Joell Ortiz

Beatnick & K-Salaam wracają z nową płytą

Pamiętacie jeszcze taki duet producencki jak Beatnick & K-Salaam? To ci goście, którzy produkowali wspólną płytę Mursa i Fashawna, a także jedną z płyt Smif-n-Wessun zatytułowaną Born and Raised. Poza tym mają na koncie jedną świetną płytę producencką World Is Ours i wiele remiksów. Teraz wrócili z nowym projektem pod tytułem The Bluest Flame. Gościnnie pojawia się nie byle kto, bo między innymi Talib Kweli, Blu, Joell Ortiz, czy Bun B. Single jakie promowały materiał bardzo zachęcały do sprawdzenia całości, a że duet raczej nie zawodzi, można się spodziewać naprawdę klasowego krążka.

Nowy utwór: Beatnick & K-Salaam feat. Joell Ortiz „Never Follow”

Beatnick i K-Salaam, czyli chyba jeden z najbardziej niedocenionych duetów producenckich ostatnich lat, wypuszczają nową płytę! Krążek zatytułowany The Bluest Flame ukaże się 13 października, więc do premiery zostało jeszcze trochę czasu, ale już teraz można sprawdzać „Never Follow”, drugi już singiel promujący ten materiał. Numer z gościnnym udziałem Joella Ortiza to prawdziwa perełka. Funkowy bit buja jak trzeba, a Joell ze swoim wyrazistym wokalem idealnie się na nim odnajduje. No i jeszcze ten talk box w refrenie. Pierwszym utworem promującym nadchodzący album był „Movin It” z gościnnymi wokalami Tech N9ne’a i Wrekonize’a.

Nowy utwór: Joell Ortiz „God Forbid”

Joell Ortiz ostatnio trochę przycichł, ale nie na długo, bo właśnie ukazał się jego nowy singiel „God Forbid”. Takie numery zdecydowanie lubimy. Mocna produkcja od HeatMakersów i jak zawsze świetny na mikrofonie Joell. Brzmieniowo to po prostu Nowy Jork w pełnej krasie, a tekstowo idealne antidotum na różnej maści mumble raperów. Czyżby szykowała się jakaś płyta? Ostatni większy projekt Ortiza to That’s Hip Hop z 2016 roku.

Reakcje raperów na zwrotkę Kendricka w „Control”

kendrick

Trzyminutowa zwrotka Kendricka Lamara z wydanego wczoraj utworu Big Seana („Control”) zdecydowanie była czymś, na co hiphopowy świat nie był gotowy. Mordercze, niewygodne dla innych rapujących znajomych Kendricka braggadoccio wywołało na wszystkich rapowych forach i fansite’ach burzę dyskusji — choćby na temat tego czy dzieciak z Compton faktycznie może być stawiany na równi z Jayem-ZNasem. Zareagowali również inni mc’s, w tym ci wymienieni w utworze, ale były to raczej wyrazy podziwu dla odważnego kolegi z branży. Bardziej zwrotka zabolała tych, którzy nie zostali wymienieni jako godni konkurenci Lamara. W utworze „South Park” Mickey Factz (nowojorski raper, Freshman XXL, autor świetnego mixtape’u Mickey Maus z 2012 roku) wyraźnie zaczepia Kendricka, przy czym co do czego chowa głowę w piasek („No beef, just lyrical warfare”). Do podobnych reakcji możnaa zaliczyć nowe utwory B.o.B („Your lyrics are wack and emotionally shallow / You lost in my thoughts, you don’t know how to paddle”) i Lupe Fiasco („He’s so crazy, look at the little baby / Nigga you ain’t Nas, nigga you ain’t Jay-Z”). Największy stopień wczucia i oburzenia stwierdzić można w remiksie Joella Ortiza, członka Slaughterhouse. Jego odpowiedź już zdecydowanie trudno zakwalifikować jako przyjacielski sparing, zresztą posłuchajcie sami poniżej (trzech wspomnianych wcześniej tracków również). To jeszcze nie koniec z pewnością.

Recenzja: Slaughterhouse Welcome to: Our House

Slaughterhouse

Welcome to: Our House (2012)

Shady / Interscope

Pomysł na stworzenie grupy z czwórki przeciętnych raperów po trzydziestce, którym solowe kariery po prostu się nie udały, był, delikatnie mówiąc, dziwny. Ryzyko jednak się opłaciło – debiut Slaughterhouse zyskał przychylne opinie słuchaczy rapu, a nad drugim albumem grupy postanowił czuwać sam Eminem.

Zmiana wytwórni przyniosła Rzeźnikom więcej pożytku niż szkody. Co prawda ich brzmienie nieco złagodniało, ale tym samym otworzyły się dla nich drzwi do komercyjnego sukcesu, a singlowe „My Life” z refrenem Cee-Lo jest jednym z najjaśniejszych punktów na płycie.

Mistrz tworzenia klaustrofobicznego klimatu, Marshall Mathers III, nie pozwolił odejść grupie od pierwotnego tonu na dobre. Tytuł albumu brzmi Witajcie w naszym domu i choć członkowie grupy bezsprzecznie tworzą muzyczną familię, nie jest to dom pełen rodzinnego ciepła. Teksty oparte na osobistych przeżyciach raperów są często odzwierciedleniem najgorszych lęków, jakie kryje dusza ludzka. Znajdziemy tu więc rozpaczliwe „Rescue Me”, alarmujące „Flip a Bird” i przygnębiające „Goodbye”. Surowe i zimne podkłady nie są jednak pozbawione odpowiedniego rytmu, na co najlepszym przykładem jest agresywne „Hammer Dance”. Nie da się jednak ukryć, że choć cała czwórka jest niezwykle zgrana, raperom zdarzają się słabsze zwrotki. Słuchacza może również przytłoczyć duża liczba utworów na płycie.

Projektu Slaughterhouse absolutnie nie należy zaliczać do tych oczywistych. Zaangażowanie Rzeźników może nieco zdumiewać, ale solidny materiał jest najlepszym dowodem na to, że ich pasja ma sens. Ich poczynania są w pewnym sensie wyzwaniem, któremu – o dziwo – udało im się sprostać.