the weeknd

Nowy teledysk: The Weeknd „Secrets”


Od premiery albumu Starboy minęło już ponad pół roku. Po tym czasie jestem pewna, że nie jest to już tak hipnotyzująca muzyka, którą Abel urzekł nas w 2012 roku, kiedy pierwszy raz usłyszeliśmy jego Trilogy. Nie ulega jednak wątpliwości, że nadal jest to niesamowity muzyczny umysł, który potrafi stworzyć dobrej jakości pop.

The Weeknd podzielił się właśnie teledyskiem do jednego z lepszych kawałków z jego najnowszej płyty. Wideo wyreżyserował Pedro Martin Calero, który idealnie połączył futurystyczne ujęcia z lekkim i wciągającym bitem „Secrets”. Do stworzenia niesamowitego obrazu reżyser wykorzystał lustra i monumentalne budowle. Całość utrzymana jest w szaro-burgundowej kolorystyce, co podkreśla tajemniczy charakter teledysku. To idealna propozycja po genialnym teledysku do „I Feel It Coming”.

Oglądając teledysk, można zacząć odhaczać dni w kalendarzu do koncertu Abla podczas tegorocznej edycji Openera!

Nowy teledysk: Lana Del Rey feat. The Weeknd „Lust for Life”

 

 

Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że kolejny wspólny kawałek Lany del Rey i The Weeknd to tylko kwestia czasu. W zeszłym miesiącu artystka podzieliła się z nami wideo zapowiadającym nową płytę, w którym  pojawia się symbol XO – znak rozpoznawczy kanadyjskiego wokalisty. Co więcej, w wywiadzie dla magazynu DAZED piosenkarka powiedziała Courtney Lowe, że Abel pojawi się na jej nowym wydawnictwie: „Może to trochę dziwne, żeby na tytułowej piosence wystąpić w kolaboracji, ale bardzo ją lubię, zresztą powiedzieliśmy sobie [z Ablem], że nagramy coś wspólnie. Ja sama znalazłam się na jego dwóch ostatnich płytach”. The Weeknd odpowiedział piosenkarce na Instagramie, pisząc: „Dziękuję, że mogłem być częścią tej płyty. To zaszczyt, że jestem na pierwszej kolaboracji w twojej dyskografii”.

Drugi singiel zapowiadający wydawnictwo Lust for Life o tym samym tytule miał swoją premierę w środę na antenie BBC Radio 1. Chwilę później podzieliła się czarno-białym teledyskiem utrzymanym w klimacie lat 60. i estetyce filmu since-fiction klasy B, w którym Lana i Abel siedzą w czułych objęciach na literze „H” słynnego napisu Hollywood. Kamera kieruje się coraz bliżej patrzących sobie głęboko w oczy artystów, dzięki czemu widzimy rosnące między nimi napięcie. Cały klip jest wręcz hipnotyczny, a wszystkiego dopełniają harmoniczne głosy Lany i The Weeknd, i lekka, melancholijna muzyka. Tylko czy gdzieś już tego nie widzieliśmy?

Obejrzyjcie teledysk i przekonajcie się sami:

Nowy teledysk: The Weeknd feat. Daft Punk „I Feel It Coming”

weeknd

Tak do końca to sami nie wiemy czy Starboy spełnia nasze oczekiwania. Z jednej strony okrutnie czuć komercjalizację muzyki, w porównaniu do mixtape’ów czy nawet w porównaniu do pierwszej płyty i bardzo mocny ukłon w kierunku muzyki popularnej, z drugiej strony to nadal kawał bardzo dobrej muzyki, zwłaszcza dla bardzo szybko rosnącej bazy fanów artysty. Nie mamy jednak wątpliwości, że „I Feel It Coming” to jeden z najlepszych momentów może nie długo, ale na pewno nerwowo wyczekiwanego Starboy. Bardzo luźny, przyjemnie bujający kawałek doszlifowany tym słynnym brzmieniem Daft Punk sprawia, że jest czego posłuchać. Do tego totalnie odjechany teledysk, który koniecznie musicie zobaczyć (wszystkie video do Starboy są prześwietne, ale to jest chyba najlepsze). Czekamy na Openera!

Nowy utwór: NAV feat. The Weeknd „Some Way”

nav_theweeknd_some_way_soulbowlpl

NAV i The Weeknd grają w…szystkim na nosie. Nowym singlem z dobitnym tekstem dają kopa wszystkim hejterom, a w szczególności podobno Justinowi Bieberowi, który miał nazwać muzykę Weeknda słabą. Panowie z Kanady połączyli siły i bez ogródek dają się ponieść kolejnym wersom. „Some Way” jest singlem promującym mixtape NAV’a, który ukaże się 24 lutego. W oczekiwaniu na wydawnictwo, wbijcie szpilę, tzn. wciśnijcie play i posłuchajcie, co panowie mają do powiedzenia.

Nowy teledysk: The Weeknd „Reminder”

weeknd

The Weeknd narzucił sobie szybkie tempo przy promocji Starboya. Wczoraj nieoczekiwanie podzielił się teledyskiem do niesinglowego numeru „Reminder”. Od razu uprzedzam, że to nic szczególnego — raperzy w luksusowych samochodach i kręcące tyłkami tancerki. Można za to rzucić okiem, by zobaczyć, że żywo swego czasu dyskutowana nowa fryzura Weeknda zaczyna powoli ewoluować w trudnym do przewidzenia kierunku. Poza tym odsyłam raczej do poprzedniego klipu muzyka — neonowego „Party Monster”.

Neonowy, oldschoolowy i psychodeliczny The Weeknd w nowym teledysku

party

Na kolejny oficjalny singiel ze Starboya wybrano numer „Party Monster”, który tekstowo, brzmieniowo, klimatycznie, a teraz także wizualnie ma szansę dołączyć za rok do naszej Halloweenowej plejlisty. Piosenkarz bawi się przyjętymi na potrzeby nowego krążka artefaktami — mieszając neonową psychodelię ze staromodnymi, nieco kiczowymi scenami i efektami zawierającymi się gdzieś między Suspirią, Duchem Spielberga a Twin Peaks. Znakomity teledysk do zgrabnego, ale jednak niezbyt wyszukanego numeru. W każdym razie warto zobaczyć.

Recenzja: The Weeknd Starboy

starboy

The Weeknd

Starboy (2016)

XO/Republic/Universal

Mamy rok 2016. Siostry Knowles dominują rynek swoim politycznym R&Bdoskonałym soulem, Anderson .Paak debiutuje, zarażając funkiem cały świat, a Frank Ocean w końcu wydaje swoją długo wyczekiwaną płytę, na której zebrał najgłębsze emocje towarzyszące mu w ostatnich latach. W tym towarzystwie trudno może być przebić się z nowym krążkiem Weekndowi. Właściwie nie wiadomo do końca, dlaczego gwiazdor zdecydował się go wydać już w rok po ostatnim. I to jeszcze z osiemnastoma utworami! Jednym z powodów może być konieczność utrzymania się na topie, bo w końcu należy kuć żelazo, póki gorące. Pytanie tylko, za jaką cenę?

Abel wypracował sobie swój własny styl, za który przed pięcioma laty pokochali go fani alternatywnego R&B. W przeciągu 5 lat i dwóch poprzedzających Starboya albumów studyjnych jego muzyka ulegała ewolucji, niestety z negatywnym skutkiem. O ile na Kiss Land miało się do czynienia z intrygującym brzmieniem podziemia lat 80., a Beauty Behind the Madness okazało się być kuszącą propozycją zgrabnego połączenia popu ze stylem mrocznego PBR&B, tak na najnowszym krążku Kanadyjczyka on sam przedstawia nową odsłonę siebie jako prostego piosenkarza na porządnie wykonanych podkładach muzycznych, choć gdzieniegdzie nietrafionych ze względu na niezgodność wizerunku Weeknda z brzmieniem EDM („Rockin'”). Tesfaye musi sobie zatem zadać pytanie, czy chce podążać dalej swoją ścieżką i przecierać innym tę drogę, czy woli osiąść na laurach i wykonywać jedynie utwory czysto komercyjne, pisane przez sztab ekspertów. Przecież cała magia Weeknda polegała na jego wyjątkowych tekstach i owianych tajemnicą bitach Illangelo, którego brak na tej płycie tłumaczy możliwe niezadowolenie słuchacza. Ostatecznie za produkcję Starboy odpowiada cały zespół producentów z różnych bajek — Max Martin, Benny Blanco, Cashmere Cat, Metro Boomin, Diplo oraz Boaz van de Beatz to tylko niektóre nazwiska, które widnieją w booklecie albumu.

Taka różnorodność, choć warsztatowo na wysokim poziomie, przygasza ogień surowego Weeknda, opowiadającego okrutne rzeczy w delikatny sposób. Zaczęto także powtarzać utarte wcześniej schematy, do tego stopnia, że numer „Six Feet Under” od pierwszych taktów odzwierciedla nagrane w zeszłym roku „Low Life”, zresztą też z Future’em. Liryka Weeknda nie zmieniła się, a nawet otarła o banał, który zdaje się być jedynie zawiniętym w ozdobny papier. Najjaśniejszymi pozycjami na płycie są „Starboy”, „I Feel It Coming” oraz interludium „Stargirl” nagrane wraz z Laną Del Rey. Dwie pierwsze piosenki sprawiają wrażenie kierowania się głębszą wizją (pomogła w tym zapewne współpraca z Daft Punk), a „Stargirl” to najbardziej ambitna pozycja na płycie. Jej minimalistyczny podkład i poetyckie wykonanie pozwalają słuchaczowi na włączenie wyobraźni i odpłynięcie. Lana i Weeknd idealnie współbrzmią i jak sami o sobie nieraz mówili — uzupełniają się nawzajem. Teksty w innych utworach nie zgadzają się. Na przykład, w „Party Monster” autor budzi się obok dziewczyny, której imienia nawet nie zna, a w dalszym „Die for You” chce za inną oddać życie — taki z niego romantyk. W „Reminder” interesujące jest kpiące wspomnienie o otrzymaniu dziecięcej nagrody Teen Choice za numer „Can’t Feel My Face”, który opowiada o wciąganiu kokainy. Jako słuchacz czuję potrzebę spójności całego materiału, a w przypadku Starboy tego brakuje. Mogę natomiast bawić się i słuchać przez kilka następnych miesięcy drugiej części tracklisty, bo znajdują się tam pozycje bardziej Weekndowe (trap, PBR&B, R&B), lecz zapomnę o tej płycie szybko w porównaniu do czasu jej trwania — widać gołym okiem celowy zabieg pod serwisy streamingowe, którym w ostatnim czasie zależy na długich produkcjach, ze względu na czas użytkowania aplikacji oraz liczbę subskrypcji — dzięki temu zarabiają. Nie zapomnę natomiast zwinnej zwrotki Kendricka Lamara w chwytliwym „Sidewalks”, w której raper po raz kolejny udowodnił, że jest najlepszy. Pomimo tego słychać jednak jakby nie był do końca zadowolony ze swojej obecności w tym numerze.

Weeknd w 2016 roku postawił na pop, znacznie zmniejszając brzmienie ciemnej strony swojego życia. Pozytywem jest, że nikt nie odbierze mu umiejętności niecodziennego opowiadania pornograficznych treści w jego utworach (w „Ordinary Life” już od pierwszych wersów opisuje śmierć swoją i partnerki tuż po fellatio w samochodzie). Ogólnie rzecz biorąc, Starboy to zlepek utworów mniej lub bardziej b-side’owych, których część nie nadaje się na długogrające wydawnictwo, a to działa na niekorzyść wokalisty jeśli wziąć pod uwagę zamiłowanie Kanadyjczyka do narracji znanej z Trylogii. Fakt, że opisywany przeze mnie krążek dotarł na 2. miejsce listy Billboardu spowodowany jest tylko tym, że Weeknd to dziś top mainstreamu, a to nie zawsze idzie w parze z jakością. Po następnej płycie spodziewałem się jakiegoś przełomu, a w świetle powyższych informacji zmuszony jestem przyznać trzy gwiazdki. Jak na Weeknda, to słaba ocena.

Odsłuch: The Weeknd Starboy

Jeśli tak jak nam, dwa miesiące temu, gdy pojawiły się pierwsze zapowiedzi nowego albumu The Weeknd, wydawało wam się, że do premiery jeszcze strasznie dużo czasu, z radością informujemy — ten czas właśnie minął. Na trzeci longplay Weeknd poza Daft Punkami zaprosił także Kendricka Lamara, Lanę del Rey i Future’a. W sumie 18 numerów i prawie 70 minut muzyki. Wszystko już do odsłuchu poniżej. Enjoy!

Upiorny Twist: 10 przerażających utworów na Halloween

twist

Nie wybieramy się dzisiaj co prawda w tournee po okolicy, by dręczyć niczemu winnych ludzi prośbami o cukierki, ale myślę, że nie pogardzimy seansem jakiegoś prawdziwie upiornego filmu. By jednak wcześniej wprawić się w nastrój, przygotowaliśmy dla was odpowiednio upiorną selekcję muzyczną. Dziesięciu przedstawionych halloweenowych hajlajtów wraz z dodatkową upiorną trzydziestką możecie posłuchać na plejliście poniżej.


10.

„Saw It Coming”

G-Eazy feat. Jeremih

RCA

„Ghostbusters” Raya Parkera Jra nie da się niczym zastąpić, więc nazywanie „Saw It Coming” promującego tegoroczny remake Pogromców duchów następcą legendarnego motywu byłoby srogim nadużyciem. Nie zmienia to jednak faktu, że „Saw It Coming” to kawałek solidnego radiowego popu z obłędnym refrenem Jeremiha mocno nawiązującym do R&B w stylu późnego Michaela Jacksona. Na pytanie „Who you gonna call?” G-Eazy i Jermih odpowiadają „I bet you never saw it coming” — i rzeczywiście mają rację.


9.

„The Boogie Monster”

Gnarls Barkley

Downtown

Aloe Blacc ma dolara w kieszeni, a Cee Lo Green — potwora w szafie, przynajmniej jeśli wierzyć deklaracjom z refrenów ich piosenek. Danger Mouse od zawsze lubował się w serwowaniu mrocznych motywów w gęstych aranżach — z jednej strony mocno osadzonych na hip-hopowych fundamentach, z drugiej zaś bezsprzecznie czerpiących z upiornego twistu lat 60. Jednym z kulminacyjnych momentów tego chwytliwego stylu był wydany w 2006 roku krążek St. Elsewhere, na którym wespół z Cee Lo z retrosoulu i oldschoolowego funku wyczarowali prawdziwie diaboliczne muzyczne przedstawienie.


8.

„Clint Eastwood”

Gorillaz feat. Del the Funky Homosapien

Parlophone

Czy tylko ja nigdy nie wierzyłem Damonowi Albarnowi śpiewającemu w „Clint Eastwood” apatycznym głosem, że jest szczęśliwy i ma torbę pełną promieni słonecznych? Moją niepewność potęgował przeraźliwy syntezatorowy motyw wybijający się raz po raz ponad klasyczny triphopowy bit. Sytuacji nie poprawiał też Del the Funky Homosapien, który charyzmatycznymi (czyt. demonicznymi w nieco kreskówkowy sposób) zwrotkami doskonale dopełnia hipnotyczny refren Albarna.


7.

„Puk puk”

Nosowska

PolyGram

Jeśli sądziliście, że w polskiej muzyce nie mieliśmy swoich własnych upiornych momentów, to najwyższy czas zweryfikować ten pogląd. Tytułowy utwór z wydanego przed 20-ma laty triphopowego debiutu Kasi Nosowskiej mógłby służyć za model, jak zręcznie budować grozę w muzyce pop. Mamy plemiennie pulsujący bit, wiatr wygwizdujący na skraju fałszu straszliwą melodię i opartą na na pomyśle z filmu Dzieco Rosemary porażającą kołysankę. Atmosfery horroru dopełniają szczere wyznania Nosowskiej, która nie ukrywa tego, że jest przerażona i nie zawaha się wciągnąć słuchacza do swego pogrążonego w mroku świata.


6.

„Bust”

OutKast feat. Killer Mike

LaFace / Artista

W dyskografii OutKast można by co prawda znaleźć kilka utworów bardziej bezpośrednio tekstowo nawiązujących do Halloween — z humorystycznie traktującym o problemach matrymonialnych najsłynniejszego wampira w historii „Dracula’s Wedding” na czele. Ze świecą szukać natomiast piosenki dorównującej „Bust” z wydanego w 2003 roku Speakerboxxx/The Love Below szeroko pojętą upiornością na poziomie aranżacji. Zanim na dobre zrywa się potworna nawałnica Big Boi ostrzega, że siódma pieczęć właśnie została zerwana, a duchy i gobliny błądzą wolno po Ziemi. Część z nich zaangażował zresztą najpewniej do majakowego chóru przyprawiającego żywych o dreszcze przez cały burzliwy przebieg utworu.


5.

„I Put a Spell on You”

Screamin’ Jay Hawkins

Okeh

VooDoo D’Angelo może i czarowało słuchaczy, ale z prawdziwym voodoo miało niewątpliwie niewiele wspólnego. W tym kontekście dużo większą moc mają zaklęcia rzucane przez Jaya Hawkinsa w klasycznym „I Put a Spell on You”, które doczekało się bezliku coverów i do dziś pozostaje adekwatnym elementem zachodniej popkultury. Żadna z reinterpretacji nie dorównywała jednak ekspresją wydanemu w listopadzie 1956 roku oryginałowi. Ta niesławna bluesowa ballada zapewniła nieznanemu wcześniej szerszej publiczności Hawkinsowi nieśmiertelność i dołożyła swoje trzy grosze do naszej upiornej plejlisty.


4.

„Red Right Hand”

Nick Cave & The Bad Seeds

Także Nick Cave zbudował jeden ze swoich gotyckich przebojów na bazie upiornego twistu i złowrogo dmiącego w tle wiatru. Pierwotnie wydane w 1994 roku na płycie Let Love In „Red Right Hand” dwa lata później nie bez powodu zostało wybrane jako temat sagi filmowej Krzyk. Cave jednak nie krzyczy — jako narrator oszczędnie dozuje emocje w historii, która bierze swój tytuł z poematu łączonego niegdyś z satanizmem Johna Miltona, ale rozwija się co najmniej jak opowiadanie Stephena Kinga.


3.

„House of Balloons”/
„Glass Table Girls”

The Weeknd

XO

„House of Balloons”/”Glass Table Girls” podwójny hajlajt z debiutanckiego mikstejpu The Weeknd brzmi może bardziej jak bliskie spotkanie trzeciego stopnia z istotami pozaziemskimi, aniżeli z wesołym diabłem, ale bardzo trudno odmówić mu przepełnionego ciemną materią gęstego klimatu, kóry można by ciąć nożem. Po części dlatego, że muzyk pożyczył potwornie przebojowy refren od Siouxsie & The Banshees, ale także dzięki wkładowi własnemu — okalającym melodię mrocznym syntezatorom i zdumiewająco przestrzennej produkcji.


2.

„Oh My Darling
Don’t Meow
(Just Blaze Remix)”

Run the Jewels

Mass Appeal

Po zeszłorocznej premierze kociego arcydzieła nic nie będzie już takie samo. Nie duchy, wampiry czy zombie, a koty stoją za mrocznym i psychotycznym brzmieniem Meow the Jewels. Kocia paranoja jest zresztą ewidentnym lajtmotiwem hitowego „Oh My Darling Don’t Meow” w znakomitym remiksie Just Blaze’a, który dzięki zaprzęgnięciu w bit hipnotycznych kocich sampli wykreował klimat grozy niczym nieustępujący „Thrillerowi” Michaela Jacksona.


1.

„Thriller”

Michael Jackson

Epic

Nastoletnie uwielbienie klasycznego kina grozy, fascynacja nieprzeniknionymi, strasznymi, tajemniczymi historiami to punkt wyjścia do koncepcyjnego przeboju Michaela Jacksona — być może najbardziej utytułowanej okołohalloweenowej piosenki w historii muzyki popularnej. Jackson z Rodem Tempertonem zawarli w niej bowiem typową dla amerykańskich slasherów naiwność, a ejtisowe syntezatory połączone z galerią klasycznych dźwiękowych efektów — od wyjącego psa po skrzypiące drzwi — dodały do utworu odrobinę nieodzownego w tym wypadku kiczu. Całości dopełnił niezastąpiony mistrz horroru Vincent Price w roli narratora, którego głos przyprawiać może o ciarki. Panie, panowie, prawdziwy thriller!


Tiffany Evans remiksuje The Weeknda

tiffanyevans

Dawno niewidziana Tiffany Evans wzięła się za remiks jednego z ostatnich singli The Weeknda „Starboy”. Szkoda, że jej wersja jest taka krótka, bo naprawdę „Stargirl” miało potencjał, by zagościć w moich głośnikach na dłużej, a tym sposobem mogę traktować ten numer tylko jako ciekawostkę. Sprawdźcie poniżej.

Nowy teledysk: The Weeknd „False Alarm”

weeknd_falsealarm

The Weeknd ostro promuje Staryboy. Po wydaniu tytułowego singla wraz z video, pora na klip do drugiego singla – „False Alarm”. Jest to zdecydowanie jeden z najbardziej polaryzujących fanów utwór, opinie co do jego świetności bądź beznadziejności są totalnie podzielone, naszym zdaniem ekstra, że Abel próbuje eksperymentować i nawet mu to wychodzi. Nie można nie wspomnieć o świetnym, równie dynamicznym co utwór, video. Absolutnie nie mamy wątpliwości, że Weeknd jest fanem gadżetów i filmowych klasyków sensacyjnego kina takich jak „Heat” czy „Casino”, zresztą nic dziwnego – piękne kobiety i pieniądze to temat, który przejawia się na wszystkich wydawnictwach wokalisty. Koniecznie obejrzyjcie video, które swoją realizacją, dynamiczną historią i wartką akcją przypomina hollywoodzki blockbuster. Warto!

The Weeknd na żywo w Saturday Night Live!

SATURDAY NIGHT LIVE -- "Margot Robbie" Episode 1705 -- Pictured: Musical Guest The Weeknd performs on October 1, 2016 -- (Photo by: Will Heath/NBC/NBCU Photo Bank via Getty Images)
 
Muzycznym gościem ostatniego odcinka „Saturday Night Live” był nie kto inny jak The Weeknd. W trakcie trwania programu zaprezentował dwie ocenzurowane wersje singli promujących nowy album, który ukaże się 25 listopada. „Starboy” i „False Alarm” dają rade na żywo, mimo spolaryzowanych opinii w mediach społecznościowych co do tego drugiego singla. Zdecydowanie różni się od poprzedniej twórczości artysty. Czy takich niespodzianek będzie więcej na płycie? Okaże się już wkrótce.



The Weeknd ogłasza fałszywy alarm

the-weeknd

Kanadyjczyk nie zwalnia tempa. Po wstępnej zapowiedzi premiery trzeciego longplaya Starboy na 25 listopada, migiem wydał przebojowy pierwszy singielnie mniej intrygujący klip. Ledwie dwa dni po tym, jak światło dzienne ujrzał teledysk do „Starboya”, The Weeknd wypuszcza drugi singiel zatytułowany „False Alarm”.

Wszyscy ci, którym „Starboy” wydał się zbyt zachowawczy, będą mogli odetchnąć z ulgą przy mniej przebojowym i cięższym, ale zdecydowanie bardziej szalonym „False Alarm” opartym na klasycznej rocknrollowej rytmice, która w wykrzyczanym refrenie zapętla się na niemal drum’n’bassową modłę. Odsłuch poniżej.

Nowy teledysk: The Weeknd feat. Daft Punk „Starboy”

weeknd-starboy-video

Po pierwszym przesłuchu „Starboy”, przestaliśmy żałować, że koncert w Polsce się nie odbył (trasa została odwołana przez pracę nad nową płytą). Bicie rekordów Guinessa, okupowanie szczytów list przebojów na szczęście nie zaszkodziło brzmieniu, które nieustannie ewoluuje przy każdym wydawnictwie. Bez wątpienia można powiedzieć, że jest to konsekwentna ewolucja a nie rewolucja, to sam Weeknd zarzeka się, że nowy album zatytułowany tak jak pierwszy singiel, będzie najlepiej brzmiącym wydawnictwem w karierze. Abel demolujący swoją posiadłość neonowym krzyżem z nową-starą fryzurą, aby w końcu uciec z niej karmazynowym McLarenem (który jest też prezentem dla samego siebie, sprawionym już jakiś czas temu) i krążyć wieczorem po wzgórzach z panterą na siedzeniu to zdecydowanie teledysk, jaki chcemy oglądać. Wczoraj została ogłoszona nominacja dla Najlepszego Video w plebiscycie MTV EMA, przed premierą wideo (!), a już w ten weeknd, premiera kolejnego singla i występ w „Saturday Night Live”. Starboy już 25 listopada!

Nowy utwór: The Weeknd feat. Daft Punk „Starboy”

Długo nie musieliśmy czekać na pierwszy singiel z dopiero co zapowiedzianego, nowego albumu od The Weeknd. Kilka godzin po ujawnieniu okładki oraz tytułu, dostajemy to, na co jest najważniejsze, czyli pierwszy singiel. Okazuje się, że jest nim tytułowa kolaboracja z zespołem Daft Punk, której krótki teaser trafił do sieci już jakiś czas temu. Wszystko brzmi poprawnie i nie odstaje specjalnie od poprzednich nagrań Kanadyjczyka. Francuscy producenci po kolaboracjach z Pharellem Williamsem wiedzą już jak zrobić udany i przebojowy numer z wokalistą spod znaku R&B. Nie ma to się jednak nijak do zapowiedzi o bardziej agresywnym brzmieniu i inspiracjach rockowymi kapelami, o których wspominał w jednym z ostatnich wywiadów. Na te przyjdzie nam być może poczekać do premiery albumu, który trafić ma do nas już 25 listopada.

The Weeknd prezentuje okładkę i tytuł nowej płyty

Mamy wreszcie pierwsze konkretne informacje na temat nowego albumu od The Weeknd. Otóż następca hitowego Beauty Behind The Madness, zatytułowany będzie Starboy. Poznaliśmy też okładkę, na której momentalnie rzucają się w oczy pewne znaczące zmiany w wizerunku. Artysta pozbył się bowiem tak charakterystycznej dla siebie fryzury. Od razu nasuwa się więc pytanie: czy oznacza to również zmiany w samej muzyce? Okazuje się, że coś jest na rzeczy, gdyż w niedawnym wywiadzie dla magazynu VMAN, wokalista zdradził, że nowe nagrania mają być bardziej agresywne, a wśród inspiracji wymienieni zostali tacy wykonawcy jak The Smiths, Bad Brains, Talking Heads czy Prince. Jak sam przyznał całość ciężko jest jakkolwiek zaszufladkować, ale na pewno nikt nie jest to R&B. Zapowiada się więc ciekawie, oby tylko nie przesadził.

The Weeknd nagrywa nowy album?

the weeknd

Nie ma się co czarować, że w ostatnim czasie ksywka The Weekend nie budzi już takich emocji, jak miało to miejsce u progu jego kariery, kiedy to w 2011 roku udostępniał swoją mixtape’ową trylogię z najlepszym w tym zestawieniu wydawnictwem House of Balloons. Zdaje się, że i sam artysta jest świadom tego, że nie porywa tak jak wcześniej, a wraz ze wzrostem popularności uleciała gdzieś ezoteryczność zawarta w klimacie onirycznego r&b, z którym był od początku kojarzony. Kanadyjczyk zapowiadał już jakiś czas temu, że planuje wrócić do współpracy z producentami, którzy pomogli mu odnieść sukces z House of Balloons. Wszystko jeszcze bardziej rozjaśniło się dosłownie wczoraj, kiedy to Abel zdradził lifestyle’owemu magazynowi VMAN, że pracuje nad nową płytą. Warto w tym miejscu posłużyć się dosłownym cytatem:

„There are new inspirations on this album. The production feels aggressive but still sexy. The Smiths, Bad Brains, Talking Heads, Prince, and DeBarge play roles. We wrote it all in Los Angeles. I think it’ll be the best-sounding album I’ve ever done. It’s hard to label the sound because, when I first came out, nobody would label it R&B. I just want to keep pushing the envelope without it feeling forced.”

Czy w takim razie będziemy świadkami powrotu Kanadyjczyka do korzeni, z tym że już w bardziej odświeżonym wydaniu? Czas i cierpliwość pokażą.

Wyciekło DWANAŚCIE utworów od The Weeknda!

The-Weeknd-1

Nie powiem, trochę przysiadłem gdy pozostała część trasy Weeknda z RiRi została odwołana (w tym i koncert w Polsce). W zamian miał pojawić się nowy materiał (prace zostały potwierdzone w wywiadzie dla Vogue’a), powrócili producenci z klasycznego już House of Ballons i dalej cisza. Dwa dni temu pojawił dosyć tajemniczy tweet (tak, tak, my też lubimy dorabiać spiskowe teorię do każdego nieoczywistego tweeta) i to na tą datę przypisuje się wyciek DWUNASTU niesłyszanych wcześniej utworów (wprawdzie są zwrotki z „Migh Not Make It” Bellego i „Pullin Up” od Meek Milla, ale w pełnej wersji i zmienionej aranżacji). Co ciekawe – newsy o wycieku zaczęły znikać z przeróżnych zagranicznych portali (interwencja wytwórni?), nami aż tak się nie interesują, dlatego piszemy to tutaj. Nie możemy podać wam bezpośredniego linku do wycieku, znalezienie go u wyszukiwarkowego giganta powinno zając mniej niż 5 minut. A uwierzcie nam, że naprawdę warto, bas wybija plomby, przy pierwszych dźwiękach „How Will I Know” czy „I Wanna Feel You” zaczniecie nerwowo szukać styropianowych kubeczków. Szukajcie, do dzieła!

Future i The Weeknd na żywo w Saturday Night Live!

future

Wszechobecny Future tym razem w Saturday Night Live promuje nowy album. EVOL wydany już jakiś czas temu spotkał się z całkiem przyzwoitymi recenzjami, a „Low Life” to jeden z mocniejszych punktów albumu i nie dziwi nas, że właśnie ten utwór był grany na żywo w popularnym amerykańskim show. Wsparcie bezbłędnego Weeknda pozwoli nam nacieszyć się naprawdę niezłym występem!

 


 
W dalszej części programu, tym razem w bandanie zamiast gigantycznego futra, Future tym razem w swoim ubiegłorocznym hicie „March Madness”.
 

Adele zdominowała BRIT Awards 2016

brit

Nagrody BRIT Awards są najważniejszym wyróżnieniem muzycznym na rozwiniętym rynku brytyjskim i paradoksalnie najmniej popularną imprezą ze wszystkich znanych na świecie. W tym roku rozdanie zdominowała Adele, która otrzymała aż cztery statuetki. Artystka tym samym otrzymała zadośćuczynienie za porażkę odniesioną podczas Grammy. Pozostali zwycięzcy nie podnoszą znacząco poziomu muzycznego imprezy, może poza Björk, która otrzymała nagrodę za Najlepsza Artystkę Międzynarodową, dlatego przede wszystkim warto wspomnieć o występach, a pełną listę zwycięzców sprawdźcie sami tutaj.

Uwagę poświecono niedawno zmarłemu Davidowi Bowiemu, który otrzymał pośmiertna statuetkę jako Ikona, a o którym wiele ciepłych słów powiedzieli Annie Lennox i Gary Oldman. Tribute z utworem „Life on Mars” wykonała Lorde z asystą zespołu Bowiego.


Stały bywalec wielkich imprez, czyli The Weeknd wykonał swój hit „The Hills” ze swojego popularnego albumu Beauty Behind The Madness. Niesłabnąca popularność Kanadyjczyka zaowocowała zdobyciem niedawnej statuetki Grammy. Ponadto artysta wystąpi ze swoim nominowanym singlem „Earned It” podczas 88. rozdania Oscarów.

Nie mogło również zabraknąć występu Rihanny i Drake’a z kawałkiem „Work”, promującego najnowszy krążek Barbadoski ANTI. Wideo muzycznej pary wśród kolorowych neonów ma już prawie 7 milionów odsłon na kanale youtube. Uwodzicielskie ruchy artystki w stosunku do byłego partnera mogą zainicjować kolejne plotki o powrocie do siebie tych dwojga.

Z roku na rok impreza BRIT Awards traci na wartości. Zwyciężają często gwiazdki popu, nastoletni pożeracze fanek i inni celebryci z wątpliwymi umiejętnościami wokalnymi. W tym roku jednak coś drgnęło i miejmy nadzieję, że poziom artystyczny gali będzie wzrastał.