soul investigators
Recenzja: Nicole Willis and The Soul Investigators Tortured Soul

Nicole Willis
and The Soul Investigators
Tortured Soul (2013)
Timmion Records

Nicole Willis przyszła na świat w 1963 roku. Chociaż urodziła się w Nowym Jorku, na co dzień mieszka i tworzy w Helsinkach. Początki jej muzycznej kariery sięgają połowy lat 80-tych. Nagrywała i koncertowała z wieloma znakomitymi muzykami, m.in. z nu-soulową formacją Repercussions. W 2005 roku artystka rozpoczęła współpracę z fińskim składem The Soul Investigators. Jak się okazało, była to kombinacja niemal doskonała. Ich pierwsze wydawnictwo Keep Reachin’ Up odniosło międzynarodowy sukces, a tytułowe nagranie trafiło nawet na oficjalną playlistę towarzyszącą kampanii wyborczej prezydenta Obamy. Stworzenie albumu, który by nie zginął w cieniu tak uznanego debiutu, nie było więc łatwym zadaniem. Jednak osiem lat później Nicole udowodniła, że można skutecznie uniknąć tzw. syndromu drugiej płyty. Potrzeba tylko czasu i dystansu do własnej pracy.
Pod wieloma względami Tortured Soul nawiązuje do swojej poprzedniczki. Niemniej to wydawnictwo wprowadza nas w nową erę. Pani Willis rozpuściła włosy, założyła luźniejsze ubrania, a The Soul Investigators nieco odstąpili od grzecznego, bardzo poukładanego retro soulowego brzmienia. Zamiast powrotu do roztańczonego Motown, dostajemy tu więcej przestrzeni i gitarowego grania. Zupełnie tak, jakby muzycy po tym wielkim rozpędzie kilka lat wstecz, chcieli powiedzieć „Ok, to teraz już na luzie”.
Płytę otwiera kompozycja „Light Years Ahead”. Słuchając jej po raz pierwszy nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że to cover. Bardzo wyraźnym echem odbija się tu twórczość Edwina Starra, The Temptations czy Curtisa Mayfielda. Zresztą od podobnych porównań nie sposób uciec zbyt daleko i przy kolejnych utworach. Drugie nagranie to żywiołowe „Break Free (Shake a Tail Feather)” (niech pierwszy podniesie rękę ten, kto da radę spokojnie usiedzieć!). Potem dostajemy chwilę wytchnienia przy bardzo refleksyjnym „On the East Side”. Piosenka, z długim gitarowym solo, przywodzi na myśl „Summertime” w wykonaniu Janis Joplin. W pewnym momencie złapałam się nawet na tym, że czekałam aż w głośnikach zabrzmią słowa „No, no, no… don’t you cry”. Ta kompozycja zdecydowanie najbardziej zapada w pamięć.
Tortured Soul płynie dalej precyzyjnie dobraną mieszaniną dźwięków, która odsyła nas do lata miłości 1967 roku. Jest ciepło, jest pięknie i nieustannie chce się tańczyć. Można stracić głowę podczas „I’ll Just Sit and Daydream” i zupełnie się zapomnieć przy „Tell Me When (We Can Start Our Love Thing Once Again)”. Na idealne zakończenie dostajemy lekkie, 7-minutowe „You Got Me Moonwalking” wzbogacone o sekcję smyczkową.
Drugi krążek Nicole Willis and The Soul Investigators to bardzo spójne i przemyślane wydawnictwo. Warto zwrócić uwagę na warstwę tekstową poruszającą nie tylko tematy sercowe. Jedyne, czego tu brakuje to odrobiny innowacji i uwspółcześnienia wielokrotnie już wcześniej sprawdzonych rozwiązań (co np. świetnie robił na kilku poprzednich płytach Raphael Saadiq). Jednak i bez tego to jeden z tych albumów, które można włączyć w zły dzień i po prostu poczuć się lepiej.
