniel Caesar — najlepsze wykonanie: R&B
  • remis w kategorii najlepsze wykonanie: tradycyjne R&B dla „Bet Ain’t Worth the Hand” Leona Bridgesa i „How Deep Is Your Love” PJ’a Mortona i Yebby
  • Everything is Love — The Carters — najlepszy album: urban contemporary
  • Sweetener — Ariana Grande — najlepszy popowy album wokalny
  • Dua Lipa — najlepszy debiut (oprócz sporej liczby singli rozchwytywana młoda wokalistka ma na koncie jeden pełnowymiarowy krążek; w walce o nagrodę pokonała m. in. H.E.R. czy Jorję Smith)
  • Pharrell Williams — producent roku (m. in. dla The Carters, Migos, N.E.R.D., Ariana Grande)

Podczas gali najjaśniej błyszczały panie, szczególnie w kontekście występów. Początek wydarzenia z właściwą sobie werwą odznaczyła Camila Cabello przebojem „Havana” i doborowym towarzystwem m. in. Ricky’ego Martina. Janelle Monae nie zawiodła i zelektryzowała widzów wykonaniem „Make Me Feel”, 75. urodziny celebrowała legendarna Diana Ross, a H.E.R. w pięknym stylu i z wirtuozerskim popisem zaprezentowała utwór „Hard Place”. Aretha Franklin otrzymała fantastyczny hołd w postaci coveru „You Make Me Feel (Like a Natural Woman)” prosto ze złotych gardeł Fantasii Barrino, Andry Day i Yolandy Adams. Jednym z niewątpliwych highlightów wieczoru było widowisko od Travisa Scotta, który może i nie opuścił Staples Center z naręczem statuetek, natomiast z pewnością wywołał na scenie szaleństwo, o którym trudno będzie szybko zapomnieć (nawet chociaż — a może właśnie dlatego że — większość swojego show spędził w klatce). Moglibyśmy się czepiać zaskakującego wyboru Jennifer Lopez do wykonania Motown Tribute czy równie niespodziewanego połączenia Post Malone’a z Red Hot Chilli Peppers, ale należy przyznać, że w tym roku jest więcej przesłanek ku serdeczności niż uszczypliwości.

„Music’s Biggest Night” po raz kolejny przechodzi do historii. Pełną listę nominowanych i nagrodzonych, nie tylko z naszej działki, możecie zobaczyć na oficjalnej stronie Akademii. Uwagi, skargi, zażalenia? Dajcie znać, czy z Grammy w dłoniach do domów wracają wasi faworyci.

Nowy utwór: Jess Glynne feat. H.E.R. „Thursday”

Jeśli ktoś się zastanawia w jaki sposób Jess Glynne świętuje swoje 4 nominacje do BRIT Awards, to informujemy, że robi to nagrywając nową wersję singla „Thursday” z gościnnym udziałem najgorętszej obecnie dziewczyny ze świata R&B, H.E.R. Choć w naszej recenzji nie mieliśmy za dużo sympatii do tego kawałka, to trzeba przyznać, że jego sukces i dogranie H.E.R. odświeża nieco to spojrzenie. Album Always in Between ciągle świetnie sobie radzi na brytyjskich zestawieniach, a przede wszystkim pobił więcej rekordów niż debiut I Cry When I Laugh.

Przypominamy, że Jess odwiedzi nas już 9 marca w Warszawie i zagra w Progresji! Bilety wciąż są dostępne na eBilet, Biletomat, Ticketmaster, TicketClub. Ponadto, wejściówki dostępne są także w sklepach sieci Empik, Media Markt i Saturn w całym kraju.

Nowy teledysk: H.E.R. feat. Bryson Tiller „Could’ve Been”

Gabriella Wilson alias H.E.R. zaledwie tydzień temu zaprezentowała światu drugą część (świetnej!) EP-ki I Used To Know Her, ale najwyraźniej w pamięci artystki wciąż pozostaje I Used To Know Her: The Prelude z którego pochodzi jej najnowsza wizualizacja z udziałem Brysona Tillera.

„Could’ve Been” to jedna z tych perełek, które przemykały nam cały rok przez playlisty na Spotify. Świetnie wyważony, zmysłowy, alt-r&b anthem dla tych, którzy zastanawiają się nad tym jakby wyglądało ich życie z tą inną osobą, w myśl frazy shoulda, coulda, woulda. Teledysk perfekcyjnie oddaje klimat utworu prezentując wiele zbliżeń, niepełnych kadrów, wręcz zamglonych ujęć, czym potęguje emocjonalny przekaz muzyki i tekstu. Wizerunek H.E.R. standardowo przypomina zawoalowany obraz, co sprawia, że wokalistka jeszcze bardziej zaskarbia sobie naszą sympatię. A jeśli jesteście fanami ekranowej chemii to gwarantujemy, że iskry aż buchają przy scenach z Brysonem i Gabriellą.

#FridayRoundup: Action Bronson, Rosalía, H.E.R., Vince Staples i inni

W tym tygodniu wjeżdżamy na bogato, ponieważ mamy dla Was aż dziesięć premier, po których najszczęśliwsi powinni być przede wszystkim fani hip-hopu, ale jak zwykle znaleźliśmy również trochę neo-soulu, jazzu a nawet szczyptę klimatycznego downtempo.

(więcej…)

#FridayRoundup: Travis Scott, Mac Miller, YG, Dâm-Funk, H.E.R.

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych, a tam m.in. długo wyczekiwany album od Travisa Scotta oraz nowy krążek jakim obdarował nas Mac Miller.


Astroworld

Travis Scott

Epic Records

Zapowiadane od bardzo długiego czasu Astroworld urosło wręcz do miana współczesnego Detoxu. Travis Scott postanowił jednak pokazać swoje najnowsze dzieło światu i spragnionym progresywnego hip-hopu fanom. To, co cieszy to fakt, iż Astroworld ma stanowić bezpośrednią kontynuację debiutanckiego Rodeo. Wśród 17 utworów pojawiła się tylko jedna znana już wcześniej propozycja, „Butterfly Effect”, podczas gdy cała reszta pozostaje absolutną zagadką. Lista gości, jak na Travisa Scotta prezentuje się natomiast imponująco; Drake, Frank Ocean, Tame Impala, Swae Lee czy Pharell Williams to tylko część artystów, którzy pojawią się na najnowszym wydawnictwie rapera z Houston. Zróżnicowani producenci, tacy jak Hit Boi, Sonny Digital, Boi-1da czy Murda Beatz zwiastują pewien rozstrzał w kwestii brzmienia, a cała otoczka płyty, w tym okładka i promocyjne filmy podsycają apetyt na wycieczkę w najdalsze zakątki szalonej wyobraźni protegowanego Kanye Westa. Astroworld to jedna z tych płyt, która wzbudza wiele emocji i kusi obietnicą odmienności — miejmy nadzieje, że będzie to obietnica spełniona i kolejna perełka w dyskografii tego utalentowanego rapera — Adrian


Swimming

Mac Miller

Warner Bros. Records

Od samego początku swojej kariery Mac Miller stanowił swoisty fenomen. Drobny chłopak o żydowskich korzeniach, rapujący z początku o butach i pizzy, na stałe zagościł w panteonie hip-hopowych gwiazd. Jego dyskografia pełna jest różnorodnych projektów i bardzo ambitnych przedsięwzięć, wliczając w to „The Divine Feminine”, czyli jego ostatni solowy album. Od tego czasu w życiu Maca sporo się pozmieniało, wliczając w to burzliwy związek z Arianą Grande. Swimming to 13 utworów wyprodukowanych przez takie nazwiska jak Cardo, J. Cole czy Alexander Spit. Wśród niewielu gości na płycie pojawił się Snoop Dogg i Thundercat. Piąty album w karierze rapera z Pittsburgha zapowiada się na emocjonalne, depresyjne, ale również szczere i bardzo osobiste wyznanie. Pozycja konieczna do przesłuchania — Adrian


Stay Dangerous

YG

Def Jam Recordings

YG to obecnie obok Kendricka i ekipy TDE jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci na rapowej mapie Los Angeles. My Krazy LifeStill Brazy odniosły komercyjny sukces, więc tego samego można spodziewać się po Stay Dangerous. Obiecująco zapowiada się powrót do współpracy z DJ-em Mustardem. Na albumie znalazło się piętnaście kawałków, a gościnnie pojawią A$AP Rocky, 2 Chainz, Big Sean, Nicki Minaj, Quavo i inni. —Mateusz


Architecture II

Dâm-Funk

Glydezone Recordings

Po dwóch latach od ukazania się pierwszej części Architecture Dam Funk powraca z kontynuacją projektu inspirowanego właśnie architekturą. Tym razem nie pod szyldem Stone Throw a Glydezone Recordings i w dodatku mniej leniwie niż zwykle. Na epce znajdą się cztery utwory, które z pewnością sprawdzą się podczas panujących upałów. Tych, którzy znają twórczość tego pana zachęcać nie trzeba, tak więc odsyłam prosto do odsłuchu. —Mateusz


I Used To Know Her: The Prelude

H.E.R.

RCA Records

Po serii obiecujących featuringów Gabriella Wilson zaskoczyła nas wydaniem z dnia na dzień nowej epki. Tym bardziej zdumiewa otwierające mini-album „Lost Souls” z udziałem D.J.-a Scratcha. W intro do epki pobrzmiewają zagubione dusze Lil Kim i Lauryn Hill. „Against me” i zamykające epkę „As I Am” to już czysta esencja alternatywnego R&B. Miniaturka „Be on My (Interlude)” zaciekawia bubble-popowym motywem, a w „Feel a Way” H.E.R. czaruje jak zawsze. Jednak najbardziej reprezentatywne jest zdecydowanie przyjemnie bujające „Could’ve Been” z Brysonem Tillerem. I Used to Know Her: The Prelude to idealny soundtrack pod letni weekendowy chillout. Poznajcie nową muzykę H.E.R.! — ibinks


Pełną plejlistę z tegorocznymi okołosoulowymi premierami znajdziecie poniżej.

H.E.R. i Khalid, jak Wenus i Mars, nie mogą się pogodzić

H E R i Khalid jak Wenus i Mars nie moga sie pogodzic

Khalid i H.E.R. postanowili połączyć siły i wspólnie nagrać kawałek, oczywiście o miłości, ale o takiej, w której jemu zależy na niej, a ona go odrzuca. Nie może być tak łatwo, że oboje od razu wpadną sobie w ramiona i będą żyli długo i szczęśliwie. Przecież kobiety są z planety Wenus, a mężczyźni z Marsa, więc minie jakiś czas, zanim oboje dojdą do momentu, w którym będą razem. W akustycznej balladzie „This Way” Khalid pała silnym uczuciem do swojej wybranki, która miesza mu w głowie. H.E.R. widzi wszystko inaczej i zarzuca partnerowi, że igra z jej uczuciem. Kawałek pochodzi z wyprodukowanego przez rapera Future soundtracku do filmu Superfly. Ścieżka dźwiękowa ukazała się 9 czerwca, a premiera filmu odbędzie się 13 czerwca.

Daniel Caesar i H.E.R. promują „Best Part”

Od premiery albumu Freudian minęło już ponad pół roku, a Daniel wciąż niezłomnie promuje kolejną perełkę z tego wydawnictwa. „Best Part” plasuje się w czołówce najlepszych zeszłorocznych ballad, więc tym bardziej zasługuje na odpowiednią oprawę wizualną. Jest jeszcze piękniej niż moglibyśmy się spodziewać. Teledysk przy swej prostej formie jest idealnym dopełnieniem utworu. Naprawdę, nie moglibyśmy sobie wymarzyć niczego lepszego niż dwójki bohaterów na plaży o wschodzie i zachodzie słońca. Opis może trącić lekkim kiczem, ale efekt końcowy jest jego całkowitym zaprzeczeniem.

Na dokładkę H.E.R i Caesar pojawili się w programie Jimmy’ego Kimmela, gdzie wzorowo wykonali „Best Part”. Ich występowi towarzyszyła wizualizacja stworzona z wideoklipu, co wydaje się odpowiednią klamrą dla prezentacji tej kompozycji.

Nowy teledysk: H.E.R. „Focus”

Po dwóch latach od publikacji utworu „Focus”, doczekał się on w końcu pełnoprawnej wizualizacji. W myśl zasady lepiej późno, niż wcale, H.E.R prezentuje nam efemeryczny klip do jednej z najlepszych kompozycji slow r&b od lat. Teledysk jest dosłownym odzwierciedleniem tekstu piosenki, czyli mamy enigmatyczną postać H.E.R., która śpiewa o potrzebie bycia zauważoną przez swojego partnera. W przypadku tej artystki nic nie jest do końca opowiedziane, tak i tu nigdy nie widzimy pełnego wizerunku piosenkarki, jedynie jej fragmenty oraz jakby zamglony obraz całej opowieści przez co klip staje się ciekawszy i bardziej przyciągający. Sprawdźcie sami.

Nowy utwór: H.E.R. „My Song”

Jeszcze niedawno zachwaliliśmy debiutancki krążek tej kryjącej się pod pseudonimem H.E.R. tajemniczej artystki. Jej debiut tworzył kompilację wydanych przez nią wcześniej dwóch epek. Klasyczna ballada „My Song” zaśpiewana jest przez artystkę niemal a capella. Tajemnicza jak zawsze Gabriella Wilson snuje swoją pieśń o perfekcyjnej miłości opartej na poczuciu bezpieczeństwa wyłącznie na tle pianina. Niespełna 21-letnia wokalistka konsekwentnie podąża własną niekomercyjną ścieżką, a my z przyjemnością zanurzamy się w prezentowany przez nią muzyczny świat.

Recenzja: H.E.R. H.E.R.

H.E.R.

H.E.R. (2017)

RCA

W dzisiejszym świecie trudno o tajemnicę. I kiedy wszystko wokół zdaje się odkryte, odsłonięte, niemalże nagie i podane na talerzu, pewna artystka staje temu naprzeciw i nie mówiąc nikomu kim jest, gdzie mieszka, co zjadła na śniadanie oraz kto jest jej byłym, obecnym, czy też potencjalnym chłopakiem, po prostu dzieli się swoją muzyką. Pewnie ta aura tajemniczości nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia, pewnie uznałabym, że to tylko tani chwyt marketingowy, gdyby nie spójność wizerunku z tym, co znalazło się na najnowszym krążku H.E.R. o takim samym tytule.

Album okryty jest pewną aurą tajemniczości przypominającą delikatny materiał z baldachimu nad łóżkiem, który niby przezroczysty, pozostawia nutkę niedopowiedzenia, zachęcając do zajrzenia, co kryje się za tą zwiewną zasłoną. W przypadku H.E.R. jest to aż 21 utworów (z czego większość materiału pochodzi z dwóch wydanych w przeciągu minionego roku epek) zanurzonych w sensualnym, otulającym słuchacza klimacie z pogranicza R&B, elektroniki i jazzu, na który składa się kilka, czasem zdawałoby się, wykluczających się nawzajem elementów. Innymi słowy — sprzeczność to słowo klucz, które określa zarówno cały krążek, jak i pojedyncze utwory. Ośmielę się wręcz powiedzieć, że album H.E.R. jest kobietą, pełną sprzeczności, a jednak spójną zarazem, czasem niezrozumiałą, co może denerwować albo skłonić do refleksji, że nie wszystko trzeba rozumieć.

Delikatność, siła, sensualność, kobiecość, kruchość, wolność oraz pewność siebie to cechy, w których został skąpany ten album i którymi emanuje dzięki ciepłym, zaśpiewanym czasem pewnie, a czasem niby od niechcenia, dryfującym gdzieś nad powierzchnią wokalom. H.E.R. często posługuje się bogatym w kojące właściwości breathy soundem — choćby w „Avenue”, któremu towarzyszą chórki, rodem z R&B lat 90, pełne wirujących ozdobników, jak w „Lights On”.

Kontrastowy wymiar albumu ujawnia się także w warstwie kompozycyjno-instrumentalnej. I tak oto obok bogatego w elektronikę i pulsującego nieustannie w głowie słuchacza „Facts”, wybrzmiewa ballada „Focus” będąca wołaniem o uwagę ukochanego w towarzystwie harfy i patetycznej atmosferze, aby zaraz „U” z potencjałem na radiowy hit dzięki łatwej i wpadającej w ucho melodii, stało się zapowiedzią bluesowego „Every Kind of Way” z atrakcyjnym gitarowym riffem zwieńczonym słodką miłosną piosenką „Best Part” z cyklu gitara akustyczna, ona i on (w tej roli Daniel Caesar), która rozpromienia serce, aby w końcu „Free”, brzmieniowo inspirowane stylistyką wschodu, przeniosło słuchacza we wcześniej nieznane, tajemnicze miejsce, skąd wyrywa odrzucające wręcz „2”.

W tym, zdawać by się mogło, panującym chaosie jest jednak spójność i pokój, gdzie wyczekane akcenty perkusji „Changes” spowalniają czasoprzestrzeń, gdzie niskie basowe brzmienia idealnie uzupełniają kosmiczną, świdrującą elektronikę, jak w „Hopes Up”, gdzie jazzowe pianino w „Pigment” oddaje klimat nocnego klubu muzycznego lat 60. w Nowym Orleanie, w którym muzyka płynie w towarzystwie unoszącego się dymu papierosa, który zastygł w dłoni zasłuchanego odbiorcy. Zresztą po przesłuchaniu H.E.R. czułam się właśnie jak ten gość od papierosa z Nowego Orleanu — zastygłam z uczuciem, że właśnie doświadczyłam czegoś prawdziwego, przez co pięknego — kojącego i drażniącego jednocześnie. Dzielić się swoją muzyką to znaczy dzielić się swoim sercem. Być może dlatego H.E.R. nie odczuwa potrzeby, aby mówić i pokazywać więcej na swój temat. To co najcenniejsze zostało właśnie odsłonięte. Nie potrzeba kropki nad i.

#FridayRoundup: Jessie Ware, Nai Palm, H.E.R., Blu & Exile i inni

W tym tygodniu prym wiodą wokalistki. Nowe albumy jakie zaprezentowały nam dzisiaj Nai Palm, Jessie Ware czy Keyshia Cole, to z pewnością niezwykle oczekiwane wydawnictwa. Ciekawe więc jak w zestawieniu z nimi poradzi sobie debiutująca oficjalnym wydawnictwem — Snoh Aalegra. Rapowe wydawnictwa to prequel genialnego „Below the Heavens” od Blu & Exile oraz Young Dolph, a jeżeli dorzucimy do tego krążek od chłopaków z Boyz II Men, to mamy całkiem przyjemny zestaw premier. Wszystko to do sprawdzenia poniżej.


Glasshouse

Jessie Ware

Island Records

Na trzeci krążek Jessie wielu z nas czekało z utęsknieniem. Ba, bilety na jej niedawne koncerty w Polsce, rozeszły się jak świeże bułeczki. Nie dziwne, że tak wyczekiwaliśmy powrotu pani Ware, w końcu od ostatniego albumu wokalistki minęły już 3 lata i przez ten czas sporo wydarzyło się w jej życiu. Została żoną i mamą. W jak dużym stopniu te doświadczenia wpłynęły na brzmienie nowej płyty? Bardzo chętnie się tego dowiemy. Jak do tej pory poznaliśmy kawałki „Midnight”, „Selfish Love”, „Alone” oraz „Sam”, które jeszcze bardziej zaostrzyły nasz apetyt. Przy Glasshouse, Jessie pomagali m.in. Ed Sheeran, Cashmere Cat czy Benny Blanco, który jest też ojcem debiutu wokalistki. To może wróżyć tylko świetny comeback. — Pat


H.E.R.

H.E.R.

RCA

A oto i ona w całej okazałości. 20-letnia Gabi Wilson, od września zeszłego roku ukrywająca się pod burzą loków i pseudonimem H.E.R., zebrała w całość dwie wydane na przestrzeni minionego roku epki, połączyła błękit i pomarańcz i zaprezentowała się miłośnikom nowego R&B w pełnej krasie — na debiutanckim longplayu. Poza 15 utworami znanymi z przebiegu epek i wydanym przed tygodniem singlem „2” Wilson dokłada do stawki pięć nowych numerów, co daje w sumie 21 piosenek, które zajmą nas na ponad 72 minuty. Wszyscy entuzjaści tegorocznej płyty SZA z pewnością będą ukontentowani. — Kurtek


NeedlePaw

Nai Palm

Sony Classical

Wokalistka wymykającego się wszelkim etykietom australijskiego składu Hiatus Kaiyote nadchodzi z solowym projektem. Czego więc innego możemy się spodziewać, jeżeli nie niespodzianek? Single zapowiadające materiał świadczyły o tym, że w centrum solowego debiutu Nai Palm umieści wrażliwość i delikatność. W programie między innymi nowe wersje znanych utworów i cover Jimiego Hendrixa. Jeżeli nie mogliście się oderwać od tego wokalu, tym razem już nie ma dla was ratunku — zwłaszcza przy obecnych, chłodnych okolicznościach przyrody. — MajaDan


In the Beginning: Before The Heavens

Blu & Exile

Dirty Science / Fat Beats Records

Dziesięć lat temu światło dzienne ujrzał prawdziwy klasyk hip-hopowego podziemia, jakim jest wciąż zachwycający ponadprzeciętną chemią na linii raper producent album Below The Heavens. Autorzy tego rewelacyjnego wydawnictwa — Blu oraz Exile, oprócz trasy koncertowej, która uhonorować ma tę okrągłą datę, przygotowali bowiem krążek In The Beginning: Before The Heavens, będący swoistym prequelem do wspomnianego wcześniej albumu. Podczas bardzo kreatywnych sesji nagraniowych powstało bowiem około czterdziestu utworów, a jak zauważył sam Exile, to, że niektóre z nich nie trafiły w ostateczności na album nie oznacza wcale, że nie były udane. Przekonajmy się więc czy mówił prawdę. — efdote


11:11 Reset

Keyshia Cole

Epic Records

Keyshia Cole przyzwyczaiła fanów do regularnego wydawania nowych albumów co 2, 3 lata. Niezmiennie śpiewa o miłosnych rozterkach, zerwanych związkach i facetach, których kocha, albo którzy nie są jej godni. Na nowej płycie 11:11 Reset artystka dokonała życiowego resetu, związanego z rozwodem ze swoim kilkuletnim partnerem. Podobnie jak Mary J. Blige na krążku Strength of a Woman , Amerykanka wyciągnęła na światło dzienne swoje problemy, publicznie je wyprała i o wszystkim opowiedziała na nowym wydawnictwie. Melodyjnie utwory nie są nużące, jak w przypadku The Point of No Return , ale na pewno nie jest to przebojowe brzmienie Keyshiy z dawnych lat. Fani artystki powinni zainteresować się 11:11 Reset, bo pomimo że nie jest innowacyjne, przyjemnie się go słucha. Z kolei wszyscy nieszczęśliwi w miłości powinni potraktować tę pozycję jako obowiązkową. — Forrel


Super Slimey

Future & Young Thug

Epic Records/Atlantic Records

Krążące po sieci od jakiegoś czasu plotki okazały się być prawdziwe. Future i Young Thug czyli największe gwiazdy na trapowej scenie zaszczycili słuchaczy wspólnym projektem. Super Slimey to coś na kształt wypuszczonego przed dwoma laty What A Time To Be Alive. Czego można się więc spodziewać? Pojawią się na pewno klubowe bangery, autotune w podwójnej dawce, krótko mówiąc nie ma co oczekiwać rewolucji. Bity dostarczyli topowi producenci – Southside, London On The Track, Mike Will Made It oraz wielu innych. Na papierze to wszystko wygląda jak murowany sukces. Jak będzie w rzeczywistości? Pożyjemy, zobaczymy. — Mateusz


Feels

Snoh Aalegra

Artium Recordings

W końcu doczekaliśmy się pełnoprawnego debiutu pięknej Snoh. Wokalistka zaprosiła na niego świeżą, raperską krew. Mamy więc takich gości jak Logic, Vic Mensa, Vince Staples czy Timbuktu (raper z rodzimego kraju wokalistki, czyli Szwecji). Album zawiera 13 kompozycji, w tym singlowe „Nothing Burns Like The Cold”, samplowane przez Drake’a „Time” czy nie tak dawno opublikowane w sieci „Fool for You”. Jeżeli jesteście fanami oldschoolowych brzmień połączonych z nową falą to koniecznie musicie zapoznać się z zawartością tego krążka. — Pat


Thinking Out Loud

Young Dolph

Paper Route Empire

Young Dolph jest żywym dowodem na to, że historia lubi się powtarzać. Żywym, bo po raz drugi udało mu się przetrwać zamach na jego życie. Podobnie jak w przypadku wydarzeń sprzed kilku miesięcy, postanowił spuentować całą sytuację nagrywając kolejny album, tym razem o mniej prowokacyjnym tytule Thinking Out Loud. Dotychczasowe dokonania rapera zapewniły mu solidną pozycję na lokalnej scenie Memphis i umiarkowaną rozpoznawalność na skalę krajową, jednak jego upór i etyka pracy dają nadzieję na rozwinięcie skrzydeł — zarówno pod względem popularności, jak i poziomu muzyki. Najnowsze wydawnictwo rapera zapowiada się obiecująco. Za produkcję odpowiadają m.in. Zaytoven, Honorable C.N.O.T.E., czy niezawodny Drumma Boy, a single, które mieliśmy okazję usłyszeć, w tym “Believe Me” wskazują na nieco głębszy ton całego projektu. Całość najpewniej spodoba się miłośnikom ulicznego i mrocznego trapu, oraz wszystkim, którzy szukają mocnych i bujających numerów w stylu południa — Adrian


Under the Streetlight

Boyz II Men

Sony Classical

Lata lecą, a panowie z Boyz II Men wciąż kontynuują swoją przygodę na muzycznej scenie. Może już nie z takim rozmachem, bez wielkich radiowych hitów oraz pierwszych miejsc na listach przebojów. Zamiast tego trio odhacza kolejne podpunkty z listy rzeczy, które powinny zrobić szanujące się legendy. Under the Streetlight będzie więc kolejnym albumem w dorobku grupy, na którym muzycy zinterpretują klasyczne przeboje z gatunku r&b. Na płycie pojawi się dziewięć utworów w odświeżonych wersjach plus jeden oryginalny kawałek zatytułowany „Ladies Man”. Krążek wzbogacą także głosy gości, wśród których będą Take 6, Brian McKnight oraz Amber Riley. — Mateusz

Nowe EP: H.E.R. H.E.R. Volume 1

HER-Vol.-1

Tajemnica ponoć dobrze się sprzedaje. H.E.R., czyli artystka, której ani imienia, ani nazwiska, ani wizerunku, ani byłego, obecnego czy też przyszłego chłopaka nie znamy, postanowiła wykorzystać tę prawidłowość i wypuścić epkę H.E.R. Volume 1, pozostawiając słuchaczy z wielkim znakiem zapytania w głowie. Na epce usłyszycie siedem utworów zanurzonych w głębokich i basowych brzmieniach r&b oraz otulonych ciepłym i niskim głosem wokalistki. Odtwarzam krążek po raz kolejny i wiecie co, nie mam ochoty przeprowadzać śledztwa, aby poznać tożsamość sprawczyni tych przyjemnych dla ucha dźwięków. Ja się po prostu oddaję słuchaniu.