ratking
Nowy album: Wiki Lil Me

Nie tak dawno temu, a dokładnie to 8 sierpnia zeszłego roku, nakładem brytyjskiej wytwórni XL wydany został debiut Ratking — nowojorskiej grupy udowadniającej że wciąż w hip hopie może się znaleźć miejsce na na świeże pomysły. Jak to nieraz bywa, z oryginalnością popularność jakoś niechętnie idzie w parze, więc nie zdziwię się, jeśli wielu z Was właśnie czyta o grupie po raz pierwszy. Nie jest także tajemnicą, że współczesnym rapem nie rządzą ekipy, a soliści. Stąd za prawdopodobnie dobry ruch uznać można decyzję Wikiego — przewodniego głosu w Ratking — o wydaniu własnego, autorskiego projektu. Już nie jako kompletnie anonimowy emcee, Nowojorczyk pozwolił sobie załatwić na album parę bardziej znanych producentów, takich jak Madlib, Harry Fraud, Kaytranada i Skywlkr. Nie brakuje także podkładów od znanego z twórczości grupy producenta Sporting Life, także mamy gwarancję, że przynajmniej cząstka pokręconego, ratkingowego brzmienia została przemycona na Lil Me. Zapraszamy do odsłuchu projektu od rapera zachęcającego nas takimi tytułami tracków jak „Livin’ with My Moms” albo „Sunday School Dropout”.
Recenzja: Ratking So It Goes
Ratking
So It Goes (2014)
XL Recordings

Ostatnie kilka lat przyniosło nam długo oczekiwany przez wielu słuchaczy triumfalny powrót nowojorskiego hip hopu. Ekipa A$APów połączyła tradycje Zgniłego Jabłka z inspiracjami z południa Stanów, Joey Bada$$ i Pro Era dokonali skutecznej reanimacji boom bapu, wraz za nimi podążyła masa innych młodych składów pokroju Flatbush Zombies, The Doppelgangaz, czy The Underachievers, a także charyzmatycznych solistów takich jak Action Bronson i Mr. MFN Exquire. Jest dobrze, ale nie do końca — większość nowej fali NY opiera się głównie na tym co już było, bez ambicji kreowania czegoś kompletnie świeżego i ustanawiającego nowe standardy. Debiutancki longplay grupy Ratking mógłby robić za wzorowy przykład ciekawego kierunku rozwoju dla nowojorskiego rapu.
Oczywiście skłamałbym mówiąc, że skład z Harlemu tworzy coś w stu procentach nowego. Chłopaki mają w sobie coś z Beastie Boysów — spontaniczność, zakorzenioną w punku (choć nie opartą na nim) energię. Lider zespołu, raper Wiki, swoim stylem nawijki kojarzy się z Talibem Kwelim i Mos Defem w jednej osobie. Drugi raper (Hak) przez cały album pozostaje w cieniu kolegi, ale uzupełnia go w taki sposób, że tęsknię za czasami kiedy to grupy (a nie soliści) rządzili tym gatunkiem. Warstwa muzyczna natomiast leży gdzieś pomiędzy szaleństwami Death Grips, a kunsztem Heatmakerz z obozu Dipsetów.
Wyliczanie bardziej i mniej oczywistych źródeł inspiracji traci sens, gdy słyszymy jak wszystkie czynniki składają się w bardzo logiczną całość, opartą na świetnie podjętych kompromisach. Raperzy nie starają się tutaj osiągnąć lirycznych wyżyn, ich uliczne opowieści nie należą do najbardziej fascynujących, metafory nie wymagają zaglądania na rapgenius.com w celu ich zrozumienia. Ich teksty są za to szczere, najczęściej dosłowne, trafiające w sedno, swoją naturalnością pasujące do często krzyczanego, przepełnionego pasją sposobu deklamacji. Znakomicie wypadają u nich refreny i inne powtarzane partie wokalno-rapowe — wręcz ostrzegam przed tym, jak bardzo są one czasem zaraźliwe.
Podobny chaos, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu, panuje na przygotowanej przez Sporting Life’a warstwie muzycznej. Producent posługuje się elementami, które nie powinny zadziwić żadnego słuchacza hip hopu: brudnymi jazzowymi instrumentami, podwyższonymi fragmentami soulowych wokali, lekko trapowymi perkusjami, ale gdzieniegdzie wpleciony został house i juke. Całość wyegzekwowana została w sposób unikalny i przede wszystkim idealnie komponujący się ze zwrotkami Wikiego i Haka. Podkłady imponują ponadto swoją złożonością i ilością szczegółów, które regularnie dostrzega się z każdym kolejnym odsłuchem płyty.
So It Goes to materiał budzący w słuchaczu uczucie obcowania z czymś przesiąkniętym Nowym Jorkiem i zarazem nie kojarzącym się bezpośrednio z tym miastem. Czymś jednocześnie nowatorskim i ściśle opartym na hiphopowych tradycjach. Nadzwyczaj ułożonym organizowanym i ułożonym muzycznym bałaganem. Ratking mogą nie mieć siły przebicia, która pozwoliłaby im rozdawać karty w przyszłych rozgrywkach nowojorskiej rap gry. Mają jednak coś, czym z pewnością przekonają do siebie garstkę koneserów pewnych, że wszystko już widzieli, słyszeli i nic więcej nie jest im do szczęścia potrzebnego. Więc tak to właśnie idzie.

