the dirtbombs
Recenzja: The Dirtbombs Ooey Gooey Chewy Ka-Blooey!

The Dirtbombs
Ooey Gooey Chewy Ka-Blooey! (2013)
In the Red

Po niedoścignionych garażowych interpretacjach klasyki soulu sprzed ponad dekady i flircie z detroicką sceną techno, The Dirtbombs powrócili do nagrywania autorskiego materiału. Ooey Gooey Chewy Ka-Blooey! to dziesięć krótkich gitarowych numerów, mocno osadzonych w klimacie słonecznych lat 60. z typową dla okresu nutką psychodelii, które paradoksalnie brzmią właśnie jak zbiór coverów — w dodatku nie do końca udanych. Wierna rekonstrukcja brzmienia epoki i garść wpadających w ucho, ale bynajmniej nie fenomenalnych melodii to jednak trochę za mało, by skutecznie rywalizować z klasycznymi nagraniami The Monkees czy The Archies, zwłaszcza że Mick Collins jest na płycie wyjątkowo zachowawczy wokalnie, a cała grupa wydaje się zdystansowana, by nie powiedzieć — nieobecna. Brakuje energii i charyzmy, którymi The Dirtbombs potrafili przed laty rozpalić choćby najbardziej drętwe numery. Echa tamtego okresu pobrzmiewają na szczęście m.in. w singlowym „Crazy for You”, rock & rollowym „Sunshine Girl” i zamykającym album „We Come in the Sunshine”, gdzie grupa z pomocą sekcji dętej składa widowiskowy hołd kanonicznemu „Good Vibrations” Beach Boysów.
Nowy utwór: The Dirtbombs „Crazy for You”

Moi ulubieni reinterpretatorzy soulowych klasyków wracają z nowym krążkiem. Tym razem garażowa ekipa z Detroit postanowiła jednak zaprezentować w 100% oryginalny materiał, choć oczywiście w charakterystycznym dla nich bluesowo-punkowym stylu z nutą garażowego rocka z lat 60. Album zatytułowany adekwatnie do epoki Ooey Gooey Chewy Ka-Blooey! ukaże się 17 września nakładem In the Red Records i będzie zawierał 10 kompozycji. Pierwszą z nich, bubblegum-popowe „Crazy for You” można już odsłuchać na soundcloudzie.
