kayax

Elektronika, rap i jazz na debiutanckim albumie zespołu Cukier

19 czerwca swoją premierę miał debiutancki album zespołu Cukier, który na początku bieżącego roku związał się kontraktem fonograficznym z wytwórnią Kayax. Wydawnictwo powstało w wyniku wiecznych muzycznych sprzeczek i tarć pomiędzy tworzącymi zespół – Bartkiem Caboniem i Amkiem Krebsem. Warstwa tekstowa to, pomimo jej abstrakcyjności, zbiór opowieści, które wydarzyły się naprawdę i pośrednio lub nie dotyczą chłopaków. Każdy utwór to osobna historia – od dubajskich dziewczyn i dekadenckiego świata skupionego wokół pieniędzy, przez historie i przygody miłosne, po obnażający konsumpcyjny tryb życia rymowany pastisz.

Muzyka to mieszanka wielu gatunków – znajdują się tu mocne, basowe bangery niszczące głośniki w każdym aucie, numery do założenia białych rękawiczek i przetańczenia całej nocy czy oldschoolowe beaty, przez które spodnie same się opuszczają w kroku. Różnorodność wydawnictwa jest przy okazji jego siłą i elementem charakterystycznym w twórczości duetu. Na albumie znajduje się więc 12 bogatych brzmieniowo i tekstowo piosenek, w których każdy ze słuchaczy znajdzie coś dla siebie.

Płytę promuje singiel „Romanse”, do którego powstał bardzo oryginalny, animowany teledysk. „Romanse” to futurystyczna opowieść o tym, jak destrukcyjne może być dążenie do realizacji własnych pragnień. „Romanse” to również zabawa stylem, formą i słowem:

Nowy teledysk: Kroki „Cover Me”

kroki

Kroki robią kolejny krok i wypuszczają przepiękny zimowy teledysk do nagrania „Cover Me” zamykającego ich zeszłoroczny debiutancki krążek. Projekt, tworzony przez trio w składzie: Jaq Merner, Szatt i Paweł Stachowiak, jak sami nam powiedzieli, przyszedł im równie naturalnie co codzienne jedzenie śniadania. Nowy klip, wspólne dzieło reżyserki Doroty Piskor i odpowiedzialnego za zdjęcia Tomka Ślesickiego, to samo w sobie małe dzieło sztuki i jeden z najlepszych teledysków ostatnich miesięcy w ogóle. Obejrzyjcie koniecznie poniżej.

„Ten projekt jest tak naturalny jak codzienne jedzenie śniadania” – Kroki dla Soulbowl.pl

kroki

Od kameralnego koncertu na Sofar, przez festiwal showcase’owy Spring Break i mainstreamowy Open’er, po wydawniczy debiut w rozpoznawalnej wytwórni. Taką właśnie drogę, w nieco ponad 12 miesięcy, przebył zespół Kroki. Poznańsko-wrocławski kolektyw już od samego początku wzbudzał zainteresowanie, sygnalizując drzemiący w nim potencjał. Producent Łukasz „Szatt” Palkiewicz, basista Paweł Stachowiak i wokalista Jaq Merner wspólnymi siłami, w bardzo naturalny sposób, stworzyli bardzo ciekawą fuzję brzmień, które idealnie wstrzeliły się w gusta słuchaczy. 14 października światło dzienne ujrzała ich pierwsza oficjalna Ep-ka zatytułowana Stairs, która wzbogaciła katalog Kayaxu, wyłapującego młodych, zdolnych z naszego podwórka. Tydzień po premierze wydawnictwa i jednocześnie w dniu warszawskiego release party promującego wspomniany materiał, mieliśmy okazję porozmawiać z chłopakami i dowiedzieć się czegoś więcej o ich wspólnym projekcie. Zapraszamy do lektury.

Soulbowl: Jesteście ledwo tydzień po swoim wydawniczym debiucie. Jak pierwsze odczucia, coś się zmieniło od premiery?

Szatt: na pewno mamy więcej pracy, ostatni tydzień to kilka wywiadów, co niekoniecznie też na co dzień się nie zdarza. Dopiero spływają do nas pierwsze opinie ludzi i spokojnie czekamy na szerszy odzew.

Macie już za sobą uczestnictwo w innych projektach. Czym dla was, na przestrzeni tego krótkiego czasu, stały się Kroki?

Paweł Stachowiak: Prawda jest taka, że to jest 100% nas. Ten projekt jest tak naturalny, jak codzienne jedzenie śniadania. Nad niczym się totalnie nie zastanawiamy, to idzie samo, to brzmienie które mamy, i które reprezentujemy, to jest to co czujemy. Kieruje nami pozytywna myśl nad tym wszystkim, plus wsparcie od bliskich, otoczenie i ludzie, którzy są dla nas bardzo ważni.

Szatt: A jeśli już jesteśmy przy ludziach, to po prostu się przyjaźnimy i jest to po prostu więź emocjonalna, która jest bardzo ważna dla nas i ma to duży wpływ na to jak działamy, i co z tego wychodzi.

Jaq Merner: Nic dodać nic ująć. Po prostu lubimy przebywać ze sobą, nie tylko na scenie, ale i poza nią. Jest to dla nas bardzo ważny projekt, dlatego że jesteśmy przyjaciółmi lubimy siebie i swoje towarzystwo.

Ogólnie patrząc na to tak z boku, to może się wydawać, że to strasznie szybko poszło… od Sofar minął chyba niecały rok, a już zaliczacie wydawniczy debiut.

Szatt: Dokładnie rok i to jakoś niedawno. Natomiast rzeczywiście wszystko bardzo szybko się potoczyło, bo zaraz po wypuszczeniu pierwszego numeru w wersji live na Sofarze dostawaliśmy już propozycje kolejnych koncertów i to one nas też zmotywowały do tego, żeby po prostu zacząć intensywniej działać i grać, no i… zaczęliśmy po prostu grać i działać.

Jaq: W pewnym czasie ludzie nas już tak przycisnęli w sprawie płyty, że trzeba coś wydać, więc utwory powstawały na potrzebę koncertów. Później po koncertach była analiza tego wszystkiego i konsekwentnie szliśmy dalej, aż w końcu zdecydowaliśmy się na epkę, żeby pokazać przede wszystkim okres tego szybkiego etapu, który nas napędził do tego, żeby w ogóle poważnie nad tym pracować i nazywać to zespołem Kroki.

Takim przełomem był Spring Break?

Paweł: Przełomem był bardziej Sofar. Bo on pozwolił się nam się lepiej poznać i zjednoczyć.

Jaq: Następny przełom jest chyba dopiero teraz – w momencie, w którym wydaliśmy płytę.

Szatt: Ale pewnie chodzi Ci o to, że rozmawialiśmy wtedy z przedstawicielami kilku wytwórni.

No właśnie chodzi mi o to, że podobno właśnie wtedy najszybciej zgarnął was Kayax

Szatt: Sygnał od nich był już wcześniej, a na Spring Break’u mieliśmy okazje porozmawiać osobiście. Jednak od tej rozmowy minęło sporo czasu, zanim zdecydowaliśmy się w 100%, bo nie ukrywam – mieliśmy wiele propozycji.

A skoro już wywołaliśmy sam Spring Brak, to co ogólnie sądzicie o takiego typu inicjatywach, i jak ważne są one w kontekście autopromocji?

Szatt: Patrząc na ludzi, którzy zagrali już wcześniej na Spring Breaku, to spora część z nich, z osób totalnie anonimowych, w krótkim czasie przebiła się dalej i jest dziś powszechnie kojarzona. Nie wiem czy to jest bezpośredni skutek uczestnictwa w tym festiwalu, ale z pewnością może to być jedna z przyczyn.

Jaq: Jest to też fajne przeżycie dla samych artystów. Sam fakt, że na koncertach pojawia się masa osób, ludzi którzy są głodni nowej muzyki, a Ty masz okazję podzielić się swoim raczkującym projektem, to jest to coś niesamowitego.

Szatt: Warto zaznaczyć też, że pojawia się tam dużo dziennikarzy i ludzi wpływowych, którzy są bardzo opiniotwórczy. To mimo wszystko głównie dla takich ludzi się gra, jeśli ma się coś zmienić, jeśli ma Cię ktoś zauważyć, przekazać to dalej. Oczywiście w tym wszystkim nie zapominamy o roli samych słuchaczy.

Paweł: Spring Break jest fajnym obrazem tego, że ludzie łakną muzyki i szukają czegoś ciekawego, wśród mało znanych artystów.

Czyli jest to ucieczka od podejścia w stylu: muszę coś bardzo dobrze znać, żeby mi się podobało.

Szatt: Z racji tego, że tam pojawia się kilka tysięcy ludzi, na koncerty, które rozsiane są po kilkunastu poznańskich klubach, które są bardzo małe, a do tego są odpowiednie przerwy między koncertami, żeby wszyscy mogli się sprawnie przemieszczać, poznawać jak najwięcej ciekawych artystów i brzmień.

Skoro już nawiązałeś do małych klubów, to ja Waszą muzykę widzę, a raczej słyszę właśnie w takich kameralnych miejscach. Myślę, że w takich okolicznościach brzmi najlepiej. Choć mieliście też okazję zagrać na Open’erze, gdzie zapewne była to trochę inna publika, niż ta spotykana w małych klubach?

Jaq: Na pewno wciąż była to świadoma publika.

Szatt: Paradoksalnie na Open’erze ludzie byli bardzo zaangażowani, bo taki feedback po każdym numerze nie zdarzył nam się dotychczas jeszcze nigdzie.

Przechodząc już do samego wydawnictwa. Na Płycie znalazło się 7 utworów. Czy tak finalnie miało to brzmieć i wyglądać, czy pojawiły się jakieś dyskusje nad ostatecznym kształtem, a może jakieś odrzuty?

Szatt: Więc jeśli chodzi o odrzuty, to… nie można ich nazwać do końca odrzutami, ponieważ są to utwory, które zatrzymaliśmy już na album. Pełny. Długogrający. Teraz mieliśmy taki koncept,
by zawrzeć to w epce i pod taką postacią to wydać. Najważniejsze dla Nas było w miarę spójne brzmienie. Choć oczywiście pojawiły się w międzyczasie zarysy numerów, które okazywały się w naszym odczuciu za słabe, by włączyć je do epki czy tak już przyszłościowo do albumu.

Paweł: Ogólnie warto się po prostu pojawiać na naszych koncertach, gdzie gramy tego materiału więcej i pokazujemy też, w którą stronę jako projekt zamierzamy podążać.

Więc co do utworów, które są zawarte na Stairs, to jaki schemat tworzenia przyjęliście? Od czego tak naprawdę zaczynacie budowanie poszczególnych utworów? Kto pierwszy rzucał pomysłami?

Paweł: Ta praca była totalnie pomieszana, natomiast bardzo często te utwory powstawały tak, że Łukasz narzucał wstępny szkic i do tego się dogrywaliśmy, czyli ja dorzucałem brzmienie mojej gitary basowej, Kuba swój wokal lub odwrotnie, najpierw to Kuba coś dograł, albo w ogóle ja na początek wymyślałem jakąś partię basu, wokół której budowaliśmy kompozycje, także to się zmieniało, działając bez jakiegoś konkretnego schematu.

Jaq: My w zasadzie cały czas wymienialiśmy się jakimiś próbkami, do których dogrywaliśmy poszczególne elementy i to wciąż ewoluowało.

Paweł: Teraz ta praca też się trochę zmieniła, z racji tego, że przeprowadziłem się do Wrocławia i mamy możliwość częstszych spotkań i pracy na miejscu. Niemniej, my wciąż dziesiątki, jak nie setki razy analizujemy to co nagraliśmy, wprowadzamy poprawki i udoskonalamy.

Macie jakieś inspiracje pozamuzyczne?

Szatt: Ja na przykład biegam po mieście z rejestratorem i łapiąc całe otoczenie, słysząc je na słuchawkach, jakby zupełnie inaczej odbierasz to, co dzieje się dookoła. Wiec zgrywając na bieżąco cały ten ambient można fajne rzeczy wyłapać. To bardzo inspirujące, bo wracam do domu, odtwarzam, analizuję i gdzieś tam wplatam z lepszym lub gorszym skutkiem w swoją muzykę.

Kończąc już powoli naszą rozmowę powiedzcie, co dalej? Macie w rękach fizyczną wersję swojego debiutu, zaczynacie coraz więcej koncertować, ale czy myślicie już o kolejnych działaniach? Wspominaliście o długogrającym albumie…

Szatt: Tak, prace nad nim już w zasadzie trwają. Wydając epkę nie odpuściliśmy w żaden sposób, myślimy o kolejnym materiale. Nie jest to co prawda jeszcze jakoś skonkretyzowane, ale chcemy dalej realizować kolejne autorskie pomysły, które stale się pojawiają.

Jaq: Potrzebujemy też przede wszystkim czasu. Jesteśmy świeżo po premierze „Stairs“,  gramy koncerty z tym materiałem, w wywiadach głównie przewija się temat samego wydawnictwa i chyba marzymy już o chwili wytchnienia, żeby zamknąć ten rozdział i zacząć myśleć już nad kolejnymi rzeczami.

A kto waszym zdaniem w najbliższym czasie będzie mógł podobnie jak wy namieszać nieco na scenie i znaleźć więcej zainteresowania wśród rodzimych słuchaczy?

Jaq: Ja bym powiedział, że Bitamina.

Paweł: Zdecydowanie Bitamina.

Szatt: Dokładnie. Obecnie chłopaki pracują nad nowym materiałem i przyznam, że nie mogę się tego doczekać, bo prywatnie uwielbiam ich muzykę. To będzie sztos!

Czyli 3 razy Bitamina. Czekamy zatem, a wam bardzo dziękuję za rozmowę.

Kayax Night na Warsaw Music Week!


Warsaw Music Week ma miejsce w Warszawie już po raz trzeci. Przez cały tydzień(18-27 maja) odbywają się imprezy i koncerty polskich i zagranicznych wykonawców. Tegoroczną nowością jest cykl imprez typu showcase. (więcej…)

Mixfinder!

mixfinder

Dobra wiadomość dla fanów Kayaxu, a przede wszystkim Noviki. Rok po wydaniu niezłej płyty Lovefinder, Artystka zebrała do kupy 16 remiksów utworów z tegoż albumu i postanowiła podzielić się z nami efektami pracy kilkunastu producentów, m.in. Drumza, Rawskiego czy Spoxa. Głośno popieram tego typu przedsięwzięcia, choć nie zawsze przynoszą one pozytywne wrażenia (dla przykładu: remiksy ostatniej (mistrzowskiej) płyty Hey były niezrozumiałe dla mnie i nazbyt ciężkostrawne, ale to już osobna historia). Więcej informacji o Mixfinder TU. Aha! Można jeszcze odsłuchać – w TYM miejscu.

„DoReMiFaSoFa” zaśpiewają wszyscy Sofani

doremifasofa

Od premiery debiutanckiego albumu Sofy zatytułowanego Many Stylez minęło już prawie 3 lata. To wystarczająco dużo czasu, aby fani tego toruńskiego zespołu mogli za nim zatęsknić i z utęsknieniem oczekiwać nowego materiału. Drodzy fani Sofy, Sofy fani oraz inni Sofani, mam Wam do przekazania radosną nowinę – Wasze czekanie zbliża się ku końcowi ! Już 27 marca do sklepów trafi bowiem najnowszy krążek grupy, który będzie nosić tytuł DoReMiFaSoFa i ukaże się pod szyldem wytwórni Kayax. Sofani, szykujcie się zatem na  ten termin. Wasze uśpione przez trzyletni czas soki życiowe mogą wytrysnąć na nowo ! To, co widzicie powyżej, to oczywiście okładka płyty. Na DoReMiFaSoFa mają pojawić się na razie tajemniczy jeszcze goście, a więc nie wiemy, czy chodzi tu o śpiewającego misia pandę czy też oryginalnego Pandę Beara, co zresztą  byłoby nie lada atrakcją. Z naszych informacji wynika także, że zespół nie zamierza poprzestać na graniu tylko czarniawych brzmień. Obok charakterystycznych dla Sofy dźwięków inspirowanych soulem i hip-hopem, grupa rozszerzyła paletę swoich brzmień o mruczenie analogowych syntezatorów i rzężenie przesterowanych gitar. Pełne rezultaty tych muzycznych poszukiwań poznamy jednak wspomnianego już dnia 27 marca, który to będzie dniem historycznym nie tylko dla Sofy, Sofanów, ale także dla Mariah, Fergie, Quentina Tarantino i niejakiej emm z wykrzyknikiem !

Czerwcowi atakują

l_2e0fe13543b8605d2ef6c9cf20fa94be.jpg

O zespole June wspominałam już jakiś czas temu w swoim kąciku zapoznawczym. Dzisiaj informuję Was już konkretnie o premierze ich pierwszej, debiutanckiej płyty zatytułowanej „That’s what I like”, która odbędzie się 12 września. Album wydany jest przez przez wytwórnię Kayax. Kayah nie tylko zaufała muzykom, ale także wystąpiła gościnnie w jednym z kawałków “Be yourself”. Oprócz niej na płycie wystąpi Paulina Przybysz aka Pinawella w piosence “No F No L”. Ostatnio następuje dość dziwna forma promocji, przed oficjalną premierą artyści umieszczają zawartość płyty w internecie, ale tylko do odsłuchu. Pierwsza była Natu. Czerwcowi zrobili tak samo. Wszystkie utwory z nowego albumu są do odsłuchania na ich oficjalnym profilu my space. Moja egoistyczna strona jest oczywiście wniebowzięta, ale nie wiem czy w praktyce to wyjdzie na dobre. W każdym razie zapraszam wszystkich na ich profil, a 12 września do sklepów.  Wszystko podali ze smakiem i fantazją rzadko spotykaną na polskim rynku u osobników płci męskiej.

Jessie Ware - What's Your Pleasure