Wydarzenia

paolo nutini

Recenzja: Paolo Nutini Caustic Love

Paolo Nutini

Caustic Love (2014)

Atlantic


Trzeci album Paolo Nutiniego, którego fenomen na Wyspach pozostanie dla mnie chyba już na zawsze nie lada tajemnicą, został ukrzyknięty przez tamtejsze media najlepszym brytyjskim blue eyed soulowym krążkiem od czasów Roda Stewarta i Joego Cockera. I jeśli udamy, że Jamie Woon i James Blake nie mają z soulem nic wspólnego, być może faktycznie jest w tym stwierdzeniu ziarnko prawdy. Ale chyba niewiele więcej.

Na Caustic Love obdarzony ciekawą barwą głosu Nutini mocno uderza w stylistykę szeroko pojętego retro soulu. I w tym przypadku pojęcie to wydaje się być wkręcz skrojone pod wymiar dla piosenkarza, który na potrzeby płyty odkurza cały wachlarz różnorodnych brzmień z płytowych katalogów od wczesnych lat 60. po drugą połowę 70. Są więc i folkowe ballady w stylu Cata Stevensa, i upbeatowy orkiestrowy niezobowiązujący soul à la Sam Cooke, a oprócz tego bez trudu wyłapiemy numery inspirowane psychodelicznym funkiem początku lat 70., rockiem alternatywnym czy słonecznym reggae popem. Przez to, choć większość kompozycji na krążku wyszła spod ręki samego Nutiniego, płyta paradoksalnie robi wrażenie raczej zbioru zręcznych adaptacji — przy czym właściwie do każdego z utworów można bez problemu dopasować nazwisko hipotetycznego oryginalnego wykonawcy. Wniosek nasuwa się sam — lata mijają, a Nutini nadal nie wie czy wolałby być bardziej jak Bob Marley czy Otis Redding. Na chwilę może okazać się, owszem, całkiem zręcznym substytutem, ale ostatecznie to wyłącznie kwestia czasu, zanim poszukujący słuchacz porzuci „One Day” na rzecz „A Change Is Gonna Come”. I choć materiał nie schodzi poniżej pewnego poziomu, nie należy się łudzić, że znajdziemy tu rzeczy zdolne powalić kogokolwiek na kolana — najbliżej, bez cienia wątpliwości, jest subtelne „Let Me Down Easy” oparte na klasycznym samplu Bettye LaVette.

Nie można chyba napisać, że Caustic Love jestem rozczarowaniem. Wręcz przeciwnie — dotychczasowi miłośnicy muzyki piosenkarza powinni być jak najbardziej usatysfakcjonowani. Problem w tym, że Nutiniemu wciąż brakuje konsekwencji i przejrzystej koncepcji swojej muzyki, przez co jego nowy album to materiał raczej na jeden niezobowiązujący odsłuch niedzielnym popołudniem, aniżeli coś co zostanie z nami przez kolejne dni, tygodnie, miesiące, nie wspominając nawet o latach.