jmsn

JMSN nagrywa epkę z Ab-Soulem


Gorący news z ostatniej chwili – dla mnie szczególnie ważny, gdyż zarówno JMSN jak i Ab-Soul są autorami bardzo cenionych przeze mnie w tym roku wydawnictw. Obaj artyści pracują aktualnie nad wspólnym, krótko grającym projektem. Na szerszą współpracę wokalisty/producenta z raperami z Black Hippy zanosiło się już od jakiegoś czasu – najpierw Ab-Soul wydał luźny track na bicie od Jamesona, natomiast później sam Jameson wziął udział w nagraniu kilku utworów na najnowszy album Kendricka Lamara. Kiedy dane nam bedzie usłyszeć epkę – jeszcze nie wiadomo. Póki co prezentujemy wspomniany, notabene mocno odjechany, wspólny numer chłopaków.

Nowy teledysk: JMSN „Jameson”


Z teledysku na teledysk coraz mroczniej, dziwaczniej i zarazem – coraz piękniej. JMSN wypuścił kolejny klip promujący jego debiutancki album, bardzo przeze mnie polecany. W ilustracji do pierwszych siedmiu minut otwierających Priscillę artysta odpuścił sobie szokowanie widza żywymi ośmiornicami i sprośnymi wstawkami w stylu Fight Club, a postawił na opowiedzenie krótkiej historii. Krótkiej, ale dosadnej i idealnie wprowadzającej w depresyjny klimat jego albumu.

Recenzja: JMSN †Priscilla†

JMSN

†Priscilla† (2012)

JMSN /White Room Records / Variable Entertainment

Wyobraź sobie rzeczywistość, w której słuchacze są pozbawieni niesłusznej tendencji do pochopnego oceniania muzyki, z którą mają do czynienia. Pomyśl, że z ogromnym zainteresowaniem sięgają po †Priscillę†, nie skreślając z góry artysty-oszołoma próbującego szokować zabawą żywymi ośmiornicami w teledysku (do utworu „Something”).

Wyobraź sobie świat, w którym ludzie nie doczepiają etykiet do płyt i wykonawców. Nie określają JMSN’a białym The Weeknd czy amerykańskim Jamiem Woonem, ale traktują go jako samodzielnego artystę, który potrafił wyciągnąć wnioski z brzmienia płyt wymienionych panów, stawiając kolejny mały krok w rozwoju współczesnego r&b. W takim świecie ludzie nie słuchają wyłącznie oprawy muzycznej i barwy głosu wokalisty, ale przykładają nie mniejszą uwagę do warstwy lirycznej. Doceniają zawarte tutaj kompletne studium bólu, przytłaczające opisy odpływania w depresję i nałogi po ciężkim rozstaniu z tytułową Priscillą.

Wyobraź sobie, że ludzie nie trudnią się wyciąganiem brudu z cudzej przeszłości – nie zwracają uwagi na to, że Jameson jeszcze rok temu pod innym pseudonimem obracał się w zupełnie odmiennej stylistyce, a jedynie widzą przez ten pryzmat ogromny progres jaki uczynił w bogatych aranżacjach łączących zimną syntetykę z żywymi instrumentami. Bez trudu doceniają to, że muzyk bardzo zręcznie przemyca w nowych utworach elementy muzyki trance, odważnie obracając swoją (wstydliwą) przeszłość w atrybut.

Wyobraź sobie świat, w którym słuchacze doceniają muzykę w stopniu, w jakim na to zasługuje. Skoro więc nawet JMSN, w epilogu pełnej żalu i rozpaczy płyty, dziękuje Priscilli za inspirację do tworzenia, to i my powinniśmy być wdzięczni jemu za ten absolutnie niepowtarzalny przekaz muzyczno-emocjonalny.

Nowy album: JMSN †Priscilla†

jmsn-priscilla

Zeszły rok przyniósł nam mnóstwo niespodzianek jeśli chodzi o rewolucjonizowanie r&b. Na czele tych przemian stały oczywiście takie postaci jak The Weeknd, Frank Ocean, James Blake, Jamie Woon. To jednak nie koniec, a możliwe że dopiero początek – takie wrażenie odnoszę, słuchając utworów pana kryjącego się pod pseudonimem JMSN. W porównaniu ze wcześniej wymienionymi pochodzącego z Detroit muzyka chciałoby się nazwać reprezentantem Ciemnej Strony R&B. Bardzo depresyjne, przytłumione brzmienie ozdobione przy okazji fascynującymi teledyskami. Poniżej zamieszczam klipy promujące wychodzący dzisiaj album wokalisty (†Priscilla†). Czytelników o słabych nerwach ostrzegam przed teledyskiem do „Something” – przedstawione w nim sceny są naprawdę mocne.

(więcej…)