rosalia

Recenzja: Rosalía El mal querer

Rosalía

El mal querer (2018)

Sony

Jeżeli chcielibyśmy przyglądać się Rosalíi z perspektywy zeszłorocznego solowego debiutu Los Ángeles, prawdopodobnie musielibyśmy być prawdziwie zafascynowani tradycyjną muzyką Hiszpanii, żeby się na tej płycie odnaleźć. To album przesiąknięty dostojeństwem i powagą flamenco, które potrzebują należytego zapału i uwagi słuchacza, a w ostateczności trafiają do nielicznych.

Żeby zaś porwać tłumy, trzeba prawdziwego ognia. Chcecie ognia? Macie ogień! El mal querer, podobnie jak poprzednik, obfituje w temperamentne utwory. Tu jednak flamenco stanowi jedynie punkt wyjścia do dekonstrukcji, pretekst do nieskrępowanej zabawy współczesnym popem i R&B. To gra na autorskich zasadach, ale proste rozwiązania raczej nigdy nie szły w parze z firmą Rosalía Vila Tobella (sprawdźcie jazzowy kolektyw Kalejao, z którym pracowała, mając 19 lat). Na drugim solowym albumie idzie z nią za to w produkcyjnej parze El Guincho, co dało najlepsze dzieło w życiorysach obojga.

Tym co do El mal querer przyciąga już na starcie, są detale. Ktoś tu chciał mocno wpłynąć na wyobraźnię słuchacza i uczynić koncept płyty zaczerpnięty ze średniowiecznego romansu namacalnym. Elementy flamenco mają więc interesujące towarzystwo sampli z terenu, jak dźwięk tłuczonego szkła czy odgłosy walki białą bronią. Najbardziej zaskakującym i charakterystycznym z nich jest rytm nadawany przez natarczywy warkot motocykla w „De aquí no sales” (pozdrawiam ludzi zafascynowanych słuchaniem samochodowych silników; nareszcie rozumiem).

Niemniej ciekawe są partie wokalne. Rosalía nie śpiewa solo, ale to ona nadaje ton. I jest to obecnie jedna z bardziej niezwykłych wokalnie produkcji; także przez sposób obróbki. Partie śpiewu to w rzeczywistości mozaiki, wiodące od melodyjnych, gardłowych pasaży do wykrzyknień czy poszatkowanych, polifonicznych fragmentów. Kolorytu dopełniają sample, trap i wystukiwane czy wyklaskiwane rytmy. Nie sposób zresztą zapomnieć barwy głosu Rosalíi — niby kruchej, ale mocnej i niskiej. Nawet auto-tune wydaje się stworzony wyłącznie do wydobycia siły jej wokalu.

El mal querer to album pełen ornamentyki wplecionej w masowy kontekst. Ale już singlowe „Malamente” zwiastowało, że nie może być mowy o standardowym wydawnictwie na skraju popu i R&B z odrobiną flamenco, mimo wyraźnie słyszalnych inspiracji. Mamy ich na płycie sporo. Większość z was pewnie zdążyła już rozpoznać cytat z „Cry Me a River” w „Bagdad” (przechodzącego niepostrzeżenie w utwór pokroju hiszpańskiej wariacji na temat „Like a Prayer” Madonny), internet odkrywa też kartę z fragmentem utworu Arthura Russella. Sama artystka wspomina, że „Di mi nombre” to tekstowy hołd dla „Say My Name” Destiny’s Child, słychać też nawiązania do future gospel spod znaku Jamesa Blake’a. Pod względem środków wyrazu Rosalía plasuje się jednak gdzieś bliżej Björk z czasów Post. Tak jak Islandka łączy niecodzienną, pełną skrajności wrażliwość z eksperymentatorskim rozmachem, momentami bliskim patosowi.

Mnie osobiście wciąż brakuje na El mal querer czegoś, czego nie jestem w stanie doprecyzować, a co czyniłoby tę płytę lepiej zapamiętywalną jako całość. Być może użyta formuła nie jest tak przepastna, jak się wydaje. Mimo to wśród rewolucjonistów muzyki komercyjnej, gdzieś między glitchowymi połamańcami a rozpanoszonymi na dobre tropikalnymi wpływami, Rosalía zdecydowanie kroczy w tym momencie najodważniejszą ścieżką. Czyni to z wielkim wyczuciem i świadomością. Miejmy nadzieję, że nie pozostanie sezonową ciekawostką, choć pogłoski o współpracy z Arcą raczej na to nie wskazują. I dobrze, bo — parafrazując ostatnie dyskusje o polskich wyczynach fonograficznych — to jest pop, jakiego dziś potrzebujemy.

Janet Jackson i Rosalía z występami na MTV Europe Music Awards 2018

Już przed kilkoma dniami, w minioną niedzielę w hiszpańskim Bilbao odbyła się tegoroczna ceremonia wręczenia statuetek MTV Europe Music Awards 2018. Najwięcej, bo aż cztery nagrody zdobyła dla Cameli Cabello „Havana”, a Janet Jackson uhonorowano wyróżnieniem Global Icon. Z tej okazji piosenkarka pojawiła się na scenie i wykonała jej najnowszy wakacyjny singiel „Made for Now„, w który wplotła fragmenty „Rhythm Nation” i „All for You”. Choć w występ włożono sporo pracy, dopracowując każdy szczegół, sceną zawładnęła tego wieczoru Rosalía — objawienie hiszpańskiego flamenco R&B. Piosenkarka wydała w ostatni piątek znakomity longplay „El mal querer”, który, nie mamy wątpliwości, jeszcze przed końcem roku trafi na listy najlepszych płyt 2018 i pod strzechy bardziej świadomych słuchaczy z całego świata. Ogarnijcie oba występy i przemowę Jackson poniżej.

#FridayRoundup: Action Bronson, Rosalía, H.E.R., Vince Staples i inni

W tym tygodniu wjeżdżamy na bogato, ponieważ mamy dla Was aż dziesięć premier, po których najszczęśliwsi powinni być przede wszystkim fani hip-hopu, ale jak zwykle znaleźliśmy również trochę neo-soulu, jazzu a nawet szczyptę klimatycznego downtempo.

(więcej…)

Rosalía z kolejną odsłoną autorskiego flamenco-R&B

U la la! Po odsłuchu zeszłorocznej klasycznej płycie Rosalíi nie sposób było spodziewać się po niej takiego nowego otwarcia w tym roku! Najpierw przyszły duety z C. TanganąJ Balvinem, a następnie już sygnowana własnym nazwiskiem współpraca z El Guincho w „Malamente” — pierwszym singlu zwiastującym nowy projekt piosenkarki. Teraz otrzymaliśmy wcale nie mniej ujmujący drugi utwór z krążka — „Pienso en tu mirá” równie zręcznie łączący flamenco pop z nową falą R&B i lekko reggaetonowym, choć w tym przypadku jednak bardziej bitowym, zacięciem. Niezależnie od na wpół rapowanych zwrotek „Pienso en tu mirá” ożywa w tradycyjnie piosenkowym refrenie, który przenosi materię znaną z ostatnich płyt Natalii Lafourcade na zupełnie nowy poziom. Klasa!