karma stewart
Dobra Karma

Fanem tzw. brzmienia Detroit byłem praktycznie od zawsze. Nie pamiętam co było pierwsze, czy Slum Village z „Fantastic vol.2” czy „Like Water for Chocolate” Common’a – magia produkcji J-Dilli (wtedy jeszcze Jay Dee) rozłożyła mnie na łopatki. Potem poznałem Black Milk’a i kolejny cios. Następnie przyszedł czas na Platinum Pied Pipers (Waajeed i Saadiq, nie mylić z Raphael’em) z krążkiem „Triple P”. Brzmienie już trochę inne, ale jednak dalej sprawiało, że włos się jeżył na głowie. Nie wiem co jest w nim takiego, może minimalizm, może surowość, może charakterystycznie ułożenie bębnów – trudno mi powiedzieć. Zawsze jednak czekam z niecierpliwością na kolejną produkcje spod znaku D.
