michael kiwanuka

#FridayRoundup: Michael Kiwanuka, Sudan Archives, Gang Starr, Earl Sweatshirt i inni

Jak co tydzień dzielimy się garścią rekomendacji i odsłuchów najciekawszych premier płytowych. Tym razem polecamy do odsłuchu nowe krążki Michaela Kiwanuki, Sudan Archives, Gang Starr, Earla Sweatshirta, Brothera Alego, Apollo Browna, Yelawolfa i Stalleya. Na plejliście ze wszystkim na dole strony dodatkowo halloweenowy Future, Toro y Moi, Ben L’Oncle Soul, R.Lum.R i Juto.


Kiwanuka

Michael Kiwanuka

Polydor

Po niewielkim poślizgu i wielu, wielu singlach Michael Kiwanuka zaprezentował wreszcie światu swój trzeci longplay w pełnej krasie! Już wcześniej piosenkarz pozytywnie zdał najtrudniejszy test debiutanta — nie tylko jego drugi krążek Love & Hate zebrał pozytywne recenzje i wprowadził do twórczości muzyka nową jakość, ale piosenkarz wpisał swoje nazwisko w popkulturowy obieg, unieśmiertelniając się chociażby w czołówce serialu Wielkie kłamstewka. Teraz Brytyjczyk przeniósł swoją fascynację klasycznym soulem na kolejny poziom. Jego zespół produkcyjny po raz kolejny zasilili Danger Mouse i Inflo, a wśród inspiracji stylistycznych znaleźli się Gil Scott-Heron, Bobby Womack i Otis Redding. Kiwanuka bardziej zdecydowanie niż wcześniej sięgnął po gitary elektryczne, ale tylko po to, by dobitniej podlać swoją soulową mieszankę psychodelicznym sosem — mimo wcześniejszych podejrzeń nie zamienił Kiwanuki w projekt garażowy. Najlepiej o własnym charakterze opowie jednak sama muzyka. Włączajcie zatem bez zwłoki! — Kurtek


Athena

Sudan Archives

Stones Throw

Atena: bogini mądrości, sztuki i wojny. Opiekunka miast, która wyróżnia się włócznią i tarczą. Sudan Archives w Athenie zamiast boskich atrybutów uzbrojona jest w skrzypce i głos. Jej pełnoprawny debiut to mądry aliaż klasyki z nowymi brzmieniami. Posągowe, monumentalne orkiestracje jak w vivaldowskim „Confessions” i singlowym „Glorious” przerywają instrumentalne miniaturki („Ballet of the Uhatched Twins I” „Stuck”, „House of Open Tuning II”). Intrygujące „Green Eyes” i „Coming Up” wyróżniają się na najnowszym wydawnictwie Sudan Archives. Poprzedza ją obiecująca zeszłoroczna epka Sink. Poddajcie się wobec tego władzy nowej Ateny. — Ibinks


One of the Best Yet

Gang Starr

TTT / Gang Starr

Stało się, Gang Starr powrócili z nowym albumem One of the Best Yet! Kilka tygodni po ukazaniu się pierwszego od lat utworu grupy — „Family And Loyalty”, DJ Premier prędko ogłosił na 1 listopada datę premiery krążka, na którym możemy usłyszeć niewykorzystane dotąd zwrotki Guru. Na całość ma złożyło się szesnaście kawałków, a poza J. Cole’em, którego słyszeliśmy już na „Family and Loyalty”, na płycie pojawiła się stara gwardia rapu, od wielu lat związana z Gang Starr — Group Home, Jeru the Damaja, Big Shug oraz Freddie Foxxx. Do tego dochodzą jeszcze M.O.P, Q-Tip, Royce 5’9″, Ne-Yo i Nitty Scott. To ogromny ukłon w stronę fanów klasycznego boombapowego brzmienia. — Mateusz


Feet of Clay

Earl Sweatshirt

Tan Cressida / Warner Bros.

Miękkie plamy herbalnego szeleszczenia wplecione w najnowszą EP-kę najzdolniejszego rapera z korzeniami w Odd Future (don’t @ me) sugerują wyraźnie, że Feet of Clay powinniśmy traktować raczej jako zbiór B-side’ów z zeszłorocznego cudownego Some Rap Songs niż jako autonomiczny projekt. Kawałki sięgają po liczne odcienie emocjonalne, których doświadczyć mogliśmy na zeszłorocznym krążku. Dostajemy zatem zarówno lżejsze, laidbackowe jamy, połamane sample z powykręcanymi kończynami, jak i przejmujące, podszyte nostalgią zwierzenia (w tej materii najlepiej sprawdza się „El Toro Combo Meal”). Zaskakuje także singlowe „East”, które, z jednej strony odważne i eksperymentalne, wydaje się także przejawem subtelnego trollingu. Przyjemność z odsłuchu i ostateczną ocenę w tej kwestii pozostawiam jednak już Wam. — Wojtek


Secrets & Escapes

Brother Ali

Rhymesayers

Bez jakichkolwiek zapowiedzi, reprezentujący wytwórnię Rhymesayers — Brother Ali wypuścił właśnie swój najnowszy album zatytułowany Secrets & Escapes. Na tym jednak nie kończą się niespodzianki. Produkcją krążków rapera zajmował się do tej pory Ant z zespołu Atmosphere, najnowsze wydawnictwo powierzone zostało w ręce Evidence’a, którego ciężkie beaty świetnie wpasowały się w klimat krążka, który powstał podczas kilku sesji odbywających się w kalifornijskim garażu należącym do Mr. Slow Flow. Ci dwaj panowie to klasa sama w sobie, a jeżeli dodamy jeszcze gościnne zwrotki od takich postaci jak Pharoahe Monch czy Talib Kweli, wiadome będzie, że mamy do czynienia z mocnym, hip-hopowy materiałem. Warto dodać również, że w utworze zatytułowanym „Situated”, Ev wziął na warsztat sampel z Czesława Niemena! — Efdote


Sincerely, Detroit

Apollo Brown

Mello Music

Apollo Brown wraca z nowym albumem! Po serii płyt w duetach z różnymi raperami (między m.in. Joell Ortiz i Ras Kass), kilku beat tape’ach i składankach producenckich przyszedł czas na krążek z twórcami z rodzimego Motor City. Sincerly, Detroit ukazało się nakładem Mello Music Group 29 października, a jego premierę poprzedzały trzy single: „God Help Me”, z gościnnymi udziałami między innymi Black Milka i Ketchphraze’a, „Backbone”, na którym słyszymy Guilty Simpsona, Fat Raya i Melanie Rutherford, a kilka dni temu ukazało się „Dominance”. Tu na bit swoje wersy kładą Aztek the Barfly, Kid Vishis i Vstylez, a na deckach udziela się takżę DJ Los. To klasyczny Apollo jakiego znamy z poprzednich płyt, ale czego by nie mówić, słucha się tego bardzo dobrze. — Mateusz


Ghetto Cowboy

Yelawolf

Slumerican

Wydane na początku tego roku Trunk Muzik 3 było dla Yelawolfa pożegnaniem z Shady Records. Raper po wielu latach postanowił zakończyć współpracę z wytwórnią swojego idola i przeszedł na swoje. Ghetto Cowboy będzie więc nowym otwarciem w jego karierze. Pierwsze single wskazywały na to, że nowy krążek brzmieniowo będzie odbijać w stronę ciepło wspominanego przez fanów Love Story. Projekt składać się będzie z 14 utworów, a u boku gospodarza usłyszymy m.in. DJ-a Paula. — Mateusz


Reflections on Self: Head Trip

Stalley

Blue Collar Gang / Nature Sounds

Najnowszy album Stalley’a boryka się z tymi samymi bolączkami co lwia część współczesnego oldschoolu. Pomimo tego, że w beatach szumi vinyl, rymy lepią się gęsto a całość tętni duchem amerykańskich osiedli, w starciu z ogromem wrażeń, jakie potrafi zaserwować dzisiejsza scena hip-hopowa, Reflection on Self: Head Trip jawi się, co najwyżej, jako popis przyzwoitej próby rzemiosła. W beatach słychać zapędy madlibowej śmiałości, jednak nigdy niewykraczające poza zachowawczą formułę, sam zaś Stalley głosem przywodzi na myśl obdartego ze swojego słodkiego ekscentryzmu Ab-Soula. Żeby nie odbierać krążkowi jednak całego uroku, przyznać trzeba że obraną koncepcje realizuje konsekwentnie, a rapowych purystów prawdopodobnie urzecze swoim retro klimatem. — Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Michael Kiwanuka na kolorowej scenie COLORS

Michael Kiwanuka na kolorowej scenie COLORS

Kolejnym artystą, który wystąpił na scenie studia COLORS był Michael Kiwanuka. W ramach promocji jego najnowszego, trzeciego albumu nazwanego po prostu Kiwnauka, wokalista zaprezentował singiel „Solid Ground”. Tym razem sceneria studia była ciemna, a występujący artysta ubrany na kolorowo. Anglik w żółtych trampkach, czerwonej koszuli i przy retro syntezatorze zaśpiewał swój kawałek w sposób delikatny i emocjonujący. Zobaczcie i posłuchajcie „Solid Ground” poniżej i jeśli jeszcze nie sięgnęliście po płytę Kiwanuka, odróbcie lekcje jak najszybciej.

Kiwanuka przesuwa premierę płyty, ale przedstawia kolejne single

Michael Kiwanuka - Solid Ground

Michael Kiwanuka - Solid Ground

Miłośnicy poprzedniego krążka artysty nie będą zawiedzeni

Trzeci album Michaela Kiwnauki miał pierwotnie ukazać się w miniony piątek, ale w ostatniej chwili premierę przesunięto o tydzień. W międzyczasie piosenkarz podzielił się jednak ze zniecierpliwionymi słuchaczami dwoma nowymi numerami — najpierw w połowie października zaprezentował „Piano Joint (This Kind of Love)”, a w niedzielę w ramach zadośćuczynienia za opóźnienie przedstawił „Solid Ground”. Oba numery są gęsto zaaranżowane i bardziej soulowe niż pierwsze dwa single eksplorujące dla odmiany gitarowe fascynacje artysty. Miłośnicy Love & Hate z pewnością nie będą zawiedzeni nadchodzącą płytą!

Beztroski Michael Kiwanuka na łonie natury

Do premiery trzeciego longplaya Michaela Kiwanuki został nieco ponad miesiąc, a tymczasem muzyk zaprezentował nam teledysk do pierwszego singla promującego płytę — „You Ain’t the Problem”. Organiczne nagranie zyskało równie organiczny teledysk nakręcony w zdecydowanej większości na łonie natury w hipisowskim duchu. Mamy więc piosenkarza leżącego na sianie, półnagich młodzieńców przepychających się na kwiecistej polanie czyn tajemniczą kobietę kąpiącą się w rzece. Zobaczcie sami!

Michael Kiwanuka zapowiada trzeci album

Michael Kiwanuka pozytywnie zdał najtrudniejszy test debiutanta — nie tylko jego drugi krążek Love & Hate zebrał pozytywne recenzje i wprowadził do twórczości muzyka nową jakość, ale piosenkarz wpisał swoje nazwisko w popkulturowy obieg, unieśmiertelniając się chociażby w czołówce serialu Wielkie kłamstewka. Teraz Brytyjczyk jest gotów na trzecią dużą odsłonę swojej dyskografii. 25 października Polydor wyda album zatytułowany po prostu Kiwanuka, który wydaje się już teraz dopięty na ostatni guzik. Wczoraj wokalista podzielił się okładką, tracklistą (na której znajdziemy 13 utworów), pierwszym singlem i szczegółami projektu. Jego zespół produkcyjny po raz kolejny zasilili Danger Mouse i Inflo, a wśród inspiracji stylistycznych znaleźli się Gil Scott-Heron, Bobby Womack i Otis Redding. Dodatkowo piosenkarz na zimę zaplanował trasę koncertową po Europie promującą płytę — najbliżej wystąpi 3 grudnia w Berlinie. Więcej na oficjalnej stronie internetowej. Poniżej pierwszy zwiastun płyty — progresywne, upbeatowe „You Ain’t the Problem”.

Michael Kiwanuka czuje funk dzięki pomocy Toma Mischa

Jedno jest pewne — nowy singiel Michaela Kiwanuki na pewno nie posłuży jako opener nowego sezonu Wielkich kłamstewek. Dzięki funkowo-dyskotekowej produkcji Toma Mischa, jednego z cichych bohaterów soulu ostatnich lat, jego nowy singiel „Money” ma zupełnie inny wydźwięk niż cokolwiek z jego dotychczasowego katalogu. Podobnie jak stylizowana na lata 70. okładka nowy singiel jest przesiąknięty klimatem epoki — przebojowy w mniej oczywisty sposób niż ostatnie produkcje Marka Ronsona, ale ogólnie wpisujący się w ten sam nurt. Nie wiadomo, czy panowie planują wspólnie jakiś większy projekt.

Karen O i Michael Kiwanuka tworzą dla Kenzo

Karen O i Michael Kiwanuka tworza dla Kenzo
Znane marki i koncerny prześcigają się w kolejnych akcjach promocyjnych, wymyślając coraz lepsze metody dotarcia do klienta i zwrócenia uwagi na swoje produkty. Marka Kenzo słynie z oryginalnych pomysłów na spoty reklamowe, w które wplata nieszablonową muzykę. Wcześniej zaprezentowali reklamę nowego zapachu, gdzie aktorka i modelka Margaret Qualley, znudzona oficjalnym spotkaniem, wychodzi z niego i szaleje po hotelu. Tym razem dom mody postawił na coś spokojniejszego, ale równie interesującego. Zapowiedź najnowszej kolekcji wiosna/lato 2018 zaprezentowano poprzez krótki film, do którego zaangażowano muzycznie Karen O z rockowego bandu Yeah Yeah Yeahs oraz soulowego artystę Michaela Kiwanukę. Powstała ballada, o melodramatycznym i romantycznym zabarwieniu, przepełniona tęsknotą i bólem. Reżyserką spotu jest znana i nietuzinkowa Ana Lily Amirpour, amerykańska reżyserka filmowa brytyjskiego pochodzenia. Zapraszam do zapoznania się ze szczegółami nowej kampanii Kenzo i przede wszystkim do posłuchania kawałka „Yo! My Saint”.

Nowy teledysk: Michael Kiwanuka „Cold Little Heart”

Michael Kiwanuka całkiem słusznie wciąż promuje swój znakomity zeszłoroczny album Love & Hate. Pod koniec zeszłego tygodnia piosenkarz podzielił się adekwatnie wyważonym teledyskiem do jednego z najbardziej rozczulających momentów płyty — „Cold Little Heart”. Obraz wyreżyserowany przez Davida Helmana z Keithem Stanfieldem w roli głównej można zobaczyć poniżej.

Nowy teledysk: Michael Kiwanuka „One More Night”

kiwanuka

Michael Kiwanuka to muzyczny magik, który potrafił stworzyć niepowtarzalną atmosferę zarówno na swoim debiucie, jak i na drugim albumie Love & Hate . Nie stał się ofiarą syndromu drugiej płyty, a jego utwory doceniane są przez słuchaczy. Po „Black Man in the White World” oraz „Love & Hate” przyszła pora na kolejny utwór z drugiej płyty, czyli „One More Night”. To kolejny singiel z tych przyjemnych radiowych, które mogą spodobać się szerszej rzeszy słuchaczy. To oczywiście nie jest wadą. Nie wszystkie utwory muszą być ciężkie i skomplikowane. Muzyka ma wzruszać, ale także cieszyć, a przede wszystkim łączyć. Klip do trzeciego kawałka nie jest skomplikowany, ale jest urzekający w swojej prostocie. Sprawdźcie obrazek poniżej, a jeśli jeszcze nie słuchaliście Love & Hate albo nie czytaliście naszej recenzji, czym prędzej nadróbcie zaległości.

Występy Jamiego Woona, Skepty i Michaela Kiwanuki z gali Mercury Prize 2016

Hyundai Mercury Prize 2016 ëAlbums of the Yearí Eventim Hammersmith Apollo 15 Sept 2016 Photo credit: John Marshall - JM Enternational
(fot. John Marshall – JM Enternational)

Mercury Prize 2016 rozdana. W dniu wczorajszym odbyła się gala Mercury Prize, czyli najważniejszej brytyjskiej nagrody muzycznej przyznawanej za najlepszy album roku. Statuetkę nieoczekiwanie zgarnął grimeowiec Skepta za płytę Konnichiwa. Niezwiązany z żadną wytwórnią artysta, w oczach, a raczej uszach przedstawicieli rynku fonograficznego i krytyków muzycznych, pokonał m.in. wydawnictwa Radiohead, Davida Bowie, Michaela Kiwanuki i Jamiego Woona. Jest to oczywiście miłe zaskoczenie, ale i kolejne potwierdzenie tego, że niezależna muzyka jest głównie doceniania właśnie na Wyspach. Oprócz przyznania nagrody w ramach uroczystej gali na scenie pojawili się autorzy wydawnictw, spośród których wybierano zwycięzcę.

Poniżej wybrane przez nas występy na żywo oraz bezpośredni cynk do Oficjalnego kanału BBC Music na YouTubie, gdzie zobaczycie więcej materiałów wideo.

Recenzja: Michael Kiwanuka Love & Hate

Michael Kiwanuka

Love & Hate (2016)

Polydor

Michael Kiwanuka wyszedł obronną ręką i z dojrzewającej przez ostatnie cztery lata klątwy drugiego albumu, i z bliskiej współpracy z Danger Mouse’m. A nie było łatwo — debiutanckie Home Again wypełnione przepięknym kameralnym soulem spod znaku Donny’ego Hathawaya zdawało się nie dawać wokaliście zbyt dużego pola do manewru — nie pozostawiało niedosytu, zwiastowało raczej mniej wysmakowaną powtórkę z rozrywki, zwłaszcza po singlowym falstarcie sprzed dwóch lat.

O tym, że Kiwanuka wymyślił sobie tę płytę zgoła inaczej, można było się przekonać przy okazji premiery singla „Black Man in the White World” rytmicznie, aranżacyjnie i tekstowo zbudowanego na kanwie gospelowo-bluesowych pieśni czarnych niewolników z początku XX wieku. Wówczas jednak pojawiła się inna pułapka — czy Kiwanuka udźwignie współpracę z Danger Mouse’m, który od czasu debiutu Gnarls Barkley przed dziesięcioma laty jest raczej w artystycznym odwrocie i wykorzystuje te same ograne już tricki, tak dobrze osłuchane na ostatnich dwóch krążkach The Black Keys. Mimo wszystko ma jednak bardzo wyrazisty i rozpoznawalny styl, który mógł z powodzeniem przytłoczyć folkowego singera/songwritera pokroju Kiwanuki.

Tak się jednak nie stało. Kiwanuka śmiało zwrócił się w stronę soczystej progresywnej fuzji soulu, funku, rocka, gospel i subtelnych orkiestrowych aranży, które kiełkowały już przed czterema laty na jego debiucie („Tell Me a Tale”), a Danger Mouse doskonale wiedział, jak to połączone zaadaptować, aby zabrzmiało współcześnie, ale ponadczasowo. I tak oto majestatycznie kroczące „Place I Belong” zaaranżowane na smyczki i chór to ukłon w stronę najlepszych nagrań kanonu psychodelicznego soulu w stylu Isaaca Hayesa, „One More Night”, najbardziej singlowy wycinek krążka, wskrzesza te same duchy i demony, które powołały do życia i uśmierciły niezapomnianą Amy Winehouse, a łączące feeling klasycznej rockowej ballady z bluesowym anturażem i aksamitnie soulowym wokalem „The Final Frame” to numer, jaki chciałby z pewnością nagrać Gary Clark, Jr.

Kiwanuka nie próbuje się jednak pod wymyślnymi aranżacjami ukrywać — choć jest mu z nimi nadzwyczaj do twarzy, w dalszym ciągu pozostaje tym samym wrażliwym chłopakiem z gitarą. Nie przebiera się, nie zwodzi słuchacza, nie odwraca od siebie uwagi, by zatuszować niedoskonałości. Wręcz przeciwnie, obraca je w atut i podaje w oprawie, która jednocześnie rozdziera i koi, rozdrapuje rany, by za chwilę je zasklepić — zupełnie tak jak przed laty robił to wspomniany Isaac Hayes. Kiwanuka jest jednak daleki od bezkrytycznego naśladownictwa — inspirując się najlepszymi tradycjami soulu, po raz kolejny robi coś własnego.

Nowy teledysk: Michael Kiwanuka „Love & Hate”

michael1
Są piosenki piękne, są piosenki energetyczne, są piosenki kojące i są piosenki bezczelne. Do tych ostatnich z pewnością należy najnowszy utwór Michaela Kiwanuka „Love & Hate”, który zuchwale i bez skrupułów wkrada się do głowy słuchacza, gdzie zadomawia się na dobre, i mimo wielu prób właściciela głowy nie pozwala zapomnieć o balladzie, w której dobrze skomponowane chórki, ciepłe brzmienie instrumentów oraz wyrazisty i przeszywający do szpiku kości głos Michaela docierają do takich miejsc w sercu, o których słuchacz woli nie pamiętać. Jeśli chodzi o teledysk to tak jak utwór, jest prosty, bez fajerwerków, układów tanecznych, czy łez. Dzieje się muzyka, tyle wystarczy. Przypominam, że premiera płyty już 27 maja.

Nowy teledysk: Michael Kiwanuka „Black Man in the White World”

rsz_kiwanuka

Już ponad cztery lata minęły od wydania znakomitego debiutu Michaela Kiwanuki. Przed dwoma laty wokalista podzielił się jeszcze dość enigmatycznym singlem „You’ve Got Nothing to Lose”, który jednak nie pociągnął za sobą premiery całego albumu. Płyta jednak będzie i to jeszcze w maju, a zwiastuje ją chyba najbardziej energiczna i gospelowa kompozycja w dorobku Kiwanuki, czyli „Black Man in the White World”, która zadebiutowała przed tygodniem. Teraz numer został okraszony czarno-białym teledyskiem w wymowie przywodzącym trochę na myśl znakomite „Alright” Kendricka Lamara. Za klip odpowiada zresztą Hiro Murai, który współpracował już m.in. przy teledyskach Flying Lotusa czy Childish Gambino. Koniecznie obejrzyjcie i posłuchajcie. Cała płyta Love & Hate 27 maja.

Nowy singiel i teledysk Michaela Kiwanuki

Image1

Dość niespodziewanie, a przynajmniej niespodziewanie po cichu z nowym singlem wraca Michael Kiwanuka. Twórca znakomitego krążka Home Again sprzed dwóch lat, tym razem inspiracji szukał w Nashville, gdzie wraz z pomocą Jacka White’a jako producenta, nagrał numer „You’ve Got Nothing to Lose”, który na dniach ukaże się na winylowym singlu, a zdążył już zostać zilustrowany teledyskiem. Utwór jest nieco bardziej folkowy i progresywny niż dotychczasowy materiał Kiwanuki, ale ostatecznie stawia na te same wartości, które odkrył już przed słuchaczami debiut piosenkarza. Poza tym naprawdę polecam rzucić okiem na artystyczny, choć bardzo amerykański teledysk, który umiejętnie dopieszcza ten przyjemny, ale nie oszukujmy się, nie wybitny numer.

Osobiście bardziej cieszy mnie perspektywa b-side’u singla, którym został cover jeden z bardziej przejmujących utworów, jakie kiedykolwiek słyszałem, „Waitin’ ‚Round to Die” barda alternatywnego country Townesa Vana Zandta. Nie będzie to pewnie żadne rewolucyjne wykonanie, ale gdy tylko wpadnie w moje ręce, nie omieszkam podzielić się nim z Wami.

BBC Sound of 2013

Jak co roku na początku zimowego grudnia BBC ujawnia listę artystów rywalizujących o tytuły BBC Sound of. Tytuł ten to prestiżowe wyróżnienie, dla artystów dopiero stawiających kroki w muzycznym przemyśle i zapowiadającym się niezwykle interesująco. W przypadku tego rankingu mamy do czynienia z niezwykłą trafnością i wyczuciem tego co najlepsze, najciekawsze. Wśród tegorocznych nominowanych, debiutujących artystów znalazło się piętnaście nazwisk i nazw zespołów, które typowane są jako te najciekawsze muzyczne zjawiska najbliższych miesięcy m.in.: Angel Haze, A*M*E, Haim, Laura Mvula, Tom Odell, AlunaGeorge czy najbardziej znany z szerokiego grona The Weeknd. W poprzednich latach wśród laureatów i nominowanych byli tacy znaczący we współczesnej muzyce artyści jak chociażby: Frank Ocean, Adele, James Blake, Franz Ferdinand, Santigold, Florence + the Machine czy laureat ubiegłorocznej edycji Michael Kiwanuka. Zwycięzcę poznamy 4. stycznia, poniżej prezentujemy kilkoro z tegorocznych nominowanych bardziej przychylnych soulowej misce. Z pewnością niejedna z tych postaci zawojuje nadchodzący rok w muzycznym świecie. Pytanie tylko która?

Nowy teledysk: Michael Kiwanuka „Always Waiting”

Michael Kiwanuka, drugi po Franku Oceanie mój tegoroczny ulubieniec nie przestaje promować swojego znakomitego debiutu Home Again. Tym razem wokalista serwuje nam piękny teledysk do „Always Waiting”. Poruszający obrazek przedstawia historię starszej, chorej na Alzheimera kobiety oraz jej wspomnienia z młodości. Przeszłość miesza się z teraźniejszością, a wszystko to perfekcyjnie współgra ze spokojną grą gitary. Obejrzyjcie koniecznie:

Nowy teledysk: Michael Kiwanuka „Bones” / cover Jimiego Hendrixa „Waterfall”

Michael prezentuje teledysk do singla „Bones”. Obrazek kręcony w starym stylu to najprościej mówiąc zlepek wakacyjnych scen z krajów azjatyckich. Przyjemny widok. Druga nowość od wokalisty to video, gdzie możecie zobaczyć jak Kiwanuka śpiewa utwór Jimiego Hendrixa „Waterfall”. Wspaniałe wykonanie.

Michael Kiwanuka u Davida Lettermana

Michael Kiwanuka zabrał swoje talenty do The Late Show Davida Lettermana. Zaprezentował tam singiel “I’m Getting Ready”, o którym miałam już przyjemność pisać. Publiczność rozkoszowała się głosem artysty i jego umiejętnością pisania utworów. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji sprawdzić tej idącej jak burza już-za-chwilę-gwiazdy soulu, zróbcie to koniecznie. Nie możecie go przespać, o nie.

Nowy teledysk: Michael Kiwanuka „I’ll Get Along”


Jeden ze zdecydowanych kandydatów do naszego top 40 częstuje klipem. Obrazek powstał do numeru „I’ll Get Along” i idealnie wpasowuje się w letni klimat kawałka. Posłuchajcie i pooglądajcie sobie Kiwanukę.

Recenzja: Michael Kiwanuka Home Again

Michael Kiwanuka

Home Again (2012)

Polydor

Do niebotycznych wręcz rozmiarów media napompowały oczekiwania odbiorców względem długogrającego debiutu Kiwanuki. Tymczasem Brytyjczyk, jakby wbrew wszystkim, nagrał płytę niemodną, nieprzebojową i wymykającą się współczesnym klasyfikacjom.

Owszem, metki i szufladki są odbiorcy do życia potrzebne prawie jak powietrze, ale słuchając Home Again odnoszę nieodparte wrażenie, że na swój sposób kpi sobie z tych wielkich uszeregowań. Robi to zresztą mimowolnie, bez choćby odrobiny cynizmu, wypadając tym samym poza piramidę hołubionych dzisiaj wartości.

Nie oszukujmy się – to proste granie w starym stylu, trącające te same struny naszej wrażliwości, na których grę do perfekcji opanowali przed laty Tim Buckley czy Marvin Gaye. Ale Kiwanuka nie jest żadnym z nich. A i czas, zdaje się, wpadł ostatnio w szaleńczą pogoń za machinalną innowacją.

Tymczasem tutaj, piosenki, jedna po drugiej, z niesamowitą lekkością, płyną swoim własnym tempem, mieszając w niebezpiecznych dawkach melancholię z optymizmem. Aranżacyjnie, progresywne niuanse dopełniają czaru folkowych fundamentów.

Home Again to stworzony z tęsknoty i miłości ponadczasowy album, który równie dobrze mógł zostać wydany wiele lat temu, ale przydarzył się światu dzisiaj, ku być może nawet większej tego potrzebie. Nie bezosobowy renesans retro (którym stara się usprawiedliwić jakiekolwiek organiczne płyty, ani bacząc na ich pochodzenie), ale rzeczywista podróż do wytęsknionego domu.