jonathan mcreynolds

Playlista: Gospel

gospel

Gospel nie jest gatunkiem muzycznym. Gospel nie jest obrazem falujących kiecek na śpiewakach kościelnego chóru. Gospel nie jest zakonnicą w przebraniu. Gospel jest początkiem. Na okoliczność Soulbowlowego tygodnia gospel przygotowaliśmy playlistę, która, mamy nadzieję, zadowoli zarówno tych, którzy już gospel słuchają i lubią, jak i tych, którzy dopiero chcą tę muzykę zgłębić.


Soulbowl

„I Smile”

Kirk Franklin

(2011)

Ponoć wszystko czego dotknie się Kirk Franklin zamienia się w hit. Dużo w tym prawdy, wystarczy spojrzeć choćby na utwór „I Smile”, który opanował stacje radiowe, playlisty słuchaczy oraz warsztaty gospel np. w Polsce. Trudno ocenić czy za sukcesem tego kawałka stoi kompozycja, aranżacja, warstwa wokalna, czy też tekstowa. Jedno jest pewne – na każdej płaszczyźnie dzieje się uśmiech, radość i zaprzeczenie wszechpanującej beznadziei, co jest chyba wystarczającym powodem do tak ciepłego przyjęcia przez fanów.


Soulbowl

„Shackles”

Mary Mary

(2000)

Numer, który w jakimś stopniu podzielił środowisko entuzjastów muzyki gospel, będący swego czasu jednym z najchętniej granych singli w każdej możliwej stacji radiowej. Ciekawostką jest, że ten debiutancki singiel Mary Mary był ukochanym numerem nieodżałowanej Left Eye i warto dodać, że duet zaśpiewał go na pogrzebie raperki.


Soulbowl

„Alright”

Doobie Powell

(2011)

Doobie Powell nie potrzebuje biegać po scenie jak na lidera zespołu i dyrygenta chóru gospel przystało. Jemu wystarczą klawisze i krzesło, oraz prosty wokal, bez zbędnych ozdobników i emocji, aby zaprowadzić iście gospelową atmosferę. Co więcej, Powell nie boi się łączyć muzyki gospel z elementami jazzowymi, dzięki czemu produkt końcowy jest co najmniej unikatowy, jak np. utwór „Alright”. Dobra nowina i dobra muzyka, czy można chcieć więcej?


Soulbowl

„Fragile Heart”

Yolanda Adams

(1999)

Jedna z najważniejszych artystek gospel, która zręcznie balansuje na granicy uduchowionego brzmienia i świeckich rytmów wpadających w ucho. W pochodzącym z przełomowego dla Yolanda Adams albumu Mountain High… Valley Low utworze „Fragile Heart”, religijne treści i przejmujący wokal artystki zapakowane zostały w przyjazną dla stacji radiowych melodię, a dzięki zatrudnionym przy produkcji beatmakerom, kawałek zyskał również klimat R&B. Chwyta za serce.


Soulbowl

„If He Did It Before… Same God”

Tye Tribbett

(2013)

Tye Tribbett jest trochę piosenkarzem, trochę bandleaderem, trochę muzycznym kaznodzieją, a trochę raperem. Dzięki tej wielokrotnej funkcji z niezwykłą lekkością przychodzi mu mieszanie prawdziwego gospel z rockiem i trapem, co z powodzeniem wykorzystał na swoim ostatnim krążku Greater Than z 2013 roku, który przed trzema laty zasłużenie zdobył statuetkę Grammy dla najlepszego albumu gospel, podczas gdy pochodzące z niego inspirujące „If He Did It Before… Same God” zgarnęło laur dla najlepszego utworu gospel. Panie, Panowie, Tye Tribbett!


Soulbowl

„I Need You Now”

Smokie Norful

(2002)

Są tacy artyści, którzy mogą z nami zrobić co zechcą. Potrafią doprowadzić do euforii, głębokiego zadumania lub też obudzić w nas uczucia, które dawno temu schowaliśmy przed sobą i światem. Do tego zacnego grona zdecydowanie należy Smokie Norful i jego głos wdzierający się do serca słuchacza siejąc tam spustoszenie i oczyszczenie jednocześnie. Artysta opanował sztukę operowania ozdobnikami niemalże do perfekcji. I choć często zbyt duża ilość wokalnych wygibasów jest dla słuchacza męcząca, to w przypadku Smokiego sytuacja ma się zgoła inaczej, ponieważ każdy ozdobnik jest spójny z wyrażaną emocją i interpretacją piosenki, jak np. w „I Need You Now”.


Soulbowl

„Moving Forward”

Israel Houghton

(2009)

Muzyka gospel jak żaden inny gatunek ma w swoich zasobach piosenki na każdą okazję. Niezależnie czy przechodzisz przez depresję, nawrócenie, zakochanie, rozstanie, wygraną w totka, utratę pracy czy życiową hossę, zawsze znajdzie się utwór gospel, który będzie idealnie pasować do zaistniałych okoliczności przyrody. „Moving Forward” w wykonaniu Izraela Houghtona zdecydowanie poleca się na zmiany, nowe etapy, odcięcie się od tego co było, a wszystko w towarzystwie wspaniałej harmonii i aranżacji, oraz wokali, który przyprawiają o gęsią skórkę.


Soulbowl

„One Voice”

Brandy

(1998)

Ojciec Brandy był silnie związany z gospel, a swoją miłość do tej muzyki, zaszczepił oczywiście w córce. Efektem tego były liczne występy małej Norwood w chórach, gdzie zaczynała swoją karierę. Po latach powróciła do tego gatunku na płycie Never Say Never, śpiewając podniosłą balladę „One Voice”.


Soulbowl

„God’s Grace”

Trin-I-Tee 5:7

(2011)

Muzyka gospel często kojarzona jest z wielkim chórem, akcentami na „i” oraz brzmieniem organów Hammonda, co jest oczywiście słusznym skojarzeniem, ale nie zawsze trafnym. Przykładem jest np. utwór „God’s Grace” w wykonaniu Trin-I-Tee 5:7, który równie dobrze mógłby się znaleźć na playliście r&b lat 90. Jeśli zatem za czasów młodości ściany Waszego pokoju były okupowane przez plakaty TLC i Destiny’s Child to ten kawałek zdecydowanie przypadnie Wam do gustu. Smutna wiadomość jest taka, że dziewczyny nie śpiewają już razem, a dobra, że możecie śledzić ich solowe kariery.


Soulbowl

„Lord of the Harvest”

Fred Hammond

(2002)

Jeśli jesteście fanami basowych brzmień, kawałków bogatych w slap i rytmicznych zawijasów, zapewniamy, że Fred Hammond zagości na Waszej playliście na stałe. Charyzmatyczny wokalista, kompozytor oraz, co istotne, basista, stał się jedną ze współczesnych ikon muzyki gospel, a hity takie jak „Lord of the Harvest” opanowały listy przebojów i głośniki gospelowych maniaków. Pozostaje tylko dodać, że Fred Hammond to chodzący symbol groove’u, i niech muzyka sama mówi za siebie!


Soulbowl

„Gotta Have You”

Jonathan McReynolds

(2015)

Jeśli szukacie uduchowionego R&B w starym stylu, ale przepełnionego duchem młodości, wiary i nadziei, to muzyka Jonathan McReynolds, Christ Rep. może być odpowiedzią na wasze wołanie. Piosenkarz buduje swoje piosenki na rhythm&bluesowych i neo-soulowych wzorcach, przekazem odnosząc się bezpośrednio do gospelowych tradycji. „Gotta Have You”, jeden z singli pochodzących z jego ostatniej płyty Life Music: Stage Two współtworzył i wyprodukował zresztą PJ Morton, który sam jest synem uznanego pastora.


Soulbowl

„Earth Song”

Michael Jackson

(1995)

>Król Popu przez wielu swoich fanów nazywany jest także Królem Muzyki, ponieważ oprócz soulu, R&B i popu potrafił także nagrywać przykładowo hity rockowe, hip-hopowe, a nawet ma na swoim koncie przebój gospelowy. To „Earth Song”, nawołujące do ochrony naszej planety. Utwór został w całości napisany i skomponowany przez Michaela, a chór, który naturalnie możemy usłyszeć w tym numerze, to grupa pod przewodnictwem Andraé Croucha (niestety zmarłego na początku 2015 roku). Co ciekawe, to ten sam chór, z którym Jackson nagrał „Man in the Mirror”!


Soulbowl

„Happy”

C2C feat. Derek Martin

(2012)

„Happy” to utwór, w którym 20syl w całości daje upust swoim gospelowym inspiracjom. Wcześniej w ramach Hocus Pocus dawały one o sobie znać w postaci sampli chórków gospelowych w jego bitach, natomiast tutaj uwidaczniają się w całości. Gospel kojarzy się raczej z radością i wydaje mi się, że ten numer idealnie oddaje jego charakter. Uzupełnia go zresztą świetny klip. „Happy” przywodzi na myśl te wszystkie msze w afroamerykańskich kościołach, jakie widzimy w amerykańskich komediach — pastor wygłasza kazanie, po czym chór zaczyna śpiewać swoje, wszyscy wstają z ławek i rozpoczyna się jedna wielka zabawa ku chwale Pana.


Nowy teledysk: Jonathan McReynolds „The Way That You Love Me”

mcreynolds
Jeśli należycie jeszcze do grupy szczęśliwców, która zmaga się z niezliczoną ilością egzaminów, nieprzespanych nocy oraz nieumytych kubków po kawie, to znakomicie wczujecie się w klimat najnowszego teledysku Jonathana McReynoldsa do utworu „The Way That You Love Me”, z krążka Life Music: Stage Two. Rzecz dzieje się na uczelni, gdzie młody artysta wcielając się w postać nauczyciela muzyki gromadzi wokół siebie studentów i ich rozmaite historie, od zdrady po kradzieże. Dobrze widzieć, że niezależnie od tego co się dzieje jest taka przestrzeń, w której można odetchnąć i wrócić na dobre tory, z pełną dobrej energii i nadziei muzyką w tle oczywiście. Niech gospel będzie z Wami! ;)

Recenzja: Jonathan McReynolds Life Music: Stage Two

Jonathan McReynolds

Life Music: Stage Two (2015)

Entertainment One Music

Kiedy w 2012 roku ukazał się album Life Music, nikt nie spodziewał się, że napisany przez ówczesnego studenta krążek zadomowi się na playlistach i w sercach słuchaczy na długi czas, a utwory takie jak „No Gray” czy „Lovin’ Me” będą rozbrzmiewać z głośników amatorów różnych gatunków muzycznych. Z uwagi na to, że minęły trzy lata, warto zrobić rachunek zmian, który prezentuje się następująco — Jonathan McReynolds nie jest już studentem, stał się natomiast ikoną współczesnej muzyki gospel i został pokochany przez przemysł muzyczny, z artystami światowego formatu włącznie. Na jego koncie pojawiło się kilka znaczących wyróżnień (m.in. nominacja do Stellar Award), a jego najnowsza płyta Life Music: Stage Two jest tematem tej recenzji.

Na kolejnym etapie muzycznej wędrówki młodemu artyście z Chicago towarzyszą takie nazwiska jak India.Arie, Israel Houghton oraz Warryn Campbell, których nietuzinkowe głosy i talenty ubogacają zarówno poszczególne utwory, jak i cały album. Jednak to nie znani artyści czynią Life Music: Stage Two płytą, obok której nie można przejść obojętnie, a talent i oddanie Jonathana McReynoldsa, dzięki czemu wszystkie warstwy — muzyczna, tekstowa i duchowa, tak ważne w muzyce chrześcijańskiej, współgrają ze sobą, tworząc spójną i bogatą całość. Trudno nie zgodzić się, że McReynolds jest m.in. artystą gospel, tak samo jak trudno przystać na to, że zaprezentowane na płycie trzynaście piosenek zalicza się tylko do tego gatunku. Otóż utrzymane w delikatnym, akustycznym i popowym brzmieniu „Maintain” znajduje się w sąsiedztwie energetycznych, zatopionych w contemporary christian music „Got My Love” czy „Christ Representers”, gdzie refreny aż proszą się o odśpiewanie przez publiczność na wielkim stadionie. Również bardzo melodyjne i wpadające w ucho „Gotta Have You” lub zarażający pozytywną energią soulowy i bogaty instrumentalnie „Oh!”, które są niczym innym jak materiałem na hity, stanowią kontrast dla ciepłych, otulonych słodyczą i przemyślanymi tekstami ballad, których nie powstydziłby się Jason Mraz („Whole” z Indią.Arie).

Nie bez przyczyny kilka linijek wyżej napisałam, że Jonathan McReynolds jest m.in. artystą gospel. Słuchając drugiego wydawnictwa spod jego ręki, coraz trudniej jest mi się zgodzić z kwalifikowaniem go wyłącznie jako przedstawiciela gatunku, bo zaprezentowany repertuar, choć czerpiący z wielu stylów (o czym można się przekonać w zamykającym płytę „Jesus”), jest wyraźnie zwrócony w kierunku contemporary christian music.

Kolejny krok na muzycznej ścieżce Jonathana McReynoldsa to dowód na to, że ten młody chłopak, który przed trzema laty stał się uosobieniem świeżości i zapowiedzią nowego w muzyce gospel, wszedł na kolejny poziom, na którym jego talent i wiara objawiają się ze zdwojoną siłą. Tylko jedno na pytanie wciąż nie znajduję jednoznacznej odpowiedzi — czy to jeszcze gospel?

Nowy teledysk: Jonathan McReynolds & India.Arie „Whole”

Image2

Jonathan McReynolds zmalował w tym roku naprawdę ładną płytę utrzymaną gdzieś pomiędzy gospel a współczesnym R&B. Z tego krążka pochodzi m.in. znakomity duet piosenkarza z Indią.Arie „Whole” bardzo wyraźnie utrzymany w klimacie starszych nagrań artystki. Natchniona kolaboracja doczekała się właśnie teledysku, a dwójka artystów już w grudniu wyruszy we wspólną trasę koncertową po USA. Posłuchajcie poniżej, warto.

Eklektik Session: Boxed