marvin gaye

#FridayRoundup: Marvin Gaye, Shafiq Husayn, Lion Babe, Quelle Chris i inni


Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Z każdym tygodniem na naszą plejlistę wpada coraz więcej świeżych tytułów, więc przygotujcie się na srogą dawkę nowych muzycznych przeżyć — wśród nich nowa odsłona legendarnych nagrań Marvina Gaye’a, długo wyczekiwany Shafiq Husayn, świeże nagrania Lion Babe czy rewelacyjna solówka Quelle Chrisa.


(więcej…)

Zaginiona płyta Marvina Gaye’a w marcu

To nie byle jaka rzecz! 29 marca, kilka dni przed rocznicą 80 urodzin Marvina Gaye’a, po raz pierwszy w całości usłyszymy zaginioną płytę piosenkarza You’re the Man z 1972. Krążek został nagrany podczas sesji w Detroit i Los Angeles w 1972 roku, czyli u szczytu artystycznego Gaye’a, zaraz po wydaniu What’s Going On, ale żaden z zarejestrowanych utworów poza tytułowym singlem nie został wówczas oficjalnie wydany. Ostatecznie przez lata większość materiału upubliczniono na różnego rodzaju kompilacjach, ale nowe wydawnictwo będzie zbierało je wszystkie razem. 15 spośród 17 numerów na krążku będzie miało też swoją premierę na winylu. Trzy z nich to nowe miksy Salaama Remiego — w tym promujący wydawnictwo „My Last Chance”, który w latach 90-tych doczekał się radiowego quiet stormowego remiksu, a dopiero w 2001 roku trafił na jedną z kompilacji artysty w oryginalnej wersji. Poniżej tracklista i nowy miks „My Last Chance”.

https://www.youtube.com/watch?v=WeRw55wTPWU

Tracklista:
1. “You’re the Man”
2. “The World Is Rated X”
3. “Piece of Clay”
4. “Where Are We Going?”
5. “I’m Gonna Give You Respect”
6. “Try It, You’ll Like It”
7. “You Are That Special One”
8. “We Can Make It Baby”
9. “My Last Chance” (Salaam Remi mix)
10. “Symphony” (Salaam Remi mix)
11. “I’d Give My Life for You” (Salaam Remi mix)
12. “Woman of the World”
13. “Christmas in the City” (instrumental)
14. “You’re the Man” (Version 2)″
15. “I Want to Come Home for Christmas”
16. “I’m Going Home (Move)”
17. “Checking Out (Double Clutch)”

Nowy utwór: TLC „It’s Sunny”

Nowy utwór TLC Its Sunny

Za ponad miesiąc odbędzie się premiera najnowszego i ostatniego albumu TLC. Rzesza fanów czeka na kawał dobrej muzyki od dziewczyn, jednak odkąd zabrakło Lisy, Chilli i T-Boz idą raczej w kierunku popu, niż R&B i hip-hopu. Poza tym, mam nieodparte wrażenie, że ktoś tu chyba liczy na dużą sprzedaż wydawnictwa, wypuszczając komercyjne kawałki. Kto kocha, ten kupi, ale nie jest to już TLC. Na potwierdzenie moich słów prezentuję nowy singiel grupy „It’s Sunny”. Wakacyjna i radosna kompozycja zbudowana na samplu kawałka „Sunny” Marvina Gaye’a, kowerowana później przez jedną z najbardziej słonecznych grup, czyli Boney M, idealnie wpasowuje się w klimat, który obecnie panuje za oknem. Pozytywne wibracje do odsłuchu poniżej. Szykujcie się na wakacje.

Winylowa epka Marvina Gaye’a na 45-lecie What’s Going On

marvin

Wydawałoby się, że w temacie klasycznego What’s Going On Marvina Gaye’a z 1971 powiedziano i wydano już wszystko. Okazuje się jednak, że niezupełnie. Na 45-lecie wydania klasycznego albumu Motown przygotowało specjalną winylową epkę, na której poza oryginalnymi numerami z wydanego przed laty singla trafią dwa zupełnie nowe miksy — akustyczny „Coffeehouse Mix” przygotowany przez znakomitego inżyniera dźwięku Russella Elevado oraz wersję z dogranymi wokalami BJ’a the Chicago Kida. Ryzkowne, ale czekamy. premiera jeszcze dziś. Płytę możecie zamówić tutaj.

Tracklista:
A1. „What’s Going On” (original mono single)
A2. „God Is Love” (original mono single)
B1. „What’s Going On” (duet with BJ the Chicago Kid)
B2. „What’s Going On” (Coffeehouse Mix)

Soul music fashion – moda w muzyce

fashio_soulModa i muzyka, to dwa nierozłączne terminy. Jedno od zawsze uzupełnia drugie, dlatego nie sposób nie wspomnieć o muzycznych ikonach stylu. Będzie to subiektywny przegląd artystów czarnej muzyki, którzy lubią lub lubili bawić się modą. Niektórzy podchodzili do niej zbyt poważnie, inni luźno odkrywali swój styl. Nie zabrakło ojca chrzestnego soulu, bardzo popularnej grupy żeńskiej z lat sześćdziesiątych, neo-soulowej artystki o nieprzeciętnym imieniu, a także stylowego nieokrzesańca. Jeżeli interesuje was połączenie mody i muzyki, to zapraszam do lektury.

 

The Supremes

Swoją działalność żeński kwartet rozpoczął w 1959 roku pod inną nazwą, a mianowicie The Primettes. Szybko jednak przemianowano grupę na The Supremes. Dziewczyny w latach sześćdziesiątych były najbardziej znanym i najbardziej komercyjnym dzieckiem labelu Motown. Szyk i elegancja królowały na scenie wraz z delikatnym, jak na czarnoskórą kobietę, wokalem frontmanki Diany Ross. Grupa stworzyła uznany w tamtych czasach styl wzorowany na doo-wopowym zespole Frankie Lymon & the Teenagers. Dystyngowany wygląd sceniczny rodem z musicali, w połączeniu ze wspomnianym wcześniej wokalem liderki i chwytliwymi utworami wyniosły The Supremes na szczyt list przebojów, zdobywając 12 numerów jeden listy Billboard Hot 100. Któż nie zna takich hitów jak podniosłe „Stop! In the Name of Love” czy miłosne „Baby Love” oraz chwytliwe „You Keep Me Hangin’ On”. Jako pierwsza czarnoskóra grupa popularyzowała kobiecy image, a należy pamiętać, że w ówczesnym czasie wciąż panowała segregacja rasowa. Na zespole wzorowano film SparkleDreamgirls. Do ostatniego powstała okładka do soundtracku z wierną kopią okładki Craem of the Crop z 1969 roku. W 1970 roku odejście z zespołu ogłosiła Diana Ross, która zajęła się karierą solową. Styl girlsbandu można określić jako pełen elegancji, bardzo kobiecy i glamour.

The Supremes „You Keep Me Hangin’ On”
 


James Brown

„Ojciec chrzestny” soulu uznawany jest za Boga stylu. Publiczność oszalała na jego punkcie gdy w 1966 roku wystąpił w telewizyjnym show z utworem „I Feel Good”. Pokazał się wówczas w kolorowym garniturze i warstwowej koszuli. Od tamtej pory eksperymentował, a jego ubiory stawały się coraz bardziej odważne i jaskrawe. Do swojego wizerunku dodawał pelerynę, zapinane na zamek kostiumy, a koszule rozpinał szeroko, by wodzić damską część publiczności. Gdy nastała era flower power Brown wprowadził kwieciste motywy. Do ostatniej chwili udowadniał na scenie, że nie stracił swojego poczucia stylu.

James Brown „I Feel Good”
 


Marvin Gaye

Nazywany jest „dzieckiem soulu” i „księciem Motown”. Jeden z najbardziej nieśmiałych artystów uchodzi za prawdziwą ikonę stylu. Dzięki nienagannie skrojonym stylowym garniturom i eleganckiemu wizerunkowi oraz przepełnionych romantyzmem soulowym balladom jak w „That’s The Way Love Is” rozkochał w sobie rzeszę fanek. Jako osoba niezwykle zaangażowana społeczno-politycznie zamienił swój wizerunek seksownego romantycznego wokalisty na buntowniczego człowieka klasy pracującej, wprowadzając do swojej garderoby dżinsy denim, flanelowe koszule, skórzane kurtki i awiatory. Zyskał wtedy uznanie stając się głosem ludu, a jego album What’s Going On podbił czarne listy przebojów. To dziś pozostaje inspiracją dla wielu artystów.

Marvin Gaye „Let’s Get It On”
 


Missy Elliott

Najbardziej znana raperka, która niedawno powróciła z nowym singlem, ma się dobrze, ubiera się w hip-hop i ciągle dba o swój styl. Ale nie w sposób przesadzony. Nie trzyma się sztywno ustalonych trendów. Nigdy nie zamierzała wyglądać sexy czy nawet bardzo fajnie. Jako przedstawicielka streetwearu, styl uliczny przeniosła do mody i wraz z albumem Respect ME! rozpoczęła współpracę z firmą Adidas, wprowadzając na rynek swobodne i wygodne dresy, buty sportowe i czapeczki. Zwinnie przemyciła luźny styl Supa Dupa Fly z lat dziewięćdziesiątych do początku XXI wieku, przez co świat poznał unowocześniony denim, workowate kombinezony i kolorowe skóry.

Missy Elliott „The Rain”
 


India.Arie

Jest jedną z nielicznych artystek, która udowadnia, że nie tylko seks się sprzedaje. Pojawiła się na rynku muzycznym we właściwym czasie, kiedy ludzie spragnieni byli autentyzmu. Pomimo oskarżeń o rozjaśnienie skóry na okładce jej najnowszego albumu Songversation, bez skrępowania celebrowała swój kolor skóry i naturalne piękno. Na dwóch pierwszych płytach Acoustic Soul oraz Voyage to India pozostawała wierna swoim korzeniom i prezentowała ubiory inspirowane kulturą afrykańską, jak w „Brown Skin” czy „Can I Walk With You”. Pozostając wierną muzyce soul, wraz z każdym projektem muzycznym, który stawał się nieco bardziej dojrzały i komercyjny, ewoluował również jej styl. Afrykańskie kostiumy zastąpione zostały codziennymi stylizacjami („I Am Not My Hair”), a później kreacjami ze szczyptą smaku i elegancji. Niezmienny pozostał turban na głowie artystki. Jak bardzo zmieniałby się wygląd India.Arie, to nie zatraca się ona w modowym snobizmie, a jej ubiór nie jest pustą demonstracją marki.

India.Arie „Can I Walk With You”
 


Goapele

Jedna z najlepszych neo-soulowych wokalistek o charakterystycznym mglistym wokalu. Artyści tego gatunku wyróżniają się indywidualnością, odmiennością i dystyngowanym stylem. Prowadzą zazwyczaj organiczne życie zgodne z naturą. Południowoafrykańskie korzenie dały artystce nieprzeciętną urodę. Od początku kariery nie ugina się ona pod presją panujących trendów muzycznych i nie boi się eksperymentować. Jako wykształcona i silna kobieta walczy o prawa człowieka na różnych płaszczyznach. Szeroka działalność nie przeszkodziła jej zaangażować się w promocję firm odzieżowych wspierających ochronę środowiska. Przy współpracy z firmą odzieżową Wildlife Works zaprojektowała T-Shirt wyprodukowany metodą niskiej emisji dwutlenku węgla. Celem jest wsparcie projektu ochrony dzikich zwierząt i lasów w Południowo-Wschodniej Kenii. Styl Goapele, jej oryginalne i kolorowe stroje z afrykańskimi elementami zostały dostrzeżone przez japońską firmę odzieżową Uniqlo, dzięki czemu została ona ambasadorką firmy. Przez jej teledyski przewijają się eleganckie sceny z wpływami afrykańskiej kultury i dzikiej przyrody. Nie sposób przejść obok jej pomysłowych wizualizacji i kreatywnych stylizacji i fryzur. Przekonajcie się poniżej.

Goapele „Closer”
 


Kanye West

Obok kontrowersyjnego zachowania i zadziornego charakteru Kanye ma również oryginalny styl. Nie zawsze jego wizerunek był taki, jaki widzimy obecnie. Chociaż nosząc luźne spodnie dresowe, zbyt obszerne koszulki polo i mnóstwo świecidełek można powiedzieć, że również był ikoną stylu, ale złego. Teraz jest doradcą modowym swojej żony, projektuje ubrania, a jego marka i wizerunek jako projektanta jest równie silny, jako artysty.

Kanye West „Love Lockdown”
 


Janelle Monáe

Zszokowała rynek modowy pokazując się w presleyowskiej fryzurze i ubraniach przeznaczonych głównie dla mężczyzn. W jej wizerunek na dobre wpasowały się smokingi z minionych epok, plisowane koszule, szelki i ciasno dopasowane spodnie. Swój równie oryginalny styl muzyczny przeniosła na siebie zacierając granice między modą męską a damską. Jak sama powiedziała „Nie wierzę w męskie ubrania lub damskie ubrania, po prostu lubię to, co lubię”.

Janelle Monáe feat. Big Boi „Tightrope”
 

Robin Thicke i Pharrell przegrali z rodziną Marvina Gaye’a

blurred

Jedna z największych muzyczno-prawnych afer ostatnich lat oficjalnie dobiegła końca. Mowa o Blurredlinegate, czyli o słynnym oskarżeniu Robina Thicke i Pharrella Williamsa o splagiatowanie przeboju Marvina Gaye’a. Dla przypomnienia: „Blurred Lines” według rodziny zmarłego króla muzyki soul było bezczelną kopią wydanego w 1977 roku “Got To Give It Up”. Chociaż oba utwory mają podobny klimat i instrumentarium, zarzut ten wydawał się być trochę naciągany. Innego zdania był amerykański wymiar sprawiedliwości, który rozstrzygnął wczoraj sprawę na korzyść rodziny Marvina. „Nareszcie czuję się wolna. Uwolniona z łańcuchów Pharrella WilliamsaRobina Thicke’a oraz od ich kłamstw” powiedziała po ogłoszeniu wyroku Nona Gaye, córka zmarłego piosenkarza. Autorzy „Blurred Lines” będą musieli zapłacić Gaye’om 7,3 miliony dolarów, co stanowi prawię połowę ich zysku z piosenki. Muzycy będą mieli nauczkę, ze linia między inspirowaniem się a powielaniem jest dość zamazana (get it?). Na pocieszenie niech pomyślą o Diddym, który do dzisiaj sto procent swoich tantiemów z „I’ll Be Missing You” musi oddawać Stingowi.

Poznaj drugą część projektu Yasiin Gaye

yasiin gayeDoczekaliśmy się publikacji drugiej części projektu Yasiin Gaye, za którym stoi Amerigo Gazeway. Pozytywne komentarze pierwszej odsłony przedsięwzięcia powinny pojawić się również przy okazji odsłuchu The Return: Side Two. Klasyczne zwrotki Mos Defa znalazły podatny grunt na kompozycjach z dorobku legendy Motown Records. Zresztą – koncepcje znacie doskonale, sprawdźcie zatem efekt finalny.

Yasiin Gaye – zapowiedź drugiej cześci

yasiin gaye

Nadchodzi druga część obsypanego pochwałami projektu Amerigo Gazewaya. Lutowa premiera konceptualnego albumu udowodniła, jak fantastyczne efekty rodzą się z połączenia hip hopu i soulu. Zmotywowany Gazeway dokonuje właśnie ostatnich szlifów drugiej odsłony projektu Yasiin Gaye. Póki co, możemy nacieszyć się kolejną reinterpretacją „Travellin Man” Mos Defa oraz sprawdzić wideo promujące. Warto czekać.

Nowe utwory: CJ Hilton „Distant Lover” / „Modest”

457339_459426140764535_600607258_o

Mamy tydzień z Marvinem Gaye’em, więc nie moglibyśmy o tym nie napisać. CJ Hilton wykonuje jeden z jego utworów oraz śpiewa swój własny, poświęcony właśnie temu wielkiemu artyście. „Distant Lover” jest zbliżone do oryginału. 25-letni CJ nie powstrzymuje się przed wyśpiewaniem nawet najwyższych dźwięków, dobrze przypominając nam najlepsze lata w karierze Marvina. Natomiast „Modest” to utwór zadedykowany specjalnie Gaye’owi. Posłuchajmy.

Mos Def x Marvin Gaye – premiera części pierwszej

yasmarvin Zgodnie z obietnicą dostajemy cierpliwie przez wielu wyczekiwany projekt Amerigo Gazawaya. Yassin Gaye jest zestawem kilkunastu utworów, będących zręcznym połączeniem dorobku Mos DefaMarvina Gaye’a.  Wszystko wskazuje na to, że możemy spodziewać się drugiej porcji mashupów. Skupiając się jednak na części pierwszej, która zawiera wyłącznie jeden ze zwiastujących singli, można śmiało wystawić wydawnictwu najwyższe noty. (więcej…)

Nowy utwór: Yasiin Gaye – „Anna’s Love Song” (Soul Mates Tribute)

marvin-gaye-yasiin-anna-gor

Poznajemy kolejny singiel zapowiadający projekt nadzorowany przez Amerigo Gazewaya, Yasiin Gaye. Druga próba zespawania wybiórczego dorobku legendy soulu z charyzmatycznym raperem wydaje się być równie udana, co za pierwszym razem. „Anna’s Love Song” mieści w sobie hołd Marvina dla Anny Gordy Gaye – prywatnie siostry założyciela Motown Records, Berry’ego Gordy’ego („Anna’s Song”) oraz kilkunastoletniego singla (więcej…)

Zmarła Anna Gordy Gaye

anna-gordyy

31 stycznia w wieku 92 lat z przyczyn naturalnych zmarła Anna Gordy Gaye — ikoniczna postać, jeśli chodzi o historię klasycznego soulu.

Anna była starszą siostrą Berry’ego Gordy’ego, założyciela największej w historii wytwórni zajmującej się wydawaniem czarnej muzyki, czyli oczywiście Motownu. Aktywnie wspierała działalność Berry’ego jako producent i jako kompozytor. Brała udział w powtawaniu/wydaniu niektórych wczesnych nagrań Steviego Wondera, Mary Wells, The Originals czy kultowego „Money (That’s What I Want)” Barretta Stronga, który to singiel wydany został w istniejącym wówczas jej prywatnym sub-labelu — Anna Records.

W 1959 roku poznała siedemnaście lat młodszego Marvina Gaye’a, z którym połączyło ją znacznie więcej niż relacja muzyk-producent. Anna nie brała czynnego udziału w powstawaniu wczesnych przebojów wokalisty (dopiero na jego magnum opus — tzn. What’s Going On — napisała dwa utwory), ale z pewnością była jego muzą i przyczyną dla nagrania takich utworów jak „Pride & Joy”, czy „You’re a Wonderful One„. W 1963 roku AnnaMarvin pobrali się, ale to ich rozwód owiany został większą (nie)sławą niż sam kilkunastoletni związek.

Dokumentem i narzędziem rozstania państwa Gaye’ów stał się inny legendarny album Marvina, Here, My Dear. Dla spłukanego wówczas wokalisty jedynym sposobem na finansowe uregulowanie sprawy rozwodowej było nagranie albumu, z którego sprzedaży należności trafiać będą na konto Anny. Mówi się, że Marvin celowo i na złość chciał nagrać album, który będzie miał zerowy potencjał komercyjny i jego sprzedaż z miejsca okaże się klapą. Cel osiągnął, ale pewnie nie przewidywał, że z czasem Here, My Dear osiągnie status pozycji kultowej, najważniejszego konceptualnego albumu w historii soulu, a także idealnego muzycznego studium nad emocjami człowieka  zagubionego we własnym życiu.

Spoczywaj w pokoju, Anna Gordy Gaye.

Nowy utwór: Yasiin Gaye „Inner City Travellin’ Man”

yasmarvin

Wybornie zapowiada się nadchodzący projekt Amerigo Gazeway‚a. Artysta, znany dotychczas z połączenia Fela Kuti i De La Soul oraz The Pharcyde i A Tribe Called Quest, postanowił tym razem zespolić ze sobą dokonania Marvina Gaye‚a i Mos Defa.  Zwiastujący singiel „Inner City Travellin’ Man” brzmi świetnie i rokuje udane wydawnictwo. Do 25 lutego jeszcze trochę czasu, dlatego koniecznie miejcie rękę na pulsie.

Zwiastun filmu biograficznego o Marvinie Gaye’u

jesse
Przyznam szczerze, że nie jestem miłośnikiem fabularyzowanych filmów biograficznych, które zazwyczaj mają to do siebie, że stanowią upiększoną, nieraz sztuczną wersję prawdziwej historii. Nie potrafię być jednak obojętny wobec nadchodzącej biografii jednego z największych artystów (i przy okazji jednego z najbardziej intrygujących skandalistów) muzyki soul. Obraz wstępnie zatytułowany Sexual Healing ma nam przedstawić najbardziej burzliwy okres, czyli ostatnie pięć lat życia artysty. W roli Marvina Gaye’a wystąpi Jesse L. Martin — Broadwayowy i telewizyjny aktor, znany najlepiej z wieloletniej roli w słynnym kryminalnym tasiemcu Law & Order. Jak wyglądają jego predyspozycje do tej roli — sprawdźcie sami w poniższym teaserze oraz na zaprezentowanym powyżej zdjęciu, gdzie Jesse pozuje na Marvina z okładki albumu What’s Going On.

Robin Thicke walczy o prawa do „Blurred Lines”

robin-thicke-blurred-lines-esentrik-remix

Rok 2013 przyniósł Robinowi Thicke nie tylko największy przebój w jego karierze, ale również lekcję na temat tego, że wraz z wielkim sukcesem idą w parze niemałe kłopoty. Dopiero co nie dawno obrzucony został błotem przez feministyczne organizacje, które zarówno w utworze „Blurred Lines” jak i w teledysku do niego zauważyły pochwałę gwałtu (to samo zresztą było z „Take back The Night” Justina Timberlake’a). Teraz pora na problem numer dwa. Parę dni temu rodzina Marvina Gaye’a postanowiła upomnieć się o swoje należności w związku z podobieństwem „Blurred Lines” do „Got to Give It Up” Marvina. Nagrany w 1977 utwór posłużył jako źródło inspiracji do powstania przeboju Robina — sam wokalista wcale tego nigdy nie ukrywał. Nie da się również ukryć, że oba utwory mają bardzo podobne instrumentarium, nie ma tu jednak mowy ani o kradzieży melodii, ani tym bardziej sampla. Obstawiam, że kartą „oba numery brzmią podobnie” rodzina niezapomnianego pana Gaye’a nic nie ugra. Jak to się jednak mówi — niesmak pozostanie. Robinowi z pewnością przykro musi być stawać do walki z familią chyba najważniejszego muzyka w jego życiu. Co ciekawe, to nie jedyny proces o plagiat wokół „Blurred Lines”. Sprawę Thicke’owi wytoczyła również organizacja Bridgeport Music. Według nich źródłem zbyt subtelnej inspiracji było „Sexy Ways” Funkadelic. O ile sprawę z Gaye’em jeszcze rozumiem, tak tutaj to już mamy do czynienia raczej z absurdem i desperacką próbą zarobienia na cudzym sukcesie. O czym tutaj dyskutować skoro nawet sam George Clinton przyznał na twitterze, że nie ma tu mowy o żadnym plagiacie oraz że stoi po stronie Thicke’aPharrella? Dziwna sytuacja, ale chociaż jednak pozytywna rzecz z niej wynikła — miałem okazję napisać na misce o dwóch świetnych trackach z lat siedemdziesiątych.

Wakacyjnie: 8 męskich utworów, które powodują, że kobietom uginają się kolana

summernights1

Inauguracja sezonu urlopowo-letniego już za nami, teraz czas zacząć korzystać z jego dobrodziejstw. Jednym z nich jest dobrze znana i ciesząca się szerokim uznaniem idea „wakacyjnej przygody”. Kto z nas nie przeżył tego przyjemnego uczucia zastrzyku adrenaliny, wiążącego się z wyruszaniem w nieznane, a może z NIEZNANYM/Ą. Panowie tygodniami główkują nad kolejnymi sposobami uwiedzenia płci pięknej, a panie z rozmarzeniem, odgarniając włosy, mają nadzieję na romantyczny rozwój zdarzeń rodem z Pretty Woman. Drodzy Mężczyźni, wbrew pozorom istnieje prosty sposób na zaciągnięcie obiektu pożądania do… Kina? Baru? Na plażę? Gdziekolwiek sobie zamarzycie. Słowo klucz: sprzyjający nastrój. A nic nie tworzy go lepiej niż strategicznie przemyślana, odpowiednia playlista. Bądźmy szczerzy, nic nie wygeneruje takiej ilości dreszczy jak gentelmeni potrafiący wokalem pomóc osiągnąć kobiecie „climax”. Ups. Czyżbym zdradziła jednego z naszych poskramiaczy kobiecych umysłów, serc i ciał? Dodatkowo, wszystkie razem i każdy z osobna stanowią niewyczerpane źródło „pick up lines”. Koniec z „Bolało? Jak spadałaś z nieba?”. Witaj finezjo z przymrużeniem oka. Kolejność bynajmniej nie wartościuje, lecz jakiś porządek w tym letnim chaosie zaprowadzić należy. Plus zdaję sobie sprawę z faktu, że to tylko czubek góry lodowej, ale od czegoś trzeba zacząć.

1. „Feel Like Makin’ Love” D’Angelo

„When you talk to me (…) that’s the time I feel like making love to you”

Mimo, że nie posiada na koncie niezliczonych albumów i setek utworów, to jego dwa krążki (wkrótce i trzeci) w zupełności wystarczą do stworzenia nocy w stylu nowojorskiego „Upper East Side” (tip dla wytrzymalszych – zapętlić). Dwa kieliszki Cristala i jeden z lepszych coverów w historii gwarantują iskry. Aniołek wprowadza utwór Roberty Flack w kompletnie nowy wymiar, a nas razem z nim.

2. „’Til Tomorrow” Marvin Gaye

„You have stolen my mind completely, have a heart, hold me sweetly, now”

Brak Marvina Gaye’a w tym zestawieniu byłby co najmniej grzechem, jest on bowiem kopalnią miłosnych uniesień. Podejmując próbę wyboru jednego utworu, oczywisty wydawałby się „Sexual Healing”. Lecz na przysłowiowe „wyciągnięcie ręki”, a właściwie dwa tracki dalej, na Midnight Love znajdziemy jedyną na tym wydawnictwie balladę. Tęskniący mężczyzna to jeszcze nie oznaka  zniewieściałości, a w obecnych czasach gatunek ciężki do odnalezienia,  dlatego my, kobiety, potrafimy takich docenić. Ładunek: przepełniony wrażliwością dżentelmen, efekt: rzucona na kolana dama.

3. „Tunnel Vision” Justin Timberlake

„I wrote a song for you, (…) but every time I’m close to you the words wanna come out, but I forget, it’s so strong”

Najświeższy singiel i perła prosto z ostatniego wydawnictwa Justina – „Tunnel Vision”. Gdyby w słowniku zabrakło przykładów dla miłosnego poematu, oto i idealny kandydat. Parafrazując jednego z polskich raperów na usta ciśnie się pytanie: „Czujesz jak pulsuje w nas coś głębokiego?” W odpowiedzi cytat można pociągnąć: „Próbuję wszystkiego na raz ziemia i niebo”. Balladą nie jest, ale zrobi robotę lepszą niż niejedna typowa pościelówa. Wystarczy opanować jeszcze kilka Justinowych ruchów i status bożyszcza kobiet gwarantowany.

4. „I Wanna Be Your Lover” Prince

„They say I’m so shy but with you I just go wild!”

Czy istnieje bardziej bezpośredni sposób wyrażenia swoich intencji niż słowa tego kawałka? Można było zdecydować się na „Purple Rain” i postawić na kąpiel przy świecach, lecz jako, że celebrujemy sezon letni warto wyjść z domu i ekstrawagancko zaszaleć. Falsecikiem w stylu disco Prince podkręci zapał i chęć grzeszenia u każdego.

5. „Use me” Miguel

„Curse me with such a beautiful nightmare. Don’t wake me.”

Skład afrodyzjaku: wokal Miguela rozpuszczony w 100% roztworu „Use Me”.

Działanie: profilaktycznie w celu pobudzenia wyobraźni; w stanach postępującego wysiłku fizycznego działa stymulująco.

Dawkowanie: rano, wieczorem, w południe, w przerwie na lunch, w przebieralni, w kuchni… praktycznie o każdej porze i w każdym miejscu. Jako suplement całego Kaleidoscope Dream.

Ostrzeżenie: może powodować stany przedzawałowe i zadyszkę. Polecane osobom o doskonałej kondycji.

6. „A Song For You” Donny Hathaway

„If my words don’t come together listen to the melody ‘cause my love is in there hiding”

Nikt nie nadaje temu utworowi, który doczekał się dziesiątek wersji, takiego ciepła jak Donny Hathaway. Szczere wyznanie z otoczką pięknej aranżacji praktykuje delikatne pizzicato, biorąc za cel tę dobrze skrywaną emocjonalną strunę. Istnieją bowiem i kobiety z wnętrzem romantyczek, które urodziły się o kilkadziesiąt lat za późno. Przy nich zapomnijcie o „I’ll take you to the candy shop, I’ll let you lick my lollipop”, a rzućcie na warsztat klasyki powyższego pokroju. Jeśli zobaczycie błysk uznania w oku swej Pani, zapodajcie kolejną perłę lat 70tych – „Me and Mrs. Jones” Billy Paula.

7. „Pretty Wings” Maxwell

„If I can’t have you, let love set you free to fly your pretty wings”

Maxwell twierdzi, że „Pretty Wings” to słodko-gorzki utwór, o tym jak spotyka się odpowiednią kobietę w nieodpowiednim momencie. Wielu z nas powie: znam z autopsji. Nie zmienia to jednak faktu, że ten kawałek zainspirować może te kilka fenomenalnych chwil, które wspomina się latami. Zatracić się na chwilę, by z poczuciem spełnienia pozwolić sobie odejść, a właściwie odfrunąć. Idealny wakacyjny układ pod hasłem „żadnych zobowiązań”. Natomiast dla tych, którzy nie „kochają dla zabawy”, mamy Maxwellowy „For Lovers Only”.

8. „Dwie połowy” Poluzjanci

„Nadzieja mówi, że następny dzień będzie ten kiedy się znajdziemy”

Po polsku też można się zakochać, pokochać, kochać. Zwłaszcza jeśli w tle śpiewa Kuba Badach. Pierwsza płyta Poluzjantów zdaje test na piątkę. Z plusem. Ostrzegam jednak, że „druga połówka” może momentami tracić zainteresowanie, odpływając wraz z hipnotyzującym wokalem. Ale warto podjąć ryzyko, bo z jednej strony możecie ją stracić, a z drugiej istnieje opcja, że się zatraci – w Waszych objęciach.

 

Kończąc moi Drodzy – dużo miłości maści różnej w to lato niech Wam się przytrafi. A my chętnie usłyszymy kawałki, które uginają kolana Wasze lub Waszych Pań, jest ich przecież całe morze. Podzielcie się z nami.

Ranking: 20 naszych ulubionych coverów The Beatles

Paul & The Supremes 1968

Poniższe zestawienie powstało w związku z zaistnieniem dwóch okazji żeby zamieścić na misce artykuł oscylujący wokół twórczości chłopaków z Liverpoolu. Pierwszą z nich jest przedwczorajsza zapowiedź pierwszego koncertu Paula McCartneya w Polsce – jak dla mnie istotny powód, by drugi raz w tym roku wpaść na Stadion Narodowy. Druga okazja związana jest z dniem dzisiejszym. 22 marca 1963 roku, dokładnie pół wieku temu, miała miejsce premiera debiutanckiego albumu The Beatles – grupy która na zawsze zmieniła oblicze muzyki rozrywkowej. Nieważne, czy słuchacie rocka, metalu, soulu, hip hopu, czy szeroko pojętej elektroniki – autorytet Cudownej Czwórki jest nie do podważenia i niezależny od podziałów. Dlatego postanowiliśmy na jeden dzień stać się rubbersoulbowl.pl i napisać o coverach Beatlesów w wykonaniu naszych „miskowych” artystów.

20. The Supremes „A Hard Day’s Night” (1964)
Beatlesi kochali Motown i to ze wzajemnością. Na początku kariery chętnie coverowali przeboje ze stajni Berry’ego Gordy’ego („Mr. Postman”, „Money”), później role się odwróciły. Największymi motownowskimi fankami chłopaków były dziewczyny z The Supremes. A Bit Of Liverpool, tytuł ich trzeciego studyjnego albumu, mówi sam za siebie. Na mocno zainspirowaną „brytyjską inwazją” płytę trafiło aż pięć coverów The Beatles, w tym prezentowane na dole „A Hard Day’s Night”. W Wielkiej Brytanii płyta wydana została pod tytułem With Love (From Us To You) będącym wyraźną aluzją do „From Me to You”.

19. The Brothers Johnson „Come Together” (1976)
„Come Together” zostało wykonane przez tyle znakomitości muzycznych, że ciężko byłoby wskazać ten jeden idealny cover. Czemu zatem the The Brothers Johnson? Ponieważ Diana Ross i Supremes już się pojawiły w rankingu. Ponieważ Michael Jackson nie do końca podołał takiemu wyzwaniu. Ponieważ król beatlesowskich coverów Joe Cocker to nie nasze klimaty. Ponieważ mamy właśnie na naszym profilowym facebooku tydzień z Quincym Jonesem, producentem The Brothers Johnson. Bo tak.

18. Beastie Boys „I’m Down” (1986)
„I’m Down” to mało znany utwór Żuków, wydany jako strona B singla „Help!”. Cover w wykonaniu Beastie Boysów również kariery nie zrobił jako odrzut z ich debiutanckiego Licensed To Ill (co dobrze słychać po produkcji – Rick Rubin pełną, brodatą gębą). Świat się nie zawalił z powodu wyrzucenia utworu z tracklisty, ale uważam, ze stanowiłby na płycie idealne podkreślenie rockowych korzeni raperów z Nowego Jorku. Jedno z kilku rewelacyjnych podkreśleń.

17. Bill Withers „Let It Be” (1971)
„Let It Be”…”Lovely Day”? Kalifornijski czarodziej zamienił klawisze na struny i sprawił, że tytułowy track z ostatniej płyty Beatlesów stał się czymś jakby innym. Odmienne instrumentarium, ale emocje identyczne – Bill Withers stracił matkę będąc w bardzo młodym wieku, tak samo jak dedykujący ten utwór swojej zmarłej rodzicielce Paul McCartney. Słowa mądrości zawsze będą słowami mądrości, nieważne w jakim muzycznym języku. #PATETYCZNYFRAZES

16. Wu-Tang Clan & Erykah Badu „The Heart Gently Weeps” (2007)
Hiphopowa wersja „While My Guitar Gently Weeps”, jednego z najbardziej popisowych utworów George’a Harrisona. RZA wiedział, że zebrać najmocniejsze trio Wu-Tangowych raperów (Method Man, Ghostface, Raekwon) to za mało, zatem zaprosił do utworu Erykę Badu, Johna Frusciante oraz syna George’a – Dhaniego Harrisona. Efekt przerósł nie tylko oczekiwania słuchaczy, ale i całą zawartość 8 Diagrams –  albumu Wu-Tang Clanu, o którego powstaniu wolałbym zapomnieć.

15. Eddie Hazel „I Want You (She’s So Heavy)” (1977)
P-funkowcy nie chcieli być gorsi i też mieli swój cover Beatlesów. Utwór powstał w czasie kiedy Latający Cyrk George’a Clintona wytaczał takie działa jak One Nation Under A GrooveMothership Connection, a trafił na mocno przegapiony solowy debiut ich najsłynniejszego gitarzysty – Eddiego Hazela. „Maggot Brain” może to nie jest, ale i tak kto by przypuszczał, że z „I Want You (She’s So Heavy)” można by wykrzesać tyle nieskrępowanej, funk-rockowej energii.

14. Lynden David Hall „All You Need Is Love” (2003)
Przebój „All You Need Is Love” raczej nie był chętnie coverowany przez artystów z naszej miski. Gdybym chciał być złośliwy powiedziałbym, że to przez dość trudne metrum piosenki. Poszukując udanej czarnej wersji propagandy miłości Żuków dotarłem do 2003 roku i ścieżki dźwiękowej do filmu „Love Actually”. Lynden David Hall podchodząc do sprawy bardzo minimalistycznie złożył znakomity hołd swoim rodakom. Nie ma fajerwerków, ale jest za to klasa.

13. Isaac Hayes „Something” (1970)
Isaac Hayes na początku lat siedemdziesiątych miał status takiej gwiazdy, że pseudonim Czarny Mojżesz nawet nikogo bardzo nie szokował. Nie rozsunął nigdy Morza Czerwonego, ale rozciągnął do granic możliwości „Something” Beatlesów. Przekształcona w 11-minutowego potwora piosenka była dla jednych arcydziełem, a dla drugich profanacją. Jak na opinie na temat utworu zareagował sam Hayes? Pewnie wzruszył ramionami, poprawił pokrytą złotymi cekinami pelerynę i ruszył w kolejną trasę.

12. Nina Simone „Here Comes The Sun” (1971)
Pozytywny hymn George’a Harrisona nie mógł wypaść lepiej w niczyim innym wykonaniu, niż w wykonaniu postaci znanej z takich utworów jak „Feeling Good” i „Ain’t Got No…I’ve Got Life”. Tekst utworu opiera się na motywie kończącej się zimy jako metafory pokonywania trudności życiowych przez autora piosenki. Patrząc na to co mam za oknem jestem jednak bardziej zwolennikiem dosłownego przekazu „Here Comes the Sun”. Wynocha zimo!

11. Earth, Wind & Fire „Got to Get You Into My Life” (1978)
Musical pod tytułem „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” stał się z miejsca jednym z największych nieporozumień w historii filmu muzycznego, niedaleko od tej jabłoni padła również sama nafaszerowana coverami Beatlesów ścieżka dźwiękowa. Nie odważyłem się nigdy tego całego przesłuchać, ale z przyjemnością sięgam po „Got to Get You Into My Life” w wykonaniu Earth, Wind & Fire. Track zawarty został również na oficjalnej składance największych przebojów Żywiołaków, zdecydowanie nie bez powodu. Jeden z najśmielej funkujących coverów The Beatles.

10. Otis Redding „Day Tripper” (1966)
Otis Redding wielokrotnie w swojej (niestety) krótkiej karierze udowodnił, że nieważne czyj utwór weźmie na warsztat, to wyjdzie z tego najczystsza definicja muzyki soul. Cover pochodzącego z albumu Rubber (nomen omen) Soul utworu, to doskonały przykład tego jak skutecznie zaadoptować czyjąś muzykę pod własny styl, ale jednocześnie nic nie stracić na wartości oryginału.

9. Booker T. & The MGs „Abbey Road Medley” (1970)
Zespół instrumentalistów z Memphis rozwinął wcześniej wspomniany pomysł The Supremes i nagrał album w stu procentach oparty na coverach Żuków i to z jednego albumu. Zatytułowany został McLemore Avenue – od ulicy, na której znajdowało się studio legendarnej wytwórni Stax Records. Sytuacja analogiczna do tytułu Abbey Road, okładka projektu również wiele wyjaśnia. Część utworów nagrana została pojedynczo, część została zebrana w większe wiązanki. Oto jedna z nich.

8. Natalie Cole „Lucy In The Sky With Diamonds” (1978)
Utwór Lennona zainspirowany szkolnym rysunkiem córeczki, a tak naprawdę to wszyscy dobrze wiemy czym. Jeden z symboli psychodelicznego oblicza Beatlesów (ale nie aż tak jak abstrakcyjne do granic możliwości „I Am The Walrus”) doczekał się genialnego kobiecego wykonania (nie żadnego „wykonu”). To jedyny live cover w moim zestawieniu, ale po prostu nie mogło zabraknąć Natalie Cole – prawdziwej „dziewczyny z kalejdoskopowymi oczami”.

7. Syreeta „She’s Leaving Home” (1972)
Cover utworu będącego wyobrażeniem jednej z największych obaw każdego rodzica. Nadinterpretując wybór utworu można powiedzieć, że Syreeta Wright udokumentowała tu swoje rozstanie ze Steviem Wonderem. Rozwód ten miał bardzo pokojowy charakter i na szczęście nie zniszczył ich więzi na linii muzycznej. W motownowskiej wersji „She’s Leaving Home” brakuje mi obecnej w pierwowzorze orkiestry smyczkowej, Syreeta nadrabia jednak świetnie zaśpiewanym refrenem urozmaiconym przez talkboxowe partie Steviego.

6. War „A Day In The Life” (1976)
War – zespół pod wezwaniem Erica Burdona, byłego lidera The Animals – miał już w 1976 status latin-funkowego giganta z kilkoma solidnymi przebojami na koncie („Spill The Wine”, „The Cisco Kid”, „Low Rider”). Ambicji jednak wciąż nie brakowało, stąd oryginalny pomysł, by drugą połowę albumu Love Is All Around poświęcić na dwa masywne covery dwóch gigantów rocka: Rolling Stonesów i Beatlesów. Jeśli chodzi o Cudowną Czwórkę, wybór bardzo odważnie padł na „A Day In The Life”. Zważywszy na kultowy status utworu podsumowującego geniusz Sgt Peppera, szanse na kompromitację były wielkie. Burdon wrócił z tarczą z tej wojny.

5. Ray Charles „Eleanor Rigby” (1968)
Wielu dziennikarzy muzycznych wymienia „Eleanor Rigby” jako ten przełomowy moment, w którym Beatlesi przestali być grzecznym rockowym bandem, a stali się głodnymi eksperymentów reformatorami muzyki rozrywkowej. Do dziś nie wiadomo, kim dokładnie była tytułowa pani Rigby (niestety serwis rapgenius.com wtedy nie istniał…), ale w ciągu tych paru dekad powstało kilka wiarygodnych teorii. Różne są też teorie kto nagrał najlepszy cover tego utworu. Ja postawiłbym pieniądze na tradycyjne, czysto soulowe podejście pana Raya Charlesa.

4. Marvin Gaye „Yesterday” (1970)
„Yesterday” to jeden z najwięcej razy coverowanych utworów w historii muzyki rozrywkowej. Komisja rekordów Guinessa naliczyła ponad dwa tysiące zarejestrowanych studyjnie wykonań tej piosenki. Narodzona we śnie Paula McCartneya melodia wypływała z ust takich „naszych” artystów jak Ray Charles, Donny Hathaway, Marvin Gaye, En Vogue, czy Boyz II Men. Jako psychofan Marvina nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to jego wersja „Yesterday” jest najlepszą jaką słyszałem.

3. Stevie Wonder „We Can Work It Out” (1970)
Cover „We Can Work It Out” trafił na album Signed, Sealed & Delivered, uznawany jako początek złotego okresu twórczości Steviego Wondera. Cover ten stał się szybko obowiązkowym elementem koncertów Steviego, przyniósł mu także drugą w życiu nominację do nagrody Grammy. W 2010 roku muzyk wykonał ten utwór na żywo w Białym Domu podczas ceremonii przyznania Paulowi McCartneyowi nagrody im. Gerschwinów. Występ obserwował Barack Obama, kimkolwiek ten człowiek jest.

2. Wilson Pickett „Hey Jude” (1968)
„Take a sad song and make it better” – śpiewał Paul w wielkim przeboju dedykowanym (podobno) zaniedbywanemu synowi Johna Lennona. Wilson Pickett nie miał ambicji by „zrobić to lepiej” – nagrał ten cover wyłącznie dlatego, że nie miał pomysłu na własny nowy singiel. Obecny w tym samym czasie w studiu gitarzysta Duane Allman zaproponował „Hey Jude” i w taki właśnie sposób – zupełnie spontanicznie – powstał jeden z najwybitniejszych coverów tego utworu.

1. Al Green „I Want To Hold Your Hand” (1969)
„I Want To Hold Your Hand” to jeden z najbardziej tanecznych przebojów The Beatles. Dziwić może zatem fakt, że prezentujemy go w wykonaniu Ala Greena, wokalisty słynącego głównie ze spokojnego, quiet stormowego repertuaru. Jakiekolwiek przypisywanie artystom najlepszych stron ich brzmienia traci na znaczeniu w momencie, gdy Al tworzy coś takiego. Stały bywalec zestawień najlepszych beatlesowych coverów – bez podziału na gatunki.

Wzmianka honorowa: Danger Mouse „99 Problems/Helter Skelter” (2004)
Poza konkursem, gdyż to tylko mash-up nawijki Jaya-Z z muzyką Beatlesów. Pochodząca z Grey Albumu (Black Album + White Album) kombinacja „99 Problems” i „Helter Skelter” to przykład idealnej symbiozy. Wersy Hovy zyskały nowy wymiar swego prowokacyjnego tonu, proto-metalowe gitary McCartneya i Harrisona zaskoczyły energią  podaną w zupełnie nowy sposób. Największym zwycięzcą był DJ Danger Mouse – jeden z najważniejszych muzycznych producentów XXI wieku wypłynął na szerokie wody właśnie dzięki tej zabawie z blendami.

M jak Motown #15: Marvin Gaye „Ego Tripping Out”


Witam po dłuższej przerwie w piętnastej odsłonie cyklu „M jak Motown”. Dla tych, którzy dopiero od niedawna zaglądają na soulbowl.pl tudzież zdążyli przez rok zapomnieć z czym co się je – „MjM” to cykliczny (mam nadzieję, że tak zostanie) hołd dla muzyki wydawanej przez najważniejszy label w historii czarnej muzyki, opowiadający niechronologicznie o przełomowych dla wytwórni wydarzeniach, zapomnianych artystach, czy o niedocenionych singlach tych bardziej znanych wykonawców. Na samym dole wpisu znajdziecie odnośniki do wszystkich dotychczasowych odcinków, teraz zajmijmy się tym teraźniejszym.

Chociaż w „M jak Motown” nie prezentowałem jeszcze żadnego utworu Marvina Gaye’a to i tak zdążyłem odmienić przez wszystkie przypadki jego imię, nazwisko również. Nie ma w tym nic dziwnego – postać taka jak on miała wpływ na niemal wszystko, co później wyszło w muzyce rozrywkowej i nalegało by było nazywane soulem. Prawie każdy album wydany przez niego po 1970 roku był przełomowy. What’s Going On zmieniło liryczne oblicze gatunku, Let’s Get It OnI Want You ukształtowały quiet storm, Midnight Love z impetem wdrożyło czarną muzykę w erę syntezatorów, Trouble Man stał się klasykiem soundtracków kina Blaxploitation, a Here, My Dear – największym soulowym concept albumem w historii. Napisałem „prawie każdy”, gdyż inaczej ma się sprawa z wydanym w 1981 In Our Lifetime. Nie należy za to winić nikogo, a tym bardziej Marvina, który w na przełomie dekad będąc wciąż na Ziemi poznał namiastkę piekła.

„Ego Tripping Out” to utwór pochodzący z tego właśnie albumu, ale niestety wyłącznie z wersji cd. W związku z tym szczęśliwy, lecz chwilę potem rozczarowany byłem zastając ten album w jednym z warszawskich antykwariatów z winylami, a później zwracając uwagę na brak na trackliście ulubionego utworu. Takie tam życiowe problemy. Album i tak kupiłem, a co mnie zachwyca w tym właśnie singlu? Jego ponadczasowość i brzmienie zupełnie odmienne od tego, do czego piosenkarz nas przyzwyczaił. „I know i’m really hot, my diamonds shine a lot, check out here this 450 SE babe i’m what’s its all about” – rapuje (!) Marvin, na dwadzieścia-trzydzieści lat przed erą hiphopowej przewózki, bling blingu i #swagu. Żarty żartami, ale ten track to również świadectwo zwycięstwa pana Gaye’a nad uzależnieniem od narkotyków. Szkoda, że nie dostał więcej czasu na świętowanie tego triumfu…

M jak Motown #1
#2
#3
#4
#5
#6
#7
#8
#9
#10
#11
#12
#13
#14

Nowy teledysk: Luke James „Make Love To Me”

Świeżo nominowany do nagrody GRAMMY wokalista Luke James nie zwalnia tempa. Po debiutanckim singlu „I Want You”, spieszy by pokazac nam teledysk do najnowszego nagrania :Make Love To Me”. Sceny klipu ewidentnie nawiązują do obrazu Erniego Barnesa Sugar Schack, który to stał się okładką do płyty Marvina Gaye’a I Want You. Nagranie wyprodukowane przez Salaamiego Remi jest drugim, oficjalnym singlem z nadchodzącego albumu Made To Love, który ukaże się w 2013 roku. Zanim krążek trafi do sprzedaży, James wypuści jeszcze 12 grudnia EP pt. Whispers In The Dark. Obejrzyjcie ten zmysłowy akt tańca w wykonaniu m.in. Kelly Rowland.

<>center

Lenny Kravitz zagra Marvina Gaye’a


Co za wiadomość! Powstanie film o legendzie muzyki soul, Marvinie Gaye’u. Według gazety „The Evening Standard” główną rolę zagra Lenny Kravitz, dla którego będzie to pierwsze poważne aktorskie wyzwanie. Sam obraz zostanie wyreżyserowany przez Juliena Temple’a (m.in. film o zespole Sex Pistols „The Great Rock N’ Roll Swindle”) i skupi się na ostatnich latach życia wokalisty, jego problemach z używkami i tragicznej śmierci w 1984 roku. Można spodziewać się w przyszłości pewnych kontrowersji, ponieważ wdowa po Marvinie, Janis Gaye nie jest do końca przekonana do powstania takiego filmu. A co słychać u Kravitza? Pracuje on obecnie nad nowym, podobno bardzo funkowym albumem Negrophilia.Dobrej muzyki nigdy dość, przypomnijmy sobie jeden z hitów wielkiego Marvina: