Wydarzenia

naomi shelton

Recenzja: Naomi Shelton & The Gospel Queens Cold World

Naomi Shelton & The Gospel Queens

Cold World (2014)

Daptone

Naomi Shelton to, po Sharon Jones, Lee Fieldsie czy Charlesie Bradley’m, kolejne warte uwagi nazwisko z szeregów wytwórni Daptone. I, jak zresztą sugeruje owa wyliczanka, kolejna weteranka muzyki soul, która swój późny (ale nie spóźniony) debiut zaliczyła już w kwiecie wieku, przed kilkoma laty nakładem wspomnianej oficyny. Shelton jednak bynajmniej nie była nowicjuszką, przez lata występowała — początkowo w kościelnym chórze, a następnie, z nieco bardziej świeckim repertuarem, w amerykańskich klubach od Florydy do Nowego Jorku. Ale dopiero w 2009 roku piosenkarka, wspomagana przez trio wokalne The Gospel Queens, na swoim debiucie What Have You Done, My Brother? zafascynowała miłośników klasycznego rhythm & bluesa odważnym mariażem południowego soulu z głęboko osadzoną w tradycji muzyką gospel. Nie inaczej jest zresztą na tegorocznej płycie grupy.

Jeśli dla Shelton czas w muzyce zatrzymał się przynajmniej pół wieku temu, trudno byłoby liczyć na to, że pięcioletnie oczekiwanie na kolejny album jej zespołu, przyniesie diametralną zmianę brzmienia. I rzeczywiście, Naomi Shelton & The Gospel Queens pozostają wierne swoim ideałom. Ale choć dwanaście oryginalnych kompozycji zawartych na Cold World w prosty sposób przywodzi na myśl muzykę takich wykonawców jak The Staples Singers, Curtis Mayfield czy Sam Cooke, przewodnim tematem albumu, zgodnie z tytułem, jest kondycja współczesnego świata, który dziś, być może bardziej niż kiedykolwiek, potrzebuje natchnionej, angażującej i zaangażowanej duchowo muzyki. Pod tym względem, nawet mimo dość anachronicznego brzmienia — otwarcie balansującego na granicy soulowych trendów lat 50., 60. i w mniejszym stopniu 70., Cold World jest płytą niesamowicie adekwatną, a wręcz odważnie zajmuje niepopularne dziś stanowisko. Przesłanie jest jasne — „It’s a cold, cold world we’re living in / Just in Jesus you’ll find a friend” — wybrzmiewa w ekspresyjnej gospelowej harmonii refren quasi-tytułowego „It’a a Cold, Cold World”! A należy w tym miejscu podkreślić, że o sile płyty stanowią nie tylko te proste, choć bezkompromisowe teksty, ale w równym stopniu także kunszt wokalny grupy, w którym, niezależnie od utworu, odnajdziemy dojrzałość, siłę i charakter, ale też oddanie i pasję, jakich ze świecą szukać w być może doskonałych technicznie, ale pustych emocjonalnie występach uczestników programów typu talent show, które z roku na rok coraz dobitniej kształtują brzmienie naszych czasów.

Naomi Shelton ma rację — na bardzo wielu płaszczyznach żyjemy w potwornie zimnym świecie — co jako ludzie, być może jesteśmy w stanie dobitniej uzmysłowić sobie właśnie w chłodne i szare listopadowe popołudnie. Wtedy bowiem muzyka The Gospel Queens ma szansę z podwójną siłą, przebić się przez gęste chmury, by choć na krótką chwilę rozświetlić i ogrzać ten zimny świat.