margaret

Margaret i Kara sprzedają pierwszy (kobiecy) drill w Polsce

Margaret rozlicza się ze swoją celebrycką personą

Mimo tego, że już 8 lat temu Margaret swoim (grubo przegiętym jak na ówczesne standardy polskiego mainstreamu) teledyskiem do „Thank You Very Much” odsłoniła trochę swoje intencje odśrodkowego rozmontowywania szarej i miałkiej polskiej popeliny, tego co się wydarzyło na najnowszym singlu wokalistki (raperki?) nie mieliśmy szanse przewidzieć. Po eksperymentatorskim, dream-trapowym „Bajkał” w trio z najlepszą wokalistką w Polsce (Kachą Kowalczyk) i najważniejszym polskim producentem zeszłego roku (1988 z nieodżałowanych Synów), Margaret postanowiła wbić szpilę swojej matczynej scenie singlem „Antipop”, dosyć jednoznacznie kończąc z wizerunkiem sopockiej celebrytki.

Muzycznie Margaret sięga po drillowe patenty produkcji KaCeZeta mieszające brytyjską i nowojorską szkołę, największe mięso dzieje się jednak w warstwie tekstowej. Raperka robi przelot po backstage’ach i kulisach pruderyjnego, przaśnego (na pierwszy rzut oka) światka jarmarcznych celebrytów. Opowiada o gęsto sypanej ćpalni odbywającej się za kurtynami festiwali (festynów) w Opolu i Sopocie i sama przyznaje się do partycypowania ich, podkreślając jednak jak teraz próbuje odciąć się od tego światka. To bardzo odważne i otwierające oczy na trzewia pobłażliwie kiczowatych imprez sygnowanych białym zębem Krzysztofa Ibisza i logotypem Apartu. Najbardziej szokuje jednak dobór gościnnej zwrotki, gdyż ex-gwiazdce TVP towarzyszy Kara, orędowniczka polskiej hardej osiedlówy pchająca w eter tradycje polskiego truskulu inspirowanego klasykami takimi jak Rychu Peja. Rzuca w stylowym dla siebie, nieokrzesanym i chaotycznym stylu brudne, szczere wersy o narkotykach, które ryją głowę dzieciakom z blokowisk. Puenta jest jedna- narkotyki są wszędzie i wszędzie równie mocno gniotą. Dziewczyny spotkały się zatem w połowie drogi, Margaret w kryzysie swojego gwiazdorskiego wizerunku, Kara zaś pnąc się ku rapowej karierze.

Jest to kolejny (po wspomnianym „Bajkale”) duet babsko-babski w Polskim rapie, który osiąga coraz większy rozgłos. I choć zeszłoroczne „WAP” Carti i Megan wzbudzało radykalnie różne reakcje, od szczytów list najlepszych singli roku po zarzuty o obrazoburczość (not gonna lie, sami w redakcji zażarcie dyskutowaliśmy na jego temat), to sam gest sztamy jajników, który wykonały dwie raperki będące u szczytu mainstreamowej rozpoznawalności, wydaje się inspirować kobiecy rap, trap i drill do kolejnych kroków. I bardzo dobrze, może dziewczyny uratują tą podupadłą, monotematyczną scenę polskiej rapgry.