lead single
Flo Rida po raz kolejny atakuje #1 Billboardu

Flo Rida udowodnił już nam, że nie jest tylko kolejnym sezonowym wynalazkiem jak chociażby Mims (i jego „This Is Why I’m Hot”). Jego poprzedn debiutancki krążek „Mail On Sunday” wyprodukował aż trzy hity, które dotarły do top 20 na amerykańskim Hot 100, w tym multiplatynowe „Low”, które spędziło na szczycie listy aż 10 tygodni. Rok później raper postanowił ugruntować swoją pozycję w showbiznesie i przygotowuje się do wydania drugiego albumu, zatytułowanego „R.O.O.T.S.” (okładka powyżej). Oczywiście jak w przypadku tysiąca innych tegorocznych wydawnictw (w tym także nowego krążka Black Eyed Peas, o którym niżej) jest to skrót od czegoś niezmiernie ważnego i błyskotliwego. W tym przypadku roots mamy rozumieć jako „Route Of Overcoming The Struggle”. Jestem bardzo ciekaw jakie (muzyczne? społeczne?) korzenie może mieć Flo Rida i na ile tytułowe zapowiedzi o „overcoming the struggle” zostaną odzwierciedlone w zawartości krążka. Ostatecznie pierwszy singiel zatytułowany „Right Round” jeszcze bardziej potęguje moje wątpliwości. Kawałek wyprodukowany przez Dra Luke’a zawiera w swoim refrenie dość banalny motyw z powszechnie znanego hitu z lat 80tych „You Spin My Round (Like A Record)”. Co ciekawe utwór już zdążył wskoczyć na pierwsze miejsce listy Hot 100 Billboardu, sprzedając w pierwszym tygodniu wydania rekordową liczbę 636 tysięcy digital downloads i tym samym strącając na drugie miejsce „Low”, które do tej pory dzierżyło największy wynik w tej kategorii z liczbą 467 tysięcy. W tle „Right Round” śpiewa podobno Katy Perry, choć nie wiadomo ile w tym prawdy, bo nie jest wymieniona jako featuring. Teledysk po skoku.
Koniec Black Eyed Peas jeszcze w tym roku!

Spytacie dlaczego koniec? Z dwóch powodów. Po pierwsze, już 9 czerwca tego roku ukaże się kolejny album grupy zatytułowany przewrotnie „The E.N.D.” (co w rozwinięciu ma dać „The Energy Never Dies”). Po drugie w sieci ukazał się właśnie pierwszy singiel z wyżej wspomnianego krążka – „Boom Boom Pow”, który brzmi jak… No właśnie sami dokończcie. Na pewno nie stare dobre B.E.P. z czasów „Bridging The Gap”. Słychać natomiast wyraźnie vocoderowe nawiązania i podążanie tropem „My Humps”. W rozmowie z Billboard.com, przed tygodniem Will.I.Am. ogłosił, że nowy album będzie zdecydowanie bardziej taneczny od poprzednich i po zaledwie kilku dniach opublikował kawałek na swoim blogu. Tak w ogóle gdzie podziali się Taboo i Apl.De.Ap w tym kawałku? Fasolki zdecydowanie zmierzają ku końcowi… Po skoku odsłuch nowego singla.
Joe Budden powraca z drugim krążkiem „Padded Room”

Pamiętacie Joe’go Buddena i jego banger „Pump It Up” wojujący na listach przebojów latem 2003 roku? Po serii mixtape’ów i problemach z wydaniem kolejnego albumu w Def Jam, Budden powraca z nowym krążkiem nakładem znacznie mniejszej wytwórni Amalgam Digital. Następca „Joe Budden” nosi tytuł „Padded Room” (okładka powyżej) i jego amerykańska premiera ma miejsce dokładnie dzisiaj. Krążek pewnie nie sprzeda się tak dobrze jak jego poprzednik, który w USA pokrył się złotem, bo Budden zrezygnował z klubowego wizerunku i postanowił zaprezentować się światu jako prawdziwy emcee z krwi i kości bez owijania w bawełnę, tekstów o niczym, kilogramów zbędnego bling bling etc. Pierwszy singiel „The Future”, w którym gościnnie udziela się The Game to co prawda nadal maintreamowy rap, choć jak widać nie na tyle, żeby choćby być granym w dużych amerykańskich rozgłośniach radiowych. Dla mnie to zdecydowanie pozytywny numer. Na kolejnym małym krążku zostanie w najbliższych dniach wydany inny kawałek „In My Sleep”. Tymczasem ten pierwszy nie doczekał się jeszcze teledysku (a przynajmniej mi nie udało się go nigdzie znaleźć), mimo że takowy był planowany. Na krążku znalazło się w sumie 14 utworów, z których zarówno Budden jak i jego wytwórnia są bardzo zadowoleni. Mimo to album zbiera raczej niezbyt pozytywne opinie i raczej przejdzie niezauważony. Cóż… showbiznes. Po skoku do odsłuchu pierwszy singiel „The Future”.
Szaleńczy Lil Wayne i dwa nowe albumy w 2009

Miałem nie lada problem, aby jakoś zatytułować ten post bez używania angielskich zwrotów, bo w końcu ile można, skoro żyjemy w Polsce. Ostatecznie wyszło kiepsko, ale mam nadzieję, że wynagrodzę Wam to zawartością. Nie są to co prawda żadne szczególnie świeże informacje czy coś, o czym pilni muzyczni obserwatorzy by nie wiedzieli, ale o Weezy’m nie pisujemy prawie w ogóle i po jego czterech Grammy, w tym za najlepszy rapowy album za „The Carter III” uznałem, że warto. Wayne natomiast nie próżnuje i w 2009 ma zamiar wydać dwa nowe albumy…
Guess who’s back?

Zastanawiacie się kim jest ten facet ze zdjęcia powyżej? Twarz wydaje się znajoma, ale jednak żadnym sposobem nie udaje się Wam powiązać jej z jakąś konkretną personą? Zdaje się, że większość zapomniała już o naszym dobrym hip-hopowym znajomym, ukrywającym się po wiele mówiącym pseudonimem Eminem. Trudno uwierzyć w dwie rzeczy – że ten facet, kiedykolwiek grał czarną muzykę i że naprawdę jeszcze istnieje. Mnie ponad wszystko zaszokował właśnie fakt jego obecności, wydawało mi się, że dzień długo zapowiadanego powrotu nigdy nie nastąpi. A jednak wraca. Przez wielu uwielbiany, przez innych znienawidzony, ale jednak ważny gracz na hip-hopowym poletku początku obecnej dekady. Fenomenem zdaje się być fakt, że po tylu latach niebytu nadal ma na tyle wiernych fanów, aby w ciągu zaledwie dwóch tygodni od wydania nowego singla zdobyć szczyt Billboardu. Bo oto w datowanym na jutro notowaniu amerykańskiej listy, raper i jego kawałek „Crack a Bottle” z gościnnym udziałem Dra Dre i 50 Centa, awansuje z #78 na #1. Oczywiście wszystko dzięki digital sales i rekordowej liczbie 418 tysięcy sprzedanych empetrójek w pierwszym tygodniu. Cyfry robią wrażenie, a kawałek? Nie liczcie, na to, że Eminem się zmienił. To ten sam pełen życiowego pesymizmu rap z ziarnem nienawiści. Nie mniej jednak Em odkrywa tu nieco inną jakość, to już nie ta sama komercyjna papka rodem z „Encore”, którą serwował nam w ostatnich latach, zanim zrobił sobie przerwę. Utwór brzmi undergroundowo. Nadal jest to mainstream, ale z dużą dozą hip-hopowej prawdziwości. Mimo wielu wątpliwości, zapowiada się lepiej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
Najbardziej jestem ciekaw min tych wszystkich dwunastolatków od Rihanny i Katy Perry, kiedy zobaczą, co okupuje szczyt Billboardu. Myślicie, że te dzieci jeszcze kojarzą Eminema? Na pewno nie zrozumieją niewątpliwie otaczającego go „kultu fanowskiego” na podstawie tego, nie ukrywajmy, przeciętnego komercyjnie, kawałka. Jeśli jeszcze nie słyszeliście, o co tyle zachodu, odsłuch czeka na Was po skoku.
Kolejny „pierwszy singiel” Big Boi’a

Big Boi jest jednym z tych nieszczęśliwców, którzy poddali się tendencji wiecznego przekładania premiery swojego krążka i wydawania po kilka „pierwszych singli”, aż ostatecznie żadnego kolejnego. Nie wiadomo kiedy ukaże się długo zapowiadany „Sir Lucious Left Foot: The Son of Chico Dusty”, obecnie oficjalna data wydania to „kiedyś w tym roku” – bardzo konkretnie. Nie rozumiem tylko dlaczego tak ciężko jest od razu wydać na początku dobry kawałek i konsekwentnie go promować? Wg filozofii wielu lepiej jest trwonić pieniądze na kolejne teledyski i promocję kilku słabych kawałków, a później narzekać na niedobrą wytwórnię. No więc Big Boi wydaje właśnie kolejny, po „Royal Flush” i „Sumthin’s Gotta Give” z Mary J. Blige, „pierwszy singiel” – kawałek „Ringtone”. To niestety jeszcze jeden dowód na to, że Big Boi solo nie istnieje jako artysta i bez Andre to już niestety nie to samo. Jest co prawda lepszy od dwóch poprzednich, ale raczej nie skazany na sukces. Utwór po skoku.
Oficjalna premiera pierwszej suity „Metropolis” Janelle Monáe w sierpniu!

No i stało się! Już 12 sierpnia tego roku świat usłyszy o Janelle Monáe, a wszystko za sprawą Bad Boy Records, które właśnie wtedy wyda reedycję jej debiutanckiej ep-ki: „Metropolis: Suite I – The Chase”. Wydanie nazywać będzie się „The Chase Suite (Special Edition)” i zawierać dwa dodatkowe, wcześniej niewydane utwory – „Smile” i „Mr. President”. Ponadto wydanie otrzyma zupełnie nową, ale utrzymaną w podobnej konwencji do pierwszej wersji, okładkę. No i najważniejsze: pierwszym singlem nie będzie (niestety) przebojowe „Violet Stars Happy Hunting”, ale niespodziewane „Many Moons”. To do tej pory chyba najmniej lubiany przeze mnie utwór Janelle, i to nie tylko z pierwszej suity „Metropolis”. Teledysk do utwory podobno został już nakręcony w Los Angeles. Mimo wszystko jaram się! Poniżej jeszcze tracklista, okładka oczywiście w górnej części postu.
Tracklista:
1. March Of The Wolfmasters
2. Violet Stars Happy Hunting!
3. Many Moons
4. Cybertronic Purgatory
5. Sincerely, Jane
6. Smile
7. Mr. President
New video: T.I. – No Matter What
The King’s back! Po wielu problemach z prawem, T.I. wraca po przerwie na scenę z nowym materiałem. Pierwszym singlem zwiastującym Paper Trail (którego premierę przewidziano na 2 września) jest kawałek No Matter What, który jest zdecydowanie przyzwoitym pierwszym singlem, mimo, że nie jest to co prawda What You Know czy Big Thangz Poppin’. Sam klip jest dość retrospekcyjny i daje nam do zrozumienia, że T.I. był, jest i będzie na scenie rapowej niezależnie od wszystkiego.
New video: Usher – Love In This Club
Nareszcie jest, nowy Uszatkowy klip do najnowszego singla artysty „Love In This Club”! Jak już wspominałem w teledysku można oprócz Ushera dostrzec m.in. Keri Hilson (która zresztą wygląda niesamowicie), Diddy’ego czy Kanye’go West’a. Przy okazji promocji tego kawałka Usher pokusił się o minifilmik fabularny zapewne luźno inspirowany reedytowanym w tym roku „Thriller’em” Jacksona. Całemu klipowi towarzyszą mniej więcej podobne sceny z Usherem robiącym orgazmatyczne miny, wyginającą się jak wąż Keri i nieco naciąganą atmosferą grozy, spowodowaną zapewne tym, że Uszatek przesadził nieco z używkami i teraz co jakiś czas widzi wspomnianą już wyginającą się Hilsonównę. Na końcu oczywiście mamy układ w wykonaniu U, później punkt kulminacyjny, czyli zbliżenie między głównymi postaciami, a samo zakończenie już zupełnie przywodzi na myśl Jacksonowski „Thriller”. Pointa jest taka, żeby nie ćpać, bo może się komuś przywidzieć coś więcej niż tylko jedna laska tańcząca w klubie.
Uszatkowy album przesunięty o 2 tygodnie wcześniej!

Państwo od marketingu i promocji naszego Uszatka stwierdzili, że data 10 czerwca jest zbyt odległa przy sukcesach jakie w tej chwili odnosi jego najnowsza pieśń „Love In This Club”. W związku z tym premiera krążka została przesunięta od dwa tygodnie do przodu na 27 maja. Nowy album zatytułowany „Here I Stand” ukaże się za pośrednictwem LaFace/Zomba. W Polsce wyda go prawdopodobniej jak poprzednie wydawnictwa BMG.
W tym tygodniu wyprodukowany przez Polow Da Dona „Love In This Club” na amerykańskim Billboard Hot 100 pozostaje niezmiennie numerem #2 (za „Touch My Body” Mariah Carey). Na liście Hot R&B/Hip-Hop Songs natomiast, awansuje z #2 na #1 pokonując „I Remember” Keyshii Cole. Premiera teledysku do nowego singla Ushera została zapowiedziana na 7 kwietnia, czyli za 4 dni i będzie miała miejsce na antenie MTV. W klipie pojawią się (oprócz Ushera) m.in. Keri Hilson, Diddy i Kanye West.
Poza dobrymi wieściami z amerykańskiego rynku, w Wielkiej Brytani „Love In This Club” zadebiutowało w tym tygodniu na #19 oficjalnej listy przebojów. Bez klipu i fizycznego singla to bardzo dobry wynik. Mam nadzieję, że również tam uda mu się zdobyć szczyt, a fizyczny release szybko wyjdzie i będę mógł go nabyć i postawić sobie na półce ^_^
