solange

Press Play #27: 13 lat Soulbowl

W ostatni piątek naszej stronie stuknęło 13 lat! O tym, jak to się wszystko zaczęło, rozpisywaliśmy się (być może za bardzo) w serii artykułów przed 6 laty. Tym razem postanowiliśmy reaktywować starą kolumnę Press Play, w której zwykliśmy się dzielić swoimi aktualnymi muzycznymi fascynacjami, łącząc przeszłe zajawki z naszą pracą na stronie. Trochę egocentrycznie, ale bez narcyzmu, przedstawiamy płyty, których nie poznalibyśmy, gdyby nie Soulbowl.pl.


Love vs. Money

The-Dream

Radio Killa

Soulbowl powstał w 2006 roku, ale potrzeba było trochę czasu, by nasza niezobowiązująca zajawka zaczęła nabierać bardziej określonych kształtów — wpisały się w nie m.in. recenzje premier płytowych, które z różną częstotliwością i skutkiem pojawiają się na naszych łamach do dziś. Tekstem, który w moim przekonaniu niejako tę epokę otworzył, była recenzja Love vs. Money The-Dreama sprzed (niemal równo) dziesięciu lat. Wówczas nie miałem świadomości, ale jak miało się okazać w kolejnych lata, to także album, który ukierunkował moje muzyczne zainteresowania i wyznaczył pewien (dość wygórowany) standard dla produkcji współczesnego R&B w ogóle. Bo pod tym względem — dbałości do detale, kreowaniu kilku różnych muzycznych planów jednocześnie i przechodzeniu pomiędzy nimi w obrębie kompozycji, odtworzenia na nowym muzycznym polu koncepcji cyklu piosenek (znanej choćby z What’ Going On Marvina Gaye’a, a ostatnio nadającej pęd najnowszemu krążkowi Solange) — Love vs. Money nie ma sobie równych. Ale to też solidna emocjonalna przeprawa — kompetentne i nieoczywiste rozwinięcie starego jak świat światem dylematu — miłość czy pieniądze. W tym kontekście jednak archetypowe rozterki w muzyce popularnej, historia kariery samego Dreama, moje potyczki z jego dyskografią czy nawet kondycja muzyki R&B są cokolwiek drugorzędne. Dziś w centrum stawiam raczej nieprzewidywalność — pamiętam doskonale ten moment, kiedy kreśliłem recenzję płyty Dreama przed 10-cioma laty — wtedy pod wpływem mojej chyba pierwszej krytycznej przeprawy wyrósł w moich oczach na bohatera sceny, ale nie mogłem spodziewać się, że jego płyta nie tylko zdefiniuje na nową moją percepcję muzyki i w ciągu kolejnej dekady wyrośnie w moich oczach na najznakomitszą pozycję w bogatej historii gatunku. Nie mogłem się też wówczas spodziewać, że 10 lat później Soulbowl — lepione jednak po amatorsku z żywej zajawki i dobrych chęci grupy pasjonatów — przetrwa próbę czasu i będę mógl podzielić się z wami w tym artykule tą spontaniczną, szczerą refleksją.— Kurtek


Section.80

Kendrick Lamar

Top Dawg

Kendrick Lamar – Section.80
2011 był dla mnie rokiem wyjątkowym — nie tylko dlatego, że dołączyłem do zespołu soulbowl.pl. To był niezwykły rok dla muzyki, przynajmniej dla tej czarnej. Obecny stan muzycznego rozkładu sił, to znaczy dominacji hip hopu i r&b nad wszystkimi innymi gatunkami, to efekt rozpoczętej wówczas wymiany pokoleń. W czasie gdy po swoje zaczynał iść trap, cloudowy A$AP Rocky zacierał granice między przeszłością a przyszłoscią, Tyler the Creator czy Lil B zacierali granice między powagą a szaleństwem, Drake przekonywał coraz więcej osób do ostatecznego rozliczenia się ze stereotypem groźnego rapera-gangstera, to na mapie współczesnego r&b znaczenia nabrały takie postaci jak The Weeknd, Frank Ocean i James Blake. W centrum całej tej masy krytycznej dostrzec można było skromnego (ale czy na pewno?), sympatycznego (ale czy na pewno?) chłopaka z Compton. „K-Dot nagrał album, po którym na pewno zrobi się o nim głośno w całej Ameryce.” – tak pisałem w jednej z moich pierwszych, bardzo słabych recenzji na Misce. Ale prognoza była trafiona, Kendrick jest dziś gwiazdą wielkiego kalibru, cholernie sprawnie godzącą ze sobą sukces komercyjny i artystyczny. Emocje związane z kolejnymi odsłuchami „A.D.H.D”, „The Spiteful Chant”, czy „Keisha’s Song (Her Pain)” nakręcały mnie wówczas jak mało co, podobnie jak ukryty featuring na Take Care Drake’a, albo każde nowe doniesienie na temat już przygotowywanego pod okiem Doctora Dre good kid, m.A.A.d city. Bez tego krążka nie byłbym sobą — człowiekiem tak bardzo lubiącym zarażać innych fascynacją kierowaną na współczesną muzykę, jako że może mieć ona jeszcze coś tam ciekawego do zaoferowania. — Chojny


Section.80

Kendrick Lamar

Top Dawg

W 2011 roku ksywka Lamara, choć jeszcze mało znana, zaczęła pojawiać się tu i tam coraz częściej. Jako fan rapowej klasyki w tamtym czasie sporadycznie sięgałem po rzeczy nowsze niż z końcówki lat 90., jednak porównania Kendricka do Tupaca sprawiły, że zrobiłem wyjątek. Oczywiście zacząłem od wydanego kilka miesięcy wcześniej Section.80. Ku mojemu zdziwieniu album nie miał w sobie praktycznie nic z zachodniego wybrzeża, które znałem. Sam Lamar odbiegał również od pozy gangstera, a tekściarski kunszt zdawał się czerpać z przeciwnego końca Ameryki. W dodatku te jazzowe beaty w „Rigamortis” i „Ab-Soul’s Outro”. Dalszą historię Lamara już znacie. I chociaż przez niemalże dekadę K-Dot zdążył wydać już o wiele lepsze wydawnictwa, to bardzo lubię wracać do Section.80. Było to dla mnie wprowadzenie nie tylko do ekipy TDE, ale także do całej ówczesnej nowej rapowej fali. Dzięki Misko!— Mateusz


A Seat at the Table

Solange

Columbia

Kiedy zaczynałam swoją soulbowlową przygodę, byłam zatwardziałą hiphopową głową, której zainteresowania ledwo wychodziły poza dyskografię A Tribe Called Quest i polskich najpopularniejszych raperów. Przez te dwa lata zdecydowanie złagodniałam, a hip-hop ustąpił neosoulowym brzmieniom czy R&B. Zastanawiałam się nad wyborem, bo soulbowl nauczył mnie takich wykonawców jak SZA, Frank Ocean czy Janelle Monae. Jednak płytą, która zdecydowanie przełamała lody, było A Seat at the Table — subiektywnie, jeden z najlepszych albumów ostatniej dekady. To wzruszające, subtelne dzieło, którym Solange na stałe wpisała się w kanon moich ulubionych artystów. To celebracja kultury Afroamerykanów i kobiecej siły. I tried to run it away. Thought then my head be feeling clearer . I traveled 70 states. Thought moving around make me feel better. – „Cranes in the sky” zawsze porusza tak samo. Tydzień po premierze When I Get Home, a ja wciąż nie mogę uwolnić się od A Seat at the Table.— Polazofia


El mal querer

Rosalía

Sony

Gorący występ na rozdaniu MTV European Music Awards i coś z grzesznej przyjemności hiszpańskich telenoweli. Rosalía to kwintesencja współczesnego, perfekcyjnego popu, muzyczny fenomen. Czerpie garściami z tradycji flamenco i łączy ją z nowoczesnym R&B – działa podobnie jak Soulbowl. Dokonujemy starannej selekcji między starym a nowym, nie zapominamy o legendach i klasykach gatunku i szukamy wciąż nowych, wartych odsłuchu brzmień, którymi się z Wami dzielimy. — Ibinks


Channel Orange

Frank Ocean

Def Jam

Dekadencki obraz młodzieży, ignoranckiej klasy wyższej, narkotyków, seksu, toksycznych lub przelotnych relacji, w tym autotematyczny wątek uczucia do innego mężczyzny; synestetyczny motyw lata i nieodwzajemnionej miłości. Channel Orange to kompozycje oparte na popowych, a jednocześnie niebanalnych liniach melodycznych z wykorzystaniem żywych instrumentów. Album przełomowy zarówno dla gatunku, jak i środowiska. Dzięki niemu Frank Ocean z powrotem wniósł neo soul na wyższy poziom, dokonał znaczącego coming outu na scenie hip-hopowej oraz stał się inspiracją dla kolejnych artystów.— Klementyna


Priscilla

JMSN

White Room

Gdy wśród redaktorów Soulbowla, padł pomysł stworzenia Press Play’a dotyczącego albumów, których nie poznali byśmy, gdyby nie Miska, ogarnęła mnie lekka panika, bo jak tu wybrać tylko jeden krążek? Po chwili namysłu przyszedł mi do głowy artysta, którego w gruncie rzeczy, Soulbowl mocno w naszym kraju spopularyzował. Chodzi o JMSN-a i jego debiutancką płytę Priscilla. Premiera albumu w 2012 roku zbiegła się ciężkim okresem w moim życiu. Pamiętam to jak dziś, przeczytałam na Soulu recenzję tej płyty, zaczęłam jej słuchać i uznałam, że jest całkiem w porządku. Jak na kiełkującą wtedy estetykę alt r’n’b zapowiadało się całkiem nieźle. Przyznaje, nie była to głęboka miłość od pierwszego przesłuchania. Dałam Priscilli trochę czasu. Niedługo potem, podczas wielu bezsennych nocy, które mnie w tamtym okresie dręczyły, ponownie przystąpiłam do odsłuchu debiutu JMSN’a. Staring out the window, Waiting for life to stop, Cause everything I been through, Never seems to let up — i dokładnie to w tym momencie robiłam. Była jakaś 4 rano, za oknem lekko świtało, deszcz bębnił w okno. Klisza i banał, scena jak z kiczowatego melodramatu, ale w tamtym momencie było mi to niezbędne. To, co przekazywał w swoich tekstach Christian, to w jaki sposób układał melodie, dodawał instrumentalne smaczki sprawiło, że w tamtym momencie poczułam się bezpiecznie. Jego muzyka i szczera prostota tekstów, dziwnym trafem, potrafiła podnieść mnie na duchu. Nałogowo słuchałam tego krążka. Pomyślałam, jak fajnie, że jest takie miejsce, że są tacy ludzie, którzy odkrywają przede mną i innymi, znakomitą muzykę i genialnych artystów. Parę lat później broniłam pracę licencjacką, która dotyczyła między innymi promocji muzyki urban przez Soulbowl. Ani się obejrzałam jak po castingu na redaktora udało mi się pod szyldem Miski pisać. Myślę, że to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Są ludzie, którym po prostu chce się promować dobrą muzykę. Obyśmy robili to przez wiele kolejnych lat!— Pat

Nowy teledysk: Solange „Almeda”

We wspólnym nagraniu z The-DreamemPlayboy Cartim Solange wraca do swoich korzeni. Tytułowa Almeda to obszar w południowo-zachodniej części jej rodzinnego miasta Houston. Wyreżyserowany przez artystkę klip wzbudza szacunek rozmachem. Znalazło się w nim miejsce na domowe filmiki, afirmacje kobiecej wspólnoty i przynależności rasowej, taniec na rurze (!), a nawet parodię pokazu mody. Ruch po okręgu i sztuczki z rękami przypominają za to magiczne rytuały. Naprawdę trudno pozostać odpornym na urok Solange.

#FridayRoundup: Solange, Little Simz, 2 Chainz i inni


Rozpoczynamy marzec, a to oznacza, że sezon wydawniczy zaczyna rozkwitać niczym krokusy w waszych ogródkach. Wybaczcie nędzną poetykę! Wbrew pozorom ostatni piątek nie był wcale dniem jednego krążka — Solange i jej nieoczekiwany When I Get Home oczywiście zdominowała dzisiejsze plejlisty, ale ukazało się też sporo premier, na które czekaliśmy — wśród nich zapowiadane znakomitymi singlami wydawnictwo Little Simz, nowy krążek 2 Chainza czy kolejny longplay Pr8l3mu. Ponadto nowe płyty wypuścili dziś też Blu, Rick Rock, Hozier, Mereba, Shy Girls, T-Pain, Sammie, DaBaby i Lil Skies. Na deser mamy epkę z remiksami z ostatniego krążka Charlesa Bradleya.


When I Get Home

Solange

Columbia

Oniryczna podróż do rodzinnego Houston jest tematem nowego krążka Solange, który ukazał się dziś wczesnym rankiem po kilku lapidarnych zapowiedziach na Instagramie piosenkarki. O tym, że następca fantastycznego A Seat at the Table z 2016 roku ma się ukazać jeszcze przez tegorocznym występem artystki na Orange Festivalu, mówiło się w kuluarach od jakiegoś czasu, ale chyba nikt nie spodziewał się, że krążek ukaże się tak szybko. Na płycie złożonej z 19(!) piosenek, półpiosenek i interludiów Solange wsparli kreatywnie m.in. Earl Sweatshirt, Panda Bear, Tyler the Creator, Gucci Mane, Playboi Carti, Blood Orange’s Dev Hynes, Sampha, Pharrell Williams, Raphael Saadiq, Metro Boomin, The-Dream, Standing on the Corner, Scarface, Cassie, Abra, Steve Lacy czy Devin the Dude. Co z tego wyszło? Posłuchajcie czym prędzej poniżej!— Kurtek


Grey Area

Little Simz

Age 101 Music

Dzięki takim wykonawcom jak Little Simz o kobiecym rapie jest ostatnio wyjątkowo głośno. Raperka jest jedną z czołowych reprezentantek brytyjskiej sceny. Już od paru lat skutecznie łączy grime’owe trendy z łagodniejszymi brzmieniami. Grey Area to już trzeci długogrający krążek. Warto zaznaczyć, że Little Simz dopiero co skończyła 25 lat! Album składa się z dziesięciu kawałków. Gościnnie pojawili się Cleo Sol, Chronixx, Little Dragon oraz Michael Kiwanuka. Zdecydowanie wyróżniającym się utworem jest „Selfish” z doskonałym refrenem wspomnianej Cleo Sol. Sprawdźcie! — Polazofia


Rap or Go to the League

2 Chainz

Gamebread

Rap or Go to the League – dylemat, przed którym z pewnością w swoim czasie stanął sam 2 Chainz, w końcu w młodości spisywał się całkiem nieźle jako koszykarz. Na szczęście dla nas Tauheed Epps wybrał to pierwsze, dzięki czemu możemy dziś cieszyć się premierą jego piątego albumu. Koszykarskie nawiązania na tym się nie kończą, a ponoć w pracę nad projektem w roli producenta wykonawczego mocno zaangażował się sam Lebron James. Dodatkowo u boku gospodarza usłyszymy też gwiazdy z muzycznego podwórka. Wśród nich są Kendrick Lamar, Ariana Grande, Lil Wayne, Travi$ Scott oraz Chance The Rapper. Jeśli w ten weekend poszukujecie mocnego, rapowego uderzenia, to Rap or Go to the League powinno być pierwszym wyborem. — Mateusz


Widmo

Pro8l3m

RHW

Pierwsi futuryści polskiej ulicy powracają z długo wyczekiwanym longplay’em Widmo. Jest to dopiero drugi legalny długograj duetu, jednak od wydania (cieszącego się w niektórych kręgach statusem instant classic) debiutanckiego Pro8l3mu, dostaliśmy jeszcze EP-kę Hacked by Ghost 2.0 oraz zeszłoroczny mixtape Ground Zero. Apetyt słuchaczy rozbudzały wychodzące przed premierą albumu single: zaskakujący, popowo-housowy „Interpol” oraz „Jak Disney” z pierwszą w historii grupy pełną zwrotką odpowiadającego za produkcje Steeza. Widmo nie przynosi ostatecznie jednak żadnych radykalnych zmian w stylistyce grupy. Szczególnie wyróżnia się pro8l3mowa fantazja na temat kontrowersyjnego utworu Myslovitz, czyli „To nie był film” z gościnnym występem Artura Rojka, jednak większa część materiału to dalej opowieści z pogranicza ulicznych porachunków i egzystencjalnych rozkmin snute są pod syntetytczne produkcje z vibem najntisowej elektroniki. Czy to już zjadanie własnego ogona, czy może świadectwo dojrzałego operowania autorskim stylem? — Wojtek


A Long Red Hot Los Angeles Summer Night

Blu & Oh No

Nature Sounds

Weterani sceny z Zachodniego Wybrzeża, raper Blu i producent Oh No otwierają 2019 r. ze wspólnym projektem. A Long Red Hot Los Angeles Summer Night to konceptualny krążek, którego tematyka skupia się na życiu mieszkańców Los Angeles uwikłanych w rożne kryminalne historie, ale także codzienne troski i problemy. Na 17 utworach udzieliły się również inne legendy kalifornijskiego podziemia, w tym Self Jupiter czy Abstract Rude. Efektem jest psychodeliczna podróż do miasta aniołów, okraszona doskonałymi tekstami, surową produkcją i niepowtarzalnym klimatem.

Adrian


Rick Rock Beats

Rick Rock

Southwest Federation

Rick Rock to prawdziwa legenda hip-hopowej produkcji z Bay Area. Ma na koncie współpracę z Tupac’em, niezliczone hity dla E-40’ego, Fabolousa („Can’t Deny It”), Busta Rhymesa („Make It Clap”, „I Know What You Want”) czy Jaya-Z (między innymi „Parking Lot Pimpin'”). Jest także prekursorem hyphy, nurtu w kalifornijskim hip-hopie tak charakterystycznego dla wykonawców z Oakland czy Vallejo. Krótko mówiąc, w rap grze ma wyrobioną pozycję. Kilka lat temu ukazała się jego pierwsza stricte rapowa płyta Rocket The Album, także w całości przez niego wyprodukowana, a pierwszego marca tego roku pojawiła się nowa solówka zatytułowana po prostu Rick Rock Beats. Gospodarzowi towarzyszą między innymi tacy goście jak Snoop Dogg czy Nef The Pharoh, a także Stresmatic i Goldie Gold, koledzy z powiązanego z Rockiem składu Federation. Warto będzie sprawdzić, co tym razem przygotował dla nas Król Slapperów z Północnej Kalifornii. — Dill


Shelby

Lil Skies

self realeased

Niedoszły zeszłoroczny Freshman XXL Lil Skies powraca ze swoim drugim albumem, zatytułowanym Shelby. Longplay jest kontynuacją estetyki obranej przez rapera na jego debiutanckim projekcie (Life of a Dark Rose z 2017 roku). Skies pozostaje w konwencji współczesnego, melodyjnego trapu, opartego, przede wszystkim, na autotunowanym śpiewie i przestrzennej produkcji z popowym zacięciem. Na płytce pojawiają się zaledwie trzy gościnki: Gucci Mane, Gunna oraz Landon Cube, przy czym ten ostatni dograł się na track „Nowadays Pt. 2”, będący follow-upem do pierwszego viralowego hitu, który powstał przez współpracę tego duetu. Próżno szukać w takim graniu innowacji, jednak fani skiesowej stylistyki powinni się odnaleźć.— Wojtek


Wszystkie wydawnictwa wyżej i pełną selekcję tegorocznych okołosoulowych premier znajdziecie na playliście poniżej.

Odsłuch: Solange When I Get Home

Oniryczna podróż do rodzinnego Houston jest tematem nowego krążka Solange, który ukazał się dziś wczesnym rankiem po kilku lapidarnych zapowiedziach na Instagramie piosenkarki. O tym, że następca fantastycznego A Seat at the Table z 2016 roku ma się ukazać jeszcze przez tegorocznym występem artystki na Orange Festivalu, mówiło się w kuluarach od jakiegoś czasu, ale chyba nikt nie spodziewał się, że krążek ukaże się tak szybko. Na płycie złożonej z 19(!) piosenek, półpiosenek i interludiów Solange wsparli kreatywnie m.in. Earl Sweatshirt, Panda Bear, Tyler the Creator, Gucci Mane, Playboi Carti, Blood Orange’s Dev Hynes, Sampha, Pharrell Williams, Raphael Saadiq, Metro Boomin, The-Dream, Standing on the Corner, Scarface, Cassie, Abra, Steve Lacy czy Devin the Dude. Co z tego wyszło? Posłuchajcie czym prędzej poniżej!

Solange szykuje nowości

Na instagramowym profilu @saintrecords w październiku zapanowała głucha cisza. Solange nie dawała o sobie znać przez dłuższą chwilę, ale od kilku tygodni kolejne festiwale ogłaszają jej headlinerskie występy, a przedwczoraj odżył i Instagram, ale nie tylko — portal HighSnobiety podaje, że oprócz promowania projektu z magazynem i-D i wrzucania filmików z nowymi brzmieniami Solo reaktywowała znany w latach 90. jako safe space czarnej społeczności serwis społecznościowy BlackPlanet. Na Twitterze pojawiła się z kolei bomba w postaci zgrabnej grafiki z tracklistą.

 

Sama artystka w zeszłym roku w wywiadzie dla New York Timesa wprost zasugerowała, że następca A Seat at the Table ukaże się „w pełnej krasie w jakimś tajemniczym i niespodziewanym momencie”. Ptaszki ćwierkają, że rzeczony moment nadejdzie w ciągu najbliższych godzin — nowe wydawnictwo Solange podobno nosi tytuł When I Get Home i (zgodnie z prawidłami stref czasowych) w Polsce mamy je usłyszeć z samego rana. Trzymamy kciuki za prawdziwość tych doniesień i w oczekiwaniu na majowo-czerwcowe spotkanie ze wszechstronną wokalistką podczas Orange Warsaw Festival (31.05-01.06) siedzimy jak na szpilkach!

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

callll meeee 281-330-8004 ! s/o mike jones 4 life! special announcement on the hotliiiiiinnne!!!

Post udostępniony przez @ saintrecords

Beyoncé zdominowała festiwal Coachella

Zdjęcie Larry Busacca/Getty Images for Coachella

All Hail the Queen! Ciężko było mi podnieść szczekę z podłogi po tym co usłyszałam i zobaczyłam podczas koncertu Beyoncé na tegorocznym festiwalu Coachella w Indio, Kalifornia. Zabrzmi to jak czcze słowa, ale wokalistka po raz kolejny podniosła sobie poprzeczkę i udowodniła, że jest tytanem występów live. Śmiem też podejrzewać, że zrekompensowała z nawiązka brak obecności na zeszłorocznej Coachelli.

Pięciokrotna zmiana kreacji (w tym nawet manikiuru!), ponad stu tancerzy, orkiestra, zmodyfikowany aranż utworów, genialnie stworzone przejścia i wstawki i ta kondycja Bey. Podczas prawie dwugodzinnego setu nie zabrakło też „niespodziewanych” gości. W trakcie „Deja Vu” do artystki dołączył Jay-Z, byliśmy świadkami ponownego reunionu Destiny’s Child (aczkolwiek poczułam lekki zawód z powodu braku LaTavi oraz LeToyi, a były ku temu przesłanki). Dodatkowo „Get Me Bodied” uświetnił taneczny układ sióstr Knowles. Wszystko jak za starych dobrych czasów.

SZA i Solange łączą siły w nowym teledysku

SZA i Solange lacza sily w nowym teledysku

The wait is over! SZA zaprezentowała długowyczekiwany teledysk to utworu „The Weekend”. Przez ponad cztery minuty artystka pokonuje różnorodne taneczne wariacje, czyniąc to w sposób poetycki i prezentując przy tym swoje kobiece wdzięki. Pomysłodawczynią klipu była Solange, która stanęła po drugiej stronie kamery. Singiel jest przełomowy dla artystki. Pokrył się platyną i otrzymał nominację do nagrody Grammy. Kawałek pochodzi oczywiście z niemniej popularnego krążka CTRL. Sprawdźcie naszą recenzję płyty oraz ranking, w którym album znalazł się na wysokiej pozycji. A przed tym zobaczcie, czym zaowocowała współpraca dwóch Amerykanek.

Solange na Open’erze!

sol

Alter Art właśnie poinformowało, że do lajnapu i tak wypełnionego po brzegi pierwszorzędną czarną muzyką dołączy Solange! Autorka jednej z najlepszych zeszłorocznych płyt A Seat at the Table, zwyciężczyni naszych dwóch podsumowań roku 2016, tegoroczna laureatka nagrody Grammy Solange!

Piosenkarka wystąpi na gdyńskim Kosakowie w pierwszy dzień festiwalu, w środę, 28 czerwca, czyli tego samego dnia co James Blake, Michael Kiwanuka, Radiohead i Royal Blood. Bilet jednodniowy to w tym roku koszt 239 złotych, a karnety na całą imprezę nabyć można w tej chwili za 559 złotych. Więcej informacji na stronie festiwalu.

Oryginalny występ Solange u Jimmy’ego Fallona

solange_jimmy_fallon_soulbowlpl
Najnowszy album Solange jest prawdziwym objawieniem muzycznym 2016 roku. Seat at the Table przoduje w większości rankingów podsumowujących bieżący rok. Beyoncé zapewne podgryza z nerwów paznokcie z tego powodu, ponieważ często jej album Lemonade przegrywa z wydawnictwem młodszej siostry. The lady in red zaszczyciła swoim występem show Jimmy’ego Fallona i wykonała medley „Rise/Weary”. Pomimo że żaden z tych kawałków nie znalazł się na szczycie naszego rankingu utworów, to repertuar i sam występ należy uznać za bardzo trafiony i udany. Ciekawa stylizacja i choreografia zachwyciła widzów The Tonight Show. Występ zobaczcie poniżej, a wkrótce sprawdźcie na naszej stronie ranking albumów. Może album Solange znajdzie się na szczycie?

Solange na żywo w Saturday Night Live

Jeżeli jeszcze nie słyszeliście, to już w przyszłą sobotę, muzycznymi gośćmi w programie Saturday Night Live będą członkowie zespołu A Tribe Called Quest, a poprowadzi to debiutujący w tej roli Dave Chappelle. Zanim to jednak nastąpi, wróćmy na chwilę do tego, co działo się wczoraj, bowiem był to równie wyjątkowy wieczór. Dwa numery ze swojej ostatniej, znakomitej płyty A Seat at the Table wykonała Solange i przyznać trzeba, że zrobiła to perfekcyjnie. Zarówno ona, towarzyszący jej zespół oraz występujący tu gościnnie Sampha oprócz tego, że znakomicie zinterpretowali „Cranes In the Sky” oraz „Don’t touch my hair”, to doskonale znali swoje role na scenie i niemal każdy ich ruch był tutaj przemyślany. Nie ma tu oczywiście mowy o rozmachu czy obłędnych układach, z jakim kojarzymy występy Beyoncé, dostajemy za to niezwykle wysmakowany artystycznie performance, który chce się oglądać kilka razy. Dodatkowo warto też wspomnieć, że album dotarł na pierwsze miejsce Billboardu, co zapisało się już w historii, gdyż po raz pierwszy w tym samym roku na sam szczyt tej listy swoje krążki wprowadziły dwie siostry. Gratulujemy!

Remixy Solange i Chance The Rapper od Kaytranady!

kaytranada

Chance The Rapper dopiero ujawnił, że nagrał kawałek z Kaytranadą, a już dzisiaj mamy przedsmak tego jak ta współpraca może wyglądać. Nasz ulubiony kanadyjski DJ i producent przygotował swoją wersję hitowego „All Day”, a także rozbujał „Cranes in the Sky” z ostatniej, rewelacyjnej płyty Solange. Oba kawałki przenoszą nas nieco do wcześniejszego etapu kariery Kaytry i przypominają o tanecznych editach chociażby Janet Jackson. Słuchaliście już fenomenalnego 99.9%? Joint Chance’a pochodzi z mixtape’u 0.001%, który naprawdę warto sprawdzić!

Zobacz mini dokument o powstawaniu nowej płyty Solange!

66c3ec92
Kilka dni temu otrzymaliśmy nowy rewelacyjny album Solange — A Seat at the Table, a dziś dostajemy mini dokument prezentujący strzępki sesji nagraniowych i jam sessions poprzedzających sam proces nagrywania krążka. W A Seat At The Table, Beginning Stages pojawiają się między innymi Sampha, Kwes, Sean Nicholas Savage i syn Solange — Juelz. Możemy posłuchać fragmentów wczesnych wersji „Don’t You Wait”, „Mad” czy „Don’t Touch My Hair”.

Sama Solange napisała kilka słów na temat filmu:

A Seat At The Table, Beginning Stages to spojrzenie na czas pierwszych jam sessions, eksperymentów oraz eksplorowania dźwięków i pomysłów na album. Niektóre z jam sessions nie trafiły na płytę, ale pomogły stworzyć i określić brzmienie, wczesne teksty i koncepty, które napisałam specjalnie na ten projekt.
Ten film dzieli się na trzy części. Pierwsza i druga część powstały na Long Island i w Nowym Orleanie, gdzie najpierw zaczęłam jamować i pracować nad pomysłami ze wspaniałymi artystami i muzykami, którzy się tu udzielają (jak również z niesamowitymi artystami i muzykami, którzy nie są tu pokazani). Wiele z tych dni po prostu zaczynało się od tego, że śpiewałam melodię albo ktoś grał motyw na klawiszach lub na basie i tworzył się z tego godzinny jam.
W trzeciej części przenoszę wszystkie te jam sessions do New Iberii w LA razem z moimi inżynierami i tworzymy struktury piosenek, dźwięki, piszemy teksty i melodie. Potem wzięłam wszystkie te piosenki do Los Angeles by pracować z Raphaelem Saadiq’em, aby pomóc wzmocnić produkcję i nagrać wokale razem z Troyem Johnsonem. Kiedy patrzę na pierwszą fazę tworzenia płyty, pamiętam bardzo silną energię, która nadała ton i, za co jestem wdzięczna, podążała za nami wszędzie podczas tworzenia tej płyty.”

Bardzo ciekawy materiał dla słuchaczy. Dodam tylko od siebie, że Solange z takimi krótkimi włosami na głowie to my kind of girl! Miłego słuchania i oglądania.

Recenzja: Solange A Seat at the Table

Solange

A Seat at the Table (2016)

Saint

Po zeszłotygodniowej premierze trzeciego longplaya w karierze Solange widać jak na dłoni, jak długą artystyczną drogę przeszła — od wydanego na pół roku przed Dangerously in Love Beyoncé trzecioligowego debiutu, przez zdradzające pewne ambicje twórcze nie do końca fortunnie pożenione z gatunkowymi schematami Sol-Angel and the Hadley St. Dreams, po definiującą Solange po raz pierwszy jako świadomą i konsekwentną artystkę epkę True stworzoną we współpracy z Devem Hynesem. Wtedy też piosenkarka definitywnie przestała być młodszą siostrą swojej sławnej siostry, a teraz z czystym kontem i zapasem sił twórczych wydała nareszcie swoją pierwszą kompletną artystycznie długogrającą odsłonę — A Seat at the Table.

Radykalne zmiany w sposobie dystrybucji muzyki — możliwość ominięcia dużej wytwórni, by krążek w legalnej i zgodnej z intencjami twórcy formie mógł dotrzeć do odbiorców na całym świecie, bez wątpienia wpływa na brzmienie i charakter wydawanej ostatnio muzyki. Doskonale tę zależność zademonstrował przed miesiącem Frank Ocean — jego Blonde nie tylko stało się symbolem ucieczki od supremacji dużej wytwórni, ale pokazało dobitnie, jak priorytety artystyczne rozmijają się z komercyjnymi. Usłyszeliśmy bowiem album bez choćby jednego typowego singla — formą przypominający emocjonalny szkicownik. Solange nie musiała co prawda od nikogo uciekać — od lat jest na swoim — ale nagrała płytę, która jeszcze w latach 90. mogłaby być przez dużą oficynę odrzucona z banalnego powodu — braku ewidentnego przeboju. Tak przez osiem lat na półce leżakował Kamaal/The Abstract zaproszonego zresztą do współpracy przez Solange Q-Tipa. Przy okazji ledwie siedmioutworowego True wielu zadawało sobie pytanie, czy siłą epki nie jest przypadkiem w dużej mierze jej kompaktowy rozmiar i zastanawiało się, jak piosenkarka poradzi sobie na dłuższym dystansie. I oto mamy odpowiedź! A Seat at the Table to longplay z krwi i kości, dbający jednakowo o szczegół i ogół — album, który pochłania się jednym tchem. Wszystko dzięki przemyślanej wizji i zmaterializowanemu dopiero teraz, ale wypracowywanemu latami brzmieniu.

W pierwszej chwili dzięki rozlicznym mówionym interludiom płynnie wpisanym w bieg kolejnych kompozycji album naturalnie przywodzi na myśl przebieg The Miseducation of Lauryn Hill, ale to tylko jeden z wielu tropów. Osobiste retrospektywne ujęcie czarnego dziedzictwa będące tematyczną osią płyty (a zawarte w dużej mierze w reportażowym sposobie narracji) przypomina już bowiem raczej poszukiwanie własnych korzeni przez Matanę Roberts na Mississippi Moonchile — fantastycznej drugiej części jej projektu Coin Coin. Stricte muzycznie Solange plasuje się jednak zupełnie gdzieś indziej — pomiędzy sophistipopowym anturażem KING, jazzującym ekscentryzmem wczesnych płyt Eryki Badu a delikatną aurą niezapomnianej Minnie Ripperton. A Seat at the Table to płyta nagrana w tradycji neo-soulu, ale jednocześnie wyraźnie korespondująca z charakterystycznym synthfunkowym brzmieniem, które Solange wypracowała przed czterema laty z Devem Hynesem na kultowym już True. Tym razem co prawda z piosenkarką współpracowało wielu rozmaitych producentów, ale nad całością czuwał weteran soulu Raphael Saadiq. I być może to właśnie jego zasługą jest klasyczny vibe bijący od A Seat at the Table, który, trzeba podkreślić, sam w sobie nie decyduje o wartości tej skądinąd zrealizowanej zgodnie z duchem czasu płyty — ale to właśnie dzięki niemu krążek już w chwili premiery można uczciwie położyć na półce w towarzystwie klasycznych neo-soulowych albumów. Sama Solange jest na krążku subtelna, ale też szczera, zdecydowana i pewna siebie. Z pomocą Saadiqa po mistrzowsku udało jej się przekuć synthsoulowy minimalizm True na bardziej złożoną brzmieniowo tkankę.

W jednym z hajlajtów krążka — osadzonym na przestronnym wielowarstwowym bicie „Cranes in the Sky” Solange mierzy się z obezwładniającą samotnością, melodycznie odnajdując się gdzieś pomiędzy Eryką Badu a Dirty Projectors. Z kolei nawiązujące tytułem do marki odzieżowej z lat 90. „F.U.B.U.” („For Us, by Us”) to z jednej strony muzyczna reinkarnacja soulu na jazzrapowych bitach spod znaku debiutu D’Angelo, z drugiej zaś przeciwstawiający się wciąż piętrzącym się we współczesnej Ameryce stereotypom rasowym inspirujący czarną społeczność wyrazisty muzyczny manifest. Nie mniej połamane melodycznie, ale mimo tego z powodzeniem rekonstruujące vibe złotej ery funku jest „Junie” oparte na moogowym motywie wyciągniętym jakby z klasycznych płyt Steviego Wondera. A Seat at the Table to także kolejna płyta nurtu nowego R&B, na której rozliczni zaproszeni do współpracy zaprzyjaźnieni artyści nie tylko nie rozbijają koncepcji krążka i nie odwracają uwagi od gospodyni, ale wtapiają się w wykreowane muzyczne uniwersum i bezbłędnie odnajdują w rozpisanych dla nich rolach. W jakimkolwiek innym przypadku trudno byłoby pomyśleć, że zaproszenie na płytę R&B Lil Wayne’a nie zmieni diametralnie jej przebiegu (nie trzeba zresztą daleko szukać, wystarczy wziąć na warsztat swoją drogą mimo wszystko znakomite „Let Me Love You” z tegorocznej płyty Ariany Grande) — na A Seat at the Table Solange znalazła dla niego przy nakrytym przez nią stole miejsce na tyle komfortowe, że trudno wyobrazić sobie „Mad” bez niego. Nie sposób zresztą nie dojść do wniosku, że tytułem i zawartością A Seat at the Table Solange zaprasza nas do własnego stołu. Nie wszyscy z tego zaproszenia skorzystają, ale z pewnością dla każdego znajdzie się miejsce.

Dwa nowe teledyski od Solange

sol2

Jeszcze nie ochłonęliśmy po piątkowej premierze A Seat at the Table Solange, a panna Knowles znów rozszerza pakiet udostępnionych przez siebie nowości — tym razem o dwa wideoklipy. Tych doczekały się nagrania “Don’t Touch My Hair” i “Cranes in the Sky”. Oba zostały wyreżyserowane przez piosenkarkę wspólnie z Alanem Fergusonem, reżyserem, który prywatnie jest także mężem artystki. Oba klipy są minimalistyczne, utrzymane w jasnych barwach i estetyce zawierającej się gdzieś pomiędzy teledyskiem do „Losing You” a sesją zdjęciową promującą nową płytę. Zobaczcie sami poniżej.

Odsłuch: Solange A Seat at the Table

14457480_10154633054014489_4706306456483083953_n

Jak informowaliśmy przed trzema dniami, na dziś Solange zapowiedziała premierę swojego trzeciego longplaya A Seat at the Table. Liczącej 21 utworów i trwającej ponad 50 minut płyty można już posłuchać m.in. na Spotify. Bez zbędnego komentarza zamieniamy się w słuch!

Nowy album Solange już w ten piątek!

14457480_10154633054014489_4706306456483083953_n

No to mamy chyba news tygodnia. Solange wypuści swój nowy album jeszcze przed weekendem. Seat at the Table, którego okładkę widzicie powyżej ukaże się trzydziestego września, a więc już w ten piątek i będzie zawierało aż dwadzieścia jeden utworów. Wśród gości między innymi Sampha, BJ The Chicago Kid i Q-Tip. Sama Solange powiedziała, że jej krążek to „projekt o tożsamości, umacnianiu wiary w siebie, niezależności, żalu i uzdrawianiu.” Wraz z ogłoszeniem premiery przebudowę przeszła strona internetowa artystki. Do osiemdziesięciu sześciu fanów, którzy zarejestrowali się na witrynie wysłane zostały książki z tekstami i grafikami z płyty. Czekamy z niecierpliwością, bo przecież swój ostatni projekt — epkę True piosenkarka wydała cztery lata temu. Nad nowym materiałem pracowała od 2013 roku.

1. „Rise”
2. „Weary”
3. „Interlude: The Glory Is In You”
4. „Cranes In The Sky”
5. „Interlude: Dad Was Mad”
6. „Mad” (feat. Lil Wayne)
7. „Don’t You Wait”
8. „Interlude: Tina Taught Me”
9. „Don’t Touch My Hair” (feat. Sampha)
10. „Interlude: This Moment”
11. „Where Do We Go”
12. „Interlude: For Us By Us”
13. „F.U.B.U.” (feat. The-Dream & BJ The Chicago Kid)
14. „Borderline (An Ode To Self Care)” (feat. Q-Tip)
15. „Interlude: I Got So Much Magic, You Can Have It” (feat. Kelly Rowland & Nia Andrews)
16. „Junie”
17. „Interlude: No Limits”
18. „Don’t Wish Me Well”
19. „Interlude: Pedestals”
20. „Scales” (feat. Kelela)
21. „Closing: The Chosen Ones”

Jeszcze na koniec druga strona okładki.

so_backcover_v02

Nowy utwór: Jade de LaFleur „Dead or Naked”

Przechwytywanie

Naprawdę uwielbiam Jade de LaFleur. Już od momentu, gdy usłyszałam jej propozycję na Saint Heron wydanym przez Solange. Z kolei jej epka Jaded była jedną z moich ulubionych w zeszłym roku. Bardzo mnie zatem cieszy, że pojawia się coś nowego od tej utalentowanej artystki. Utwór „Dead or Naked” jest owocem jej współpracy z Jamesem Fauntleroyem, natomiast ten remix przygotował Sebastian Sartor. Ten banger raczej nie zostanie moim ulubionym numerem od Jade, natomiast traktuję to jako miłą zapowiedź czegoś większego.

Solange, Beyoncé i inni wspominają Voodoo D’Angelo

15yearsofvoodoo

Niespodziewana premiera nowego albumu D’Angelo kompletnie przyćmiła fakt, że kilka dni temu powinniśmy świętować okrągłą (piętnastą) rocznicę premiery wybitnego Voodoo. Są oczywiście tacy, którzy pamiętali o tym mocno, a wśród nich Solange. Młodsza ze śpiewających sióstr Knowles wciąż rozkręca markę Saint Heron mającą na celu promowanie młodych soulowych i okołsoulowych talentów, tym razem postanowiła utrwalić pamięć o jednym z klasyków. Na stronie wytwórni pojawił się wczoraj artykuł, w którym wokalistka, jej bardziej znana siostra, oraz imponujący zestaw innych muzycznych znajomych wspomina premierę drugiego albumu D‚ oraz jego wpływ na całą współczesną muzykę. Voodoo to kościół, do którego wszyscy przychodzimy wyznawać wiarę w muzykę soul — takimi mocnymi słowami Sol otwiera własną wypowiedź. Beyoncé dodaje: to jest D.N.A. czarnej muzyki — cała ta miłość, ból, przekaz do społeczeństwa, surowość podkreślona przez jego lekkość w przechodzeniu niskiego wokalu do seksownego falsetu. Olbrzymim fanem wokalisty jest również A-Trak. D’Angelo odmienił muzykę r&b już przy okazji pierwszego albumu. Wydawało się niemożliwe by zrobić to drugi raz, a jednak udało mu się — deklaruje producent i szef wytwórni Fool’s Gold. Album dał mi zupełnie nowe spojrzenie na to, jak mogę posługiwać się moim instrumentem — twierdzi Thundercat, jeden z najważniejszych obecnie soulowych basistów. Całość wspomnianych i pominiętych (wśród których znajdziecie jeszcze ciepłe słowa od Janelle Monáe, Tweet, KindnessaStasii z grupy TheeSatisfaction) wypowiedzi znajdziecie tutaj.

Odsłuch: Chromeo White Woman

chromeo-white-women-album-cover-artKilkakrotnie pisaliśmy już o pojedynczych numerach promujących zaplanowany na 12 maja album White Woman kanadyjskiego duetu Chromeo. Od paru dni jednak w sieci można odsłuchać już całość materiału, z czym spieszymy się z Wami podzielić. Panowie zaserwowali nam ostatecznie około godziny muzyki, w tym głównie electro-funkowe brzmienia, do których zdążyli nas przyzwyczaić i na które zapewne większość z nas liczyła. Wśród gości postacie ujawnione już na długo przed premierą – Toro Y Moi, SolangeEzra Koenig. Miskowa recenzja zapewne niebawem, póki co zapraszamy do odsłuchu.

Niespodzianki na Coachelli

beycoa

Na festiwalu Coachella wszystko się może zdarzyć, a na scenach mogą pojawić się nie tylko zapowiedziane gwiazdy. I w tym roku tradycji stało się zadość. Już wczoraj proponowaliśmy Wam zapis koncertu Outkastu, gdzie wśród gości nie zabrakło Janelle Monáe. Na tym jednak nie koniec niespodzianek.

Państwo Carter wiążą z kalifornijskim festiwalem kilka dobrych wspomnień, czego najlepszym przykładem jest ich wspólne wykonanie „Forever Young” z 2010 roku. W ten weekend dorzucili kolejne — Beyoncé dołączyła na scenie do swojej siostry Solange, by zatańczyć do „Losing You”, z kolei Jay ZDiddy zaskoczyli podczas koncertu Nasa. Czego można było się spodziewać, wypełniony gwiazdami był także występ Pharrella. Towarzyszyli mu m.in. Nelly, Busta Rhymes oraz Snoop Dogg, ale chyba największe wrażenie na publiczności zrobiło pojawienie się Gwen Stefani (przedstawionej przez Williamsa jako „królowa”), która wykonała przebój sprzed dziesięciu lat — „Hollerback Girl”. Wspomniane fragmenty znajdziecie poniżej.