Wydarzenia

mikromusic

Nowy teledysk: Mikromusic „Na krzywy ryj”

Tuż po północy, z niedzieli na poniedziałek 11 grudnia miała miejsce premiera wideoklipu do trzeciego już singla z nowej płyty Mikromusic. Singiel „Na krzywy ryj” oprócz osobliwego tytułu zyskał również piękny obraz autorstwa Macieja Ławniczaka i Kuby Sowańskiego, i jest zapisem ich podróży po Norwegii, polskich Tatrach oraz wyprawy do włoskich Dolomitów. To teledysk nie tylko dla wszystkich miłośników zapierających dech w piersiach górskich widoków, ale i pięknych dźwiękowych pejzaży. Jak zwykle muzyka Mikromusic koi i przenosi w magiczny świat wyzbyty pośpiechu…

Nowy album Mikromusic już w poniedziałek!

Już jutro do powszechnego obiegu trafi szósty studyjny album wrocławskiego zespołu Mikromusic. Według zapowiedzi oraz dotychczas udostępnionych singli, płyta Tak mi się nie chce będzie kontynuowała muzyczną ścieżkę grupy, która znana jest z umiejętnego mieszania jazzu, popu, trip-hopu oraz folku i łączenia ich w piękne melodie. Zmianą jest z pewnością to, że Wrocławianie postanowili pierwszy raz wydać płytę własnymi siłami. „Wracamy do korzeni wydawania niezależnego. Nagrywamy płytę bez żadnych ograniczeń artystycznych i formalnych. A mając totalną wolność nie spełniamy niczyich oczekiwań. Nagrywamy nowe piosenki z ogromną radością i przyjemnością, co na płycie będzie jak najbardziej do usłyszenia” – możemy przeczytać w notce prasowej. Ponadto produkcja – inaczej niż przy poprzednich – tym razem przypadła Dawidowi Korbaczyńskiemu, Piotrowi Plucie i Łukaszowi Sobolakowi. Za kompozycje natomiast głównie odpowiedzialni są Dawid Korbaczyński, a także Natalia Grosiak, która niezmiennie odpowiada za wszystkie teksty. Mix i mastering przypadł kolejny raz Robertowi Szydło. Według zapowiedzi, szykuje się więc najbardziej „piosenkowa” płyta Mikromusic, która w większości inspirowana jest muzyką lat 60-tych i 80-tych.

Tak mi się nie chce będzie można nabyć zarówno na CD, jak i na winylu. Partnerem wydawnictwa jest  firma Atlas sp. z.o.o. Poniżej możecie sprawdzić dotychczas opublikowane teledyski, zapowiadające płytę, a także zapoznać się z listą miast i miejsc, w których niebawem zespół zagra na żywo.

03.11. Lublin – Centrum Spotkania Kultur
05.11. Kraków – Forty Kleparz
09.11. Białystok – klub Zmiana Klimatu
10.11. Warszawa – klub Niebo
23.11. Płock –
24.11. Bydgoszcz – klub El Jazz
25.11. Kwidzyn –
30.11. Toruń – klub Od Nowa
02.12. Katowice – Kinoteatr Rialto
03.12. Łódź – klub Wytwórnia
08.12. Szczecin – Trafostacja Sztuki
09.12 Wrocław – Radio Ram
16.12 Olsztyn – klub Andergrant
17.12 Gdańsk – Stary Maneż

 

Koncertowy album Mikromusic

mikromusicwkwietniu

Jest dalece prawdopodobne, że wśród fanów Mikromusic to właśnie premiery koncertowych zapisów zespołu wzbudzają większy entuzjazm niż ich studyjne albumy. Od dziś możemy przekonać się na własnej skórze czy jest tak w rzeczywistości. Mikromusic w kwietniu jest rejestrem wiosennej trasy, podczas której grupa odwiedziła dwanaście polskich miast. Na dwóch krążkach zawarte są zarówno utwory z zeszłorocznego albumu Matka i Żony, jak i wyróżniające się z poprzednich płyt „Zostań tak”, „Sopot” czy „Takiego chłopaka”. Płytę można zdobyć w sklepie Agencji yMusic, oficjalnym koncie na Allegro oraz rzecz jasna na zbliżających się koncertach. Będąc uczestnikiem jednego z kwietniowych koncertów, mogę bez skrępowania zagwarantować, że nabywcy albumu doświadczą nagrań absolutnie magicznych.

Dawid Korbaczyński & Soulbowl: Press Play #22


Wierząc, że lepiej późno niż wcale, publikujemy dwudziestą drugą odsłonę rekomendowanych przez nas płyt. Bez względu na gatunek, datę premiery czy uznanie recenzentów. To albumy, które kochamy „od zawsze” oraz te, w których zgubiliśmy się przed chwilą.
Dzisiejsze zestawienie uświetnia Dawid Korbaczyński – piekielnie zdolny gitarzysta, współzałożyciel jednej z najciekawszych zespołów w kraju. Mikromusic od lat przekonuje do siebie za sprawą rewelacyjnych koncertów i dopieszczonych albumów. To również grupa świadomych i pracowitych muzyków, którzy lubią odkrywać i analizować wartościowe brzmienia. Przekonajcie się sami czytając rekomendację Dawida.

Dawid Korbaczyński / Mikromusic

Mutemath ‎ Armistice, Teleprompt Records (2009)

Kilka lat temu wąski światek muzyczny Wrocławia obiegł film na YouTube, który początkowo potraktowałem jako internetową ciekawostkę. Otóż pewien osobnik, nazwijmy go na bieżące potrzeby zwierzęciem scenicznym, rzuca w rozentuzjazmowany tłum centralę (największy bęben), wskakuje na nią i gra na innym bębnie. Zwierzak ma wielkie słuchawki przymocowane do głowy taśmą samoprzylepną, a całość mimo cyrkowego wydźwięku groovi niesamowicie. Szybko (kilka kliknięć później) okazało się, że ta „ciekawostka” na długo stała się moim ulubionym zespołem. Zwierzak to bębniarz amerykańskiej grupy Mutemath.
Mój wybór płyty do recenzji (Armistice) podyktowany jest chyba jedynie tym, że to w tym krążku zakochałem się jako pierwszym. Zespół, który ewidentnie nazwałbym rockowym, nie zamyka się jedynie w tej stylistyce. Nowoorleańczycy nie stronią od jazzu, soulu i elektroniki. Podają to jednak w sposób dla mnie kompletnie świeży, niesamowicie energetyczny a przy tym z wielkim szacunkiem dla pięknych melodii (Pins and Needles). Wszystko krąży tu wokół potężnego bębna ponad którym unosi się jasny wokal i pozostałe przestrzenne instrumenty. Już pierwsze przesłuchanie uświadomiło mnie w przekonaniu, że mam do czynienia z supergrupą wirtuozów, którym obcy jest  jednak wyścig kto szybciej i bardziej skomplikowanie zagra. Dojrzałość bije z każdej nuty. Spokój ale i fenomenalna energia, kierowanie nastrojem słuchacza i mnóstwo smaczków, wykrywanych dopiero po którymś przesłuchaniu.
Muzyką zajmuje się większość swojego życia i z czasem zauważyłem, że coraz ciężej znaleźć mi krążki, które by mnie inspirowały. Takim właśnie albumem jest Armistice jak i reszta płytoteki Mutemath, z której prawie połowa to albumy koncertowe. I tutaj chciałbym poruszyć jeszcze inna kwestię – koncertów właśnie. Od lat głosuję na nich jako propozycje na Openera. Kiedy straciłem już nadzieję na usłyszenie swojej kapeli na żywo, chłopaki (a raczej panowie przed czterdziestką podobnie jak piszący te słowa) zaplanowali europejską trasę obejmującą sąsiedzki dla Wrocławia Berlin. Okazało się, że w czwartek akurat nic nie gram i mogę się wraz grupką kumpli wybrać na swoja ulubioną kapelę. Mały klub na trzysta osób zapowiadał niesamowite doznania, ale to co zobaczyłem i usłyszałem przeszło moje wygórowane oczekiwania. Koncert wkroczył z wielkim hukiem do trójki moich ulubionych a reakcje ludzi, którzy wyszli po nim na fajkę oświadczyły mnie w tym, że nie jestem odosobniony w swoich odczuciach. Otwarte usta słuchaczy nie mogących wykrztusić słowa po tym co się przed chwila stało.
Więcej nie napiszę, bo w tle leci właśnie Mutemath i znowu się zasłuchałem.

Forrel

 Ania Dąbrowska Dla naiwnych marzycieli, Sony (2016)

Dotychczasowa twórczość Ani Dąbrowskiej kojarzona była z melancholią i głębokimi ponurymi tekstami, a jej charakterystyczny sposób śpiewania i niepowtarzalna barwa głosu wpisały się na dobre w polską scenę muzyczną, dzięki czemu z każdym nowym krążkiem artystka zyskiwała coraz większą popularność. Może to również za sprawą jej swobody i nie przybierania płaszcza innej postaci, a może polskie społeczeństwo lubi się smucić. Dla naiwnych marzycieli jest zdecydowanym przeciwieństwem poprzednich wydawnictw. Album jest lekki i miejscami wesoły. Ania odkleiła swoją łatkę ponurego muzyka i postanowiła wydać coś innego, coś przyjemnego dla ucha. Na płycie nie brakuje miłego bujania reggae w „Nieprawdzie” czy „Bez Ciebie”, typowych dla wokalistki instrumentalnych kawałków jak „Gdy nic nie muszę” czy „Oddycham”, ale również gospelowego szeptu w „Staraj się nie czuć”. Taki efekt wokalistka osiągnęła za sprawą połączenia sił ze zdolnym producentem Czarnym HiFi, który nadał luźny charakter krążkowi. Już sama okładka, odchodząca od stylu retro, utrzymana w ciepłych barwach wskazuje, że zawartość będzie inna od dotychczasowego dorobku Dąbrowskiej, bardziej komercyjna i pozytywna. W moim odtwarzaczu ten krążek już się zapętlił.

Chojny

Kamaiyah  A Good Night In The Ghetto (2016)

Z kondycją kobiecego hip hopu mam pewien problem — utalentowanych raperek niby nie brakuje, ale ich umiejętności niespecjalnie przekładają się na interesujące, konsekwentne dyskografie, którymi mogłyby dorównać choćby Missy Elliott w jej czasach świetności. Nie przeszkadza mi to jednak w kibicowaniu co poniektórym, na przykład tej nowej twarzyczce z Oakland. Kamaiyah pojawiła się znikąd i wymachując spożywanym z gwinta koniakiem oraz telefonem rodem z pierwszych sezonów The X-Files przyciągnęła naszą uwagę do jej debiutanckiego mixtape’u. Jak na zupełnie absolutny debiut, artystka zachwyca nas nie tyle wylewającym się z każdego utworu charakterem sympatycznej dziołchy z osiedla, co kompletnie wypracowanym stylem nawijki i wyczuciem kalifornijskiego rodowodu, na który składają się i neo-westoastowe wpływy DJ’a Mustarda, ale i duch starego dobrego g-funku/mobb music/hyphy’u (niepotrzebne skreślić). Dzięki A Good Night In The Ghetto lato trwa u mnie nadal i skończyć się nie zamierza.

Eye Ma

71pyjqtamql-_sl1200_

JONES New Skin, 37 Adventures (2016)
Odpaliłam tę płytę zupełnie przypadkiem przeglądając zakładkę nowe wydania na Spotify, chyba tylko i wyłącznie ze względu na ciekawą okładkę, bo nazwisko JONES zupełnie nic mi nie mówiło. Jeśli i wam nie przychodzi do głowy żaden singiel czy piosenka tej jeszcze nieodkrytej gwiazdy bierzcie ze mnie przykład i czym prędzej sięgnijcie po New Skin. To płyta będąca doskonale płynnym przejściem między kończącym się latem i związaną z nim radością a przygnębiającą do bólu jesienią. Jeszcze ciepło, ale jednak już nie tak kolorowo. Wspaniały, łagodny głos i równie solidnie skrojone podkłady, będące mieszanką popu i współczesnego r&b. Na razie faworyty z krążka to „Indulge”, „Melt” oraz „Walk My Way”, ale czegokolwiek byście nie zagrali z tego krążka, poczujecie się jak w domu.

 K.Zięba

B.B. King King Of The Blues, Crown Records (1960)

Znasz ten moment, kiedy czujesz się nieswojo z powodu nieznajomości twórczości któregoś z kultowych muzyków? Szczególnie w rozmowach ze znajomymi wynikających z niespodziewanej śmierci kogoś ważnego dla muzyki? Kiedyś miałem z tym problem i nadużywałem wtrąceń „tak, znam gościa, wielka strata” lub „ tak, ich płyta z końca lat siedemdziesiątych to był przełom!”. Dziś już nie wczuwam się tak bardzo i szczerze przyznaję, że odejście Dawida Bowie’ego czy Janusza Muniaka zupełnie nie wpłynęło na moją równowagę i nie namnożyło sentymentalnych emocji. Zminimalizowałem również odruch rzucania się na biografie i dyskografie świeżych nieboszczyków. Tak się złożyło, że znałem ich twórczość bardzo wybiórczo, więc czemu mam pompować żałobny balonik? Są po drugiej stronie ciszy, więc niepotrzebne im moje spóźnione gonitwy.
Z drugiej strony, kiedy atmosfera kondolencji opada, możesz ze spokojem podejść do odrobienia pracy domowej i przeanalizowania najważniejszych etapów kogoś, kogo powszechnie uważa się za jednostkę wybitną. Dać płytom kilkukrotnie wybrzmieć w Twoim domu, a nie skakać szlakiem youtube’owych podpowiedzi. Tylko wtedy możesz rzeczywiście wyrobić swoją opinie i na chłodno zdecydować czy dołączasz do grona entuzjastów.
Ja w tym tygodniu sprawdziłem, doceniłem i przyłączyłem się do grona fanów B.B. Kinga. Pomimo, że znam zaledwie dwie płyty, na czele z King of the Blues z 1960 roku. A to dopiero początek naszej przygody, Panie Riley!

Dill

Black Eyed Peas Bridging The Gap, Interscope (2000)

Wybrałem drugi krążek Black Eyed Peas. Warto do niego wrócić żeby uchwycić różnicę między tym, jak brzmiało BEP kiedyś, a jak brzmi teraz. Niebezpodstawnie dzięki takim albumom, jak Behind The Front czy właśnie Bridging The Gap mówiło się o nich, że należą do tego samego grona co The Roots, a to ze względu na ciekawą produkcję Will.I.Ama, który nie stronił w swoich bitach od żywych instrumentów, co zresztą i dzisiaj mu się zdarza. Niemniej jednak, wtedy czarnookie groszki były zdecydowanie bardziej hip-hop niż pop. Warto zwrócić uwagę na ten materiał nie tylko dlatego. Dla fanów dobrego, czarnego brzmienia jest to zdecydowanie pozycja obowiązkowa chociażby ze względu na rewelacyjne singlowe numery — rozpoczynające płytę „BEP Empire” na bicie DJ’a Premiera, „Weekends” czy „Request+Line” z gościnnym udziałem Macy Gray, które przecież swego czasu było bardzo popularnym kawałkiem i szalało na listach. Te utwory pokazują, że Bridging The Gap ma niesamowity przebojowy potencjał. Zresztą nie tylko one, bo w zasadzie przy każdym tracku człowiek zaczyna się ruszać i widać, że nie potrzeba do tego żadnych tanich chwytów, tu wszystko brzmi naturalne. Większość na pewno zna to wydawnictwo, ale jeśli ktoś jeszcze się nie zapoznał i kojarzy Black Eyed Peas głównie z ostatnich kilku płyt, niech koniecznie sprawdzi.

Dźwięku Maniak

ghost-fot

Ghost Freedom Of Thought, Breakin’ Bread (2009)

Ksywka tego niezbyt znanego producenta z Glasgow jest tak samo tajemnicza, jak jego wydawnictwo z 2009 roku, na którego temat próżno szukać jakichkolwiek recenzji. Jedynym wyjątkiem jest niezastąpione BBC, które pochyliło się nad – wydanym w niewielkim brytyjskim labelu – albumem Freedom Of Thought. Z perspektywy czasu ciężko stwierdzić co wpłynęło na tak nikły szum wokół płyty Ghosta, jednak nie ma takiej siły, która zabroniłaby wam teraz to nadrobić. Zwłaszcza, że materiał zaprezentowany na wspomnianym Freedom Of Thought, to bardzo solidna dawka instrumentalnego hip hopu, który balansuje gdzieś pomiędzy klasyczną boombapową stylistyką, a nieszablonową zabawą z samplami. Krążek z pewnością można polecić fanom DJ Shadowa, Cut Chemista, Emancipatora, Arts the Beatdoctora czy 40 Winks. Z samego wydawnictwa warto z kolei zapamiętać chociażby takie kompozycje jak bardzo shadowowe „Return Journey” oraz „Feel Pain”, boogie-funkowe „It’s All Love” czy też przyjemnie jazzujące „Road To Somewhere”. Zróbcie więc sobie przerwę od gonitwy za nowościami i pozwólcie pozbyć się choćby odrobiny kurzu z Freedom Of Thought.

Efdote

Baloji Kinshasa Succursale, Crammed Discs ‎(2012)

Tegoroczny festiwal Tauron Nowa Muzyka zaserwował nam wiele wspaniałych i zapadających w pamięć koncertów. Oprócz znakomitych koncertów, tak zwanych „pewniaków”, z wydarzenia tego powraca się z całym zestawem muzycznych odkryć. I tak oto, przez zupełny przypadek, namiot Carbon Continent przyciągnał nas jakąś magiczną siłą i kilkoma ciekawymi dźwiękami słyszanymi z oddali. Jak się okazało, na scenie szalał wtedy wraz ze swoim sześcioosobowym składem, pochodzący z Kongo — Baloji. Rewelacyjny i pełen energii koncert rapera, sprawił, że po powrocie do rzeczywistości, od razu sięgnąłem po jego nagrania, z których do dzisiaj pozostał ze mną w głośnikach, rewelacyjny Kinshasa Succursale z 2011 roku. Hip hop spotyka tu afrykańską muzykę, tradycyjne francuskie ballady czy też jazz. Wszystko to wsparte znakomitą sekcją dętą oraz jeszcze lepszymi chórkami. Jeżeli lubicie muzyczne podróże po Afryce, jakie serwuje Blitz the Ambassador, to ta płyta zabierze Was jeszcze głębiej w fascynujący świat Czarnego Lądu.

Relacja z Red Bull Music Academy Weekender Warsaw

rbma_2

 

Relacja z festiwalu Red Bull Music Academy Weekender Warsaw
– Pałac Kultury i Nauki za sprawą swej wyjątkowej iluminacji, przez ostatni weekend stał się muzycznym drogowskazem na mapie Warszawy.

Po serii koncertów, które odbyły się w Madrycie, Sztokholmie i Tokio nadeszła pora na wizytę „mobilnego” festiwalu Red Bull Music Academy Weekender w Warszawie. Przez trzy dni, na czterech scenach rozlokowanych w różnych lokalizacjach w samym sercu miasta, mieliśmy okazję zobaczyć ponad 30 artystów takich jak: Danny Brown, BRODKA XS, Looptroop Rockers, Onra, Moritz von Oswald Trio feat. Tony Allen & Max Loderbauer, Pink Freud, Shed, Diamond Version, Ladi6, Benjamin Damage, Jessy Lanza, Falty DL, Rebeka, Niewidzialna Nerka na Żywo, Mikromusic i innych.

Dla wielu muzyków udział w Red Bull Music Academy to prestiż i spełnienie marzeń. Ta niezwykła platforma kształtująca muzyczną przyszłość jest otwarta dla wszystkich pasjonatów wyrafinowanych rytmów i dźwięków. Polską edycję festiwalu RBMAWeekender poprzedził czwartkowy koncert niemieckiego kompozytora Hauschki, który oczarował publiczność w Studio im. Agnieszki Osieckiej oraz na antenie radiowej Trójki. Dzięki temu, że koncert był transmitowany nie tylko w radio, ale i na stronie internetowej, każdy mógł usłyszeć i zobaczyć w formie video ten wyjątkowy występ. Haushka zaprezentował bowiem ciekawy eksperyment elektroniczny wykonany na bardzo oryginalnym instrumencie: preparowanym fortepianie. Dzięki włożeniu między struny różnych elementów typu śrubki, gwoździe, sztućce lub nawleczeniu na struny koralików można wydobyć naprawdę nietypowe i zaskakujące barwy dźwięku.

W piątek na Placu Defilad zgromadzili się fani m.in. Rebeki, Jessy Lanzy, FaltyDL czy Dam-Funk. Obecność obowiązkową należało zaliczyć tego dnia na premierowym koncercie BRODKA XS, będącym wyjątkowym projektem muzycznym. Dobrze znane polskiej publiczności utwory zostały tak przearanżowane, by można je było zagrać na małych instrumentach typu: dzwonki, mini-gitarki, trójkąty czy… iPhone. Mimo niewielkich gabarytów tych sprzętów koncert wypadł niezwykle efektownie, a nowa odsłona popularnych utworów w stylu „Krzyżówka dnia” — bardzo oryginalnie.

rbma_3

W tym samym czasie w przestrzeniach Pałacu Kultury na scenie baru Studio występowała Chloe Martini — objawienie polskiej sceny beatowej. Czarując swym stylem r&b i remiksami utworów takich jak „Latch” Disclosure, wprawiła wszystkich obecnych w magnetyczny i hipnotyzujący nastrój.

Scena Teatralna należała do zespołu Niewidzialna Nerka, którego twórczość stanowi swoisty hołd dla rodzimej kultury hip hopowej. Występ Vienia, WłodiegoSpinache’a oraz Rasa, pełen odwołań do wspomnień i sentymentów, został przyjęty z dużym entuzjazmem przez zgromadzonych pod sceną. O oprawę muzyczną perfekcyjnie zadbali Night Marks Electric Trio we wsparciu z DJ Steezem. Odświeżenie rapowych klasyków z lat 90-tych oraz zaprezentowanie ich w nowych wersjach okazuje się być strzałem w dziesiątkę; nie zabrakło reinterpretacji kawałków takich, jak: „Się żyje”, „Ja wiedziałem, że tak będzie”, czy „93-94”, czyli utworów, na których wychowało się liczne grono obecnych na sali 30-latków.

Nie da się ukryć, że główną uwagę skupiał tego dnia Danny Brown — jedna z najbardziej unikatowych postaci świata rapu ostatnich lat. Od samego początku swego koncertu ten szalony raper z Detroit zawładnął roztańczoną publicznością. Połączenie gwiazdy rocka z niewątpliwym talentem raperskim, oryginalnym głosem i świetnymi beatami objawiło się w energetycznym show, za które fani pięknie się odpłacili wiernie recytując rymy esencjonalnych utworów „Dip” czy „Monopoly” (swoją drogą bezlitosnych bangerów).

rbma_4

Trzeci dzień festiwalu bez wątpienia należał do grupy Looptroop Rockers, ikony europejskiego hip hopu. Szwedzi: PromoeEmbeeSupreme Cosmic tryskali pozytywną energią skutecznie zarażając nią wszystkich dookoła (zwłaszcza przy utworach „Fort Europa” i „Looking for love”). Zespół, podczas swej kolejnej już wizyty w Polsce, zaprezentował najlepsze numery z ponad dziesięciu lat działalności. Nie zabrakło też odniesień do obecnej sytuacji na Ukrainie; w końcu Looptroop jest znany z tego, że ich utwory są zaangażowane polityczno-społecznie.

Rodzimy zespół Kamp! to jeden z najbardziej rozpoznawalnych zespołów na polskiej scenie muzycznej. Jak zawsze wzbudzając wiele pozytywnych emocji, chłopcy tym razem zaskoczyli publiczność swoim nowym materiałem, który powstał podczas sesji w Red Bull Studio w Madrycie. Oprócz znanych i lubianych electro-popowych brzmień, nie zabrakło więc nowych utworów w stylu „A new leaf”.

W muzyce Klaves, czyli Mikołaja Gramowskiego, czuć z kolei mocną fascynację brytyjską sceną klubową. Ten mający zaledwie 22 lata polski producent brał już udział w kilku dużych festiwalach, takich jak choćby Open’er czy Burn Selector Festival. Na scenie baru Studio wypadł wprost rewelacyjnie. Jego słodkie, dyskretne kompozycje podszyte taneczną pulsacją znakomicie wprowadziły w klimat gromadząc pod sceną z minuty na minutę coraz więcej osób.

Jednym z najjaśniejszych punktów Weekendera był niewątpliwie występ Onry, czyli Arnauda Bernarda. Znany z numerów takich jak „High Hopes”, „The Anthem” czy „Chinoiseries”, francuski beatmaker kolejny raz odwiedził nasz kraj, by zaprezentować swą niebanalną twórczość. Jego electro-funk, nowoczesny soul i inspiracje czerpane m.in. z Wietnamu są jego wizytówką rozpoznawalną na całym świecie. Dzięki niemu Bar Studio w sobotnią noc został wypełniony po brzegi, a Onra potwierdził tym samym, że wciąż znajduje się na fali dryfując między jedną, a drugą inspiracją muzyczną.

rbma_1

Podczas festiwalu nie zabrakło również nagrań An On Bast i Macieja Fortunę z elektroakustyczną interpretacją muzyki filmowej Krzysztofa Pendereckiego, czy szalonej końcówki sobotniej nocy w Boiler Roomie, odbywającym się w klubie 55, gdzie pojawili się reprezentanci ekipy SoulectionESTA., Joe Kay czy The Whooligan.
Jazzowa formacja Pink Freud, która tego samego dnia wystąpiła również na znanym warszawskim pikniku, wzięła na warsztat utwory kultowego zespołu Autechre. Fakt, że naprawdę ciężko się było dostać na ten koncert najlepiej potwierdza, że występ wypadł znakomicie. Warto też wspomnieć o niespotykanych kompozycjach kalifornijskiego artysty Dam Funka czy dopracowanego do perfekcji występu Tony’ego Allena i Mortza Von Oswalda. Takich gwiazd jak Eltrona Johna czy Sheda reklamować nie trzeba. To właśnie ich występy zamknęły pierwszą polską edycję Weekendera, skutecznie wyciskając z publiczności ostatnie resztki energii.

Poza oficjalnym line-upem, na uwagę zasługuje również wsparcie muzyczne w wykonaniu Jana Szareckiego i Auera. Swoimi elektronicznymi wibracjami zagrzewali do tańca nie tylko zgromadzoną publikę w strefie gastronomicznej, ale również barmanów, którzy w swej pracy spisali się na medal (Ballantines Brazil z Red Bullem rządzi!). Osobne ukłony należą się w zasadzie całej obsłudze terenu festiwalowego, począwszy od osób sprawdzających bilety, po dyskretną ochronę i punkt medyczny czuwający nad bezpieczeństwem.

Mimo, iż RBMA Weekender odbywał się w centrum miasta w sprzyjających warunkach atmosferycznych, nie zdołał przyciągnąć tłumów, co dało się zauważyć m.in. w piątek w klubie Nowa Jerozolima. Takie zespoły jak Studio Barnhus, gwiazdy Sztokholmskiej edycji festiwalu Sónar, chyba nigdy nie grały dla tak nielicznie przybyłych. To wielka szkoda, bo 99 zł za dwudniowy karnet na występy w tak dobrze wybranych miejscach i za możliwość zobaczenia na żywo tak wielu ciekawych oraz zdolnych artystów w Polsce to rzadkość. Pozostaje mieć nadzieję, że następnym razem organizatorom uda się lepiej rozpropagować imprezę i tym samym zgromadzić więcej ludzi chętnych i otwartych na nowe doznania muzyczne.
Tym, którym nie udało się uczestniczyć w wydarzeniu oraz dla tych, którzy chcieliby przypomnieć sobie poszczególne występy, polecamy śledzenie strony Red Bull Music Academy Radio. Już niebawem ukaże się na niej weekenderowy zapis wybranych występów muzycznych. 

Za relację dziękujemy Magdalenie Skubisz.

Nowy teledysk: Mikromusic „Za mało”

mikromusic

Nie wiem czy ktokolwiek inny w redakcji mógłby napisać ten post, bo szczerze mówiąc nie mam pewności, czy ktoś tutaj podziela moje poglądy. Jednak obok najnowszego teledysku Mikromusic nie da się przejść obojętnie.

Wolałabym nie rozpoczynać swoich wywodów na temat, o którym traktuje zespół, bo powstałaby na skutek tego wielka diatryba, dlatego pozwolę sobie tylko rzec, że jestem dumna ze wszystkich ludzi, którzy nie jedzą albo chociaż jak najmocniej minimalizują jedzenie mięsa; którzy są ŚWIADOMI. I jestem dumna z siebie, że odstawiłam je w pełni.

Mikromusic natomiast chcę ogromnie podziękować. To, co zrobiliście — nie mam słów. Was natomiast przeogromnie proszę i zachęcam, żebyście przed obejrzeniem klipu zapoznali się jeszcze z apelem wystosowanym przez zespół.

„Teledysk do piosenki „Za mało” to obraz codzienności , której nie chcesz widzieć i do której nie chcesz się przyznawać.
Każdego dnia w okrutny sposób traktowane są zwierzęta: hodowane nie tylko na mięso, ale również na futro, skórę, ozdoby, biżuterię.
Czy masz świadomość co dzieje się za ścianą, za naszymi plecami, za płotem naszego domu?
Świadomość tego, że gdy budzisz się witając kolejny dzień zaraz koło Ciebie zaczyna się kolejny dzień koszmaru zwierząt,
które przez całe swoje życie cierpią w bólu i lęku, abyś mógł zjeść kolejnego kotleta, nosić skórzane rękawiczki, czy też nosić sztuczne rzęsy z futra norki?
Cierpienie zwierząt to wierzchołek góry lodowej, bo to co człowiek człowiekowi potrafi uczynić jest równie nieprawdopodobne.
Dla pieniędzy, dla coraz większej chęci posiadania.
Nie musisz tego wszystkiego mieć. To nie uczyni cię szczęśliwym.
Masz wybór. I tylko dzięki Tobie może się coś zmienić.”

MIKROMUSIC i JoBee w Cudzie Nad Wisłą – konkurs ROZWIĄZANY!

Untitled-1 copy
Z okazji kolejnego odcinka Koncertowych Czwartków w Cudzie nad Wisłą, tym razem z udziałem zespołu MIKROMUSIC oraz JoBee, mamy do rozdania 5 podwójnych zaproszeń. (więcej…)

MIKROMUSIC x JoBee wystąpią w Cudzie Nad Wisłą

mikromusic cud Już 18 lipca w Cudzie nad Wisłą wystąpią autorzy jednego z największych i najpiękniejszych hitów początku roku czyli Mikromusic ze swoją piosenką „Takiego Chłopaka”!

Grupa łącząca piękne melodie, kunszt warsztatowy oraz wspaniałą koncertową energię. Muzyka zespołu to fuzja jazzu, trip-hopu, rocka, czasem też muzyki ludowej. Okazuje się, że takie pozornie różne gatunki muzyki tutaj współbrzmią nadspodziewanie spójnie. Enigmatyczny głos wokalistki Natalii Grosiak jest prawdziwą wizytówką zespołu, który z roku na rok zyskuje coraz większe uznanie.

Na początku 2013 światło dzienne ujrzał piąty krążek zespołu „Piękny koniec” zbierający bardzo pozytywne recenzje krytyków i fanów.

Ta wrocławska formacja znakomicie sprawdza się podczas koncertów. Mocą swojego talentu i oryginalnych aranżacji tworzą niepowtarzalny mikro-klimat, budując szczególną więź z publicznością.

Rolę supportu przed Wrocławianami pełnić będzie JoBee, Polka zamieszkująca i żyjąca obecnie w Brukseli, gdzie wraz ze swoim zespołem JoBee Project śpiewa jazz, soul, rock, pop i hip hop. Znana również jako prezenterka radiowa w stacji FM Brussel, gdzie od 5 lat prowadzi swój autorski program radiowy SupAfly, oraz założycielka znanego kolektywu kobiecego hip hop SupAfly Collective, z którym koncertuje po Europie od roku 2009. Właśnie powróciła z trasy po Nowym Jorku, gdzie spędziła 2 miesiące grając z lokalnymi artystami.

Aktualnie pracuje nad kolejnym albumem The Blossoming wraz z Polskim producentem Marcinem Borsem. Wydawnictwo zapowiada nowy singiel €˜”Magic”, wyprodukowany w Polsce!

MIKROMUSIC x JoBee
18.07.2013, Cud Nad Wisłą
start: 19:00
wstęp: 20/25 pln

WYDARZENIE NA FACEBOOKU