mechinedrum

Recenzja: Jesse Boykins III Love Apparatus

Jesse Boykins III

Love Apparatus (2014)

Nomadic

Zjedliście kiedyś bardzo słodką kremówkę? A potem jeszcze jedną? I jeszcze jedną? I jeszcze dwie?

Najsmutniejsze doświadczenie w historii ludzkości: przesycić się szczęściem  dotknęło także słuchaczy najnowszego albumu Jesse’ego Boykinsa III. Od dawna oczekiwany Love Apparatus co prawda podarował nam wszystko to, czego oczekiwaliśmy — i to w pięknej, dopracowanej, doszlifowanej, dochuchanej i wygłaskanej formie — ale chyba nie zmieni niczego w całkiem rozległej historii R&B.

Mogłabym tu skończyć, odpalić Joy Division, otworzyć Muchy Sartre’a i zacząć użalać się nad tym, że Boykins nie był w stanie stworzyć albumu, który by elektryzował, dziwił albo zaskakiwał. Ale nie chce mi się już narzekać, że Love Apparatus około połowy tracklisty przestaje być wydarzeniem muzycznym i staje dźwiękowym tłem codziennych obowiązków. Bo — chociaż to prawda – to najważniejsze w nowym albumie Jesse’ego jest to, że pozwala zanurzyć się w kompletny, zbudowany od początku do końca, muzyczny świat. Odpalasz, wchodzisz i – jeśli się zatracisz — nie możesz wyjść.

Kraina Love Apparatus wydaje się skonstruowana z niewykorzystanych zapisów snów Flying Lotusa, Toro y Moi i ekstremalnie rustykalnej odsłony Claimsa Casino. Tłuste, skwierczące syntezatory i swobodnie płynące jednostajne bity nie pozwalają się oderwać od najlepszych numerów. Bezkonkurencyjne są single: „Plain”, „Live in Me” nie przez przypadek zostały wybrane do promocji. Utrzymane — jak cały album — w ciepłym, szczyptę onirycznym klimacie, nie przestają dostarczać energetycznego groove’u. Konkurencję na najlepszy kawałek albumu wygrywa jednak „B4 the Night Is Thru”. Rejony new-disco to rejon, gdzie falset Jesse’ego idealnie rozbija beztroską atmosferę zbudowaną wokół lekkiego, tanecznego beatu.

Dobra energia, delikatna barwa Jesse’go i konsekwentnie (aż za bardzo) stosowane rozwiązania artystyczne Machinedruma odpowiedzialnego za produkcję. Love Apparatus brzmi jak miłość z czterdziestoletnim stażem. Stabilna, i piękna w swojej stałości spogląda wstecz z tęsknotą za elektryzującą niepewnością.