stevie wonder
Ranking: 20 naszych ulubionych coverów The Beatles
Poniższe zestawienie powstało w związku z zaistnieniem dwóch okazji żeby zamieścić na misce artykuł oscylujący wokół twórczości chłopaków z Liverpoolu. Pierwszą z nich jest przedwczorajsza zapowiedź pierwszego koncertu Paula McCartneya w Polsce – jak dla mnie istotny powód, by drugi raz w tym roku wpaść na Stadion Narodowy. Druga okazja związana jest z dniem dzisiejszym. 22 marca 1963 roku, dokładnie pół wieku temu, miała miejsce premiera debiutanckiego albumu The Beatles – grupy która na zawsze zmieniła oblicze muzyki rozrywkowej. Nieważne, czy słuchacie rocka, metalu, soulu, hip hopu, czy szeroko pojętej elektroniki – autorytet Cudownej Czwórki jest nie do podważenia i niezależny od podziałów. Dlatego postanowiliśmy na jeden dzień stać się rubbersoulbowl.pl i napisać o coverach Beatlesów w wykonaniu naszych „miskowych” artystów.
20. The Supremes „A Hard Day’s Night” (1964)
Beatlesi kochali Motown i to ze wzajemnością. Na początku kariery chętnie coverowali przeboje ze stajni Berry’ego Gordy’ego („Mr. Postman”, „Money”), później role się odwróciły. Największymi motownowskimi fankami chłopaków były dziewczyny z The Supremes. A Bit Of Liverpool, tytuł ich trzeciego studyjnego albumu, mówi sam za siebie. Na mocno zainspirowaną „brytyjską inwazją” płytę trafiło aż pięć coverów The Beatles, w tym prezentowane na dole „A Hard Day’s Night”. W Wielkiej Brytanii płyta wydana została pod tytułem With Love (From Us To You) będącym wyraźną aluzją do „From Me to You”.
„Come Together” zostało wykonane przez tyle znakomitości muzycznych, że ciężko byłoby wskazać ten jeden idealny cover. Czemu zatem the The Brothers Johnson? Ponieważ Diana Ross i Supremes już się pojawiły w rankingu. Ponieważ Michael Jackson nie do końca podołał takiemu wyzwaniu. Ponieważ król beatlesowskich coverów Joe Cocker to nie nasze klimaty. Ponieważ mamy właśnie na naszym profilowym facebooku tydzień z Quincym Jonesem, producentem The Brothers Johnson. Bo tak.
„I’m Down” to mało znany utwór Żuków, wydany jako strona B singla „Help!”. Cover w wykonaniu Beastie Boysów również kariery nie zrobił jako odrzut z ich debiutanckiego Licensed To Ill (co dobrze słychać po produkcji – Rick Rubin pełną, brodatą gębą). Świat się nie zawalił z powodu wyrzucenia utworu z tracklisty, ale uważam, ze stanowiłby na płycie idealne podkreślenie rockowych korzeni raperów z Nowego Jorku. Jedno z kilku rewelacyjnych podkreśleń.
„Let It Be”…”Lovely Day”? Kalifornijski czarodziej zamienił klawisze na struny i sprawił, że tytułowy track z ostatniej płyty Beatlesów stał się czymś jakby innym. Odmienne instrumentarium, ale emocje identyczne – Bill Withers stracił matkę będąc w bardzo młodym wieku, tak samo jak dedykujący ten utwór swojej zmarłej rodzicielce Paul McCartney. Słowa mądrości zawsze będą słowami mądrości, nieważne w jakim muzycznym języku. #PATETYCZNYFRAZES
Hiphopowa wersja „While My Guitar Gently Weeps”, jednego z najbardziej popisowych utworów George’a Harrisona. RZA wiedział, że zebrać najmocniejsze trio Wu-Tangowych raperów (Method Man, Ghostface, Raekwon) to za mało, zatem zaprosił do utworu Erykę Badu, Johna Frusciante oraz syna George’a – Dhaniego Harrisona. Efekt przerósł nie tylko oczekiwania słuchaczy, ale i całą zawartość 8 Diagrams – albumu Wu-Tang Clanu, o którego powstaniu wolałbym zapomnieć.
P-funkowcy nie chcieli być gorsi i też mieli swój cover Beatlesów. Utwór powstał w czasie kiedy Latający Cyrk George’a Clintona wytaczał takie działa jak One Nation Under A Groove i Mothership Connection, a trafił na mocno przegapiony solowy debiut ich najsłynniejszego gitarzysty – Eddiego Hazela. „Maggot Brain” może to nie jest, ale i tak kto by przypuszczał, że z „I Want You (She’s So Heavy)” można by wykrzesać tyle nieskrępowanej, funk-rockowej energii.
Przebój „All You Need Is Love” raczej nie był chętnie coverowany przez artystów z naszej miski. Gdybym chciał być złośliwy powiedziałbym, że to przez dość trudne metrum piosenki. Poszukując udanej czarnej wersji propagandy miłości Żuków dotarłem do 2003 roku i ścieżki dźwiękowej do filmu „Love Actually”. Lynden David Hall podchodząc do sprawy bardzo minimalistycznie złożył znakomity hołd swoim rodakom. Nie ma fajerwerków, ale jest za to klasa.
Isaac Hayes na początku lat siedemdziesiątych miał status takiej gwiazdy, że pseudonim Czarny Mojżesz nawet nikogo bardzo nie szokował. Nie rozsunął nigdy Morza Czerwonego, ale rozciągnął do granic możliwości „Something” Beatlesów. Przekształcona w 11-minutowego potwora piosenka była dla jednych arcydziełem, a dla drugich profanacją. Jak na opinie na temat utworu zareagował sam Hayes? Pewnie wzruszył ramionami, poprawił pokrytą złotymi cekinami pelerynę i ruszył w kolejną trasę.
Pozytywny hymn George’a Harrisona nie mógł wypaść lepiej w niczyim innym wykonaniu, niż w wykonaniu postaci znanej z takich utworów jak „Feeling Good” i „Ain’t Got No…I’ve Got Life”. Tekst utworu opiera się na motywie kończącej się zimy jako metafory pokonywania trudności życiowych przez autora piosenki. Patrząc na to co mam za oknem jestem jednak bardziej zwolennikiem dosłownego przekazu „Here Comes the Sun”. Wynocha zimo!
Musical pod tytułem „Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band” stał się z miejsca jednym z największych nieporozumień w historii filmu muzycznego, niedaleko od tej jabłoni padła również sama nafaszerowana coverami Beatlesów ścieżka dźwiękowa. Nie odważyłem się nigdy tego całego przesłuchać, ale z przyjemnością sięgam po „Got to Get You Into My Life” w wykonaniu Earth, Wind & Fire. Track zawarty został również na oficjalnej składance największych przebojów Żywiołaków, zdecydowanie nie bez powodu. Jeden z najśmielej funkujących coverów The Beatles.
Otis Redding wielokrotnie w swojej (niestety) krótkiej karierze udowodnił, że nieważne czyj utwór weźmie na warsztat, to wyjdzie z tego najczystsza definicja muzyki soul. Cover pochodzącego z albumu Rubber (nomen omen) Soul utworu, to doskonały przykład tego jak skutecznie zaadoptować czyjąś muzykę pod własny styl, ale jednocześnie nic nie stracić na wartości oryginału.
Zespół instrumentalistów z Memphis rozwinął wcześniej wspomniany pomysł The Supremes i nagrał album w stu procentach oparty na coverach Żuków i to z jednego albumu. Zatytułowany został McLemore Avenue – od ulicy, na której znajdowało się studio legendarnej wytwórni Stax Records. Sytuacja analogiczna do tytułu Abbey Road, okładka projektu również wiele wyjaśnia. Część utworów nagrana została pojedynczo, część została zebrana w większe wiązanki. Oto jedna z nich.
Utwór Lennona zainspirowany szkolnym rysunkiem córeczki, a tak naprawdę to wszyscy dobrze wiemy czym. Jeden z symboli psychodelicznego oblicza Beatlesów (ale nie aż tak jak abstrakcyjne do granic możliwości „I Am The Walrus”) doczekał się genialnego kobiecego wykonania (nie żadnego „wykonu”). To jedyny live cover w moim zestawieniu, ale po prostu nie mogło zabraknąć Natalie Cole – prawdziwej „dziewczyny z kalejdoskopowymi oczami”.
Cover utworu będącego wyobrażeniem jednej z największych obaw każdego rodzica. Nadinterpretując wybór utworu można powiedzieć, że Syreeta Wright udokumentowała tu swoje rozstanie ze Steviem Wonderem. Rozwód ten miał bardzo pokojowy charakter i na szczęście nie zniszczył ich więzi na linii muzycznej. W motownowskiej wersji „She’s Leaving Home” brakuje mi obecnej w pierwowzorze orkiestry smyczkowej, Syreeta nadrabia jednak świetnie zaśpiewanym refrenem urozmaiconym przez talkboxowe partie Steviego.
War – zespół pod wezwaniem Erica Burdona, byłego lidera The Animals – miał już w 1976 status latin-funkowego giganta z kilkoma solidnymi przebojami na koncie („Spill The Wine”, „The Cisco Kid”, „Low Rider”). Ambicji jednak wciąż nie brakowało, stąd oryginalny pomysł, by drugą połowę albumu Love Is All Around poświęcić na dwa masywne covery dwóch gigantów rocka: Rolling Stonesów i Beatlesów. Jeśli chodzi o Cudowną Czwórkę, wybór bardzo odważnie padł na „A Day In The Life”. Zważywszy na kultowy status utworu podsumowującego geniusz Sgt Peppera, szanse na kompromitację były wielkie. Burdon wrócił z tarczą z tej wojny.
Wielu dziennikarzy muzycznych wymienia „Eleanor Rigby” jako ten przełomowy moment, w którym Beatlesi przestali być grzecznym rockowym bandem, a stali się głodnymi eksperymentów reformatorami muzyki rozrywkowej. Do dziś nie wiadomo, kim dokładnie była tytułowa pani Rigby (niestety serwis rapgenius.com wtedy nie istniał…), ale w ciągu tych paru dekad powstało kilka wiarygodnych teorii. Różne są też teorie kto nagrał najlepszy cover tego utworu. Ja postawiłbym pieniądze na tradycyjne, czysto soulowe podejście pana Raya Charlesa.
„Yesterday” to jeden z najwięcej razy coverowanych utworów w historii muzyki rozrywkowej. Komisja rekordów Guinessa naliczyła ponad dwa tysiące zarejestrowanych studyjnie wykonań tej piosenki. Narodzona we śnie Paula McCartneya melodia wypływała z ust takich „naszych” artystów jak Ray Charles, Donny Hathaway, Marvin Gaye, En Vogue, czy Boyz II Men. Jako psychofan Marvina nie mogę oprzeć się wrażeniu, że to jego wersja „Yesterday” jest najlepszą jaką słyszałem.
Cover „We Can Work It Out” trafił na album Signed, Sealed & Delivered, uznawany jako początek złotego okresu twórczości Steviego Wondera. Cover ten stał się szybko obowiązkowym elementem koncertów Steviego, przyniósł mu także drugą w życiu nominację do nagrody Grammy. W 2010 roku muzyk wykonał ten utwór na żywo w Białym Domu podczas ceremonii przyznania Paulowi McCartneyowi nagrody im. Gerschwinów. Występ obserwował Barack Obama, kimkolwiek ten człowiek jest.
„Take a sad song and make it better” – śpiewał Paul w wielkim przeboju dedykowanym (podobno) zaniedbywanemu synowi Johna Lennona. Wilson Pickett nie miał ambicji by „zrobić to lepiej” – nagrał ten cover wyłącznie dlatego, że nie miał pomysłu na własny nowy singiel. Obecny w tym samym czasie w studiu gitarzysta Duane Allman zaproponował „Hey Jude” i w taki właśnie sposób – zupełnie spontanicznie – powstał jeden z najwybitniejszych coverów tego utworu.
„I Want To Hold Your Hand” to jeden z najbardziej tanecznych przebojów The Beatles. Dziwić może zatem fakt, że prezentujemy go w wykonaniu Ala Greena, wokalisty słynącego głównie ze spokojnego, quiet stormowego repertuaru. Jakiekolwiek przypisywanie artystom najlepszych stron ich brzmienia traci na znaczeniu w momencie, gdy Al tworzy coś takiego. Stały bywalec zestawień najlepszych beatlesowych coverów – bez podziału na gatunki.
Poza konkursem, gdyż to tylko mash-up nawijki Jaya-Z z muzyką Beatlesów. Pochodząca z Grey Albumu (Black Album + White Album) kombinacja „99 Problems” i „Helter Skelter” to przykład idealnej symbiozy. Wersy Hovy zyskały nowy wymiar swego prowokacyjnego tonu, proto-metalowe gitary McCartneya i Harrisona zaskoczyły energią podaną w zupełnie nowy sposób. Największym zwycięzcą był DJ Danger Mouse – jeden z najważniejszych muzycznych producentów XXI wieku wypłynął na szerokie wody właśnie dzięki tej zabawie z blendami.
Stevie Wonder wspiera Baracka Obamę
Afro-amerykańscy muzycy niejednokrotnie głośno mówili o popieraniu Baracka Obamy. Stevie Wonder poszedł o krok do przodu i postanowił nagrać numer dla prezydenta Stanów Zjednoczonych, w którym podsumowuje dokonania polityka. Kawałek trochę trąci tanią propagandą, ale warto sprawdzić jako ciekawostkę.
Nowy album: Macy Gray Talking Book
Niezrażona niepowodzeniami swoich poprzednich dwóch albumów (Covered wydany w marcu tego roku nie wszedł nawet do notowania Billboard200) Macy Gray po raz kolejny próbuje ratować swój tonący okręt. Tak jak to miało miejsce przy wspomnianym albumie wydanym zaledwie parę miesięcy temu tak i teraz wokalistka wyśpiewuje nam własne wersje znanych muzycznych klasyków. Na kogo tym razem padło? Niestety to Stevie Wonder i jego arcyważny, nienaruszalny album Talking Book stanął pod ostrzałem wokalistki. Album o którym artystka mówi jakoby był „osobistym prezentem dla Wonder’a” wyjdzie 30. października. Poczekajmy zatem na efekt, może będzie nieco mniej miażdżący niż to co Gray zrobiła z nagraniami Metallici, Eurythmics, Niny Simone czy Radiohead. Swoją drogą jaki będzie następny krok wokalistki, aż strach pomyśleć!
10. rzeczy, których nie wiesz o… Alicii Keys!

Nie możecie doczekać się nowego albumu od Alicii? Umilimy Wam ten czas! Do jakiej szkoły i z kim chodziła Kluczykowa, co robiła na Ulicy Sezamkowej, na punkcie czego ma bzika oraz jaka jest jej ulubiona książka – o tym, ale nie tylko o tym, przeczytacie w kolejnej odsłonie cyklu 10. rzeczy, których nie wiesz o… Zapraszam do lektury.
#1. Alicia ukończyła prestiżową szkołę Professional Performing Arts High School – tą samą do której uczęszczała Britney Spears. Jej nauczycielem był wtedy Conrad Robinson, brat obecnego menadżera wokalistki – Jeffa Robinsona.
#2. ‚Odkrywcą’ talentu Alicii jest Clive Davis. Producent muzyczny i wielka szycha w tej branży napisał list do Oprah Winfrey z prośbą, aby w jej programie wystąpiła Kluczykowa. Wykonała wtedy premierowo numer „Fallin'”.
#3. Chórki w piosence „Jane Doe” wykonuje Kandi Burruss, była członkini zespołu Xscape.
#4. Alicia znana jest z tego, że uwielbia dzieci i uwielbia im pomagać! Piosenkarka wystąpiła w programie, który każdy powinien pamiętać z dzieciństwa – Ulicy Sezamkowej w 2005 roku. Wraz z Elmo odśpiewała przeróbkę swojego pierwszego hitu „Fallin'” – „Dancin'”. Czyż to nie urocze?!
#5. Według portalu Yahoo! Music teledysk do piosenki „No One” był najczęściej oglądanym klipem w 2008 roku.
#6. Do tej pory piosenkarka zdobyła 14 nagród Grammy. Jest to czwarte miejsce, jeśli chodzi o zwycięstwa kobiet. Trzy pierwsze miejsca należą do Beyoncé (16 statuetek), Arethy Franklin (18 statuetek) oraz Alison Krauss (27 statuetek). Podczas rozdania nagród w 2002 roku Alicia jednego wieczoru zabrała do domu 5 statuetek.
#7. Keys podobno uwielbia grać na fortepianie w ciemnościach! Twierdzi, że przy całkowitej ciemności jest najlepsze wyczucie dźwięku. Podobną ‚przypadłość’ miała Aaliyah – wielokrotnie podczas ‚nagrywek’ w studio musiało być zgaszone światło.
#8. Kluczykowa ma bzika na punkcie jeansów i kapeluszy. W swojej kolekcji ma ponad 200 sztuk tego typu nakryć głowy.
#9. Jednym z ulubionych albumów Alicii jest Songs In The Key Of Life Steviego Wondera.
#10. Jej ulubiona książka to „Niewidzialny Człowiek” Ralpha Ellisona.
Występy na Billboard Music Awards 2012

Dwudziesta ceremonia rozdania Billboard Music Awards już za nami. O tym kto wygrał w poszczególnych kategoriach nie ma co pisać, gdyż pod tym względem impreza ta jest festiwalem oczywistości. Przejdźmy więc od razu do tego co ważniejsze, czyli występów. Wielka trójca pop-r&b, czyli Chris Brown, Usher i Justin Bieber mieli wczoraj okazję zareklamować swoje wychodzące na dniach albumy, zagrali zatem najnowsze single promujące te wydawnictwa. Akcenem hiphopowym (czy może bardziej okołohiphopowym) był występ Goodie Mob zakończony tributem dla MCA, zmarłego niedawno członka Beastie Boys. Oczywiście nie mogło zabraknąć hołdu dla Whitney Houston – za ten na ceremonii odpowiedzieli John Legend i Jordin Sparks. Gwoździem programu było przyznanie drugiej w historii imprezy Icon Award. Tytuł Ikony Billboardu powędrował do Steviego Wondera, który odwdzięczył się organizatorom rewelacyjnym występem w duecie z Alicią Keys. Wszystkie te występy, włącznie z innymi przeze mnie nie wpomnianymi, mozecie obejrzeć w wysokiej jakości klikając w link poniżej.
http://www.mrworldpremiere.net/2012/05/2012-billboard-music-awards-live.html
Kelly Rowland & Stevie Wonder ku pamięci Whitney Houston

Hołdy dla zmarłej niedawno piosenkarki to teraz niekończąca się historia. Tym razem to Kelly Rowland przy akompaniamencie Steviego Wondera wykonała (prywatnie mój ulubiony) numer Whitney „Greatest Love of All”. Zobaczyć Kelly śpiewającą z takim przejęciem to chyba rzadkość. Wiadomo, że nikt nie jest w stanie dorównać oryginałowi, ale akurat jej poszło całkiem dobrze.
Gwiazdy na gali BET Honors

Jeśli jeszcze nie odetchnęliście po rozdaniu nagród Grammy i całej ceremonii z tym związanej, muszę Was zasmucić – kolejna porcja wspaniałych występów, tym razem z BET Honors dołączy do listy Waszych must see. Głównie interesują nas dwie osobowości związane z tegorocznym wydarzeniem: Stevie Wonder i Mariah Carey. To właśnie oni zostali wyróżnieni za swoją działalność muzyczną. Kelly Rowland wykonała hit Mimi, „Fantasy” wspólnie z raperem Raekwon’em. Jak powiedziała o swojej trochę starszej koleżance ‚ma głos anioła’, z czym się zresztą trudno nie zgodzić. Do tego hołdu przyłączyła się także Patti LaBelle, śpiewając piosenkę „Hero”. Common tym razem zaprezentował utwór z ostatniej płyty „The Believer”, a na scenie wspierał go Anthony Hamilton. Oprócz wyżej wymienionych artystów na czerwonym dywanie pojawili się także Ledisi, Aretha Franklin, India Arie, Queen Latifah. Dużo nazwisk, zatem oglądajcie występy, bo warto oraz posłuchajcie przemowy Mariah.
Mariah Carey i Stevie Wonder uhonorowani na gali BET Honors

W tym roku odbyła się już piąta edycja tego przedsięwzięcia. Ze świata muzyki wyszczególnionych zostało dwóch artystów: Mariah Carey oraz Stevie Wonder. Dokonania Mimi oraz Steviego są niepodważalne i nie dziwne, że docenili ich po tylu latach pracy. Mąż wokalistki Nick Cannon wygłosił podobno przejmującą mowę z ich synkiem na rękach (córeczka jest jeszcze zbyt nieśmiała), co zobaczymy dopiero wtedy, kiedy pierwsze filmiki pojawią się w sieci. Kelly Rowland specjalnie na tę okazję wykonała hit „Fantasy” wspólnie z Raekwonem. Oprócz wymienionych wyżej gwiazd na gali pojawili się także: Jill Scott, Aretha Franklin, Common i Jennifer Hudson. O szczegółach będziemy informować na bieżąco!
Stevie Wonder w reinterpretacji Milesa Bonny
Mocna niespodzianka dla fanów talentu Milesa Bonny (w tym mnie!). Wraz z Circle Research, muzyk przygotował dwa covery mistrza Wondera -„Too High” oraz „Jesus Children of America”. Efekt kolaboracji wyborny! Zapraszam do odsłuchu/download’u poniżej.
Too High by circle research
Jesus Children of America by circle research
Stevie Wonder pojawi się na płycie Drake’a.

Podczas wczorajszego występu na kanadyjskim OVO Festivalu Drake zaskoczył wszystkich zaproszeniem do wspólnego występu samego Steviego Wondera. Tego samego wieczoru zaskoczył po raz drugi zdradzając w wywiadzie, że na tym jego współpraca z legendą soulu się nie kończy – na Take Care usłyszymy gościnny występ Wondera. „Stevie jest mi bardzo bliski. Czuję się zaszczycony, że mogę go nazywać przyjacielem, kimś kto pomógł mi zaistnieć w muzycznym biznesie” – powiedział Dreezy. Warto zauważyć, że mistrz nie słynie specjalnie z kolaboracji z raperami. Do tej pory można było go usłyszeć jedynie na albumach Busta Rhymesa i Snoop Dogga.




